czwartek, 17 sierpnia 2017

Pasztety, do boju!

Wiesz, mamo, teraz, gdy gdzieś przeczytam albo usłyszę „słońce”, to automatycznie myślę: Kader. I widzę go, jak jedzie na tym swoim wózku przez niebo. Nie mogę się tego pozbyć…  – stwierdziła moja córka kilka dni po tym, jak skończyłyśmy czytać „Pasztety, do boju!”




To prawda, że wszyscy bohaterowie "Pasztetów" zapadają mocno w pamięć. Są wyraziści, prawdziwi, przekonujący. Ludzie z krwi i kości, o których myślisz, że mogliby zaraz wyłonić się zza rogu ulicy i wdać się z tobą w pogawędkę. Clémentine Beauvais, młodej pisarce (ur. 1989), jednocześnie zajmującej się naukowo literaturą dziecięcą, udało się stworzyć szczerą, niebanalną powieść coming-of-age.

Z tą książką jest jak z europejskim kinem: widzisz pierwsze kadry i już wiesz, że to nie amerykańska produkcja. Powieść o nastolatkach, o pierwszym zauroczeniu, o wychodzeniu ze skorupki, szukaniu własnego „ja”, o walce z hejterami, z nękaniem, z wykluczeniem społecznym. Niby klasyczny zestaw rekwizytów. A jednak… jak oryginalnie i błyskotliwie tu wykorzystanych!

Mireille Laplanche mieszka we francuskim miasteczku Bourg-En-Bresse i już trzeci rok z rzędu zostaje okrzyknięta Pasztetem w szkolnym konkursie na najbrzydszą uczennicę. Kiepsko dla nastolatki, jednak Mirelle ma do całej sprawy zaskakujący dystans, i to pomimo bliskiej niegdyś relacji  z organizatorem konkursu. Głowę zaprzątają jej inne problemy, jak na przykład ten, że nie zna własnego ojca, choć doskonale wie, kim on jest: mężem prezydentki Francji, znanym i cenionym filozofem. Cóż z tego, skoro nie odpowiada na listy…  Lepiej byłoby stanąć z nim twarzą w twarz, zawołać: „Hej, tu jestem, ja, twoja córka!”, wtedy, gdy cały świat patrzy… na przykład w Święto Narodowe Francji.

Powstaje więc plan, który nie jest tylko planem Mireille, lecz także pozostałych dwóch konkursowych Pasztetów, czyli Hakimy i Astrid. Każda z nich ma swój własny powód, by pojawić się w Paryżu na obchodach 14 lipca.

Drogę do stolicy dziewczyny decydują się pokonać na rowerach – na przekór własnej kondycji i wałeczkom tłuszczu. Mało tego – zszokowanym rodzicom oświadczają, że na trasie będą sprzedawały… paszteciki. Jak się z siebie śmiać, to na całego.

Ponieważ wszystkie są niepełnoletnie, dołącza do nich dwudziestosześcioletni brat Hakimy, Kader, który porusza się na wózku (stracił nogi w działaniach wojennych). Także on tą karkołomną wyprawą i obecnością w Pałacu Elizejskim chce coś zademonstrować.

Wieść o planach trzech pasztetów szybko roznosi się po okolicy, wybucha sensacją w Internecie, a potem roznosi się narastającą falą popularności, która nie opuści rowerowej ekipy aż do samego końca.
Jest więc to powieść drogi, w czasie której, każdego dnia, dochodzi do małych i dużych przewartościowań, odkryć, przemyśleń, starcia z fizjologią, cielesnością, z emocjami, przekonaniami na własny temat, z obrazem własnej osoby w oczach innych.

Wiele tu zręcznie poprowadzonych wątków, z których młody czytelnik może wynieść naprawdę wiele obserwacji i odniesień do własnej osoby. Mireille nie jest może szczególnie sympatyczną bohaterką, ale jest prawdziwa. I mówi wprost o rzeczach, które czają się w zakamarkach umysłów dojrzewających dziewcząt, jeszcze niepewnych siebie, przestraszonych własną cielesnością, niewprawnych w relacjach z płcią przeciwną.

Wszystkie kompleksy, zazwyczaj obracane w żart i pokryte grubą warstwą ironii, wyłażą z Mireille w jednej prostej sytuacji. Kiedy Kader przesuwa ręką po włosach dziewczyny, ta myśli:
„nagle sobie przypominam, że od dwóch dni nie myłam włosów, i z przerażeniem myślę o łoju wżerającym mu się pod paznokcie”.

Kwintesencja młodzieńczych zmagań z własnym ciałem i z jakże wątłą jeszcze pewnością siebie.

Jest też w książce oczywiście szersze tło, nie mniej interesujące: sprawy dorosłych – kariera, relacje z partnerem, z dziećmi, życiowe wybory; kwestie społeczne, a nawet zarys geografii serów francuskich i innych regionalnych wyrobów, od opisów których aż cieknie ślinka.

Na koniec jeszcze jedna rzecz, o której trzeba wspomnieć: znakomite tłumaczenie. Jestem pod wrażeniem pracy translatorskiej Bożeny Sęk (oczywiście wspieranej przez zespół redaktorski). Żywy, bardzo aktualny młodzieżowy język, potoczne współczesne wyrażenia, adekwatność odniesień dostosowana do rzeczywistości polskiego czytelnika, świetnie oddany humor, lekkość całości – to wszystko sprawia, że lektura jest wielką przyjemnością.
Na blogu Alicji Szyguły „W Nieparyżu” tłumaczka tak odniosła się do swojej pracy: „Przekład faktycznie był niełatwy, ale przez to ciekawy. Sporo kombinowania z grami słownymi, najtrudniejszy jednak był język młodzieżowy: żeby współczesny, lecz bez przesady, bo nastolatki wyczują przecież fałsz”.

Moja córka fałszu nie wyczuła, wręcz przeciwnie. Ciągle wracamy w rozmowach do różnych fragmentów książki i przyglądamy się im. Ona opowiada, ja słucham, czasem odwrotnie. Alicja napisała, że dobrze byłoby, aby ta pozycja znalazła się wśród lektur szkolnych, i ja się pod tym absolutnie podpisuję. Pasztety na lekturę!

P.S. We Francji książka została przeniesiona już na deski teatru, trwają prace nad adaptacją filmową.

Kadr z adaptacji teatralnej "Pasztetów."

Clementine Beauvais, Pasztety, do boju!, tłum. Bożena Sęk, wyd. Dwie Siostry 2017
Wiek: 12+ (13+ według wydawcy)





środa, 16 sierpnia 2017

Subiektywny przegląd książkowych nowości /sierpień 2017/

Co miesiąc prezentuję Wam pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam „dodać do ulubionych”, czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły i którym warto będzie przyjrzeć się bliżej.




Co to znaczy „wiercić dziurę w brzuchu”, „mieć końskie zdrowie” albo „niebo w gębie”? – pytają często dzieci, mocno zadziwione dosłownym przekazem zasłyszanych sformułowań. Tłumaczymy więc, że „tak się mówi”. Każdy z nas ma zresztą swoje ulubione frazeologizmy, które z lubością stosuje. Ja na przykład często mówię: „Na dwoje babka wróżyła” (co jakoś oddaje moje podejście do rzeczywistości).  Elżbieta Karpowicz i Diana Karpowicz też mają takie swoje ulubione wyrażenia. I postanowiły zebrać je w książce! Na wspólny projekt mamy (autorki) i córki (ilustratorki) składa się 28 subiektywnie wybranych, ale powszechnie stosowanych związków frazeologicznych, które zostają objaśnione dziecku wierszem i obrazem na dziewięciu rozkładówkach. Zabawne, lekkie, nowoczesne ilustracje Diany Karpowicz pozwalają dziecku lepiej zrozumieć i zapamiętać poszczególne zwroty.

Elżbieta Karpowicz, Diana Karpowicz, Gruba ryba cienko śpiewa, wyd. Zuzu Toys, sierpień 2017.
Wiek: 5+

Zaczyna się kolejny dzień i Mały Miś wysuwa nosek spod kołderki. Misiamama odsłania zasłony i słońce wpada do pokoju niedźwiadka. Misiatata próbuje łaskotkami wywabić synka z łóżka. Zaraz pochłonie go zabawa, padną ciekawskie pytania, pojawią się nowe wspaniałe odkrycia dokonane wspólnie z przyjaciółmi: Kurą, Kaczką i Kotem. Pierwszy tomik opowieści o Małym Misiu, który pokochali Amerykanie (pierwsza książka ukazała się w USA w latach 50.) właśnie trafia do polskich domów w tłumaczeniu Wojciecha Manna.
Miś, znany dotychczas głównie jako postać z wieczorynki (animowany serial zrealizowany na podstawie książek nadawany był w TVP i na kanale MiniMini) ma teraz szansę objawić się dzieciom w swym pierwotnym wcieleniu – w niepowtarzalnych ilustracjach stworzonych przez Maurice’a Sendaka. Proste, bliskie codzienności kilkulatków historyjki z życia ciekawskiego, trochę psotnego niedźwiadka pełne są ciepłego humoru i pozytywnych emocji.

Else Holmelund Minarik, Mały Miś, il. Maurice Sendak, tłum. Wojciech Mann, wyd. Wydawnictwo Literackie, sierpień 2017.
Wiek: 3–7

Według niedawnych badań NASK polskie nastolatki spędzają w internecie średnio 6 godzin dziennie. Nie opuszczają sieci nawet wtedy, gdy siedzą ze znajomymi w kawiarni albo w domu któregoś z kolegów. Pozostają w niej, jadąc ze szkoły i szczotkując zęby w łazience. Główny nurt życia przeniósł się do internetu, na portale społecznościowe, gdzie rozgrywają się najważniejsze zdarzenia i gdzie młodzi przeglądają się w opiniach innych, budując własną tożsamość.
Siedemnastoletnia Natasha Zelenka jest taką właśnie przedstawicielką młodego pokolenia, błyskotliwą i mającą ciekawe zainteresowania, zaangażowaną w niebanalny internetowy projekt – wspólnie ze znajomymi kręcą w sieci serial oparty na „Annie Kareninie” Tołstoja. Kiedy Tash niespodziewanie zdobywa wielką popularność i nawet youtuber-celebryta dobija się do niej z prośbą o numer telefonu, do dziewczyny dociera, że oto jej życie zaczyna się zmieniać. To, jak teraz rozegra karty i czy  mądrze wykorzysta swoje internetowe pięć minut będzie miało wpływ na przyszłość Tash, jej relacje z innymi ludźmi i postrzeganie własnej osoby.
Drodzy rodzice, czytajmy takie książki, aby lepiej poznać rzeczywistość, w której funkcjonują nasze dzieci. I żeby mieć o czym z nimi rozmawiać.

Kathryn Ormsbee, Milion odsłon Tash, tłum. Zuzanna Byczek, wyd. Moondrive (SIW Znak), sierpień 2017.
Wiek: 15+

Z pewnością znacie wyjątkowe, inspirowane polskim folklorem książki Marianny Oklejak „Cuda wianki” i „Cuda niewidy” – nasz zachwyt nad nimi nie słabnie! Bardzo cieszy więc fakt, że do sprzedaży trafia teraz seria „ludowych” książeczek przeznaczonych dla najmłodszych czytelników. „Kolory”, „Liczby” i „Przeciwieństwa” to trzy kartonowe książeczki, których celem jest towarzyszenie dziecku w rozwoju, wspieranie go w nabywaniu pierwszych kompetencji oraz rozbudzanie w nim wrażliwości estetycznej. Nasycone barwy i wyraziste wzory, wygodny format, solidne strony, zaokrąglone rogi – oto seria stworzona dla ciekawych świata małych badaczy do wielokrotnego oglądania, czytania, zabawy. A dla starszych czytelników gratka – słowa użyte w książeczkach zapisane są w pięciu wersjach  językowych (angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim i włoskim)!

Marianna Oklejak, Kolory; Liczby; Przeciwieństwa, wyd. ART EGMONT, sierpień 2017.
Wiek: 0–3

Książek-wyszukiwanek nigdy dość, zwłaszcza w wakacje – to w końcu sprawdzone „odnudzacze” długich podróży i nietrafionych pogodowo dni.
Czerwony Smok wyrusza w świat w poszukiwaniu miłości. Przed nim długa, inspirująca wędrówka – dzikie krainy, nieznane zwierzęta, nowe znajomości… Dziecko towarzyszy mu w tej przygodzie, przeszukując malownicze krajobrazy lądów, mórz i przestworzy w poszukiwaniu wytęsknionej smoczycy. Pełen humoru tekst, obfitujący w odniesienia historyczne i literackie jest rozrywką dla dorosłego, czytającego książkę. Nasycone, wibrujące kolorem, pełne szczegółów ilustracje Maud Lienard w dużym formacie (272 x 370 mm) wciągają zarówno małych, jak i dużych czytelników w wir przygód i odkryć.

Frédéric Bagères, W poszukiwaniu Czerwonego Smoka, il. Maud Lienard, wyd. Nasza Księgarnia, sierpień 2017.
Wiek: 3+


poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Książka, dzięki której pokochasz książki

Jeśli ktoś nie przepada za czytaniem, długie wywody mające mu udowdonić, jak wiele traci, raczej go nie przekonają. Zwłaszcza gdy jest chmurnym nastolatkiem wzruszającym ramionami na wszystkie życiowe prawdy. Znacznie skuteczniejsze może okazać się odwołanie do abstrakcyjnego humoru, ironii albo głupkowatego tekstu: „Jeśli nie lubisz czytać, pewnego dnia zamienisz się w wielkiego, tłustego borsuka”.



Nie jesteśmy z córką wielkimi fankami pozycji typu „Zniszcz ten dziennik”, choć to ja pięć lat temu kupiłam Zu zaskakującą publikację wydawnictwa Format  „To NIE jest książka” – w czasie, kiedy jeszcze nie było mody na tego typu nie-książki. My po prostu chyba za bardzo lubimy tak zwyczajnie czytać, by eksperymentować z czymś innym.
 

czwartek, 3 sierpnia 2017

Piracka seria JOLLEY-ROGERS

Wakacje mijają nam pod banderą piracką. Nie w sensie dosłownym oczywiście, ale tym wyobrażeniowo-czytelniczo-zabawowym jak najbardziej. A wszystko zaczęło się w maju, kiedy mój niespełna pięcioletni syn odkrył książkową serię o piratach Jolley-Rogers opublikowaną przez wydawnictwo Mamania.




Kto zagląda na blogowego Facebooka i Instagrama, ten już co nieco o tym wie. Nadszedł czas, by podsumować w jednym miejscu nasze doświadczenia.
Na początku była książka obrazkowa z dźwiękami. Wiosną natknęłam się w TK Maxxie na oryginalne wydanie „The Pirates Next Door Sound Book”. Syn zajął się sprawdzaniem, jakie odgłosy kryją się pod poszczególnymi przyciskami, a ja zaczęłam oglądać ilustracje. Już pierwsza rozkładówka absolutnie mnie urzekła.  Dziewczynka z mamą przycupnięte na przystanku autobusowym, a w tle zacinający deszcz, chmurne niebo i spienione morskie fale. Kupiłam książkę, w domu ją przeczytaliśmy i okazało się, że to bardzo ciekawa historia niekonwencjonalnej przyjaźni zwyczajnej dziewczynki z chłopcem-piratem.

poniedziałek, 31 lipca 2017

Co na blogach piszą /lipiec 2017/

Pięć najciekawszych według mnie wpisów minionego miesiąca opublikowanych przez blogerów książkowych. Cykl, którego celem jest polecenie Wam wartościowych książek, o których dobrze wypowiedzieli się inni, a także – czy może przede wszystkim – okazja do dzielenia się książkowymi miejscówkami w sieci, które lubię, cenię i stale odkrywam.


Lato w pełni, wyjazdy krótsze i dłuższe w toku, warto więc sięgnąć po pamiętniki i dzienniki z podróży. Zawsze mnie ciągnęło do takich publikacji, bo kocham planować różne rzeczy i w organizowaniu zwiedzania jestem świetna, natomiast gorzej u mnie z tworzeniem późniejszych raportów. Córka ma podobnie. Zauważyłyśmy, że po prostu zbyt wiele chcemy przekazać – wszystkie emocje, wrażenia, fakty, historyjki etc. W takich sytuacjach pomaga nam trzymanie się z góry wytyczonych ram. Takich jak te zawarte w „Podróżniku. Zeszycie wspomnień” (zilustrowanym przez Dorotę Wojciechowską!), o którym pisze Olga  z bloga „O tym, że”. Jej córka też „przed czystą kartką jest nieco zagubiona”, a tematyczne sekcje „Podróżnika” ułatwiają jej tworzenie wspomnieniowych zapisków.


niedziela, 23 lipca 2017

Indeks szczęścia Juniper Lemon

Prowadzenie indeksu szczęścia to spore wyzwanie dla każdego, a co dopiero dla nastolatki, która ma za sobą wypadek samochodowy, w którym zginęła jej starsza siostra. Juniper Lemon chce jednak dotrzymać słowa danego siostrze i przez cały rok prowadzi zapiski, dokumentujące pozytywne strony życia. Robi jednak małe odstępstwo od zasad – zapisuje także wszystkie negatywne doświadczenia, aby pozostać w zgodzie z własną naturą.




Nigdy nie była roześmianą trzpiotką ani nawet pogodną optymistką. Wolała chadzać własnymi drogami i może dlatego nie błyszczała na społecznym firmamencie tak jasno jak siostra. Ale Juniper nie była zazdrosna. Ceniła za to siostrzaną lojalność i cieszyła się z zaufania, jakim się wzajemnie darzyły z Camillą.

A potem znajduje w torebce siostry sekretny liścik i nagle dociera do niej, że Camilla miesiącami skrywała przed nią tajemnicę, i to tę z gatunku najpilniej strzeżonych. Juniper jest zła i zawiedziona. Tym bardziej, że Camilli już nie ma, rzecz jest więc nie do wyjaśnienia. A może…
Choć tropy są marne, Juniper postanawia rozpocząć prywatne śledztwo. Nie zdaje sobie sprawy, że efekty jej działań wykroczą znacznie poza cel, który sobie postawiła.

poniedziałek, 17 lipca 2017

Subiektywny przegląd książkowych nowości /lipiec 2017/

Co miesiąc prezentuję Wam pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam „dodać do ulubionych”, czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły i którym warto będzie przyjrzeć się bliżej. 



Moja córka ma na imię tak jak bohaterka tej książki, Zuzia. I też lubi rysować. Nawet bardzo. A że ma już 11 lat (i rysuje nieustannie) zyskała w tym rysowaniu niejaką wprawę i zebrała sporą liczbę obserwacji. Między innymi taką, że biała kredka jest bardzo potrzebna. „Do cieniowania, do nadawania miękkości, do robienia odbłysków – w oczach, na włosach…” – odpowiedziała, gdy zapytałam, cytując tytuł: „Po co komu biała kredka?”. Zuzia z książki jeszcze tego nie wie i odrzuca białe kredki ze wszystkich posiadanych zestawów. Odkłada je jako zupełnie nieprzydatne, bo takimi właśnie jej się wydają – niewidoczne na białej kartce. Dopiero życzliwa obecność cioci, jej słowa i zachęta, pokazują Zuzi niedocenianą wartość i subtelny urok białej kredki. Dziewczynka odkrywa, że można rysować nie tylko w standardowy sposób i uzyskiwać dzięki temu ciekawe, nietuzinkowe efekty własnych prac. Stawiając pytanie o zasadność istnienia białej kredki, Zuzia schodzi z utartych szlaków myślowych i otwiera się na eksperymentowanie, nie tylko w rysowaniu. Niewielka książeczka Małgorzaty Falkowskiej z ciekawymi ilustracjami Ani Jamróz – wykonanymi białą kredką na kolorowych tłach – to zaproszenie do niesztampowego postrzegania otoczenia i twórczych w nim działań.

Małgorzata Falkowska, Po co komu biała kredka?, il. Ania Jamróz, wyd. Tadam, lipiec 2017
Wiek: 3+

piątek, 14 lipca 2017

Lato ze "Świerszczykiem"

Jedną z rzeczy, nad którą cyklicznie załamuję ręce przed dłuższymi wyjazdami wakacyjnymi jest kwestia zgromadzenia odpowiedniego księgozbioru. Zazwyczaj miejsca jest zdecydowanie za mało, a limity wagowe są przesadnie nieżyczliwe dla książek. Szczególnie gdy weźmie się pod uwagę, że książki dla młodszych dzieci mają często duży format, twarde okładki, a ich lektura trwa dziesięć minut. W porywach. W tych trudnych momentach ostrej selekcji zawsze z pomocą przychodzi mi „Świerszczyk”.




Szczęśliwie nasze ulubione pismo dla dzieci oferuje w pakiecie po trosze wszystkiego: opowiadania, wiersze, komiks, krzyżówki, gry słowne, matematyczne, planszowe, dowcipy, rebusy, kolorowanki… Każdą stronę wypełnia przemyślana, interesująca treść, którą można dziecku zaserwować na wakacjach w zależności od chwilowych upodobań, nastroju, pogody i pory dnia. Trochę rozrywki umysłowej na plażowym kocyku, zadania logiczne dla zabicia nudy w deszczowe popołudnie, opowieści do głośnego czytania na dobranoc. A wszystko to w formie lekkiej, podręcznej, nieobciążającej ani bagażu, ani portfela. Bardzo, bardzo polecam.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Wróbelek z kości

Wszystkie słowa wydają się za małe, gdy przychodzi napisać o takiej książce. I jednocześnie zbyt górnolotne, pompatyczne. Chciałoby się znaleźć jakiś specjalny język, ale takiego nie ma. Dlaczego miałby być, skoro opisywać ma sprawy tak bardzo uniwersalne, ludzkie. Po co szukać wymyślnych słów?




Zacznijmy więc po prostu, zwyczajnie.  Jest sobie chłopiec. Subhi. Ma 9 lat i razem z mamą oraz starszą siostrą Queeny mieszka w ośrodku detencyjnym. Tutaj się urodził i nie zna świata poza nim. Należy do Rohingja, muzułmańskiej grupy etnicznej, zamieszkującej północną część birmańskiego stanu Arakan. Buddyjska część społeczeństwa Birmy uważa ich za nielegalnych imigrantów, dyskryminuje i poniża, uniemożliwiając m.in. posiadanie legalnych dokumentów, dających szansę na naukę czy pracę. Według ONZ Rohingja to najbardziej prześladowana grupa etniczna na świecie.

środa, 5 lipca 2017

Rok na wsi

Książki o porach roku nie mają daty ważności. Można sięgać po nie regularnie albo tylko od czasu do czasu, można podejść do nich utylitarnie, chcąc przybliżyć dziecku jakąś konkretną kwestię, albo traktować bardziej ogólnie czy wręcz refleksyjnie, jako uniwersalną opowieść o rytmie życia toczącego się wokół.



Takimi książkami są cztery tytuły wydane przez Naszą Księgarnię w ramach jednej serii: „Rok w mieście”, „Rok w lesie”, „Rok w przedszkolu” i „Rok na wsi”. Te wspaniałe picturebooki opowiadają czytelnikowi o zmianach zachodzących wraz z porami roku, skupiając się na jednego rodzaju przestrzeni i jej charakterystycznych cechach. Wszystkie mają duży format (231 x 310) i sztywne kartonowe kartki. 

sobota, 1 lipca 2017

Co na blogach piszą /czerwiec 2017/

Pięć najciekawszych według mnie wpisów minionego miesiąca opublikowanych przez blogerów książkowych. Cykl, którego celem jest polecenie Wam wartościowych książek, o których dobrze wypowiedzieli się inni, a także – czy może przede wszystkim – okazja do dzielenia się książkowymi miejscówkami w sieci, które lubię, cenię i stale odkrywam.


Gdy tylko zobaczyłam pierwsze ilustracje do „Bajki na końcu świata” Marcina Podolca, wiedziałam, że ten komiks  zachwyci mnie - wielbicielkę antyutopii. Postapokaliptyczna opowieść dla dzieci wydaje się co prawda dziwaczną koncepcją, a jednak efekt finalny tego pomysłu robi wrażenie i zbiera dobre recenzje. Na przykład u Leny, prowadzącej blog „Kulturalna dzielnica”, która pisze o pierwszym tomie cyklu (tak, będą następne!), że ta „opowieść o sile przyjaźni, zaufania, zdobywaniu życiowych doświadczeń” jest „świetnym, genialnie zrealizowanym pomysłem”.



środa, 28 czerwca 2017

Za płotem z ostów

W zieleni czai się przygoda – wystarczy w któryś senny od upału dzień powędrować śladami pręgowanego żółtego kota. Ani się obejrzymy, a dotrzemy w miejsce trochę prawdziwe, a trochę wymyślone – ukryte za płotem z ostów. 



Twórczość dla dzieci Agnieszki Frączek odkryłam w 2006 roku, kiedy kupiłam tomik wierszy zatytułowany „Ale heca!” (wyd. Nowy Świat 2005). Utwory skrzyły się od dowcipu i zabaw językowych, a przy tym zawsze opowiadały dziecku jakąś historyjkę.  Przez lata wracałam wielokrotnie – najpierw z córką, potem z synem – do twórczości tej autorki, choć jeśli o mnie chodzi, nadal i wciąż najbardziej lubię jej wiersze liryczne, takie jak „Ciii…” albo „Liść”. Jest ich mniej w dorobku autorki, dominują utwory edukacyjne – ukazujące dziecku różnorakie zjawiska językowe, jak np. homonimy, homofony, różnorakie związki frazeologiczne. To nie dziwi, jako że Agnieszka Frączek jest językoznawczynią, leksykografką – i, wprowadzając dzieci w tajemnice języka, z lubością łączy teorię z praktyką.

wtorek, 20 czerwca 2017

Moje cudowne dzieciństwo w Aleppo

Był pogodny majowy dzień. Wyszliśmy z synem na taras. Dochodziło południe, świeciło słońce, przyjemnie owiewał nas wiatr. Czekaliśmy.  Gdy zaczęły wyć syreny, mocniej ścisnęłam małą łapkę w swojej ręce. Gdy powiedziałam synowi, że kiedyś wycie syren - takie samo jak to, które usłyszał przed chwilą - oznaczało nalot bombowy, zapadła długa cisza. 
– Bombardowanie? – obracał w ustach to słowo jak kanciastą landrynkę, która uwiera w policzek. –  Ale to było dawno, teraz nie ma wojny?
– Nie ma TUTAJ, synku – odpowiedziałam.


Temat wojny, jej dramatów i tragicznych skutków pojawia się co jakiś czas w rozmowach z dziećmi – przy okazji rocznic, świąt narodowych albo w wyniku zdarzeń, które dziecko wyławia z informacji medialnych czy z rozmów dorosłych. Z poruszeniem tego tematu nierozerwalnie związane są pytania. Liczne, dociekliwe i bardzo trudne.

niedziela, 18 czerwca 2017

Subiektywny przegląd książkowych nowości /czerwiec 2017/

Co miesiąc prezentuję Wam pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam „dodać do ulubionych”, czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły i którym warto będzie przyjrzeć się bliżej.

 


Nie powinno się oceniać książki po okładce, ale jednak trudno uniknąć tego pierwszego wrażenia, które zachęca do zagłębienia się w lekturę lub przeciwnie – zupełnie do niej zniechęca. W przypadku „Kronik Jaaru” okładka zaprojektowana przez Julię Boniecką od początku wołała do mnie z internetów i sam ten obraz – dziewczyny z rozwianymi włosami, stojącej w księżycową noc na dachu londyńskiej kamienicy skusił mnie do kupna książki. Oczywiście niebagatelne znaczenie miał też fakt, że takie powieści– z akcją rozgrywającą się w fantastycznych światach – należą do ulubionych lektur mojej córki.
Jaar to świat wykreowany od podstaw przez polskiego autora Adama Fabera, zamieszkiwany przez stworzenia mityczne (nimfy, jednorożce) oraz baśniowych ferów, którzy mają czarodziejskie moce, jednak warunkiem ich użycia jest połączenie się z ziemską czarownicą. Taką czarownicą, choć wcześniej zupełnie tego nieświadomą, jest bohaterka książki, nastoletnia Kate Hallander, która podobnie jak Wasylisa z „Czasodziejów” odkrywa dobre i złe strony posiadania magicznych zdolności. „Księga luster” to pierwszy tom serii Kronik Jaaru.
 
Adam Faber, Kroniki Jaaru. Księga luster, wyd. Czwarta Strona 2017

Wiek: 11+

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Historia Mademoiselle Oiseau

Paryż jest dla mnie miastem szczególnym, bo był moją pierwszą wyprawą w nieznane, miejscem, które samodzielnie odkrywałam ulica po ulicy jeszcze jako nastolatka. Kiedy miałam 17 lat razem z grupką znajomych pojechaliśmy do Paryża i przez dwa tygodnie wędrowaliśmy po mieście, chłonąc jego artystyczną, wysublimowaną atmosferę i odkrywając miejsca, których próżno szukać w popularnych przewodnikach. 



W tamtych latach kontrast z polską rzeczywistością, dopiero raczkującą ku światu po 89 roku, był ogromny. Barwne postaci dniem i nocą zapełniające paryskie place i bulwary, oryginalne, modne stroje, pewność siebie mieszkańców miasta, ich samoświadomość  i ostentacyjne zadowolenie z bycia sobą – wszystko to było egzotyczne i fascynujące.

wtorek, 6 czerwca 2017

Czytamy, liczymy, główkujemy

Niedawno znajoma podzieliła się ze mną nowiną, że w lokalnym sklepiku papierniczym pojawiły się książki z serii „Czytam sobie”. „Na takie: Kupisz mi coś… dam się zawsze z przyjemnością naciągnąć” – śmiała się, zadowolona. Wcale jej się nie dziwię, mam tak samo! Wspomniana seria, podobnie jak trzy inne serie wydawnictwa Egmont: „Poczytaj ze mną”, „Czytam główkuję” i „Liczę sobie”,  to koncept tak znakomicie pomyślany i realizowany, że kolejnych części wypatrują równie niecierpliwie zarówno dzieci, jak i rodzice.


Najbardziej znana jest z pewnością seria „Czytam sobie”, która ukazuje się od 2012 roku. Dotychczas wydano 54 tytuły na trzech poziomach zaawansowania czytelniczego: Składam słowa (150–200  wyrazów, tylko podstawowe głoski), Składam zdania (800–900 wyrazów, głoski podstawowe oraz „h”), Połykam strony (2500–2800 wyrazów, wszystkie głoski). 

sobota, 3 czerwca 2017

Co na blogach piszą /maj 2017/

Pięć najciekawszych według mnie wpisów minionego miesiąca opublikowanych przez blogerów książkowych. Cykl, którego celem jest polecenie Wam wartościowych książek, o których dobrze wypowiedzieli się inni, a także – czy może przede wszystkim – okazja do dzielenia się książkowymi miejscówkami w sieci, które lubię, cenię i stale odkrywam.




Przyjaźń, relacje z rówieśnikami to dla dziecka jeden z najważniejszych tematów i w literaturze dziecięcej jest on stale obecny, przyjmując bardzo różne oblicza.  Justyna z bloga Dzika jabłoń wzięła na warsztat sześć wydanych w tym roku książek, w których właśnie temat przyjaźni jest opisywany i odmalowywany. Warto zajrzeć do tego zestawienia, aby mieć w zanadrzu historię dla dziecka – na wypadek koleżeńskiej kłótni, trudności w nawiązywaniu bliskich relacji czy zmagania się z odrzuceniem.

środa, 31 maja 2017

Kłamca i szpieg

Georges ma kochających rodziców, dobrego przyjaciela, fajny dom na Brooklynie, a w nim swoje prywatne królestwo, wymyślnie zaprojektowane przez ojca-architekta. I nagle ten ułożony, przyjemny świat zaczyna się rozpadać. Tata traci pracę, trzeba sprzedać dom i przeprowadzić się do bloku. Stara przyjaźń nie wytrzymuje próby, a mama musi brać dodatkowe dyżury i w zasadzie nie ma jej w domu.



W tych niełatwych okolicznościach Georges stara się pozostać sobą i zachować dystans do rzeczywistości. Chwyta się różnych sposobów, by sobie z nią poradzić – ogląda śmieszne filmiki, układa dla mamy wiadomości z literek scrabbli, chodzi z tatą do ulubionego baru. Brakuje mu jednak jakiejś bratniej duszy, kogoś, kogo mógłby nazwać przyjacielem. Gdy poznaje sąsiada z szóstego piętra, podświadomie liczy więc na to, że nawiąże się między nimi serdeczna, kumpelska więź, w której znajdzie oparcie.

niedziela, 28 maja 2017

Na podwórku i przy biurku z Kapitanem Nauką

Raz na jakiś czas w zakładce „Poza książką” pojawi się recenzja czegoś, co książką nie jest, ale co bardzo chcę Wam pokazać i polecić, bo jest świetne graficznie, merytorycznie i dzieci to lubią :) W poprzednim zimowym  wpisie były to zestawy kart suchościeralnych od Kapitana Nauki. Dzisiaj pokażę Wam kolejny zestaw kart oraz wyjątkowo piękne graficznie memory.



W naszym domu tego typu aktywności zawsze cieszyły się zainteresowaniem, z tą różnicą, że córka preferowała wszelkiego rodzaju karty pracy, zeszyty z zadaniami, naklejkami itp., a syn gry wszelkiej maści, z naciskiem na memory właśnie. Zaczął grać jako zupełnie mały dwuletni brzdąc i szybko się okazało, że pamięć ma lepszą ode mnie!

piątek, 26 maja 2017

Moja młodsza siostra

Patrząc na okładkę tej książki, odruchowo podążam myślami ku własnym dzieciom, które  też są dla siebie bratem i siostrą, choć w odwrotnej niż w tytule kolejności. Dla mnie, jedynaczki, jest coś fascynującego w obserwowaniu relacji w rodzeństwie – tworzenia się więzi i przechodzenia przez rozmaite fazy bliskości. Cieszy mnie też każda książka o braciach i siostrach, którą możemy wspólnie przeczytać.




Archibald, bohater książki „Moja młodsza siostra”, zostanie wkrótce starszym bratem. Domyślamy się, że on sam ma mniej więcej 4 lata. To mało i dużo jednocześnie. Mało, bo dziecko w tym wieku dopiero uczy się samodzielności i całkiem niedawno odkryło radość z relacji z innymi niż mama i tata osobami. Dużo, bo czterolatek sporo już wie, rozumie i wiele spraw rozważa całkiem na poważnie w swojej głowie.

poniedziałek, 22 maja 2017

Warszawskie Targi Książki 2017 - relacja

W tym roku postanowiłam, że na Warszawskich Targach Książki spędzimy dwa dni. Wybrałam czwartek i piątek – z dwóch powodów. Po pierwsze, żeby móc w spokoju zamienić kilka słów z przedstawicielami wydawnictw, co w tłumną sobotę jest w zasadzie niemożliwe, a po drugie ze względu na mojego syna, którego zdecydowałam się zabrać w tym roku na targi. 



To był jego targowy debiut i myślę, że poradził sobie z nim bardzo dobrze, choć oczywiście tu i ówdzie pojawiły się małe zgrzyty. Zasadniczo jednak wszystkim, którzy planują wybranie się na targi z małym dzieckiem, polecam takie rozwiązanie: wybrać dwa spokojniejsze dni i w każdym z nich spędzić kilka godzin na targach, wybierając spotkania wokół dwóch - trzech książek, które dziecko najbardziej lubi.

WYNIKI KONKURSU!


Jako dziecko szczerze nienawidziłam wątróbki. Na sam jej widok robiło mi się niedobrze. Niestety dość często serwowano ją w przedszkolu. Któregoś dnia odkryłam sposób na poradzenie sobie z tym problemem: gdy panie odwracały wzrok, wpychałam wątróbkę po kawałeczku za kaloryfer. Potem bez mrugnięcia okiem przyjmowałam pochwały za „ładnie zjedzone mięsko” ;-)

Czy udało się Wam kiedyś przyłapać dzieci na takich próbach szybkiego ukrycia czegoś przed Wami, w nadziei, że raz zamiecione pod dywan, nie zostanie odkryte? Podzielcie się tą historyjką w komentarzu pod tym postem! 
Trzy najzabawniejsze historie zostaną nagrodzone zestawami: książką Agnieszki Zimnowodzkiej „Historie zamiecione pod dywan” (nowością wydawnictwa Kocur Bury, o której pisałam tutaj) oraz kocurową materiałową torbą na ramię. Konkurs trwa do niedzieli 28 maja. O wynikach poinformuję 1 czerwca na blogu. Regulamin konkursu dostępny jest tutaj.



wtorek, 16 maja 2017

Subiektywny przegląd książkowych nowości /maj 2017/

Co miesiąc prezentuję Wam pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam „dodać do ulubionych”, czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły i którym warto będzie przyjrzeć się bliżej.


Piraci z naszej ulicy to książka, którą przeczytaliśmy jeszcze w oryginale. Gdy tylko mój syn usłyszał, że pojawi się jej polskie wydanie, codziennie zadawał mi pełne nadziei pytanie: czy to już dziś…?
I w końcu się doczekał: nadciągnęli z piracką piosenką na ustach, słynni Jolley-Rogers!  Ta głośna, kolorowa piracka rodzina opuszcza na pewien czas swój statek, by go wyremontować i przygotować do dalszych morskich wojaży. Na czas trwania remontu piraci zamieszkują w spokojnej nadmorskiej miejscowości. Większość sąsiadów kręci nosem na to hałaśliwe, niecodzienne towarzystwo i zaczyna snuć plany pozbycia się niewygodnych mieszkańców. Zupełnie odmienne odczucia ma mała Matylda, która dzięki pirackim sąsiadom odkrywa znaczenie prawdziwej przyjaźni.
Wspaniale zilustrowany przez Jonny’ego Duddle (tego samego, który zaprojektował ostatnio nowe okładki do serii o Harrym Potterze) picturebook, z rymowanym tekstem Agnieszki Frączek zachwyci młodszych czytelników. Starsi zaś mogą sięgnąć po pozostałe trzy książki z serii i zagłębić się w pasjonujące przygody pirackiej rodziny.

Jonny Duddle, seria Jolley-Rogers: Piraci z naszej ulicy (picturebook), tłum. Agnieszka Frączek; Statek widmo, Jaskinia przeznaczenia, Wielka wyprawa po złoto, tłum. Grażyna Chamielec, wyd. Mamania, maj 2017
wiek: 3+ (picturebook); 6+ (pozostałe tomy)

niedziela, 14 maja 2017

Serafina i czarny płaszcz

Było dobrze po północy, gdy skończyłyśmy z córką „Serafinę i czarny płaszcz”. Gardło bolało mnie od czytania na głos tych 40 finałowych stron. Ale nie mogłyśmy się oderwać, obie przejęte i niezmiernie ciekawe, jak też zakończy się ta niesamowita, mroczna historia.



Zdarzenia opisane w książce rozgrywają się w roku 1899, co początkowo zniechęciło moją jedenastolatkę, poszukującą głównie lektur o sobie podobnych nastolatkach żyjących tu i teraz. Szybko jednak okazało się, że ów fin de siècle jest jedynie malowniczym tłem dla rozgrywających się zdarzeń, sami zaś główni bohaterowie są w sposobie bycia, wysławiania się i rozumowania w zasadzie niemal współcześni.

wtorek, 9 maja 2017

Co za ptak robi tak?

Kiedy siedzę przy biurku i piszę, lubię słuchać głosów ptaków. Często puszczam sobie te ich trele z płyt, a wiosną i latem po prostu otwieram okno. Tym bardziej mam na to ochotę teraz, kiedy przeglądam książkę o ptakach.



Ptaki to nieprzypadkowe, bo będące bohaterami „Ptasiego radia” – jednego z najpopularniejszych wierszy dla dzieci Juliana Tuwima. Jaki świetny pomysł na książkę – pomyślałam, gdy zobaczyłam zapowiedź w wydawnictwie Bajka – przybliżenie czytelnikowi sylwetek tych konkretnych, przywołanych przez poetę ptaków.

piątek, 5 maja 2017

5 powodów, dla których warto spotkać ulubionego pisarza

Twoje dziecko powinno poznać swojego ulubionego autora! Łatwo powiedzieć, ale nie zawsze łatwo zrobić. Czasami jest to zwyczajnie niewykonalne – gdy na przykład ulubionym pisarzem dziecka jest A.A Milne albo Julian Tuwim. A nawet jeśli autor żyje, może przecież mieszkać na drugim końcu świata albo być tak sławny, że spotkanie z nim jest mało prawdopodobne (weźmy taką np. J.K. Rowling…)


Zu i Liliana Fabisińska
Mimo wszystko  ISTNIEJĄ sposoby, aby do spotkania z ulubionym pisarzem doszło. Okazji jest całkiem sporo: targi książki, festiwale literackie, spotkania autorskie w księgarniach czy bibliotekach…  Prawda jest taka, że w ramach promocji książki autorzy poświęcają sporą część czasu właśnie na spotkania z czytelnikami. Jeśli więc masz w domu miłośnika książek, powinieneś być na bieżąco z takimi wydarzeniami, żeby nie doszło do sytuacji, w której dziecko wpada do domu ze łzami w oczach i wykrzykuje ci w twarz: „W naszej bibliotece było spotkanie z moim ukochanym pisarzem, a ja nawet o tym nie wiedziałem!”
Bycie na bieżąco może kosztować nieco wysiłku, ale zdecydowanie WARTO poświęcić na to czas. Jeśli więc wciąż zastanawiasz się dlaczego, oto lista pięciu powodów:

wtorek, 2 maja 2017

Zula i porwanie Kropka

Dziecko, które odkrywa, że ma do swej dyspozycji czarodziejskie moce… ile razy to już było? Pierwsze z brzegu i najsilniejsze skojarzenie – Harry Potter, ale też Karolcia, Chłopiec w złotych spodniach, Pięcioro dzieci i Coś, Dziewczynka z Szóstego Księżyca albo Maja z cyklu Marcina Szczygielskiego. Książek wykorzystujących ten motyw jest mnóstwo, co nie zmienia faktu, że dzieciaki i nastolatki wciąż chcą więcej. Pragnienie odkrycia w sobie wyjątkowych możliwości oraz magii w zwyczajnym świecie najwyraźniej jest w nas mocno zakorzenione.



Dziewięcioletnią Zuzannę zwaną Zulą poznajemy w momencie, gdy przyjeżdża do Poziomkowa, aby zamieszkać tu u dwóch nieznanych sobie bliżej ciotek. Rodzice dziewczynki, oboje będący lekarzami, zdecydowali się wyjechać na roczny kontrakt do Afryki i nieść pomoc chorym dzieciom.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Co na blogach piszą /kwiecień 2017/

Pięć najciekawszych według mnie wpisów minionego miesiąca opublikowanych przez blogerów książkowych. Cykl, którego celem jest polecenie Wam wartościowych książek, o których dobrze wypowiedzieli się inni, a także – czy może przede wszystkim – okazja do dzielenia się książkowymi miejscówkami w sieci, które lubię, cenię i stale odkrywam. 


Superważna społecznie książka „Wspólne nie znaczy niczyje”, której współautorką jest Alicja prowadząca blog „W Nieparyżu”, zrobiła na mnie potężne wrażenie i na pewno się nim tu z Wami podzielę. Zanim to jednak nastąpi, zajrzyjcie do Bartka, na blog „Co czytam Konstantemu i Matyldzie” i przeczytajcie recenzję człowieka, który, pisząc o przestrzeni publicznej i jej przeobrażeniach, wie o czym pisze. Sięgnijcie koniecznie także po samą książkę, bo słusznym jest stwierdzenie, że „takich książek mieszkańcy Rzeczypospolitej Polskiej potrzebują jak kania dżdżu”.


czwartek, 27 kwietnia 2017

Mydło i Pisklak, czyli nowe kartoniki z Bajki

Byłam ostatnio u znajomej, i jak zwykle nogi same poniosły mnie w stronę biblioteczki jej syna. Jeszcze nim zdążyłyśmy usiąść przy kawie, ucięłyśmy sobie pogawędkę o jego ulubionych książkach. Jednymi z nich były kartonówki, ale takie, które spełniają dwa wymogi: mają wyraziste ale nie bijące po oczach ilustracje oraz ciekawy tekst. Najlepiej będący jakąś historią, a nie tylko podpisem pod obrazkiem. Od razu w myślach zobaczyłam dwie książki, które przeglądałam przed wyjściem z domu: „Mydło” i „Pisklaka” wydane w kwietniu przez Bajkę.




To kolejne tomiki do kolekcji w tej serii – w zeszłym roku ukazały się „Koala nie pozwala” i „Myszka”. Wszystkie mają ten sam poręczny format (170 x 190 mm), grube kartonowe kartki, zaokrąglone rogi, solidne klejenie i matowy papier, w którym nic się przesadnie nie odbija. To pozwala bez przeszkód cieszyć oko ilustracjami. Doskonałymi zresztą! Poprzednie kartoniki ilustrowały Emilia Dziubak i Dobrosława Rurańska, najnowsze – Jona Jung i Adam Pękalski.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Znowu ta sama książka? I bardzo dobrze!

Czy twoje dziecko ma taką książkę, którą czyta wciąż i wciąż od nowa? Albo, co gorsza, oczekuje, że ty będziesz mu ją wciąż na nowo czytać?  



Na początku podobały ci się w niej piękne ilustracje i ciekawa treść, ale teraz czujesz, że jeszcze chwila i ją znienawidzisz. Może nawet skrycie marzysz, że gdzieś się zapodzieje? Rozumiem cię doskonale i wiem, że to może doprowadzać do szału. Ale… może jeszcze się zastanowisz, zanim wyrzucisz tę książkę, hmm? Bo tak się składa, że przy całej swej uciążliwości powtarzalne czytanie – niezależnie od tego, czy to ty czytasz dziecku na głos, czy ono tobie – niesie za sobą zaskakująco wiele korzyści dla przyszłych czytelników.

Słownictwo i rozpoznawanie wyrazów
Im więcej dziecko czyta, tym bogatsze jest jego słownictwo. Gdy wysłuchuje wielokrotnie tej samej książki, trwale przyswaja sobie pokaźną liczbę słów. Znasz już tę książkę na pamięć? Zapewne twoje dziecko też, i bardzo dobrze!