wtorek, 20 czerwca 2017

Moje cudowne dzieciństwo w Aleppo

Był pogodny majowy dzień. Wyszliśmy z synem na taras. Dochodziło południe, świeciło słońce, przyjemnie owiewał nas wiatr. Czekaliśmy.  Gdy zaczęły wyć syreny, mocniej ścisnęłam małą łapkę w swojej ręce. Gdy powiedziałam synowi, że kiedyś wycie syren - takie samo jak to, które usłyszał przed chwilą - oznaczało nalot bombowy, zapadła długa cisza. 
– Bombardowanie? – obracał w ustach to słowo jak kanciastą landrynkę, która uwiera w policzek. –  Ale to było dawno, teraz nie ma wojny?
– Nie ma TUTAJ, synku – odpowiedziałam.


Temat wojny, jej dramatów i tragicznych skutków pojawia się co jakiś czas w rozmowach z dziećmi – przy okazji rocznic, świąt narodowych albo w wyniku zdarzeń, które dziecko wyławia z informacji medialnych czy z rozmów dorosłych. Z poruszeniem tego tematu nierozerwalnie związane są pytania. Liczne, dociekliwe i bardzo trudne.

Chciałoby się uciec w jakiś łatwiejszy temat i powiedzieć, że to było dawno i już nie wróci, chowając z tyłu głowy złorzeczącą myśl, że „historia lubi się powtarzać”. Nie da się jednak nie zauważyć, że wojny wciąż toczą się wokół. 
Poruszając z dzieckiem ten temat, rozmawiając o polskich rocznicach walk zbrojnych, mamy moralny obowiązek uświadomić mu, coś być może dla niego nieoczywistego – fakt, że działania wojenne wciąż się toczą, nie tutaj, ale w innych krajach tak, i wciąż z ich powodu dzieci doznają krzywd.  Taka jest prawda. Wciąż to sobie robimy. Homo homini lupus.

Aby dziecko uniosło ciężar takich informacji, warto podać mu je w poetyckiej czy powieściowej formie, poszukać utworów literackich dotyczących wojny i związanych z nią dramatów, wspólnie je czytać, potem rozmawiać.


Książka „Moje cudowne dzieciństwo w Aleppo” jest w tym obszarze pozycją szczególną, z kilku powodów. Po pierwsze, jest niezwykle aktualna, dotyczy bowiem jednej z najgłośniejszych wojen domowych w Syrii, z której kadry widział w doniesieniach medialnych cały świat. Po drugie, przeznaczona jest dla dziecięcego odbiorcy od lat ośmiu, co oznacza, że trafia idealnie w czas najbardziej dociekliwych pytań, które niełatwo zbyć pobieżną odpowiedzią. Po trzecie, oferuje konkretną pomoc – cały dochód ze sprzedaży książki wesprze działania Polskiej Akcji Humanitarnej , która od 2013 roku prowadzi w Syrii stałą misję. Dziecko otrzymuje więc z książką nie tylko opowieść, lecz także możliwość działania pomocowego w geście ludzkiej solidarności, co jest ważnym elementem w kształtowaniu się norm moralnych młodego człowieka.


Bohaterem książki Grzegorza Gortata jest ośmioletnia Jasmin i jej dwaj bracia: sześcioletni Nabil i trzyletni Tarik. Jasmin jeszcze trochę pamięta, jak pięknym miastem, pełnym średniowiecznych zabytków było Aleppo, nim zaczęła się wojna: kolorowe stragany z owocami i przyprawami, sklepiki z ręcznie tkanymi dywanami i piękną biżuterią. Wszystko to zostało zmiecione z powierzchni ziemi w kolejnych bombardowaniach, w naprzemiennych atakach wojsk rządowych, rebelianckich, rosyjskich. 


Starsze dzieci próbują zrozumieć przyczyny, pytają, kto jest wrogiem, kiedy wojna się skończy. Młodsze nie znają innej rzeczywistości, boją się huku nadlatujących bombowców, pospiesznych ewakuacji do piwnic, ale nie tęsknią za czymś, czego nie doświadczyły. Tak jak mały Tarik, urodzony już w czasie wojny, który z zaciekawieniem pyta: „A co to jest dobranocka?”. Wszystkie próbują żyć jak zwykłe dzieci. Grają w piłkę, nawet gdy brakuje im jednej z nóg, bawią się w chowanego wśród ruin, ciesząc się, że tyle jest miejsc na świetne kryjówki. Muszą tylko pamiętać, by przesadnie nie hałasować i uważać, gdzie idą, by nie trafić na minę zasadzkę. Te najmłodsze jednak nie zawsze potrafią rozpoznać niebezpieczeństwo…

„Moje cudowne dzieciństwo w Aleppo” w niezwykle poruszający sposób opisuje tragedię Syryjczyków i straszny, absurdalny rozmiar zniszczeń, jakie za sobą pociągnęła wojna domowa, napędzana siłą ludzkiej nienawiści i wzajemnych roszczeń. Grzegorzowi Grortatowi świetnie udało się oddać wewnętrzne napięcia w kraju i podziały stron konfliktu obecne nawet w obrębie jednej rodziny. Malarskie ilustracje Marianny Sztymy, stworzone w stonowanych, przygaszonych barwach jakby spowitych pyłem z gruzowisk, oddają bezsłownie ludzki dramat Aleppo. Emanuje z nich złowieszczy spokój i wielkie zmęczenie trwającą tyle lat wojną.


A co po wojnie? Dokąd pójść, gdy nie ma już żadnych kawałków rzeczywistości do poskładania? Nie ma gdzie pracować, nie ma gdzie się uczyć, brakuje najprostszych środków do życia. Od początku wojny 11 milionów osób zostało zmuszonych do ucieczki z domów. Poza Syrią, w sąsiadujących państwach żyje prawie 5 milionów uchodźców. Ich los jest niepewny. Zmagają się nie tylko z ubóstwem, chorobami, niepełnosprawnością fizyczną, lecz także z psychicznymi urazami po stracie najbliższych. Jak podaje PAH, u 80 procent dzieci zanotowano objawy zespołu stresu pourazowego. Mimo to rodzina Jasmin, tak jak wiele innych syryjskich rodzin, wychodzi życiu naprzeciw, z uporem, wbrew wszystkim cierpieniom, których zaznała. Wybiera wolność.

Dzisiaj obchodzimy Światowy Dzień Uchodźcy. Poświęćmy chwilę na refleksję nad ich losem. Spróbujmy przełamać w sobie lęk przed nieznanym, innym i nie dajmy się zmanipulować politykom próbującym na problemie uchodźstwa ugrać własną sprawę. Analizujmy, sprawdzajmy fakty, czytajmy. Sięgajmy po książki, takie jak „Moje cudowne dzieciństwo w Aleppo” i rozmawiajmy z dziećmi, bez udawania, że ten temat nas nie dotyczy.


Grzegorz Gortat, Moje cudowne dzieciństwo w Aleppo, il. Marianna Sztyma, wyd. Bajka 2017
Wiek: 8+


niedziela, 18 czerwca 2017

Subiektywny przegląd książkowych nowości /czerwiec 2017/

Co miesiąc prezentuję Wam pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam „dodać do ulubionych”, czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły i którym warto będzie przyjrzeć się bliżej.

 


Nie powinno się oceniać książki po okładce, ale jednak trudno uniknąć tego pierwszego wrażenia, które zachęca do zagłębienia się w lekturę lub przeciwnie – zupełnie do niej zniechęca. W przypadku „Kronik Jaaru” okładka zaprojektowana przez Julię Boniecką od początku wołała do mnie z internetów i sam ten obraz – dziewczyny z rozwianymi włosami, stojącej w księżycową noc na dachu londyńskiej kamienicy skusił mnie do kupna książki. Oczywiście niebagatelne znaczenie miał też fakt, że takie powieści– z akcją rozgrywającą się w fantastycznych światach – należą do ulubionych lektur mojej córki.
Jaar to świat wykreowany od podstaw przez polskiego autora Adama Fabera, zamieszkiwany przez stworzenia mityczne (nimfy, jednorożce) oraz baśniowych ferów, którzy mają czarodziejskie moce, jednak warunkiem ich użycia jest połączenie się z ziemską czarownicą. Taką czarownicą, choć wcześniej zupełnie tego nieświadomą, jest bohaterka książki, nastoletnia Kate Hallander, która podobnie jak Wasylisa z „Czasodziejów” odkrywa dobre i złe strony posiadania magicznych zdolności. „Księga luster” to pierwszy tom serii Kronik Jaaru.
 
Adam Faber, Kroniki Jaaru. Księga luster, wyd. Czwarta Strona 2017

Wiek: 11+


Seria „Moje ciało” wydawnictwa Tako to cykl, który mój syn darzy czystym uwielbieniem. Przy lekturze każdego tomu przeżywa głęboką ekscytację swoim ciałem. Tyle odkryć, tyle nowo rozwikłanych tajemnic! A śmiechu przy tym tyle, że ciężko na czas dobiec do łazienki ;-) Własny pępek czy dziurki w nosie mogą okazać się intrygującym tematem do rozmów, dywagacji, obserwacji czy… porównań.  Wie o tym każdy, kto ma w swoim otoczeniu ciekawskiego przedszkolaka, który na sam dźwięk słowa „pępek” dostaje ataku śmiechu. Japończyk Gen-ichiro Yagyu w swoich książkach rozmawia z małym czytelnikiem i chichoce razem z nim, jednocześnie przekazując medyczną wiedzę o budowie i funkcjonowaniu ludzkiego ciała. Ani przez chwilę tekst nie jest nużący – przeciwnie – ciekawi wszystkich, zarówno dzieci, jak i dorosłych. Z zawartych w nim informacji, podanych prostym, klarownym językiem, popartych zabawnymi ilustracjami, dziecko ma szansę zapamiętać wiele istotnych informacji, jak na przykład to, że strupka nie należy zdrapywać, dopóki sam nie odpadnie. Kolejny, piąty tom serii porusza tematykę uzębienia i jego tajemnic (wyżynanie się zębów, zęby mleczne i stałe, ubytki w zębach, właściwa higiena jamy ustnej itp.).

Gen-ichiro Yagyu, Zęby, tłum. Karolina Radomska-Nishii, wyd. Tako 2017
Wiek: 3+


„Banda Michałka” powstała na podstawie prawdziwych wydarzeń i przygód, które stały się niegdyś udziałem syna autorki, Mikołaja. On i paczka jego ośmiu przyjaciół stali się pierwowzorami bohaterów książki, która ukazała się w 2013 roku i znalazła wielu entuzjastów wśród młodych czytelników. Wszyscy ci, którzy lubią książki przygodowe, pełne zwariowanych zdarzeń i zaskakujących perypetii ucieszą się na wieść, że banda Michałka powraca właśnie w drugiej książce. Tytułowy Michałek oraz Rysio, Jerzyk, Mateusz, Filip, Hubert, Franciszek, Marysia i Julka chodzą do piątej klasy i mają głowy pełne najdziwniejszych pomysłów, z których większość realizują. Nocne polowanie na Minotaura, kosmiczne fotografie dla NASA, tropienie złodziei perfum z własną agencją detektywistyczną – dla bandy nie ma rzeczy niemożliwych, bo w jedności siła! Książka Ewy Karwan-Jastrzębskiej kieruje do młodych wyraziste przesłanie o wartości prawdziwej przyjaźni, solidarności i lojalności.

Ewa Karwan-Jastrzębska, Banda Michałka powraca, il. Julia Karwan-Jastrzębska, wyd. Prószyński i S-ka 2017

Wiek: 10+


Książka Tomasza Minkiewicza ma co prawda majową datę wydania, jednak nie załapała się na poprzedni przegląd, i chcę teraz o niej napisać, bo to bardzo ciekawy koncept. Łączy w sobie komiks przygodowy, zeszyt aktywizujący z łamigłówkami, labiryntami i zadaniami logicznymi oraz wyszukiwanki zwane tutaj znajdźkami. Motywem przewodnim jest przygoda, której wypatruje grupa przyjaciół – żubr Bururum, nietoperz Wróż i wiewiórka Eli Łuczniczka: „Trójka ich jest, birbantów jak wy /z sercem po stronie przygody /w największą hecę na ślepo by szli, /nie licząc na żadne nagrody”. Gdy dostrzegają ogłoszenie o pierścieniu zgubionym na Potwornej Górze Lodowej, oczywiście natychmiast postanawiają tam wyruszyć. Wyprawie próbuje przeszkodzić zły Galus – wściekłe ptaszysko, „mistrz zła i występku, kurak ciemności”.
Zadaniem czytelnika jest wsparcie wędrowców w ich drodze do celu i pokonywanie kolejnych przeszkód. Oznacza to m.in. poszukiwanie zagubionych śrubek, przejście przez labirynt, odczytanie zaszyfrowanej wiadomości na mapie czy wyodrębnianie figur geometrycznych z kształtu potężnej góry. Przez kolejne strony prowadzi nas bard-świnka, snujący tę balladę o śmiałkach.
Mocną stroną książki jest język – czasem dosadny i kolokwialny, czasem poetycki i refleksyjny, obfitość zabiegów słowotwórczych oraz cięte poczucie humoru.

Tomasz Minkiewicz, Poszukiwacze przygód. Magiczny pierścień, wyd. Nasza Księgarnia 2017

Wiek: 6+


Ta książka z kolei jeszcze się nie ukazała (premiera 26 czerwca), ale ja już bardzo na nią czekam. Lat temu kilka kupiłam anglojęzyczne jubileuszowe wydanie „A Year in Brambly Hedge”, zauroczona oldskulowymi ilustracjami w stylu Beatrix Potter. Teraz pełne uroku opowieści o myszkach zamieszkujących pole otoczone jeżynowym żywopłotem trafiają nareszcie do Polski w zbiorczym kompletnym wydaniu. Brytyjska autorka i ilustratorka Jill Barklem pierwszą opowieść z cyklu napisała w 1980 roku, od lat 70. przygotowując się do wykreowania pełnego najdrobniejszych szczegółów świata, rządzącego się prawami natury, opartego na wzajemnej solidarności i współdziałaniu. Jak pisze we wstępie do książki, lubi „gdy wszystko jest dokładnie takie, jak ma być. Każdy kwiatek musi rosnąć w odpowiednim dla siebie miejscu, mieć określoną liczbę płatków i kwitnąć w określonym czasie”. Ta pieczołowitość, dokładność i jednocześnie pomysłowość w opisywaniu – słowem i obrazem – życia mieszkańców Jeżynowego Grodu od kilkudziesięciu lat niezmiennie zachwyca i przyciąga do książki małych i dużych czytelników. Zajrzyjcie na stronę Brambly Hedge, aby zapoznać się m.in. z charakterystyką bohaterów oraz zobaczyć rzeczywiste miejsca będące inspiracją dla tych opisanych w książce.
Jill Barklem, W Jeżynowym Grodzie, tłum. Katarzyna Szczepańska-Kowalczuk, wyd. Znak 2017
Wiek: 4+


poniedziałek, 12 czerwca 2017

Historia Mademoiselle Oiseau

Paryż jest dla mnie miastem szczególnym, bo był moją pierwszą wyprawą w nieznane, miejscem, które samodzielnie odkrywałam ulica po ulicy jeszcze jako nastolatka. Kiedy miałam 17 lat razem z grupką znajomych pojechaliśmy do Paryża i przez dwa tygodnie wędrowaliśmy po mieście, chłonąc jego artystyczną, wysublimowaną atmosferę i odkrywając miejsca, których próżno szukać w popularnych przewodnikach. 



W tamtych latach kontrast z polską rzeczywistością, dopiero raczkującą ku światu po 89 roku, był ogromny. Barwne postaci dniem i nocą zapełniające paryskie place i bulwary, oryginalne, modne stroje, pewność siebie mieszkańców miasta, ich samoświadomość  i ostentacyjne zadowolenie z bycia sobą – wszystko to było egzotyczne i fascynujące.


Taka właśnie jest tytułowa Mademoiselle Oiseau – intrygująca i nietuzinkowa, z jednej strony głośna, przebojowa, narzucająca swoje zdanie. Z drugiej – tajemnicza, zamknięta w sobie, zdystansowana.



Zamieszkuje ostatnie piętro kamienicy przy Alei Minionych Czasów w samym sercu miasta, uwielbia wymyślne stroje i przebieranki, ale sąsiedzi w zasadzie jej nie widują, bo rzadko wychodzi z domu. Gdy musi zrobić zakupy, wysyła po nie swą kotkę, z listą sprawunków włożoną do koszyczka.

Isabella Artiolli, dziewięciolatka mieszkająca piętro niżej, postrzega zapewne swoją ekscentryczną sąsiadkę tak jak ja niegdyś mieszkańców Paryża – z mieszanką zachwytu, zaciekawienia i podziwu. Ona sama jest nieśmiałą, zamkniętą w sobie osóbką. Nie ma przyjaciół, ze szkoły zawsze wraca sama. 
Czuje się brzydka i szara, niewidzialna w swojej nijakości.


Pewnego dnia myli piętra i zamiast otworzyć drzwi swojego mieszkania, wsuwa klucz w zamek mieszkania Mademoiselle Oiseau. Kobieta nie wydaje się zaskoczona, i nie tylko się nie gniewa, lecz jest wyraźnie zadowolona z odwiedzin. Może też czuje się samotna?


Taki jest początek sąsiedzkiej przyjaźni, mocno co prawda nietypowej, ale dającej każdej ze stron wiele satysfakcji. Isabella odkrywa przy Mademoiselle Oiseau „przedmioty i słowa, o których istnieniu wcześniej nie miała pojęcia”, poznaje swoje mocne strony, zaczyna świadomie dokonywać wyborów i odważniej patrzeć w przyszłość. Mademoiselle Oiseau ma w dziewczynce wdzięczną słuchaczkę, może także liczyć na jej pomoc – kiedy nagle dopada ją choroba („przypadek Ptasiego Mniam, Mniam”), Isabella bez wahania godzi się zrealizować receptę, choć nie ma pojęcia, że lekarstwo okaże się równie dziwaczne jak sama choroba.


Ekscentryczność panny Oiseau wcale zresztą nie przeszkadza Isabelli – nie irytują ją jej dziwaczne upodobania żywieniowe ani wypełniające mieszkanie ptaki i koty, ani też fakt, że Mademoiselle w ogóle nie opuszcza kamienicy. W każdym razie nie w taki sposób jak zazwyczaj robią to ludzie…  Dziewczynkę fascynuje aura tajemnicy osnuwająca życie sąsiadki i jej rodziny. Ich losy zdają się toczyć ponad czasem i dziewczynka odnosi czasem wrażenie, że „to wszystko nie dzieje się naprawdę”.
Mademoiselle nie usiłuje temu zaprzeczać, stwierdzając jedynie: „Jeśli to tylko sny, to niech sobie będą. Na sny zawsze znajdzie się czas i miejsce, prawda?”.



„Historia Mademoiselle Oiseau”  czerpie z realizmu magicznego: szara codzienność Isabelli splata się z zaczarowanym światem panny Oiseau, pełnym zadziwiających przedmiotów i zdarzeń. Trochę tu Alicji w Krainie Czarów (senna nieskładność zdarzeń, absurd sytuacyjny, cięte, ironiczne żarty Mademoiselle), a trochę Mary Poppins (wróżka-czarodziejka unosząca się nad dachami domów, jej misja wychowawcza, upodobanie do ubrań i akcesoriów, krytykancki sposób bycia).


A w tle – Paryż, z jego modą, architekturą, z maleńkimi boulangerie i patisserie, z niezapomnianą chanson, słodkimi jak ulepek makaronikami, kłódkami na Pont des Art i zielonymi żelaznymi krzesłami w ogrodach Tuileries.


Książka wydana jest z wielką starannością – duży format, twarda płócienna okładka, szycie, kapitałka,  malarska wyklejka oraz, oczywiście, niesamowite, oryginalne rysunki ilustratorki mody Lovisy Burfitt. To w jej głowie powstał obraz postaci Mademoiselle Oiseau  - początkowo wykreowany dla szwedzkiej firmy Rörstrand jako element zdobienia porcelanowego serwisu. Kolejne rysunki, ukazujące Mademoiselle w różnych sytuacjach, stały się inspiracją do uczynienia z niej powieściowej bohaterki i stworzenia książkowej trylogii, którą wokół tej postaci osnuła Andrea de la Barre de Nanteuil. 
Na filmie autorki opowiadają o powstaniu książki i wspólnej nad nią pracy:



Historia Mademosielle  snuje się dalej – w książce „Mademoiselle Oseau i listy z przeszłości”, której wydanie Wydawnictwo Literackie zapowiedziało w najbliższym czasie. 

Historia Mademoiselle Oiseau, Andrea de la Barre de Nanteuil, Lovisa Burfitt, tłum. Maria Jaszczurowska, wyd. Wydawnictwo Literackie 2017
Wiek: 8+

wtorek, 6 czerwca 2017

Czytamy, liczymy, główkujemy

Niedawno znajoma podzieliła się ze mną nowiną, że w lokalnym sklepiku papierniczym pojawiły się książki z serii „Czytam sobie”. „Na takie: Kupisz mi coś… dam się zawsze z przyjemnością naciągnąć” – śmiała się, zadowolona. Wcale jej się nie dziwię, mam tak samo! Wspomniana seria, podobnie jak trzy inne serie wydawnictwa Egmont: „Poczytaj ze mną”, „Czytam główkuję” i „Liczę sobie”,  to koncept tak znakomicie pomyślany i realizowany, że kolejnych części wypatrują równie niecierpliwie zarówno dzieci, jak i rodzice.


Najbardziej znana jest z pewnością seria „Czytam sobie”, która ukazuje się od 2012 roku. Dotychczas wydano 54 tytuły na trzech poziomach zaawansowania czytelniczego: Składam słowa (150–200  wyrazów, tylko podstawowe głoski), Składam zdania (800–900 wyrazów, głoski podstawowe oraz „h”), Połykam strony (2500–2800 wyrazów, wszystkie głoski). 

sobota, 3 czerwca 2017

Co na blogach piszą /maj 2017/

Pięć najciekawszych według mnie wpisów minionego miesiąca opublikowanych przez blogerów książkowych. Cykl, którego celem jest polecenie Wam wartościowych książek, o których dobrze wypowiedzieli się inni, a także – czy może przede wszystkim – okazja do dzielenia się książkowymi miejscówkami w sieci, które lubię, cenię i stale odkrywam.




Przyjaźń, relacje z rówieśnikami to dla dziecka jeden z najważniejszych tematów i w literaturze dziecięcej jest on stale obecny, przyjmując bardzo różne oblicza.  Justyna z bloga Dzika jabłoń wzięła na warsztat sześć wydanych w tym roku książek, w których właśnie temat przyjaźni jest opisywany i odmalowywany. Warto zajrzeć do tego zestawienia, aby mieć w zanadrzu historię dla dziecka – na wypadek koleżeńskiej kłótni, trudności w nawiązywaniu bliskich relacji czy zmagania się z odrzuceniem.

środa, 31 maja 2017

Kłamca i szpieg

Georges ma kochających rodziców, dobrego przyjaciela, fajny dom na Brooklynie, a w nim swoje prywatne królestwo, wymyślnie zaprojektowane przez ojca-architekta. I nagle ten ułożony, przyjemny świat zaczyna się rozpadać. Tata traci pracę, trzeba sprzedać dom i przeprowadzić się do bloku. Stara przyjaźń nie wytrzymuje próby, a mama musi brać dodatkowe dyżury i w zasadzie nie ma jej w domu.



W tych niełatwych okolicznościach Georges stara się pozostać sobą i zachować dystans do rzeczywistości. Chwyta się różnych sposobów, by sobie z nią poradzić – ogląda śmieszne filmiki, układa dla mamy wiadomości z literek scrabbli, chodzi z tatą do ulubionego baru. Brakuje mu jednak jakiejś bratniej duszy, kogoś, kogo mógłby nazwać przyjacielem. Gdy poznaje sąsiada z szóstego piętra, podświadomie liczy więc na to, że nawiąże się między nimi serdeczna, kumpelska więź, w której znajdzie oparcie.

niedziela, 28 maja 2017

Na podwórku i przy biurku z Kapitanem Nauką

Raz na jakiś czas w zakładce „Poza książką” pojawi się recenzja czegoś, co książką nie jest, ale co bardzo chcę Wam pokazać i polecić, bo jest świetne graficznie, merytorycznie i dzieci to lubią :) W poprzednim zimowym  wpisie były to zestawy kart suchościeralnych od Kapitana Nauki. Dzisiaj pokażę Wam kolejny zestaw kart oraz wyjątkowo piękne graficznie memory.



W naszym domu tego typu aktywności zawsze cieszyły się zainteresowaniem, z tą różnicą, że córka preferowała wszelkiego rodzaju karty pracy, zeszyty z zadaniami, naklejkami itp., a syn gry wszelkiej maści, z naciskiem na memory właśnie. Zaczął grać jako zupełnie mały dwuletni brzdąc i szybko się okazało, że pamięć ma lepszą ode mnie!

piątek, 26 maja 2017

Moja młodsza siostra

Patrząc na okładkę tej książki, odruchowo podążam myślami ku własnym dzieciom, które  też są dla siebie bratem i siostrą, choć w odwrotnej niż w tytule kolejności. Dla mnie, jedynaczki, jest coś fascynującego w obserwowaniu relacji w rodzeństwie – tworzenia się więzi i przechodzenia przez rozmaite fazy bliskości. Cieszy mnie też każda książka o braciach i siostrach, którą możemy wspólnie przeczytać.




Archibald, bohater książki „Moja młodsza siostra”, zostanie wkrótce starszym bratem. Domyślamy się, że on sam ma mniej więcej 4 lata. To mało i dużo jednocześnie. Mało, bo dziecko w tym wieku dopiero uczy się samodzielności i całkiem niedawno odkryło radość z relacji z innymi niż mama i tata osobami. Dużo, bo czterolatek sporo już wie, rozumie i wiele spraw rozważa całkiem na poważnie w swojej głowie.

poniedziałek, 22 maja 2017

Warszawskie Targi Książki 2017 - relacja

W tym roku postanowiłam, że na Warszawskich Targach Książki spędzimy dwa dni. Wybrałam czwartek i piątek – z dwóch powodów. Po pierwsze, żeby móc w spokoju zamienić kilka słów z przedstawicielami wydawnictw, co w tłumną sobotę jest w zasadzie niemożliwe, a po drugie ze względu na mojego syna, którego zdecydowałam się zabrać w tym roku na targi. 



To był jego targowy debiut i myślę, że poradził sobie z nim bardzo dobrze, choć oczywiście tu i ówdzie pojawiły się małe zgrzyty. Zasadniczo jednak wszystkim, którzy planują wybranie się na targi z małym dzieckiem, polecam takie rozwiązanie: wybrać dwa spokojniejsze dni i w każdym z nich spędzić kilka godzin na targach, wybierając spotkania wokół dwóch - trzech książek, które dziecko najbardziej lubi.

WYNIKI KONKURSU!


Jako dziecko szczerze nienawidziłam wątróbki. Na sam jej widok robiło mi się niedobrze. Niestety dość często serwowano ją w przedszkolu. Któregoś dnia odkryłam sposób na poradzenie sobie z tym problemem: gdy panie odwracały wzrok, wpychałam wątróbkę po kawałeczku za kaloryfer. Potem bez mrugnięcia okiem przyjmowałam pochwały za „ładnie zjedzone mięsko” ;-)

Czy udało się Wam kiedyś przyłapać dzieci na takich próbach szybkiego ukrycia czegoś przed Wami, w nadziei, że raz zamiecione pod dywan, nie zostanie odkryte? Podzielcie się tą historyjką w komentarzu pod tym postem! 
Trzy najzabawniejsze historie zostaną nagrodzone zestawami: książką Agnieszki Zimnowodzkiej „Historie zamiecione pod dywan” (nowością wydawnictwa Kocur Bury, o której pisałam tutaj) oraz kocurową materiałową torbą na ramię. Konkurs trwa do niedzieli 28 maja. O wynikach poinformuję 1 czerwca na blogu. Regulamin konkursu dostępny jest tutaj.



wtorek, 16 maja 2017

Subiektywny przegląd książkowych nowości /maj 2017/

Co miesiąc prezentuję Wam pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam „dodać do ulubionych”, czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły i którym warto będzie przyjrzeć się bliżej.


Piraci z naszej ulicy to książka, którą przeczytaliśmy jeszcze w oryginale. Gdy tylko mój syn usłyszał, że pojawi się jej polskie wydanie, codziennie zadawał mi pełne nadziei pytanie: czy to już dziś…?
I w końcu się doczekał: nadciągnęli z piracką piosenką na ustach, słynni Jolley-Rogers!  Ta głośna, kolorowa piracka rodzina opuszcza na pewien czas swój statek, by go wyremontować i przygotować do dalszych morskich wojaży. Na czas trwania remontu piraci zamieszkują w spokojnej nadmorskiej miejscowości. Większość sąsiadów kręci nosem na to hałaśliwe, niecodzienne towarzystwo i zaczyna snuć plany pozbycia się niewygodnych mieszkańców. Zupełnie odmienne odczucia ma mała Matylda, która dzięki pirackim sąsiadom odkrywa znaczenie prawdziwej przyjaźni.
Wspaniale zilustrowany przez Jonny’ego Duddle (tego samego, który zaprojektował ostatnio nowe okładki do serii o Harrym Potterze) picturebook, z rymowanym tekstem Agnieszki Frączek zachwyci młodszych czytelników. Starsi zaś mogą sięgnąć po pozostałe trzy książki z serii i zagłębić się w pasjonujące przygody pirackiej rodziny.

Jonny Duddle, seria Jolley-Rogers: Piraci z naszej ulicy (picturebook), tłum. Agnieszka Frączek; Statek widmo, Jaskinia przeznaczenia, Wielka wyprawa po złoto, tłum. Grażyna Chamielec, wyd. Mamania, maj 2017
wiek: 3+ (picturebook); 6+ (pozostałe tomy)

niedziela, 14 maja 2017

Serafina i czarny płaszcz

Było dobrze po północy, gdy skończyłyśmy z córką „Serafinę i czarny płaszcz”. Gardło bolało mnie od czytania na głos tych 40 finałowych stron. Ale nie mogłyśmy się oderwać, obie przejęte i niezmiernie ciekawe, jak też zakończy się ta niesamowita, mroczna historia.



Zdarzenia opisane w książce rozgrywają się w roku 1899, co początkowo zniechęciło moją jedenastolatkę, poszukującą głównie lektur o sobie podobnych nastolatkach żyjących tu i teraz. Szybko jednak okazało się, że ów fin de siècle jest jedynie malowniczym tłem dla rozgrywających się zdarzeń, sami zaś główni bohaterowie są w sposobie bycia, wysławiania się i rozumowania w zasadzie niemal współcześni.

wtorek, 9 maja 2017

Co za ptak robi tak?

Kiedy siedzę przy biurku i piszę, lubię słuchać głosów ptaków. Często puszczam sobie te ich trele z płyt, a wiosną i latem po prostu otwieram okno. Tym bardziej mam na to ochotę teraz, kiedy przeglądam książkę o ptakach.



Ptaki to nieprzypadkowe, bo będące bohaterami „Ptasiego radia” – jednego z najpopularniejszych wierszy dla dzieci Juliana Tuwima. Jaki świetny pomysł na książkę – pomyślałam, gdy zobaczyłam zapowiedź w wydawnictwie Bajka – przybliżenie czytelnikowi sylwetek tych konkretnych, przywołanych przez poetę ptaków.

piątek, 5 maja 2017

5 powodów, dla których warto spotkać ulubionego pisarza

Twoje dziecko powinno poznać swojego ulubionego autora! Łatwo powiedzieć, ale nie zawsze łatwo zrobić. Czasami jest to zwyczajnie niewykonalne – gdy na przykład ulubionym pisarzem dziecka jest A.A Milne albo Julian Tuwim. A nawet jeśli autor żyje, może przecież mieszkać na drugim końcu świata albo być tak sławny, że spotkanie z nim jest mało prawdopodobne (weźmy taką np. J.K. Rowling…)


Zu i Liliana Fabisińska
Mimo wszystko  ISTNIEJĄ sposoby, aby do spotkania z ulubionym pisarzem doszło. Okazji jest całkiem sporo: targi książki, festiwale literackie, spotkania autorskie w księgarniach czy bibliotekach…  Prawda jest taka, że w ramach promocji książki autorzy poświęcają sporą część czasu właśnie na spotkania z czytelnikami. Jeśli więc masz w domu miłośnika książek, powinieneś być na bieżąco z takimi wydarzeniami, żeby nie doszło do sytuacji, w której dziecko wpada do domu ze łzami w oczach i wykrzykuje ci w twarz: „W naszej bibliotece było spotkanie z moim ukochanym pisarzem, a ja nawet o tym nie wiedziałem!”
Bycie na bieżąco może kosztować nieco wysiłku, ale zdecydowanie WARTO poświęcić na to czas. Jeśli więc wciąż zastanawiasz się dlaczego, oto lista pięciu powodów:

wtorek, 2 maja 2017

Zula i porwanie Kropka

Dziecko, które odkrywa, że ma do swej dyspozycji czarodziejskie moce… ile razy to już było? Pierwsze z brzegu i najsilniejsze skojarzenie – Harry Potter, ale też Karolcia, Chłopiec w złotych spodniach, Pięcioro dzieci i Coś, Dziewczynka z Szóstego Księżyca albo Maja z cyklu Marcina Szczygielskiego. Książek wykorzystujących ten motyw jest mnóstwo, co nie zmienia faktu, że dzieciaki i nastolatki wciąż chcą więcej. Pragnienie odkrycia w sobie wyjątkowych możliwości oraz magii w zwyczajnym świecie najwyraźniej jest w nas mocno zakorzenione.



Dziewięcioletnią Zuzannę zwaną Zulą poznajemy w momencie, gdy przyjeżdża do Poziomkowa, aby zamieszkać tu u dwóch nieznanych sobie bliżej ciotek. Rodzice dziewczynki, oboje będący lekarzami, zdecydowali się wyjechać na roczny kontrakt do Afryki i nieść pomoc chorym dzieciom.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Co na blogach piszą /kwiecień 2017/

Pięć najciekawszych według mnie wpisów minionego miesiąca opublikowanych przez blogerów książkowych. Cykl, którego celem jest polecenie Wam wartościowych książek, o których dobrze wypowiedzieli się inni, a także – czy może przede wszystkim – okazja do dzielenia się książkowymi miejscówkami w sieci, które lubię, cenię i stale odkrywam. 


Superważna społecznie książka „Wspólne nie znaczy niczyje”, której współautorką jest Alicja prowadząca blog „W Nieparyżu”, zrobiła na mnie potężne wrażenie i na pewno się nim tu z Wami podzielę. Zanim to jednak nastąpi, zajrzyjcie do Bartka, na blog „Co czytam Konstantemu i Matyldzie” i przeczytajcie recenzję człowieka, który, pisząc o przestrzeni publicznej i jej przeobrażeniach, wie o czym pisze. Sięgnijcie koniecznie także po samą książkę, bo słusznym jest stwierdzenie, że „takich książek mieszkańcy Rzeczypospolitej Polskiej potrzebują jak kania dżdżu”.


czwartek, 27 kwietnia 2017

Mydło i Pisklak, czyli nowe kartoniki z Bajki

Byłam ostatnio u znajomej, i jak zwykle nogi same poniosły mnie w stronę biblioteczki jej syna. Jeszcze nim zdążyłyśmy usiąść przy kawie, ucięłyśmy sobie pogawędkę o jego ulubionych książkach. Jednymi z nich były kartonówki, ale takie, które spełniają dwa wymogi: mają wyraziste ale nie bijące po oczach ilustracje oraz ciekawy tekst. Najlepiej będący jakąś historią, a nie tylko podpisem pod obrazkiem. Od razu w myślach zobaczyłam dwie książki, które przeglądałam przed wyjściem z domu: „Mydło” i „Pisklaka” wydane w kwietniu przez Bajkę.




To kolejne tomiki do kolekcji w tej serii – w zeszłym roku ukazały się „Koala nie pozwala” i „Myszka”. Wszystkie mają ten sam poręczny format (170 x 190 mm), grube kartonowe kartki, zaokrąglone rogi, solidne klejenie i matowy papier, w którym nic się przesadnie nie odbija. To pozwala bez przeszkód cieszyć oko ilustracjami. Doskonałymi zresztą! Poprzednie kartoniki ilustrowały Emilia Dziubak i Dobrosława Rurańska, najnowsze – Jona Jung i Adam Pękalski.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Znowu ta sama książka? I bardzo dobrze!

Czy twoje dziecko ma taką książkę, którą czyta wciąż i wciąż od nowa? Albo, co gorsza, oczekuje, że ty będziesz mu ją wciąż na nowo czytać?  



Na początku podobały ci się w niej piękne ilustracje i ciekawa treść, ale teraz czujesz, że jeszcze chwila i ją znienawidzisz. Może nawet skrycie marzysz, że gdzieś się zapodzieje? Rozumiem cię doskonale i wiem, że to może doprowadzać do szału. Ale… może jeszcze się zastanowisz, zanim wyrzucisz tę książkę, hmm? Bo tak się składa, że przy całej swej uciążliwości powtarzalne czytanie – niezależnie od tego, czy to ty czytasz dziecku na głos, czy ono tobie – niesie za sobą zaskakująco wiele korzyści dla przyszłych czytelników.

Słownictwo i rozpoznawanie wyrazów
Im więcej dziecko czyta, tym bogatsze jest jego słownictwo. Gdy wysłuchuje wielokrotnie tej samej książki, trwale przyswaja sobie pokaźną liczbę słów. Znasz już tę książkę na pamięć? Zapewne twoje dziecko też, i bardzo dobrze!

piątek, 21 kwietnia 2017

W świecie Richarda Scarry'ego

Czy można się nie uśmiechnąć, widząc sześć małych myszek w serkowozie i królika pędzącego autem w kształcie marchewki? W Busytown mieszka wiele zaabwnych i charakternych zwierzaków, a na ulicach miasteczka nie brakuje najdziwniejszych pojazdów, których właściciele wykazują się dużą fantazją zarówno ich projektowaniu, jak i użytkowaniu. Zobaczcie sami!



Pierwszy raz o Richardzie Scarrym, twórcy Busytown, i o jego rysunkowych światach dowiedziałam się, dorabiając na studiach jako niania. Wspólnie z pięciolatkiem, którym się wówczas opiekowałam, oglądaliśmy kasetę VHS wydaną przez PWN – „Baw się i ucz z Richardem Scarrym”. Zapadli mi w pamięć sympatyczni bohaterowie – antropomorficzne zwierzęta, przeżywające zwariowane, ryzykowne przygody, które szczęśliwie zawsze dobrze się skończyły.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Subiektywny przegląd książkowych nowości /kwiecień 2017/

Co miesiąc prezentuję Wam pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam „dodać do ulubionych”, czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły i którym warto będzie przyjrzeć się bliżej.


Zawsze bardziej lubiłam spacerować niż biegać. Bo spacer to niespieszna okazja do obserwowania ludzi, przyrody, zmian w otoczeniu. To także lekka, niemęcząca forma ruchu i przebywania na powietrzu, oraz szansa na zyskanie kilku chwil dla siebie – na  „odświeżenie głowy”, refleksję i poukładanie sobie różnych spraw. Gdy przeczytałam, że wydawnictwo Tako zapowiada książkę pt. „Spacer”, na dodatek stworzoną przez jedną z moich ulubionych ilustratorek – Katarzynę Bogucką, ogromnie się ucieszyłam. W materiale prasowym czytam: „Książka Spacer to opowieść o dorastaniu i starzeniu się. Kiedy kończy się pierwsze, a zaczyna drugie? Czy jest coś pomiędzy? Spacer daje możliwość poszukania odpowiedzi na te i wiele innych pytań”. Taki punkt widzenia – spacer jako wędrówka przez życie – jeszcze bardziej kusi, by sięgnąć po książkę. Historia bez słów – typ opowieści graficznej, której popularność wciąż rośnie – zachęca do niespiesznych rozmów z dziećmi na tematy, które od spaceru wychodząc, podryfują swobodnie w bardzo różnych kierunkach. „Spacer” wydano w trzech wariantach okładkowych do wyboru.

Katarzyna Bogucka, Spacer, wyd. Tako, Warszawa, kwiecień 2017
Wiek: 5+


Zaczarowany dywan, który potrafi przenosić w odległe, egzotyczne miejsca?  Chyba każdy o takim marzył choć raz! Lilka magiczną moc dywanu w swoim pokoju odkryła przypadkiem, za sprawą własnego bałaganiarstwa – zamiotła pod niego coś, co chciała naprędce ukryć. Gdy sięgnęła później po tę rzecz, poczuła że dzieje się coś dziwnego, że dywan zabiera ją z pokoju gdzieś w nieznane. Tak zaczęły się regularne podróże, będące, jak się wkrótce okazało, zdecydowanie czymś więcej niż tylko przeniesieniem się w inną rzeczywistość. Za każdym razem dziewczynka dowiaduje się czegoś nowego o sobie i innych, spogląda na szereg ważnych spraw z innego punktu widzenia, uczy się empatii i wrażliwości.
„Historie zamiecione pod dywan” to zbiór sześciu opowieści, które świetnie posłużą do rozmowy z dzieckiem na tematy takie, jak starość, rywalizacja między rodzeństwem, różnice kulturowe, potrzeba uczenia się, dbania o higienę, zdrowego odżywiania. Lekturze dodają uroku przyjazne, dowcipne ilustracje Małgorzaty Kwapińskiej.

Agnieszka Zimnowodzka, Historie zamiecione pod dywan, il. Małgorzata Kwapińska, wyd. Kocur Bury, kwiecień 2017
Wiek: 4+

W lesie spowitym mrokiem, w samym środku przygody, rycerz Lwie Serce traci nagle odwagę i liczy na naszą pomoc! Zanurzamy  się więc wraz z nim w baśniowy świat i wędrujemy dziwnymi labiryntami, krętymi korytarzami, błądzimy w starej ptaszarni, w sali herbowej, w krypcie Zrozpaczonych Rycerzy, biegniemy przez Ogród Spojrzeń, nurkujemy w fosie i próbujemy nie ulec urokowi syreny. Wreszcie, u kresu drogi, rycerza czeka ostateczne starcie ze straszliwym, zielonym smokiem. Czy wyjdzie z niego zwycięsko?
Francuska graficzka Delphine Chedru, autorka nietuzinkowych książek obrazkowych, m.in. wydanej w Polsce „Dzień dobry do widzenia” stworzyła tym razem krainę rodem iście z gry komputerowej. Dziecko jest w niej nie tylko czytelnikiem, lecz także aktywnym graczem. To od niego zależy, jak postąpi rycerz, który kierunek obierze, jakie przeszkody postanowi pokonać w pierwszej kolejności. Na każdej stronie dziecko w imieniu rycerza podejmuje decyzje – ich konsekwencje nie zawsze są pozytywne – bywa, że trzeba się cofnąć o kilka stron i zacząć wędrówkę od nowa. Po drodze czytelnik rozwiązuje rozmaite zagadki i zadania: liczy, szuka podobieństw i różnic,  znajduje ukryte elementy obrazków, wskazuje wyjście z labiryntu. Różnorodność tych zadań oraz umiejętne wplecenie ich w akcję książki sprawia, ze zabawa z nią jest nie lada frajdą i zapewnia solidną dawkę rozrywki zarówno młodszym , jak i starszym dzieciom. Duży format (205 x 323 mm), kartonowa oprawa i wyraziste, pełnostronicowe ilustracje są dodatkową zachętą do zagłębienia się w tę intrygującą książkę-grę.

Delphine Chedru, Rycerz Lwie Serce. Książka-gra, której bohaterem jesteś ty!, tłum. Joanna Wajs, NaszaKsięgarnia, kwiecień 2017
Wiek: 0–10

Na wyklejce pinezki i zapałki. A potem trupia czacha, jak ta ze stacji trafo. W moim dzieciństwie rodem z PRL dzieciaki pod blokiem straszyły się wzajemnie, że jak jej dotkniesz, to umrzesz, więc wszyscy szerokim łukiem omijaliśmy posępne szare drzwi zza których dobiegało złowrogie buczenie…
„Złota różdżka” Heinricha  Hoffmanna to dziewiętnastowieczna klasyka straszenia się dramatycznymi konsekwencjami i najsroższymi karami, które spadają na nieposłuszne dziecko. „Nie baw się zapałkami, bo zrobisz pożar”, „Nie obgryzaj paznokci, bo ci palce odpadną”, „Jak nie będziesz jadł, to się pochorujesz i umrzesz”, „Nie bujaj się na krześle, bo upadniesz na głowę i się zabijesz” – pewnie zdarzyło się Wam usłyszeć przynajmniej jedną z tych uwag, rzuconych ku przestrodze. Dzisiaj raczej śmieszą niż ostrzegają. Kiedyś jednak utwory pedagogiki strachu cieszyły się wielką popularnością i przyczyniły się nawet do powstania odrębnego gatunku tekstów, zwanego „struwwelpetriadami”.
Sama „Złota różdżka” doczekała się co najmniej 540 różnych wersji. Ta, którą właśnie dostajemy do rąk dzięki wydawnictwu ART Egmont, jest na wskroś współczesna. Adaptacji dziewiętnastowiecznych utworów dokonali wybitni tłumacze – mamy tu więc nie tylko współczesny język, lecz także stosownie uwspółcześnione realia: „Na rolkach – śmig! – nadjechał Franek,/ za nim na hulajnodze Janek,/ a Kuba przebiegł przez podwórko,/ żeby nakręcić film komórką”.
Nowoczesne są również ilustracje, których przejaskrawiona makabreska przypomina Dia de Muertos  z paradami kościotrupów przystrojonych w kwiaty. Tak „zaserwowane” utwory Hoffmanna, przez lata będące przedmiotem dyskusji, a nawet zażartych sporów, są dla współczesnych szansą do spojrzenia na nie z przymrużeniem oka i stosownym dystansem.

Heinrich Hoffmann, Złota różdżka, czyli bajki dla niegrzecznych dzieci, il. Justyna Sokołowska, tłum. Adam Pluszka, Karolina Iwaszkiewicz, Marcin Wróbel, Zuzanna Naczyńska, Anna Bańkowska, Michał Rusinek, wyd. ART Egmont, kwiecień 2017
Wiek: 7–12

Sanatorium położone na odludziu jak średniowieczne leprozorium, pozbawione telefonu i elektryczności, wypełnione kuracjuszami, którzy najwyraźniej cierpią na poważne zaburzenia psychiczne, gdyż jeden utrzymuje, że jest Leonidasem królem Sparty, inny – że piratem… Do tego mrocznego miejsca trafia piętnastoletni Liam, który ma tutaj dojść do siebie po wycieńczającej chorobie. Wkrótce odkrywa, że nie jest to bynajmniej zwyczajne sanatorium, bo w podziemiach przetrzymywani są szczególnie groźni „pacjenci”, a jego samego nikt nie zamierza leczyć. Kiedy w gabinecie ordynatora Liam znajduje mapę wieczności, w głowie świta mu myśl, że mieszkańcy domu wcale nie są ludźmi… Próby ucieczki nie zdają się jednak na nic i chłopak zaczyna rozumieć, że będzie musiał zmierzyć się z tajemnicą starego dworu.
Wciągająca, zręcznie napisana fantastyczno-kryminalna seria dla młodszej młodzieży autorstwa popularnej we Francji autorki cieszy się tam dużą popularnością i obecnie liczy już dziewięć tomów.
 
Evelyne Brissou-Pellen, Dwór. Tom I: Liam i mapa wieczności, tłum. Przemysław Szczur, wyd. Widnokrąg, kwiecień 2017
Wiek: 9+ (według francuskiego wydawcy) i 12+ (według wydawcy polskiego)