niedziela, 19 września 2021

Cztery książki o zwierzętach

 

Mój syn należy do tych dzieci, które lubią książki o zwierzętach, w zasadzie każde, ale najbardziej chyba te z nutką przygody, gdzie pojawiają się emocje i dopytywanie „I co dalej?, co dalej?”.


Wydawnictwo Agora  idealnie wychodzi naprzeciw jego oczekiwaniom, publikując kolejne, po „Wojtku”, „Lolku”, „Ambarasie” i „Tarmosi” książki, których bohaterami są zwierzęta. W „Dziku Dzikusie” są to oczywiście dziki. Ale tak naprawdę – co dorosły czytelnik szybko wychwyci – jest to opowieść o zupełnie innym stworzeniu, mianowicie o… trollu.

Krzysztof Łapiński jest filozofem, co da się wyczuć w trakcie lektury. Opisując życie zwierząt w Lesie Kabackim i ich reakcje na pojawienie się obcego osobnika nieznanego gatunku, nie skupia się na przyrodniczych aspektach, lecz na psychologicznej stronie zaistniałej sytuacji. Ukazuje, jak dotychczas sprawnie funkcjonujący system zostaje nagle zaburzony i ulega coraz większemu rozchwianiu. Opisuje mechanizmy społeczne i pokazuje czytelnikowi, jak łatwo jest manipulować informacją.


Oczywiście dziecięcy odbiorca nie rozkłada tego na czynniki pierwsze, dla niego jest to przede wszystkim pasjonująca historia Dzika, który ni stąd ni zowąd zostaje oskarżony przez niegodziwego trolla, że tylko ryje w brudnej ziemi i rozsiewa zarazki. Wraz z rozwojem zdarzeń dziecko śledzi, jak szerzy się owa pogłoska, jak wzbudza najpierw dezorientację, potem wątpliwości, aż wreszcie zagnieżdża się na dobre w umysłach mieszkańców lasu. Taka obserwacja procesu wykluczenia pozwala dziecku na odwołanie się do własnych obserwacji i doświadczeń. Nie pozostaje też ono z samą tylko obserwacją – w książce znajdzie podpowiedzi i rady, jak radzić sobie w takich sytuacjach, których niestety pełną w klasie szkolnej czy w internecie. Pierwszą zasadą postępowania jest oczywiście „nie karmić trolla”.


Tekstowi towarzyszą ujmujące ilustracje Marty Kurczeskiej (znanej np. z „Mirabelki”), nie można się nie uśmiechnąć na widok małych pasiastych dziczków wędrujących na swoich krótkich raciczkach za lochą. Są tu także kolorowe pejzaże łąk i lasów, i świetlisty krajobraz nocnego nieba zawieszonego nad lasem i miastem.

Krzysztof Łapiński, „Dzik Dziukus” , il. Marta Kurczewska, wyd. Agora dla dzieci, Warszawa 2020.

 

„Miron w pułapce” i „Reginka szuka domu” to książki z serii „Pomóż mi przetrwać” (Akademia Mądrego Dziecka) wydawnictwa Harper Kids. Jak pisze we wstępie autorka Ewa Nowak seria powstała z myślą o dzieciach, „które chcą mądrze wspierać przyrodę”.


Opowiadania budzą wrażliwość i opiekuńczość wobec zwierząt, przekazują także podstawowe informacje o rożnych ich gatunkach, ich zwyczajach i życiu. „Reginka szuka domu” to opowieść o królowej trzmieli i jej trudnej drodze do stworzenia gniazda i założenia rodziny.
„Miron w pułapce” to historia rodziny szarytek bałtyckich, a konkretnie jednego jej przedstawiciela – Mirona. Młody samiec foki na samym początku swego samodzielnego życia zaplątuje się w porzuconą w wodzie sieć rybacką i osłabiony trafia do fokarium na Helu.


Każda książka zawiera opowiadanie, planszę z ciekawostkami oraz sprawdzian wiedzy. Duże i liczne, realistyczne ilustracje Anny Łazowskiej z pewnością przypadną do gustu małym czytelnikom. Książki nadadzą się do wspólnej rodzinnej lektury lub do samodzielnego czytania przez dziecko, w czym pomoże wyrazisty font z dużą interlinią.


Ewa Nowak, Reginka szuka domu, Miron w pułapce, il. Anna Łazowska, wyd. Harper Kids, Warszawa 2021.
Wiek: 5+


„23 rzeczy ważniejsze od zwierząt. Katalog od A do Z” to przewrotna książka, która przypomina nam o tym, jak bardzo kochamy zwierzęta, a jednocześnie, jak trudno zrezygnować nam z przyjemności i rzeczy, które jednocześnie oznaczają ich cierpienie.


Sprawiamy dzieciom frajdę, pokazując im pokazy sztuczek delfinów albo kolorowe papugi w  papugarniach, kupujemy egzotyczne zwierzęta jako domowe maskotki. Z zagranicznych wakacji przywozimy upominki wykonane z koralowców, kości słoniowej, skóry węży, kosztujemy ekskluzywnych specjałów, takich jak zupa z rekina albo wino z kośćmi tygrysa.
Zapominamy, że proste codzienne decyzje godzą w zwierzęta, którymi tak się zachwycamy i o których opowiadamy dzieciom – zakopana na plaży foliowa torebka, kolejne wycięte przy ulicy drzewo, wybetonowane place i osiedlowe uliczki.


Wielkoformatowa książka Małgorzaty Kur punktuje te rzeczy, które, jak się okazuje, są dla człowieka często ważniejsze niż zwierzęta. Autorka podpowiada młodym czytelnikom, co zrobić, by nie rezygnować z przyjemności, a jednocześnie dbać o środowisko. Pokazuje, że liczą się małe, ale konsekwentne kroki w codziennej aktywności. Książce towarzyszą radosne, a czasem smutne, często pełnostronicowe ilustracje Małgorzaty Kwapińskiej.

Małgorzata Kur, 23 rzeczy ważniejsze od zwierząt. Katalog od A do Z, il. Małgorzata Kwapińska, wyd. Kocur Bury, Łódź 2021.
Wiek: 5+



 


środa, 30 czerwca 2021

Kraina smoków. Pióro gryfa

 

Powrót do bohaterów lubianej książki jest jak spotkanie z dawno niewidzianymi przyjaciółmi – dostrzegasz, że trochę się zmienili, ale nie mija chwila, a jest znowu tak, jakbyś widział ich wczoraj. Tak właśnie jest z „Piórem gryfa” – drugą częścią „Krainy smoków”.

 


Oto znów są tu wszyscy: odważny, cieszący się nawet niebezpieczną przygodą Ben, czyli Smoczy Jeździec, jego mądry, szlachetny smok Lung, pyskata, zadziorna koboldka Siarczynka, jedyny w swoim rodzaju homunkulus Muchonogi oraz oczywiście Greenbloomowie: Barnaba, jego żona Vita i córka Ginewra. To oni stali się dla Bena rodziną, po tym, jak cało wyszedł z walki z potężnym i okrutnym smokiem Parzymortem.

 


Szczęśliwie dla wszystkich nastał czas pokoju, ocalone od wymarcia smoki zamieszkały w swojej krainie zwanej Skrajem Nieba, a Greenbloomowie osiadli w Norwegii, w miejscu nazwanym MÍMAMEIDR, z którego uczynili tajemny azyl dla magicznych stworzeń z całego świata. To tutaj, pod czujnym okiem przyrodników-pasjonatów żyją teraz bezpiecznie i harmonijnie istoty takie, jak kruki mgliste, trolle, leprikony, latające świnki watobi, fotomeleony, skrzydlate żaby i wiele, wiele innych przedziwnych stworzeń.

 


Gdy jednak rozchodzi się wieść, że do MÍMAMEIDR ma przybyć prawdziwy pegaz, wszystkich mieszkańców ogarnia ekscytacja. Wydawało się przecież,  że tego gatunku nie uda się uratować i spotkać go będzie można już tylko na ilustracjach w książkach. Tymczasem wkrótce mają się wykluć młode pegaziątka…!  Niestety tragiczny wypadek sprawia, że ich życie staje pod znakiem zapytania. Być może nigdy nie zdołają wykluć się ze swoich jajek… Chyba, że ktoś dostarczy na czas niezwykle rzadkie, mityczne pióro gryfa. Ktoś taki, jak Smoczy jeździec i jego najbliżsi.

 


Tak oto Ben staje przed kolejnym wielkim wyzwaniem i wkracza w nową, niebezpieczną przygodę, w czasie której jego życie nie raz zawiśnie na włosku, a każdy kolejny dzień będzie walką z czasem. Jak zawsze może liczyć na wsparcie swego ukochanego smoka oraz wiernych przyjaciół. Na jego drodze pojawią się także nowe postaci, co do których będzie musiał zdecydować, czy zaufać im, czy też nie. Ben będzie też musiał odpowiedzieć sobie na kilka kluczowych pytań – co jest dla niego w życiu najważniejsze, i gdzie jest właściwie jego miejsce. W MÍMAMEIDR, w Skraju Nieba, a może jeszcze gdzieś indziej? To niełatwe pytania dla chłopca wkraczającego w nastoletniość, ale Cornelia Funke rzuca je młodym czytelnikom celowo, czyniąc z ekspedycji po słoneczne pióro gryfa wyprawę w poszukiwaniu własnej tożsamości i miejsca w świecie.  

 


„Pióro gryfa” to druga książka z cyklu o Krainie smoków (o pierwszym tomie pisałam tutaj), ale z powodzeniem można przeczytać ją oddzielnie. Wszystkie wcześniejsze wątki zostały wspomniane i zarysowane przez autorkę, tak by czytelnik wiedział, co wydarzyło się w pierwszej części i kim są wszyscy główni bohaterowie. Jeśli więc wpadnie Wam w ręce gdzieś podczas wakacyjnych wojaży ta właśnie książka, nie wahajcie się ani chwili. Ta fantastyczno-przygodowa powieść, napisana starannym, ładnym językiem to kawał dobrej literatury młodzieżowej, która pozostaje ponadczasowa. I oferuje nie tylko ciekawą opowieść i wartką akcję, lecz także emanuje szacunkiem do zwierząt, ludzi, wszelakiego żywego istnienia na naszej planecie.

 


Cornelia Funke, Kraina smoków. Pióro gryfa, przeł. Miłosz Urban, wyd. Poradnia K, Warszawa 2021.
Wiek: 8+

niedziela, 27 czerwca 2021

W wakacyjnym plecaku: powieści dla starszych dzieci

 

Co czytać w wakacje? Jaką książkę warto mieć pod ręką w podróży, w czasie ciszy poobiedniej, na plaży? W tym zestawieniu polecam trzy znakomite powieści dla starszych dzieci i nastolatków.

 


Mój wyjątkowy tydzień z Tessą

 

Gdy ma się 10 lat, świat wydaje się już trochę znajomy, ale wciąż bardzo tajemniczy.  Nawet drobne zdarzenie może wywrócić do góry nogami nasze myślenie o sobie samych i otaczających ludziach.

Zdarzenie takie jak na przykład złamanie kostki, i no nawet jeśli nie jest to nasza kostka. Gdyby brat Samuela nie wpadł do dołu na plaży i nie złamał nogi w kostce, Samuel pewnie nie poznałby Tessy. Lato weszłoby w swoją pełnię, a on nie zrewidowałby swoich relacji z rodzicami, bratem, ze sobą samym.

Ale rok starsza Tessa wkracza z impetem w życie dziesięciolatka, co sprawia, że w zwyczajnej, spokojnej codzienności Samuela wydarza się nagle w ciągu tygodnia tyle, ile nie zdarzyło się przez całe życie.

Anna Woltz, której znakomite pisarstwo mieliśmy już okazję poznać w „100 godzinach nocy”, z lekkością i prostotą opisuje spotkanie tych dwu tak różnych od siebie osobowości: dziewczynki-petardy, na zewnątrz przebojowej i pewnej siebie, ale w duchu spragnionej miłości i akceptacji, oraz chłopca w typie myśliciela, zwanego profesorem, który ma w sobie dużo obaw i lęków, ale i skrytego głęboko wewnątrz bohatera.

 Tessę wychowuje matka, ojciec nigdy nie dowiedział się, że ma dziecko. Z czasem dziewczynka uświadamia sobie, że powinna mieć w tej sprawie coś do powiedzenia, móc zdecydować, czy chce mieć tatę, i sprawdzić, czy on chce mieć córkę! Pieczołowicie skonstruowany plan poznania ojca robi ogromne wrażenie na Samuelu, który postanawia pomóc w jego realizacji. Przy okazji sam zaczyna inaczej patrzeć na własnych rodziców i w pewnym sensie dopiero teraz naprawdę ich poznawać.

 Ta niepokaźna objętościowo, ale poruszająca i bardzo wciągająca lektura dotyka wielu trudnych tematów, jak samotność, starość, śmierć, samotne macierzyństwo, relacje rodzice – dzieci, relacje w rodzeństwie, lęk, niskie poczucie własnej wartości, ale przede wszystkim jest opowieścią o prawdziwej przyjaźni, która spada na nas przypadkiem, a pielęgnowana, trwać może całe życie.

Polecam także ekranizację z 2019 roku – „Niezwykłe lato z Tess”.

Anna Woltz, Mój wyjątkowy tydzień z Tessą, przeł. Iwona Mączka, wyd. Dwie Siostry2021.

Wiek: 9+


 

Alanna. Pierwsza przygoda. Pieśń lwicy

 

W królestwie Tortallu wszystko ma swój porządek. Nastoletnie dziewczęta uczą się tańca, szycia, czasem czarów, jeśli posiadają dar. Chłopcy z dobrych domów wysyłani są do pałacu królewskiego, gdzie uczą się szermierki i walki w turniejach. Co jednak, jeśli to chłopak  lubi czarować, a nie cierpi długich wypraw, walk i niebezpieczeństw, dziewczyna zaś – przeciwnie, jest odważna, zręczna i kocha ryzyko? Tak właśnie sprawy się mają w przypadku Alanny i Thoma, bliźniąt, które ojciec decyduje się właśnie wysłać na nauki, oczywiście zgodnie z tradycyjnym podziałem ról, nie zwracając uwagi na indywidualne różnice. Tymczasem Alanna dałaby wszystko, by szkolić się na rycerza, a Thomas marzy o tym, by zostać wielkim czarodziejem, „zabijać demony i bratać się z bogami”. W desperacji rodzeństwo decyduje, że dokona zamiany, korzystając ze swego wizualnego podobieństwa – Alanna pojedzie do pałacu, Thomas uda się do klasztoru. Czytelnik podąża za Alanną i to jej codzienne zmagania  obserwuje z rosnącą fascynacją. Szybko się bowiem okazuje, że bycie Alanem z Trebondu oznacza nie tylko zmaganie się z trudami szkolenia i służby, z coraz bardziej mozolnym i ryzykownym ukrywaniem swojej tożsamości płciowej, lecz także z ludzką zawiścią, czy wręcz nienawiścią, której powody mają związek z silną, mroczną magią.

 

„Pieśń lwicy” to pierwsza książka z pięciotomowego cyklu o świecie Tortallu, stworzonego przez niezwykle cenioną autorkę młodzieżowego fantasy Tamorę Pierce. Mimo iż cały powieściowy cykl powstał w latach 80. Pozostaje on niezwykle aktualny dla współczesnych polskich czytelników – losy Alanny są opowieścią o równouprawnieniu, tolerancji, dostrzeganiu indywidualności i szacunku dla inności, potrzebie dążenia do swego prawdziwego „ja” nawet za bardzo wysoką cenę. Niezłomna postawa Alanny, jej wielka odwaga i wytrwałość dodają młodym ludziom sił do podążania własnymi ścieżkami.

 

Tamora Pierce, Alanna. Pierwsza przygoda. Pieśń lwicy, tłum. Wojciech Szypuła, wyd. Poradnia K, Warszawa 2021.
Wiek: 12+


 

Zimne wody Wenisany

 

Agata żyje w Wenisanie, dziwnym, mrocznym świecie rozdartym od czasu Wielkiej Wojny za Wolność zimnymi wodami rzeki. Nad jej powierzchnią, w Weniskajlu, toczy się życie ludzi takich jak ona; pod powierzchnią istnieje zaś Weniswajt, zamieszkany przez niebezpieczne stworzenia, takie jak nibyptaki gabo oraz przez topielców. Ludzie, którzy zanurzą się w lodowatej toni, zarażają się tęczowicą i muszą pożegnać się z dotychczasowym życiem – „najpierw wariują i robią straszne rzeczy, a potem znikają – podobno choroba zmusza ich do pójścia do strasznego granatowego lasu Wenisfajn, by tam umarli”. Aby uniknąć tego losu, wszystkie dzieci poniżej dwunastego roku życia poruszają się po Weniskajlu tylko w grupach, pod uważnym nadzorem dorosłych.

 

Bohaterka książki, dwunastoletnia Agata,  jest takim właśnie dzieckiem – uczy się w szkole z internatem,  po mieście spaceruje tylko w obecności opiekujących się dziećmi mistress, gęsiego, związana z innymi grubym sznurem. A jednak, mimo tej pieczołowitej opieki, podczas tłumnej uroczystości dochodzi do wypadku – ku przerażeniu wszystkich dziewczynka wpada do wody. I choć zostaje niemal natychmiast wyciągnięta na powierzchnię, jej życie zmienia się w tej jednej chwili, a wraz z nim, jak się wkrótce okaże, życie całej Wenisany.

Agata jest w postacią, która niesie nadzieję na zmianę. Dziewczynka bacznie obserwuje, docieka, zadaje kłopotliwe pytania, wreszcie postanawia „zrobić to, co trzeba” i wypowiedzieć je na głos, wzbudzając społeczny ferment. Jakie będą efekty jej działania, dowiemy się z kolejnego tomu książki – jak obiecuje autorka.

 

Urodzona w Związku Radzieckim pisarka Linor Goralik stworzyła świat mroczny, oniryczny, spowity ciemnością, ogarnięty lękiem. Jego mroczne piękno wspaniale oddaje okładkowa ilustracja Rocha Urbaniaka – gładka tafla wody, a po obu jej stronach majestatyczne rozświetlone budynki, wokół których unoszą się białoskrzydłe gabo.

 

Linor Goralik, Zimne wody Wenisany, tłum. Agnieszka Sowińska, wyd. Dwukropek, Warszawa 2021.
Wiek: 11+


 


niedziela, 23 maja 2021

Wanda szuka miłości

 

Dotąd zawsze gdy myślałam o dżdżownicy jako bohaterce utworu dla dzieci, od razu przed oczami stawała mi brunatnoczerwona dżdżownica Magda z „Pszczółki Mai”. Była to bardzo poczciwa postać, która w chwilach konfliktowych zawsze godziła swoich przyjaciół.  Wanda, stworzona przez Przemysława Wechterowicza i Emilię Dziubak jest równie uczynna i sympatyczna, ale ma też w sobie sporo zdrowego egoizmu i przebojowości.


Jej przygoda zaczyna się dość zwyczajnie, od pragnienia, które znamy wszyscy – pragnienia  miłości. Wanda przyznaje, że jest „okropną marzycielką”, ale czytelnik dostrzega szybko, że potrafi ona także wziąć sprawy w swoje ręce. Nie zamierza wcale czekać na miłość, tylko oświadcza przyjaciółce, że wyrusza na poszukiwania.


Początki tej wyprawy są raczej zniechęcające. Wanda spotyka kolejnych adoratorów, ale żaden nie okazuje się tym wyjątkowym. Dorosły czytelnik dostrzeże być może w tych etapach wędrówki pewien symbolizm. Oto pierwsze spotkanie, przelotne spojrzenie, drgnienie serca, ale ze zbyt małą śmiałością, kolejne, zbyt interesowne i odarte z uczuć, i wreszcie kolejne, zupełnie niespodziewane i niejako przy okazji, ale zaskakująco trafione.


Może dlatego, że w pewnym momencie wyprawa zmienia swój cel, stając się wyprawą poszukiwawczą, a nawet ratowniczą. Gdy Wanda spotyka na swojej drodze Szopika i postanawia mu pomóc w poszukiwaniach taty porwanego  przez „bestię nienasyconą”, zapomina na chwilę o własnych  planach i pozwala sprawom po prostu się toczyć. Nawet nie wie, że właśnie w ten sposób zostawi coś po sobie, tak jak planowała i spełni swoje marzenie.


Wyobraźnia Przemysława Wechterowicza stawia na drodze Wandy także innych nietuzinkowych bohaterów, jak na przykład gadającego na jednym wdechu okonia, owcę tryskającą humorem czy jednorożca o czarodziejskim chuchnięciu o zapachu szarej renety. Leniwa z początku akcja gwałtownie przyspiesza i radośnie pędzi aż do samego finału.


Opowieści towarzyszą pełnostronicowe ilustracje Emilii Dziubak, która  zawsze potrafi zachwycić młodszych i starszych czytelników – tutaj feerią żółtych barw łąki pełnej mleczy, połyskującą złociście grzywą jednorożca, uroczym, ufnym uśmiechem Szopika i krasnym rumieńcem szczęśliwej dżdżownicy.

Przemysław Wechterowicz, Emilia Dziubak, Wanda szuka miłości, Wydawnictwo Ezop, Warszawa 2021.
Wiek: 3+

 

 

 

poniedziałek, 17 maja 2021

Basia. Wielka księga o uczuciach

 

Gdyby czas w książkach płynął tak samo jak w życiu, Basia byłaby już nastolatką! Pierwsza książka z serii tworzonej przez Zofię Stanecką i Mariannę Oklejak ukazała się w 2008 roku.
Ciekawe, jaka byłaby ta trzynastoletnia Basia? Podejrzewam, że nadal porywcza i uparta, ale i równie odważna, szczera, tolerancyjna ciekawa świata i ludzi jak jej pięcioletnia wersja.


Basia ma bardzo silną bazę do harmonijnego rozwoju emocjonalnego i społecznego. Tą bazą jest rodzina. Mama, tata, braciszek Franek, starszy brat Janek – wszyscy kochają się i szanują. Każda z książek o Basi pełna jest dobrych przykładów dotyczących relacji międzyludzkich i komunikowania się, a zdecydowana większość tych przykładów płynie właśnie z rodzinnego życia.


Mógłby z tego powstać ckliwy propagandowy obrazek, nieprzystający do rzeczywistości, ale na szczęście duetowi autorek zawsze udaje się zachować autentyzm. Członkowie rodziny Basi nie są idealni, mają swoje słabości, wady, grzeszki, popełniają błędy jak każdy. Kłócą się, krzyczą, obrażają, przeżywają bardzo różne, często skrajne emocje. Czuć jednak, że u podstaw ich interakcji leży miłość, że zależy im na sobie. Basia doświadcza więc całego mnóstwa uczuć, także wściekłości, żalu, wstydu, lęku, zawsze jednak ze świadomością, że w przeżywaniu wszystkich emocji bezwarunkowo wspierają ją bliscy.


Zastanawiałam się ostatnio, czy we współczesnym świecie coraz częstszych rozwodów, samotnego rodzicielstwa, nuklearnych rodzin, rozluźniania się więzi społecznych, jest jeszcze miejsce na taką narrację. I tak, moim zdaniem wciąż jest, bo do świata Basi wchodzi się jak do Bullerbyn. Nieważne, czy mieszkasz z obojgiem rodziców, czy tylko z jednym, nieistotne, czy masz rodzeństwo i czy utrzymujesz kontakt ze swoimi dziadkami – chcesz po prostu grzać się w ciepełku tworzonym przez tych bohaterów, chcesz wierzyć, że gdzieś są tacy ludzie – rodzice, partnerzy, przyjaciele, sąsiedzi, nauczyciele, że można tak żyć i że warto próbować postępować podobnie, by stwarzać choćby cząstkę tego Basiowego świata wokół siebie.

 


„Basia. Wielka księga o uczuciach” nadaje się do tego szczególnie, bo w całości, celowo, skupia się właśnie na uczuciach, których dziecko doświadcza w różnych życiowych sytuacjach – radosnych, smutnych, czasem dramatycznych. Cykl „Wielka księga (przygód, pytań, słów – żeby wymienić tylko niektóre już wydane) skonstruowany jest tak, by krótkie historyjki zawarte w zbiorze przybliżały małemu czytelnikowi dane zagadnienie poprzez fabularyzowane przykłady.


I tak mamy tutaj pięćdziesiąt rozmaitych uczuć, od empatii, przez tęsknotę, zawiść, pogardę, po nadzieję i wdzięczność. Każdemu poświęcony jest jeden, maksymalnie czterostronicowy tekst. Składa się na niego krótka historyjka oraz ujęte w komiksowe dymki hasła, opisujące prostym, zrozumiałym dla dziecka językiem, czym jest dane uczucie. Na przykład: „Empatia mówi o naszej zdolności do rozumienia i współodczuwania z innymi”. Aby jeszcze bardziej ułatwić dziecku zrozumienie pojęcia, pojawia się ukonkretnienie: „Co mówi empatia? Powiedz mi, jak się czujesz. Chcę cię zrozumieć. Chcę cię wysłuchać”. Do tego komentarze różnych osób: rodziców Basi, dziadków, jej brata, koleżanek i kolegów z przedszkola i ich rodziców. Do wyjaśnień włącza się nawet Misiek Zdzisiek (ukochany przytulak Basi), który opisuje niektóre terminy po swojemu, np.: „Można się wstydzić różnych rzeczy. Na przykład gołej pupki wystającej zza krzaczka. Albo brudnych od miodu łapek”. Czasami miś rymuje:

Gdy na pięcie masz napięcie,
A do tego w brzuszku wzdęcie,
Wtedy ci pomoże spanie
Albo mocne przytulanie.

Misiek Zdzisiek cieszy się szczególną sympatią dzieci, mały czytelnik znajdzie więc w książce kącik porad misia, proponowane przez niego ćwiczenia wdzięczności oraz złote myśli o uczuciach – jest szansa, że dzięki jego misiowej osobie mocniej zapadną dzieciom w pamięć!


Całość tomu współtworzą ilustracje, oprawa graficzna podąża krok w krok z tekstem, opowiadając dziecku obrazami opisywane przez tekst uczucia. Są to proste, czytelne, często poruszające kadry, np.: mały, skulony Titi, w rozpaczy chowający twarz w ramionach, Janek zwisający bezwładnie z krzesła, z głową na laptopie, zniechęcony zdalnym nauczaniem…, wygrażający sobie rodzice Wojtka podczas zaciekłej kłótni…


„Basia. Wielka księga o uczuciach” to ważna i potrzebna książka. Często nie wiemy, jak rozmawiać o uczuciach, emocjach. Nie przychodzą nam do głowy żadne przykłady, nie wiemy, jak mówić o tym w taki sposób, żeby dziecka nie znudzić i by zrozumiało. W tym zbiorku dostajemy niejako gotowca. To książka do szerokiego zastosowania: do czytania samodzielnego, wspólnego na głos, od deski do deski lub na wyrywki (jeśli np. trzeba „przerobić” daną emocję). Do użytku domowego, przedszkolnego i wczesnoszkolnego, praktyczna pomoc również w pracy psychoterapeutów dziecięcych i rodzinnych. 

Tchnie optymizmem i energią, zachęca do wglądu w siebie, do rozpoznania swoich uczuć i nazwania ich. Pokazuje dziecku, jak być powinno, jak MOŻE być, otula ciepłem, otuchą i dobrem.

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia. Wielka księga o uczuciach, HarperCollins Polska, Warszawa 2021.

Wiek: 4+

 

 

poniedziałek, 10 maja 2021

Kuku Król

 

Chyba każde dziecko choć raz w życiu pragnęło mieć sekretnego przyjaciela, najlepiej takiego, który potrafi robić wyjątkowe, magiczne rzeczy i niczego się nie boi. Najczęściej marzenie takie towarzyszy sytuacjom trudnym, takim jak na przykład dokuczanie ze strony rówieśników.


Benek znalazł się właśnie w takiej sytuacji. Z racji swojego niskiego wzrostu i chuderlawości jest prześladowany przez Mundka Draba, ucznia tej samej szkoły i syna burmistrza miasta. Chłopiec odlicza dni do wakacji, tymczasem stara się jak może schodzić Mundkowi i jego gangowi z drogi. Kłopot w tym, że Mundkowi nic „nie sprawiało większej frajdy niż zamknięcie jakiegoś chudego nieszczęśnika w szkolnej szafce czy oskubanie go z kasy na lunch i pozostawienie w ciemnym kącie podwórza, zwiniętego w precel”. Im bardziej więc Benek kluczy i ucieka, tym intensywniej jest szukany.


Na trzy dni przed końcem roku bliskość wakacji usypia jego czujność. Wpada prosto w potężne łapy osobistych bodyguardów Mundka. I gdy już myśli, że to koniec, los niespodziewanie się do niego uśmiecha – Mundek łapczywie zjada cukierek wytrząśnięty z kurtki Benka. Nie przychodzi mu do głowy, że w papierek może być zawinięta nie słodka landrynka, lecz… moneta! Trzask łamanego zęba miesza się z rozdzierającym rykiem Mundka, Benek tymczasem korzysta z zamieszania i rzuca się do ucieczki. Zagnany w ślepy zaułek w ostatnim akcie desperacji wskakuje do wielkiego kontenera na śmieci i… w najśmielszych marzeniach nie wpadłby na to, że okaże się on swego rodzaju magicznym portalem!


Wkrótce Benka otacza cichy, zielony, zalany słońcem las, a w nim… osobliwa istota z dzidą i w koronie na głowie. Dziewczynka z brodą. Kuku Król! Mieszka w domku na drzewie z małym wombatem i ma tysiąc pomysłów na minutę. Jest uosobieniem tego, czego Benek potrzebował, by poskromić gang Mundka.


Pobrzmiewają w tej książce dalekie echa Opowieści z Narni, Alicji w Krainie Czarów, Mostu do Terabithii, choć jej konstrukcja jest zupełnie inna, znacznie bardziej prosta i nie pretenduje do roli wielkiej literatury. Bazuje na humorze, komiksowych wstawkach, licznych dialogach. To niewielka rozmiarem książka do samodzielnego czytania dla dzieci w wieku 8–12 lat, która ze względu na swój dowcipny charakter i szatę graficzną jest lekką i przyjemną lekturą nawet dla tych, którzy czytają niewiele. Mimo że porusza zupełnie poważny temat rówieśniczej przemocy, pozostawia dziecko z przekonaniem, że dobro w końcu zwycięży, a w trudnych chwilach warto korzystać z pomocy przyjaciół i zasobów swojej fantazji.  

Adam Stower, Kuku Król, tłum. Magdalena Korobkiewicz, wyd. Dwukropek, Warszawa 2021.
Wiek: 8+

czwartek, 6 maja 2021

Tarmosia

 

Jeśli szukacie książki o zwierzętach, ale takiej, w której mają one swoje zwierzęce cechy i nie zostały przesadnie uosobione, opowieści Tomasza Samojlika zawsze będę trafnym wyborem. W „Tarmosi” znany przyrodnik przedstawia fabularyzowaną historię sympatycznej rodziny borsuków.


Tytułową Tarmosię wyrywa z zimowego snu dziwny hałas, przypominający buczenie albo grzmoty. Do tego ziemia zdaje się drżeć! Źródła tego dziwnego zjawiska mała borsuczka nie potrafi ustalić. Nie ma też nikogo starszego, kogo mogłaby się poradzić – jej mama, tata, dziadek i brat dalej smacznie śpią w norze. Młody czytelnik domyśla się jednak, co mogą oznaczać te dźwięki i słusznie przypuszcza, że staną się one przyczyną kłopotów borsuczej rodziny.


Wraz z nadejściem wiosny, gdy samice zwierząt spodziewają się młodych, w okolicy będącej dotychczas borsuczym rewirem, pojawiają się niespodziewanie inne gatunki zwierząt – wilki, lisy, jenoty. Jak się okazuje, zostały one pozbawione własnych domów z powodu budowy drogi. Czy borsuki zaakceptują bliską obecność innych zwierząt, czy możliwym okaże się współdziałanie dla dobra młodych?

„Tarmosia” to książka, w której wartka akcja przeplata się z ciekawymi opisami zwyczajów zwierząt, ich codziennego życia. O borsukach dowiemy się więc na przykład, że to prawdziwi mistrzowie w kopaniu rozległych nor nawet z kilkunastoma wejściami, a także czyściochy, budujący przy swych domach… latryny! Poznamy charakterystyczny zapaśniczy borsuczy taniec w walce z przeciwnikiem, i odkryjemy wielkie zamiłowanie borsuków do przysmaku, jakim są dla nich dżdżownice.


Choć zwierzęta w książkach Tomasza Samojlika nie chodzą na dwóch łapach i nie noszą ubrań, mają cechy, które młody czytelnik może znaleźć także w sobie  – są odważne, ciekawskie, mądre, lojalne, ale niektóre mają skłonność do brawury i chojrakowania. Bardzo ważne jest dla nich dobro całego stada, dbałość o teren, na którym żyją, nory przekazywane i rozbudowywane z pokolenia na pokolenie.


Dużo jest w książce humoru sytuacyjnego, a także żartów słownych, choćby w postaci absurdalnych imion nadanych małym liskom – Onomatopeja, Propodeutyka, Multiplikator, Horoskop (!) – skąd i dlaczego, doczytacie sobie sami. A propos imion warto uważnie przestudiować podziękowania Autora zamieszczone na końcu książki. Tłumaczy tam, skąd wzięły się pomysły na imiona głównych bohaterów „Tarmosi”, w tym jej samej. Bardzo ciekawe!


Piękno Puszczy Białowieskiej oddane w opowieści dodatkowo podkreślają wspaniałe ilustracje Ani Grzyb – realistyczne, pokazujące zwierzęta w ich naturalnym wyglądzie i środowisku, a jednocześnie emocjonalne i klimatyczne, operujące delikatnie i z wyczuciem światłem i kolorem.  

Tomasz Samojlik, Tarmosia, il. Ania Grzyb, Wydawnictwo Agora dla dzieci, Warszawa 2021.
Wiek: 5+

środa, 31 marca 2021

Bractwo Zagrożonych

 

Zanim moja córka osiągnęła wiek, w którym kategorycznie oświadczyła, że koniec z czytaniem jej na głos (12 lat), zdążyłam zrobić powtórkę niemal ze wszystkich swoich ukochanych książek z dzieciństwa. Przerobiłyśmy Mary Poppins, Pożyczalskich, Pięcioro dzieci i coś, Małą księżniczkę itd.
Z synem zapuszczam się w nieznane mi rewiry czytelnicze. Sięgam po książki, których sama na pewno nie zdjęłabym z półki, po prostu dlatego, że nie wpisują się w moje czytelnicze upodobania. Ale Tadzio właśnie takie lubi najbardziej – książki przygodowe, o zwierzętach, fantastyczne, trochę zwariowane. Żadna tam trącąca myszką klasyka.


„Bractwo Zagrożonych” spełnia te kryteria plus ma jeszcze jedno, ekologiczne. Bohaterami książki są zwierzęta zagrożone wyginięciem: niedźwiedzica polarna, łuskowiec, orangutan i narwal. Zostały wyłapane z naturalnych dla siebie środowisk w celu ochrony gatunkowej. Teraz żyją w nietypowym ogrodzie zoologicznym połączonym ze stacją badawczą, położonym na wyspie na środku oceanu. I nie byłoby w tym może nawet nic bardzo dziwnego, gdyby nie fakt, że… zwierzęta te rozwinęły hiperinteligencję. Nie tylko porozumiewają się między sobą, posługują się też bez problemu mową ludzką, a ich mózgi wykonują skomplikowane operacje myślowe. Swój potencjał zwierzęta postanawiają spożytkować, zakładając tytułowe Bractwo Zagrożonych. Jego celem jest ocalenie przedstawicieli gatunków krytycznie zagrożonych, zanim będzie za późno. 

Działalności bractwa przyglądamy się na początku przede wszystkim oczami niedźwiedzicy Nukilik. Pojmana przez człowieka, wywieziona setki tysięcy kilometrów od domu, rozdzielona z ukochaną matką, niedźwiedzica pozostaje mocno sceptyczna wobec misji bractwa. Myśli tylko o tym, by znowu znaleźć się na wolności, w swoim naturalnym środowisku. Niestety nie zdaje sobie sprawy, że w wyniku zmian klimatycznych życie, jakie znała, może się okazać niemożliwe, a los, jaki spotkał ją i jej matkę, gdy dryfowały wiele dni bez jedzenia na samotnej krze pękającego lodu, wieści początek końca rodzimej Lodowej Krainy.


W książce dzieje się dużo, pojawiają się nowe postaci, akcja raz nabiera tempa, raz zwalania, przerywana opisami gadżetów, z których nauczyły się korzystać mądre zwierzęta. To niektórym może pasować (mój syn), a innym przeszkadzać (ja). Natłok zdarzeń i ciągła zmiana perspektywy (POV) w prowadzonej narracji skutkują pewnym chaosem i sprawiają, że książka jest nierówna – są w niej fragmenty, które czyta się jednym tchem oraz dłużyzny, podczas których toczymy ze sobą walkę, by nie odłożyć czytania na dobre.


Sam pomysł na serię („Bractwo Zagrożonych” to jej pierwszy tom) wydaje się ciekawą alternatywą dla licznych publikacji popularnonaukowych poruszających tematykę ekologii,  bombardujących od kilku lat rynek książki dla dzieci. W książce udało się pokazać, że w kwestii ekologii jesteśmy od siebie zależni i że Ziemia i wszyscy jej mieszkańcy to ekosystem, w którym niezbędna jest równowaga, by wszystko sprawnie działało. Autorzy wiedzą, o czym piszą – Philippe Costeau to założyciel organizacji EarthEcho International zajmującej się edukacją ekologiczną, Austin Aslan jest magistrem ochrony przyrody. Na końcu książki czytelnik znajdzie m.in. noty o zwierzętach, zwierające nie tylko ich charakterystykę, lecz także rady, co robić, by pomóc chronić dany gatunek.


Philippe Cousteau, Austin Aslan, Bractwo Zagrożonych, il. James Madsen, tłum. Dorota Stadnik, wyd. HarperKids, Warszawa 2021.
Wiek: 8+

 

czwartek, 25 lutego 2021

Kraina smoków

 

Do smoczej doliny dochodzą niepokojące wieści – oto zbliżają się ludzie, a wraz z nimi ich maszyny, które chcą zachłannie zawłaszczyć tereny bezpiecznie zamieszkiwane przez smoki i inne magiczne stworzenia. Co robić? Czekać, licząc, że zagrożenie minie, stanąć do nierównej walki, uciekać…?


Wielki i mądry, ale też bardzo łagodny i szlachetny smok Lung decyduje się opuścić smoczą dolinę i odszukać Skraj Nieba – legendarne miejsce, w którym udało się ponoć znaleźć schronienie niektórym smokom. Nie wiadomo jednak, gdzie ono dokładnie jest, i czy w ogóle jeszcze istnieje.  Żaden z pobratymców Lunga nie decyduje się na tę niepewną wyprawę, towarzyszyć mu postanawia jedynie zaprzyjaźniona koboldka Siarczynka (nieco złośliwa, pyskata krasnoludka). Przypadek sprawi, że do zespołu poszukiwawczego dołączy jeszcze Ben  – samotny, bezdomny chłopiec oraz maleńki homunkulus Muchonogi. W niezwykłej i niebezpiecznej wyprawie ich wrogiem numer jeden okaże się, co ciekawe inny potężny smok – złowrogi Parzymort.


„Kraina smoków” to wznowienie (po 15 latach) znanej i lubianej powieści Cornelii Funke „Smoczy jeździec”. Aktualny tytuł, podobnie jak okładka książki, nawiązuje do najnowszej ekranizacji książki, która do polskich kin miała wejść jesienią (co się jednak nie stało, i nie doszukałam się nowej daty premiery). Ta filmowa okładka ukazuje Lunga jako zabawnego, nieco głupkowatego smoko-dinozaura, podczas gdy w książce jest on dostojnym, wyważonym i budzącym szacunek pięknym smokiem, co łatwo wywnioskować nie tylko z treści, ale i z czarno-białych ilustracji samej autorki. Po obejrzeniu zwiastunu filmu „Kraina smoków” (dostępnego tutaj) mój syn stwierdził: „Inaczej sobie ich wszystkich wyobrażałem”. Abstrahując od faktu, że to raczej normalne (ja ZAWSZE inaczej sobie wyobrażam bohaterów, jestem więc zwykle rozczarowana adaptacjami, ale jednocześnie lubię je oglądać dla jakiejś dziwnej poznawczej konfrontacji), akurat ten film nadaje bohaterom przesadnie satyryczny rys, gdy tymczasem w książce każda z postaci (również licznie występujących drugoplanowych) ma ciekawą, wielowymiarową osobowość, swoją historię i oryginalny sposób bycia.


Cornelia Funke nazywana jest „niemiecką Rowling”, jej proza jest mięsista i gęsto utkana, a jednocześnie bardzo przejrzysta, zręczna stylistycznie, ze świetnie napisanymi dialogami, do czego z pewnością  rękę przyłożyli także autorzy polskiego tłumaczenia – Anna i Miłosz Urbanowie. 

Cornelia Funke, Kraina Smoków, tłum. Anna i Miłosz Urbanowie, wyd. Poradnia K, Warszawa 2020.
Wiek: 8+

sobota, 13 lutego 2021

Sto porad dla zakochanych

 

Powszechnie wiadomo, że stan zakochania wyzwala w człowieku potrzebę twórczej ekspresji. Chciałoby się całemu światu opowiadać, jak cudowna  jest nasza wybranka, jak wspaniały nasz wybranek, pragnie się o tym mówić, pisać, śpiewać. Rolf, bohater „Stu porad dla zakochanych” chce malować. Marzy o tym, by stworzyć portret swojej pięknej muzy, niestety ma poważny problem: jakby się nie starał, portret przypomina konia.


Eva Susso i Benjamin Chaud jak zwykle stają na wysokości zadania i podarowują nam wspaniały, pełen groteskowego poczucia humoru zapis z kilku dni życia Rolfa Cossu. To już trzecia odsłona z codzienności tego młodego Francuza, żyjącego ze swoją niesztampową, zamożną rodzinką w centrum Paryża. Tym razem opowieść koncentruje się na uczuciach, jakie Rolf żywi do pewnej uroczej Ofelii, córki lokalnego sklepikarza. Poznaliśmy ją już w pierwszym tomie serii „Sto porad dla nieśmiałych”, kiedy to Rolf dopiero robił miłosne podchody i zastanawiał się, jak poznać owo przemiłe dziewczę o cudownym uśmiechu. W najnowszej książce ten uśmiech nadal nie daje mu spokoju – jest równie tajemniczy, jak uśmiech Mony Lisy, której portret Rolf podziwia podczas wycieczki do Luwru. To wtedy uzmysławia sobie, że Ofelia także zasługuje na portret i na to, by zawisł w Luwrze, a wszystko to stanie się możliwe dzięki niemu!


W ten sposób Rolf wstępuje w długie szeregi zakochanych wyrażających swoją miłość w  artystycznych porywach. A targają nim, jak to bywa, także inne towarzyszące miłości uczucia, takie jak choćby zazdrość. Bo co jeśli Ofelia woli jego najlepszego przyjaciela Aramisa, o którego zdrowie tak często dopytuje?

Ewa Susso, posługując się krótkimi, dowcipnymi zdaniami, z lekkością i swadą opowiada o emocjach i rozterkach dzieciaków w wieku przednastoletnim. Na przykład o obawach, jakie wzbudza w Rolfie zachowanie koleżanki z klasy Denise, która ciągle za nim łazi, i o nie, a co jeśli się w nim zakochała?
Albo o uczuciu wszechmocy, kiedy chłopak wyobraża sobie, że jest superbohaterm – Errolfem, który pokona każdą przeszkodę, jaka pojawi się na jego drodze do serca wybranki.


Te wzniosłe stany ducha opisane są z wyczuciem i znajomością rzeczy, co sprawia, że mali czytelnicy z łatwością wczuwają się w przeżycia Rolfa, a dorośli – uśmiechają pod nosem do swoich wspomnień. Tekst wspaniale uzupełniają charakterystyczne czarno-białe rysunki Benjamina Chauda, mistrza w satyrycznym przedstawianiu życia domowego i społecznego (zajrzyjcie koniecznie na jego stronę na Facebooku!). Autorzy książki słowem i obrazem stworzyli wyraziste, intrygujące portrety drugoplanowych  bohaterów.  Moją wielką faworytką pozostaje chorująca na demencję babcia Klara, która w chwilach jasności umysłu potrafi zaskoczyć trafną puentą i błyskotliwym, ciętym jak brzytwa dowcipem.


Eva Susso, Sto porad dla zakochanych, il. Benajmin Chaud, przeł. Marta Wallin, wyd. Zakamarki, Poznań 2021.

Wiek: 6+