czwartek, 16 maja 2019

Rok, w którym nauczyłam się kłamać


Książki nie należy oceniać wyłącznie po okładce, ale czasami to właśnie okładka decyduje o tym, czy w ogóle weźmiemy jakąś książkę do ręki. Gdy tylko zobaczyłam zapowiedź nowego tytułu Dwóch Sióstr z przepiękną, malarską okładką projektu Oli Cieślak, wiedziałam, że chcę (bardzo, bardzo) przeczytać tę powieść. Choćby po to, by co jakiś czas móc spojrzeć na ów wąwóz w jesiennych kolorach, z niknącą w oddali sylwetką dziewczynki, równie półprzejrzystą i rdzawo-żółtą jak zeschłe liście, które opadły z drzew i teraz wtapiają się w poszycie grubym kobiercem.


W tym przypadku jednak okładka jest zaledwie początkiem. Książka Lauren Wolk oferuje  pełnię wrażeń czytelniczych, której próżno by się domyślać w pierwszym kontakcie z książką. Jest to powieść wielopłaszczyznowa, wieloadresowa, która porusza w odbiorcy czułe struny, skłaniając do zadawania sobie i innym niełatwych pytań. Odpowiedzi na nie szukali najwięksi filozofowie, etycy, psycholodzy i socjolodzy. Czy dziecko rodzi się z natury dobre, czy złe, czy umysł pozbawiony doświadczeń można uznać za „niezapisany”, ile zawdzięczamy genom, a ile wychowaniu? Co budzi w nas demony, wyzwala okrucieństwo w czynach? I gdzie jest „cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna”?

Polski tytuł książki nie jest, jak to często się zdarza u Dwóch Sióstr, zbieżny z oryginałem. Wilczy Jar (Wolf Hollow – w wersji angielskiej) jest ważnym miejscem w książce, milczącym świadkiem zdarzeń, ale polskie tłumaczenie kładzie akcent na bohaterkę książki i przemianę jaka w niej zachodzi w wyniku przeżytych doświadczeń. Zdarzenia te rozegrały się w roku, w którym dziewczynka skończyła 12 lat, kreśląc wyraźną granicę między dzieciństwem a dorosłością. Tym samym książkę Lauren Wolk można uznać za powieść inicjacyjną.

Anabelle mieszka z rodziną na farmie na amerykańskiej prowincji. Wszyscy się tutaj znają i wszystko o sobie wiedzą. Rytm życia wyznaczają obowiązki – praca w polu, przy hodowli zwierząt, w obejściu. Na pierwszy rzut oka jest spokojnie – zupełnie jakby nie był to rok 1943, a na świecie właśnie nie toczyła się najbardziej okrutna z wojen. Wydawać by się mogło, że świadczą o niej tylko kolejne złote gwiazdy wyszywane przez dziewczęta na fladze, symbolizujące tych, którzy zginęli na froncie albo pękate worki trojeści zbieranej na polach przez dzieci, przeznaczonej na kapoki dla żołnierzy marynarki wojennej. A jednak w powietrzu unosi się coś, co burzy pozory sielanki – nieufność, obawa, podejrzliwość, niewypowiadane na głos oskarżenia.


Lont zapala się wraz z przybyciem Betty, która zostaje przysłana z miasta na farmę swoich dziadków z powodu „niesubordynacji”. Wkrótce okazuje się, jak wielki jest to eufemizm w odniesieniu do czynów tej ponurej, pełnej nienawiści dziewczyny „o mrocznym sercu”. Betty to postać wstrząsająca i tragiczna, która sprawia, że nawet dorosły czytelnik zaczyna podważać własne przekonania na temat człowieczeństwa. Choć na oko to tylko niepozorna dziewczynka w grzecznej sukience i w schludnym sweterku zapinanym na guziczki…

Dla kontrastu – druga postać,  jakby rewers Betty. Toby. Zarośnięty, brudny, obdarty bezdomny mężczyzna. Zgarbiony pod ciężarem trzech karabinów, które wszędzie dźwiga ze sobą w bezcelowych wędrówkach po okolicy. Samotnik i dziwak, kryjący się w leśnej głuszy. Psychologiczna ofiara pierwszej wojny. Z głową wypełnioną przerażającymi obrazami, które nie chcą zniknąć.

Komu byście zaufali, gdyby te dwie osoby stanęły na Waszej drodze? W czyje słowa byście uwierzyli, mając świadomość, że tylko jedna z tych osób mówi prawdę?

Takie wąwozy uwielbiam nie tylko na ilustracjach. Tu Wąwóz Królowej
Jadwigi w Sandomierzu

Tamtej jesieni i zimy 1943 roku Annabelle zrozumiała, że prawda nie jest ani oczywista, ani też zawsze pożądana. Dramatyczne zdarzenia, które rozegrały się na jej oczach, zmusiły ją do opuszczenia bezpiecznej krainy dzieciństwa i zmierzenia się z nową, znacznie doroślejszą rzeczywistością. „Chowanie się na stryszku z książką i jabłkiem” jest tu metaforą niefrasobliwego dzieciństwa, z którego Annabelle rezygnuje świadomie, by poczuć własne sprawstwo i „wywalczyć swoje miejsce w świecie”.
Że jej się to udaje, dowiadujemy się z pięknego prostego gestu jej matki, która pod koniec książki nalewa córce, jak dorosłej osobie, „kawy do małej filiżanki, dodając mnóstwo śmietanki i cukru”.

„Rok, w którym nauczyłam się kłamać” to piękna, mądra i niełatwa emocjonalnie powieść, z wyraziście nakreślonymi bohaterami, do których bardzo się przywiązujemy, z mnóstwem plastycznych opisów przyrody. Napisana (i tłumaczona!) językiem prostym, przejrzystym, a jednocześnie subtelnym i poetyckim. Zapada w pamięć, każe szukać współczytelników do podzielenia się emocjami, do dyskusji. Zostawia w nas coś na długo.

Lauren Wolk, Rok, w którym nauczyłam się kłamać, tłum. Sebastian Musielak, wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2019.
Wiek: 10+


piątek, 10 maja 2019

Chłopiec, dziewczynka i mur


Mur jest szary, wysoki, ponury. I nie chce zniknąć, mimo że Adham i Sulafa właśnie o tym marzą najbardziej. Bo za murem jest to, co kochali, ale musieli zostawić – przytulny dom, szkoła, piękny ogród, a przede wszystkim spokojne, dobre rodzinne życie. Jeszcze czuć w ustach smak słodkich pomarańczy rosnących wokół dawnego domu. Gdyby mieć tutaj choć jeden taki owoc, byłoby to trochę jak odzyskanie fragmentu utraconego świata.



Taką myślą dzieli się Sulafa ze swoim bratem, kiedy bawią się na brudnym, pozbawionym  światła podwórku. Adham bardzo kocha młodszą siostrę i dokłada wszelkich starań, by codzienność nie była dla niej tak trudna, mimo niepełnosprawności – dziewczynka porusza się na wózku z powodu choroby nóg. Adham pragnie uszczęśliwić siostrę, podejmuje więc różne próby zdobycia upragnionego owocu. W końcu robi to, co wydaje się niemożliwe. Razem z wiernym psem Kyszem wydostaje się poza mur, żeby przynieść siostrze pomarańczowe słońce.


Wzruszająca, poetycka książka Ulfa Starka I Anny Höglund powstała po wizycie autorów w Palestynie. Choć nie zostało to wprost w książce powiedziane, po ilustracjach możemy domyślić się, że tytułowy mur to kilkunastometrowa, zwieńczona drutem kolczastym bariera bezpieczeństwa między Palestyną a Izraelem, którą zaczęto wznosić w 2002 roku, teoretycznie w celu ochrony ludności izraelskiej. 


Wielu Palestyńczyków zostawiło za murem dotychczasowe życie, do którego nie mają już dostępu. Stracili domy, pracę, przyjaciół, często rodzinę, a także możliwość pobierania nauk, korzystania z dobrej jakości opieki medycznej. Trybunał Sprawiedliwości w Hadze potępił powstawanie muru i określił go mianem muru apertheidu.


Oczywiście mur ma także wymiar symboliczny. Pokazuje naszą tendencję do odgradzania się, separowania, nieufność wobec innych, nieumiejętność współpracy, nietolerancję, ksenofobię. Sami tworzymy te bariery, które nas sztucznie dzielą i które tak trudno później pokonać. A przecież  pragniemy w gruncie rzeczy tego samego: miejsca, które moglibyśmy nazwać domem, bliskich ludzi wokół i odrobiny pomarańczowego słońca w codzienności. Nigdy nie jest za wcześnie, by opowiedzieć o tym dziecku.

Ulf Stark, Anna Höglund, Chłopiec, dziewczynka i mur, tłum. Katarzyna Skalska, wyd. Zakamarki 2019, wiek: 5+