niedziela, 22 kwietnia 2018

Subiektywny przegląd książkowych nowości /kwiecień 2018/


Co miesiąc prezentuję Wam pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam „dodać do ulubionych”, czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły i którym warto będzie przyjrzeć się bliżej.




Zauroczyła mnie całkowicie ta skromna książka o ciekawie zaprojektowanej okładce, na której spływający z wafelka lód układa się w znak zapytania. „Gdzie jest lodziarz?” pyta tytuł, pytają też wszyscy bohaterowie tej wielkomiejskiej rymowanej historii. U progu lata, kiedy wreszcie jest ciepło i w długie jasne dni można spacerkiem wędrować po parku, każdemu marzą się lody – w wafelku lub kubku, z bitą śmietaną lub karmelowym sosem. „A dla odważnych eksperymenty- / sorbet z miętowych liści wymiętych”. Cóż kiedy furgonetki lodziarza nigdzie nie widać. „Co to za lato jest bez lodziarza? / Tego nikt sobie nie wyobraża!” Zaniepokojeni mieszkańcy wylegają na chodnik i zaczynają snuć czarne scenariusze. Co jeden to bardziej makabryczny: „A może kiedyś, sennym wieczorem, / kiedy parkował tuż nad jeziorem, / po długiej pracy w żarze słonecznym / zamiast jedynki wrzucił bieg wsteczny?”. Mały chłopiec rozpowiada, że lodziarz postanowił zdrzemnąć się w zamrażarce: „Chłopiec powtarza – aż włos się jeży! – / że lodziarz pewnie dalej tam leży / i teraz – krew się w żyłach zmraża! - / zostały tylko lody z lodziarza”.

Książka Zuzanny Fruby to pozycja obowiązkowa dla wszystkich wielbicieli czarnego humoru. Dziecku też spodoba się ta historia o wyczekiwaniu na pierwsze po zimie lody. Znakomicie czyta się ją na głos, co jest zasługą zgrabnych parzystych rymów. Wzrok przykuwa ciekawa kolażowa grafika. I jest jeszcze jakaś liryczna, egzystencjalna nuta tej opowieści – smutnej i zabawnej jednocześnie – to miasto z jego ulicami i mieszkańcami, nasłuchujące dzwonka lodziarza zdaje się płynąć ponad czasem w symbolicznym oczekiwaniu na operetkowy finał.  

Zuzanna Fruba, Gdzie jest lodziarz?, wyd. Nisza, Warszawa 2018.
Wiek: 5+

Czy znacie już serię o bogach Maz Evans? Jeśli nie, jest okazja nadrobić zaległości i przeczytać od razu pierwszy i drugi tom. Ta opowieść to wybuchowa mieszanka zdarzeń realistycznych i magicznych, okraszonych brytyjskim humorem. Tłumaczka Natalia Wiśniewska musiała mieć sporo pracy, próbując oddać współczesny kolokwialny język młodzieżowy, popkulturowe hasła i humor słowny. Wyszło jej to jednak bardzo dobrze – opowieść czyta się lekko, bez zgrzytów, za to z paczką chusteczek pod ręką – do otarcia łez, gdy te popłyną po policzkach. Ze śmiechu oczywiście!
W drugim tomie boskiej tetralogii znani nam bogowie, herosi oraz Panna, członkini Rady Zodiakalnej wciąż usilnie próbują ocalić ziemski świat. „Próbują” – bo ukarani przez Herę nie dysponują swoją zwyczajową mocą. Dlatego też ich starania, by ochronić Elliota Hoopera w walce z mrocznymi siłami, wypadają czasami bardzo amatorsko. Jak się zresztą okazuje, mityczni bohaterowie mają już dość swej sławy i bycia na świeczniku przez wieki. Marzy im się zwykłe życie i codzienne zajęcia. Tymczasem zło czyha i sączy do umysłu Ellota złe myśli.  

Czy dwunastolatek ulegnie im w obliczu rodzinnych dramatów, kiedy to nie dosyć, że obserwuje bezradnie pogarszający się stan zdrowia swojej matki, to jeszcze odkrywa nieciekawe fakty z życia swojego ojca? W „Po prostu misja” Maz Evans nie zwalnia tempa i trzyma w napięciu do ostatniego rozdziału, a nawet jeszcze dalej, każąc już wyczekiwać następnego tomu!

Recenzję pierwszego tomu z serii przeczytacie tutaj oraz na blogu mojej córki.

Maz Evans, Po prostu misja, il. Aleksei Bitskoff, tłum. Natalia Wiśniewska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
Wiek: 9+



O pierwszych częściach serii „Humorki” pisałam tutaj dwa lata temu. Od tego czasu cykl znacząco się rozrósł i obecnie liczy sobie dziesięć tytułów. Łączy je oczywiście miejsce zdarzeń, „które trudno znaleźć na mapie, miasteczko o wdzięcznej nazwie Humorki”. Jego mieszkańcy noszą nazwiska odzwierciedlające ich przywary – są więc wśród nich rodzinki Dąsaczy, Bałaganiaków, Kłamczusiaków, Przechwalaków… Słabostki mieszkańców prowadzą do zaskakujących zdarzeń i perypetii, którym nieodłącznie towarzyszy duża dawka humoru. W dwóch najnowszych częściach Leniwczaki, którym zwykle nic się nie chciało, odkrywają, czym jest prawdziwa przyjaźń i że dla niej może zachcieć się wiele,  a Pytajnisie odkrywają, że warto być dociekliwym i wykorzystać wrodzoną ciekawość do pomagania innym. Lekki tekst, pełen językowego humoru oraz żartobliwe ilustracje Małgorzaty Kwapińskiej sprawiają, że odwiedziny w Humorkach to zawsze przyjemność.

Agnieszka Zimnowodzka, Leniwczaki, Pytajnisie z serii „Humorki”, il. Małgorzata Kwapińska, wyd. Kocur Bury 2018.
Wiek: 4+


Być może znacie już Archibalda – ciekawego świata blondynka, który jest uważnym obserwatorem i lubi zadawać trudne pytania. Mogliście go poznać w książkach stworzonych przez ten sam duet autorsko-ilustratorski: „Miłość” i „Moja młodsza siostra”. O tej ostatniej pisałam tutaj.
„Co mi powiedział tata” to świetny przykład na to, jak jedna opowieść może opowiadać dwie historie, w zależności od tego, na jakim poziomie się ją odczyta: dosłownym czy metaforycznym. W tym pierwszym przypadku to rzecz o tacie i synu, którzy wybrali się na spacer nad morze. Wędrują wzdłuż plaży, obserwują łodzie kołyszące się na falach. Chłopiec biega, podskakuje, ojciec idzie równym krokiem z rękami w kieszeniach. Obserwują jaskółki, i tata stwierdza, że ptaki przyleciały tu z drugiego końca świata. Chłopiec pyta, czy i on będzie mógł się wybrać tak daleko, gdy dorośnie. Po czym wypowiada na głos szereg wątpliwości: „A jeśli będę się czegoś bał?”, „A jeśli nadejdzie noc?”, „A jeśli się zgubię?… 

Wszystkie te domniemane przeszkody widzimy na ilustracjach Pauline Martin – utrzymanych w kilku kolorach, charakterystycznych dla wszystkich książeczek z serii. Dużo w nich pogody i prostoty, spod której jednak wyziera głębsza, bardziej filozoficzna nuta. Dorosły bowiem będzie czytał tę książkę jako opowieść życiu, które czeka na jego dziecko. Życie samodzielne, które zacznie się kiedyś tam, gdy młody człowiek wypłynie na pełne morze i będzie próbował poradzić sobie z najróżniejszymi życiowymi przeciwnościami. Konkretne obawy, wymienione przez Archibalda, w myślach ojca pojawiają się jako hasła: depresja, samotność, tęsknota, rywalizacja, niskie poczucie własnej wartości… Tata szuka odpowiedzi, które rozwieją niepokój syna, a jednocześnie oswaja własne lęki związane z wypuszczeniem dziecka spod swoich skrzydeł. Ciepła, mądra opowieść o bliskości, miłości i rodzicielstwie.

Astrid Desbordes, Co powiedział mi tata, il. Pauline Martin, tłum. Paweł Łapiński, wyd. Entliczek, Warszawa 2018.
Wiek: 3+



Uwielbiamy kartonówki z wydawnictwa Bajka, mimo że wszyscy w domu już wyrośli z wieku, dla którego książeczki te są zwykle projektowane. Są to jednak tak pięknie i starannie wydane edytorskie perełki, że można się nimi zachwycić niezależnie od wieku.
Dwie najnowsze wierszowane historie dla najmłodszych to „Portrety” Doroty Gellner i „Niebostrada” Rafała Witka. Bohaterem pierwszej z nich jest kocur, który postanowił zostać wielkim malarzem. Niestety nie uwzględnił drobnego faktu, że brakuje mu talentu. Mimo wydatków poniesionych ma najlepsze materiały, klienci nie byli zadowoleni ze swoich portretów: „Prosiak z wrażenia rozdziawił ryjek. / - A kto to taki? Chyba mój stryjek!”. Zabawna historia o upartym trwaniu w samozadowoleniu, czarująco zilustrowana przez Ewę Poklewską-Koziełło. Dzieci zachwycą się bogactwem kolorów i kształtów oraz uroczymi zwierzęcymi bohaterami.
W „Niebostradzie” także spotkamy zwierzęta, a konkretnie ptaki. Wracające z ciepłych krajów. Lecą sobie spokojnie, w ustalonym porządku, gdy nagle pojawia się bardzo spieszący się na Puławy żuraw. Nim ktokolwiek zdążył się zorientować, co się dzieje: „Nagle – rumor! / Jest wypadek! / Żuraw kaczce wleciał w zadek!”. Na niebostradzie wybucha zamieszanie, pojawia się gęś-policjant, a żuraw oczywiście dostaje mandat. Czeka go przymusowe lądowanie! W jaki sposób dotrze do celu swej podróży? Kolorowe, wyraziste postaci z efektem trójwymiarowości stworzone przez Piotra Rychela znakomicie współgrają z dynamicznym wierszem Rafała Witka.

Do wielokrotnego oglądania, czytania, opowiadania. Nie tylko z maluszkiem.

Dorota Gellner, Portrety, il. Ewa Poklewska-Koziełło; Rafał Witek, Niebostrada, il. Piotr Rychel, wyd. Bajka, Warszawa 2018.
Wiek: 2+

wtorek, 17 kwietnia 2018

Nigdy Nigdy


Na „Nigdy Nigdy” zwróciłam uwagę, przygotowując lutowe wydanie subiektywnego przeglądu książkowych nowości. Wszystko, co znalazłam w materiałach prasowych i na fanpejdżu autora brzmiało bardzo interesująco. Piętnastolatka, która musi wyjechać z Polski do Australii, chociaż wcale tego nie chce, trudna rodzinna sytuacja, bunt okresu dojrzewania, miłość i przyjaźń wystawione na próbę… Byłam ciekawa pierwszej młodzieżowej powieści w dorobku Jurka Zielonki, pisarza, który popełnił wcześniej dwie docenione powieści do dorosłych: „Antypody” i „Tadzia”.



Za lekturę zabrałam się wspólnie z córką – czytam na głos, bo obie bardzo lubimy taki sposób spędzania czasu. Można na bieżąco dzielić się wrażeniami z lektury i dyskutować. Oczywiście czytanie trwa dłużej, ale nic nie szkodzi. Żadna z nas nie jest zwolenniczką wyzwań typu „przeczytam 50 książek w roku 2018”.

Początek książki trochę się nam dłużył. Poznałyśmy główną bohaterkę Agatę Urbanik, jej siostrę Kamilę zwaną Milką, chłopaka Kajtka i przyjaciółkę Siwą. Dowiedziałyśmy się, że sytuacja rodzinna Agaty wygląda nieciekawie: mama nie żyje, babcia, wychowująca dziewczynki jest poważnie chora, a ojciec założył nową rodzinę, od lat mieszka w Australii i dziewczynki nie mają z nim żądnego kontaktu.

To się jednak wkrótce zmieni, bo babcia musi poddać się poważnej operacji, a one są za małe, by mogły mieszkać same. To właśnie wtedy otrzymują zaproszenie od ojca. Lecą do Perth w Australii. To, co ich zdaniem miało być wakacyjnym odskokiem od wrocławskiej codzienności, okaże się wyjątkową życiową przygodą, która niejedno zmieni.

Mniej więcej od trzeciego rozdziału książka nabiera tempa, w połowie pęd rozwiewa już włosy, a pod koniec nie można złapać tchu z wrażenia. I jest to po leniwym początku zdecydowanie miłe zaskoczenie.

Jurek Zielonka trafnie kreśli portret piętnastolatki, której życie dało już kilka mocnych kopniaków i, jak się przekonamy, nie oszczędzi jej także kolejnych. W obliczu zdarzeń, niektórych dość dramatycznych, Agata będzie musiała porzucić swoje nieco naiwne i buńczuczne myślenie o świecie i nauczyć się „czytać” ludzi, sięgać poza pozory, przestać myśleć w czarno-białych kategoriach. Nie będzie to przyjemna nauka. Autor umiejętnie to pokazuje – czytelnik może wręcz poczuć wewnętrzną walkę, którą toczy Agata, rozdarta między własną dumą, urazą i poczuciem zdrady a wielką potrzebą akceptacji, miłości i bezpieczeństwa.

Może nieco mniej realistycznie wypada postać dziewięcioletniej Milki – przynajmniej w oczach mojej o trzy lata starszej córki. Jej zadaniem Kamila jest zbyt dziecinna jak na swój wiek – sposobem bycia przypomina raczej sześciolatkę i tak też jest traktowana. To ciekawa obserwacja, a ten dysonans może wynikać z różnicy wieku autora i czytelników jego książki – w zależności o wieku i życiowych doświadczeń różnie postrzegamy te same osoby.

Ciekawe i przyjemne do wyobrażenia jest tło zdarzeń opisanych w książce. Zielone osiedla mieszkalne w australijskim Perth, egzotyczna flora i fauna. Oraz egotyczne szkolnictwo, którego odmienność na początku Agatę bardzo irytuje:

Tutaj moi rówieśnicy rozwiązują zadania z algebry, które ja przerabiałam dwa lata temu! Nie wiedzą, gdzie jest Rosja, a gdzie Polska. Ubierają się w te swoje koszmarne mundurki, powtarzają w kółko tę głupią dewizę: Noblesse Oblige, Noblesse Oblige i wydaje się im, że należą do jakiejś elity. To żałosne!”.

Fragmenty poświęcone codzienności życia szkolnego z pewnością szczególnie przypadną do gustu młodym czytelnikom – widać wyraźnie, że autor wie, o czym pisze i „czuje te klimaty” – w końcu mieszkając przez 25 lat w Australii pracował właśnie jako nauczyciel (języka francuskiego). To zresztą m.in. swoim uczniom z Shenton College w Perth zadedykował książkę.

Bardzo sympatyczne przypadkowe spotkanie
z Jurkiem Zielonką
na targach "Przecinek i kropka" w Warszawie
„Nigdy Nigdy” ukazało się w młodzieżowej wydawniczej serii Zmutowany Toster (swoją drogą świetny tytuł), w której znajdziemy także „Wszystkie dżinsy M.” Teresy M. Rudzkiej.  Seria wyróżnia się ciekawym podłużnym formatem książki oraz oryginalną, nowoczesną szatą graficzną. Jej celem jest zaoferowanie młodym czytelnikom historii ciekawych, ale nie stroniących od tematów trudnych i delikatnych. Myślę, że warto mieć ten cykl na oku!

Jurek Zielonka, Nigdy Nigdy, wyd. Poławiacze Pereł, Warszawa 2018.
Wiek: 12+

Recenzja "Nigdy Nigdy" na blogu mojej córki - Zu czyta.

niedziela, 8 kwietnia 2018

Maja dorasta. Niezbędnik dorastającej dziewczynki


Tacy jesteśmy nowocześni, zglobalizowani i uświadomieni, a nadal nie bardzo umiemy rozmawiać o dojrzewaniu i zmianach, które w tym okresie zachodzą. Wygodnie jest myśleć, że Internet objaśni wszystko, pytanie tylko, na ile to będzie rzetelne. Oczywiście nastolatki prędzej czy później znajdą tam odpowiedzi na swoje pytania, ale dzieci stojące dopiero na progu dojrzewania bardzo potrzebują naszego osobistego wprowadzenia w ten proces.




Tym bardziej, że współczesne dziewczynki zaczynają dojrzewać bardzo wcześnie. Wiele z nich już w wieku 9 lat miesiączkuje. Zmiany zachodzące w ciele kompletnie nie współgrają ze zmianami zachodzącymi w psychice. Rozdźwięk między fizjologicznym a emocjonalnym dojrzewaniem jest zdecydowanie większy niż kiedyś. W czasach naszych mam czy babć kobiety zaczynały miesiączkować w wieku 13, 14 lat. W wieku 19 i 20 lat często były już mężatkami i rodziły dzieci. Zmiany fizyczne były więc zapowiedzią zbliżającej się dorosłości, macierzyństwa, innego etapu w życiu. A dziś? Co ma wspólnego dziewięciolatka z trzydziestolatką, bo pewnie mniej więcej w takim wieku współczesne dziewczynki zostaną kiedyś matkami, oczywiście o ile się na macierzyństwo zdecydują? Dwie odległe planety…

Trzeba jednak nauczyć się w tym nowym ciele funkcjonować, dowiedzieć się, w jaki sposób ono działa, co robić, aby nie zawiodło, jak o nie dbać. No i zaakceptować je, polubić.


Moje dojrzewanie przypadło na przełom lat 80. i 90. Mama podsunęła mi książkę „O dziewczętach dla dziewcząt”, ale jako dziesięciolatka niewiele z niej rozumiałam. Dwa lata później, owszem, przeczytałam ją z zainteresowaniem, ale wtedy częściowo już było po fakcie.

Szkoda, że nikt mi wtedy nie podarował takiego niezbędnika dorastającej dziewczynki, jak ten, który niedawno wydał Debit. Prosty i przejrzysty, z kolorowymi obrazkami, przyjazny małej w końcu jeszcze dziewczynce, a jednocześnie zawierający ważne i rzetelne informacje, które przydadzą się także nastolatce.


Maję, bohaterkę poradnika, poznajemy jako dziewięciolatkę. To właśnie wtedy zaczyna ją pobolewać rosnąca pierś. Maja idzie więc z mamą do lekarki, która opowiada jej o zmianach, jakie ją czekają w okresie dojrzewania. To są bardzo rzeczowe stwierdzenia: dziewczynka dowiaduje się, że dzięki uaktywnianiu przysadki mózgowej w jej ciele zaczynają się wydzielać hormony, które z kolei pobudzają do działania jajniki i sprawiają, że zaczynają rosnąć piersi.

Wiadomościom dotyczącym fizjologii towarzyszą informacje praktyczne. Jaki wybrać stanik? Zacząć od topu czy od razu kupić biustonosz? Czy golić włosy pod pachami, a jeśli tak, jaką metodą? Jak długo spać, co jeść, żeby było zdrowo, jak dużo się ruszać, w jaki sposób zadbać o higienę?


Przed dwunastymi urodzinami pojawia się u Mai pierwszy okres, a wraz z nim nowe nawyki: korzystanie z podpasek, wkładek, tamponów, radzenie sobie z bólem miesiączkowym i pamiętanie o zapisywaniu daty ostatniej miesiączki. Maja, a wraz z nią czytelniczka, dowiaduje się, czym jest macica, endometrium, komórka jajowa i dlaczego w czasie miesiączki z pochwy wypływa krew.

Jako trzynastolatka Maja wchodzi w „małpi wiek” i musi zmagać się z huśtawkami nastrojów, ale staje się też bardziej samodzielna, a dojrzewanie już jej tak nie przeraża.

W tej książce najbardziej podoba mi się to, że opowiada ona bardzo konkretnie i wprost o tych rzeczach, o które często dzieci ogromnie wstydzą się pytać. Obala mity, jeszcze zanim zdążą one powstać. Spójrzcie na ilustrację poniżej. Zaraz Wam coś opowiem.


Otóż  jako dziewięcio- czy dziesięciolatki, w czasach mocno przedinternetowych, zachodziłyśmy z koleżankami w głowę „ile kobieta ma TAM dziurek?” Niektóre uparcie twierdziły, że dwie. Pupa i pipka. I tyle. Ciężko to było zweryfikować, poczytać nie było gdzie, a żadna z nas nie chciała zapytać mamy.

Takich mitów było znacznie więcej! Trwały sobie one bezkarnie, przekazywane w sensacyjnych szkolnych plotkach, w bezceremonialnych podwórkowych  przyśpiewkach. Jedna z nich zaczynała się tak:

„Halo, halo, tu Londyn. Ona czarna, on blondyn…”

To jest bardzo okrutna rymowanka, bo opowiadająca o napadzie i gwałcie, w dodatku utrwalająca mit, który jako mała dziewczynka uznawałam za fakt: że kobieta zachodzi w ciążę tylko podczas miesiączki. 


Mając w pamięci wszystkie te bzdury, których nasłuchałam się tuż przed dojrzewaniem, starałam się jak najczęściej rozmawiać z moją córką o tym, czego może się spodziewać, gdy sama będzie przechodziła przez kolejne etapy dojrzewania.

Uważam, że jest to jeden z ważniejszych obowiązków rodzica – taka rozmowa na samym początku dojrzewania albo jeszcze wcześniej. Przeprowadzona w dobrej, wspierającej atmosferze, bez krygowania się i wymigiwania od odpowiadania na najdziwniejsze nawet pytania.
Oczywiście można i warto wspomóc się różnymi publikacjami, ale właśnie nie przesadnie obszernymi, bo na początkowym etapie one bardziej dziecko przerażą niż edukują.

„Maja dorasta” bardzo się tutaj sprawdzi, bo omawia w przyjazny sposób  te najbardziej niezbędne zagadnienia. Język użyty w książce jest lapidarny i konkretny. Nie przesadnie medyczny, ale też nie zinfantylizowany. Z jednej strony jest to zapewne zasługa autorki, będącej endokrynologiem pediatrą, z drugiej zaś tłumaczki, która zadbała, by polska wersja tekstu brzmiała prosto i fachowo, a jednocześnie ciepło i przyjaźnie.


W książkach o takiej tematyce ważna jest aktualność informacji. Historyjka o Mai jest zdecydowanie współczesna (kolorowe topy, tampony, plastry do depilacji, apki w telefonie do zapamiętywania daty miesiączki itp.), a także adekwatna do rzeczywistości współczesnej polskiej dziewczynki (jedyną nieścisłością, jaką znalazłam, była o informacja o szczepieniach odbywających się w szkołach – w Polsce też tak kiedyś było, ale obecnie funkcję tę przejęły przychodnie rodzinne).

„Maja dorasta” to lektura niezbędna dla dziewczynki dziewięcio- czy dziesięcioletniej i poradnik  zawierający informacje ciekawe także dla nastolatek. Ta mądra i potrzebna książka ma szansę uprzedzić wiele dręczących pytań i wyjaśnić w zrozumiały, pogodny sposób tajemnicze lub wstydliwe zagadnienia związane z dojrzewaniem.

Mònica Peitx, Maja dorasta. Niezbędnik dorastającej dziewczynki, il. Cristina Losantos, tłum. Agata Picheta, wyd. Debit 2018.
Wiek: 8+