niedziela, 20 sierpnia 2017

Czy polubisz moją breję?

Pogoda się popsuła i dzisiaj nie bardzo mogliśmy wyjść na zewnątrz, ale to nic, bo w domu mamy książki niezrównanego Mo Willemsa. A one sprawdzają się świetnie w największej niepogodzie. Jeśli nie znacie jeszcze świnki Malinki i słonia Leona, warto nadrobić zaległości!



Pierwszy raz zobaczyłam tę serię parę lat temu w fejsbukowym poście mojej znajomej z USA. Jej bratankowie śmiali się w głos, gdy czytała im „Mieszkamy w książce”. Wygłupom, żartom, okrzykom entuzjazmu nie było końca i pamiętam, że pomyślałam sobie wtedy, że to musi być naprawdę świetna książka.

Kiedy więc wydawnictwo Babaryba zapowiedziało pierwszy tytuł Mo Willemsa, i było to właśnie „Mieszkamy w książce!”, ogromnie się ucieszyłam. Mój syn zareagował identycznie jak chłopcy z filmiku. Śmiał się i śmiał, i kazał sobie przeczytać tę książkę tyle razy, aż ochrypłam.
W Polsce ukazały się jak dotąd trzy tytuły tej niezwykle poczytnej w USA serii, którą zna tam niemal każde dziecko. O dwóch pierwszych pisałam w "Kulturze Liberalnej", najnowszy to: „Czy polubisz moją breję?”.



W tej książce jak zawsze pełna energii świnka Malinka próbuje zachęcić sceptycznego z natury słonia Leona do spróbowania jej ulubionego dania. Zielona śmierdząca breja nie wygląda zachęcająco – wręcz przeciwnie: Leona wręcz odrzuca na jej widok.



Dlatego gdy świnka częstuje go swym ukochanym daniem, Leonowi wyrywa się przerażone: „Nie ma mowy!”. Ale kiedy widzi łzę spływającą po ryjku rozczarowanej Malinki, postanawia zebrać się w sobie i dać dowód przyjaźni, próbując straszliwego ohydztwa, wokół którego krążą muchy i które śmierdzi jak stare skarpetki.

Ileż tu miejsca na dziecięcą swobodną interpretację interakcji Leona i Malinki! Gesty, okrzyki, onomatopeje, najdziksze miny! Ta książka, tak jak i cała seria, wspaniale nadaje się do domowego teatrzyku, którego młodsze dziecko może być widzem, a nico starsze aktorem.

Co jeszcze jest wyjątkowego w tych niepozornych, zdawałoby się, książeczkach? Niewiele tu przecież tekstu, ilustracje minimalistyczne, treść bardzo prosta… Jest to jednak skrupulatnie przemyślana i kontrolowana prostota.

Bohaterowie są wyraziści i przewidywalni (to ważne dla dziecka), dysponują konkretnym czytelnym zespołem cech i zachowań.  W dziecięcy sposób okazują emocje i swoje nastawienie do codziennych spraw, mali czytelnicy bez trudu mogą się więc z nimi utożsamić.

Język jest prosty i przejrzysty ale nie zbanalizowany. Zabawne i ciekawe dialogi świnki i słonia wykorzystują współczesne, bliskie dziecku słownictwo, świetnie się je czyta na głos i intonuje.


Zapragnęliście przyrządzić własną breję? Nic prostszego! W tym filmiku Mo Willems pokaże Wam, jak to zrobić! :)




Mo Willems, Czy polubisz moją breję?, tłum. Marta Tychmanowicz, wyd. Babaryba 2017
Wiek: 3+

czwartek, 17 sierpnia 2017

Pasztety, do boju!

Wiesz, mamo, teraz, gdy gdzieś przeczytam albo usłyszę „słońce”, to automatycznie myślę: Kader. I widzę go, jak jedzie na tym swoim wózku przez niebo. Nie mogę się tego pozbyć…  – stwierdziła moja córka kilka dni po tym, jak skończyłyśmy czytać „Pasztety, do boju!”




To prawda, że wszyscy bohaterowie "Pasztetów" zapadają mocno w pamięć. Są wyraziści, prawdziwi, przekonujący. Ludzie z krwi i kości, o których myślisz, że mogliby zaraz wyłonić się zza rogu ulicy i wdać się z tobą w pogawędkę. Clémentine Beauvais, młodej pisarce (ur. 1989), jednocześnie zajmującej się naukowo literaturą dziecięcą, udało się stworzyć szczerą, niebanalną powieść coming-of-age.

Z tą książką jest jak z europejskim kinem: widzisz pierwsze kadry i już wiesz, że to nie amerykańska produkcja. Powieść o nastolatkach, o pierwszym zauroczeniu, o wychodzeniu ze skorupki, szukaniu własnego „ja”, o walce z hejterami, z nękaniem, z wykluczeniem społecznym. Niby klasyczny zestaw rekwizytów. A jednak… jak oryginalnie i błyskotliwie tu wykorzystanych!

Mireille Laplanche mieszka we francuskim miasteczku Bourg-En-Bresse i już trzeci rok z rzędu zostaje okrzyknięta Pasztetem w szkolnym konkursie na najbrzydszą uczennicę. Kiepsko dla nastolatki, jednak Mirelle ma do całej sprawy zaskakujący dystans, i to pomimo bliskiej niegdyś relacji  z organizatorem konkursu. Głowę zaprzątają jej inne problemy, jak na przykład ten, że nie zna własnego ojca, choć doskonale wie, kim on jest: mężem prezydentki Francji, znanym i cenionym filozofem. Cóż z tego, skoro nie odpowiada na listy…  Lepiej byłoby stanąć z nim twarzą w twarz, zawołać: „Hej, tu jestem, ja, twoja córka!”, wtedy, gdy cały świat patrzy… na przykład w Święto Narodowe Francji.

Powstaje więc plan, który nie jest tylko planem Mireille, lecz także pozostałych dwóch konkursowych Pasztetów, czyli Hakimy i Astrid. Każda z nich ma swój własny powód, by pojawić się w Paryżu na obchodach 14 lipca.

Drogę do stolicy dziewczyny decydują się pokonać na rowerach – na przekór własnej kondycji i wałeczkom tłuszczu. Mało tego – zszokowanym rodzicom oświadczają, że na trasie będą sprzedawały… paszteciki. Jak się z siebie śmiać, to na całego.

Ponieważ wszystkie są niepełnoletnie, dołącza do nich dwudziestosześcioletni brat Hakimy, Kader, który porusza się na wózku (stracił nogi w działaniach wojennych). Także on tą karkołomną wyprawą i obecnością w Pałacu Elizejskim chce coś zademonstrować.

Wieść o planach trzech pasztetów szybko roznosi się po okolicy, wybucha sensacją w Internecie, a potem roznosi się narastającą falą popularności, która nie opuści rowerowej ekipy aż do samego końca.
Jest więc to powieść drogi, w czasie której, każdego dnia, dochodzi do małych i dużych przewartościowań, odkryć, przemyśleń, starcia z fizjologią, cielesnością, z emocjami, przekonaniami na własny temat, z obrazem własnej osoby w oczach innych.

Wiele tu zręcznie poprowadzonych wątków, z których młody czytelnik może wynieść naprawdę wiele obserwacji i odniesień do własnej osoby. Mireille nie jest może szczególnie sympatyczną bohaterką, ale jest prawdziwa. I mówi wprost o rzeczach, które czają się w zakamarkach umysłów dojrzewających dziewcząt, jeszcze niepewnych siebie, przestraszonych własną cielesnością, niewprawnych w relacjach z płcią przeciwną.

Wszystkie kompleksy, zazwyczaj obracane w żart i pokryte grubą warstwą ironii, wyłażą z Mireille w jednej prostej sytuacji. Kiedy Kader przesuwa ręką po włosach dziewczyny, ta myśli:
„nagle sobie przypominam, że od dwóch dni nie myłam włosów, i z przerażeniem myślę o łoju wżerającym mu się pod paznokcie”.

Kwintesencja młodzieńczych zmagań z własnym ciałem i z jakże wątłą jeszcze pewnością siebie.

Jest też w książce oczywiście szersze tło, nie mniej interesujące: sprawy dorosłych – kariera, relacje z partnerem, z dziećmi, życiowe wybory; kwestie społeczne, a nawet zarys geografii serów francuskich i innych regionalnych wyrobów, od opisów których aż cieknie ślinka.

Na koniec jeszcze jedna rzecz, o której trzeba wspomnieć: znakomite tłumaczenie. Jestem pod wrażeniem pracy translatorskiej Bożeny Sęk (oczywiście wspieranej przez zespół redaktorski). Żywy, bardzo aktualny młodzieżowy język, potoczne współczesne wyrażenia, adekwatność odniesień dostosowana do rzeczywistości polskiego czytelnika, świetnie oddany humor, lekkość całości – to wszystko sprawia, że lektura jest wielką przyjemnością.
Na blogu Alicji Szyguły „W Nieparyżu” tłumaczka tak odniosła się do swojej pracy: „Przekład faktycznie był niełatwy, ale przez to ciekawy. Sporo kombinowania z grami słownymi, najtrudniejszy jednak był język młodzieżowy: żeby współczesny, lecz bez przesady, bo nastolatki wyczują przecież fałsz”.

Moja córka fałszu nie wyczuła, wręcz przeciwnie. Ciągle wracamy w rozmowach do różnych fragmentów książki i przyglądamy się im. Ona opowiada, ja słucham, czasem odwrotnie. Alicja napisała, że dobrze byłoby, aby ta pozycja znalazła się wśród lektur szkolnych, i ja się pod tym absolutnie podpisuję. Pasztety na lekturę!

P.S. We Francji książka została przeniesiona już na deski teatru, trwają prace nad adaptacją filmową.

Kadr z adaptacji teatralnej "Pasztetów."

Clementine Beauvais, Pasztety, do boju!, tłum. Bożena Sęk, wyd. Dwie Siostry 2017
Wiek: 12+ (13+ według wydawcy)





środa, 16 sierpnia 2017

Subiektywny przegląd książkowych nowości /sierpień 2017/

Co miesiąc prezentuję Wam pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam „dodać do ulubionych”, czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły i którym warto będzie przyjrzeć się bliżej.




Co to znaczy „wiercić dziurę w brzuchu”, „mieć końskie zdrowie” albo „niebo w gębie”? – pytają często dzieci, mocno zadziwione dosłownym przekazem zasłyszanych sformułowań. Tłumaczymy więc, że „tak się mówi”. Każdy z nas ma zresztą swoje ulubione frazeologizmy, które z lubością stosuje. Ja na przykład często mówię: „Na dwoje babka wróżyła” (co jakoś oddaje moje podejście do rzeczywistości).  Elżbieta Karpowicz i Diana Karpowicz też mają takie swoje ulubione wyrażenia. I postanowiły zebrać je w książce! Na wspólny projekt mamy (autorki) i córki (ilustratorki) składa się 28 subiektywnie wybranych, ale powszechnie stosowanych związków frazeologicznych, które zostają objaśnione dziecku wierszem i obrazem na dziewięciu rozkładówkach. Zabawne, lekkie, nowoczesne ilustracje Diany Karpowicz pozwalają dziecku lepiej zrozumieć i zapamiętać poszczególne zwroty.

Elżbieta Karpowicz, Diana Karpowicz, Gruba ryba cienko śpiewa, wyd. Zuzu Toys, sierpień 2017.
Wiek: 5+

Zaczyna się kolejny dzień i Mały Miś wysuwa nosek spod kołderki. Misiamama odsłania zasłony i słońce wpada do pokoju niedźwiadka. Misiatata próbuje łaskotkami wywabić synka z łóżka. Zaraz pochłonie go zabawa, padną ciekawskie pytania, pojawią się nowe wspaniałe odkrycia dokonane wspólnie z przyjaciółmi: Kurą, Kaczką i Kotem. Pierwszy tomik opowieści o Małym Misiu, który pokochali Amerykanie (pierwsza książka ukazała się w USA w latach 50.) właśnie trafia do polskich domów w tłumaczeniu Wojciecha Manna.
Miś, znany dotychczas głównie jako postać z wieczorynki (animowany serial zrealizowany na podstawie książek nadawany był w TVP i na kanale MiniMini) ma teraz szansę objawić się dzieciom w swym pierwotnym wcieleniu – w niepowtarzalnych ilustracjach stworzonych przez Maurice’a Sendaka. Proste, bliskie codzienności kilkulatków historyjki z życia ciekawskiego, trochę psotnego niedźwiadka pełne są ciepłego humoru i pozytywnych emocji.

Else Holmelund Minarik, Mały Miś, il. Maurice Sendak, tłum. Wojciech Mann, wyd. Wydawnictwo Literackie, sierpień 2017.
Wiek: 3–7

Według niedawnych badań NASK polskie nastolatki spędzają w internecie średnio 6 godzin dziennie. Nie opuszczają sieci nawet wtedy, gdy siedzą ze znajomymi w kawiarni albo w domu któregoś z kolegów. Pozostają w niej, jadąc ze szkoły i szczotkując zęby w łazience. Główny nurt życia przeniósł się do internetu, na portale społecznościowe, gdzie rozgrywają się najważniejsze zdarzenia i gdzie młodzi przeglądają się w opiniach innych, budując własną tożsamość.
Siedemnastoletnia Natasha Zelenka jest taką właśnie przedstawicielką młodego pokolenia, błyskotliwą i mającą ciekawe zainteresowania, zaangażowaną w niebanalny internetowy projekt – wspólnie ze znajomymi kręcą w sieci serial oparty na „Annie Kareninie” Tołstoja. Kiedy Tash niespodziewanie zdobywa wielką popularność i nawet youtuber-celebryta dobija się do niej z prośbą o numer telefonu, do dziewczyny dociera, że oto jej życie zaczyna się zmieniać. To, jak teraz rozegra karty i czy  mądrze wykorzysta swoje internetowe pięć minut będzie miało wpływ na przyszłość Tash, jej relacje z innymi ludźmi i postrzeganie własnej osoby.
Drodzy rodzice, czytajmy takie książki, aby lepiej poznać rzeczywistość, w której funkcjonują nasze dzieci. I żeby mieć o czym z nimi rozmawiać.

Kathryn Ormsbee, Milion odsłon Tash, tłum. Zuzanna Byczek, wyd. Moondrive (SIW Znak), sierpień 2017.
Wiek: 15+

Z pewnością znacie wyjątkowe, inspirowane polskim folklorem książki Marianny Oklejak „Cuda wianki” i „Cuda niewidy” – nasz zachwyt nad nimi nie słabnie! Bardzo cieszy więc fakt, że do sprzedaży trafia teraz seria „ludowych” książeczek przeznaczonych dla najmłodszych czytelników. „Kolory”, „Liczby” i „Przeciwieństwa” to trzy kartonowe książeczki, których celem jest towarzyszenie dziecku w rozwoju, wspieranie go w nabywaniu pierwszych kompetencji oraz rozbudzanie w nim wrażliwości estetycznej. Nasycone barwy i wyraziste wzory, wygodny format, solidne strony, zaokrąglone rogi – oto seria stworzona dla ciekawych świata małych badaczy do wielokrotnego oglądania, czytania, zabawy. A dla starszych czytelników gratka – słowa użyte w książeczkach zapisane są w pięciu wersjach  językowych (angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim i włoskim)!

Marianna Oklejak, Kolory; Liczby; Przeciwieństwa, wyd. ART EGMONT, sierpień 2017.
Wiek: 0–3

Książek-wyszukiwanek nigdy dość, zwłaszcza w wakacje – to w końcu sprawdzone „odnudzacze” długich podróży i nietrafionych pogodowo dni.
Czerwony Smok wyrusza w świat w poszukiwaniu miłości. Przed nim długa, inspirująca wędrówka – dzikie krainy, nieznane zwierzęta, nowe znajomości… Dziecko towarzyszy mu w tej przygodzie, przeszukując malownicze krajobrazy lądów, mórz i przestworzy w poszukiwaniu wytęsknionej smoczycy. Pełen humoru tekst, obfitujący w odniesienia historyczne i literackie jest rozrywką dla dorosłego, czytającego książkę. Nasycone, wibrujące kolorem, pełne szczegółów ilustracje Maud Lienard w dużym formacie (272 x 370 mm) wciągają zarówno małych, jak i dużych czytelników w wir przygód i odkryć.

Frédéric Bagères, W poszukiwaniu Czerwonego Smoka, il. Maud Lienard, wyd. Nasza Księgarnia, sierpień 2017.
Wiek: 3+


poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Książka, dzięki której pokochasz książki

Jeśli ktoś nie przepada za czytaniem, długie wywody mające mu udowdonić, jak wiele traci, raczej go nie przekonają. Zwłaszcza gdy jest chmurnym nastolatkiem wzruszającym ramionami na wszystkie życiowe prawdy. Znacznie skuteczniejsze może okazać się odwołanie do abstrakcyjnego humoru, ironii albo głupkowatego tekstu: „Jeśli nie lubisz czytać, pewnego dnia zamienisz się w wielkiego, tłustego borsuka”.



Nie jesteśmy z córką wielkimi fankami pozycji typu „Zniszcz ten dziennik”, choć to ja pięć lat temu kupiłam Zu zaskakującą publikację wydawnictwa Format  „To NIE jest książka” – w czasie, kiedy jeszcze nie było mody na tego typu nie-książki. My po prostu chyba za bardzo lubimy tak zwyczajnie czytać, by eksperymentować z czymś innym.
 

czwartek, 3 sierpnia 2017

Piracka seria JOLLEY-ROGERS

Wakacje mijają nam pod banderą piracką. Nie w sensie dosłownym oczywiście, ale tym wyobrażeniowo-czytelniczo-zabawowym jak najbardziej. A wszystko zaczęło się w maju, kiedy mój niespełna pięcioletni syn odkrył książkową serię o piratach Jolley-Rogers opublikowaną przez wydawnictwo Mamania.




Kto zagląda na blogowego Facebooka i Instagrama, ten już co nieco o tym wie. Nadszedł czas, by podsumować w jednym miejscu nasze doświadczenia.
Na początku była książka obrazkowa z dźwiękami. Wiosną natknęłam się w TK Maxxie na oryginalne wydanie „The Pirates Next Door Sound Book”. Syn zajął się sprawdzaniem, jakie odgłosy kryją się pod poszczególnymi przyciskami, a ja zaczęłam oglądać ilustracje. Już pierwsza rozkładówka absolutnie mnie urzekła.  Dziewczynka z mamą przycupnięte na przystanku autobusowym, a w tle zacinający deszcz, chmurne niebo i spienione morskie fale. Kupiłam książkę, w domu ją przeczytaliśmy i okazało się, że to bardzo ciekawa historia niekonwencjonalnej przyjaźni zwyczajnej dziewczynki z chłopcem-piratem.