czwartek, 22 października 2020

Książki na Halloween /2020/

 W tym roku rzeczywistość straszy i bez Halloween. Ale przecież bawiąc się tego dnia z dziećmi, chcemy właśnie przegnać, obśmiać w karykaturze nasze strachy i lęki, może jest więc to tym bardziej potrzebny czas. Tematycznie na rynku zadziałało się mniej w tym roku niż zwykle, mimo to wypatrzyłam kilka ciekawych nowości „z dreszczykiem” wartych polecenia.

 


Pola i Buster. Tajemnica magicznych kamieni

Pola Progget jest zupełnie przeciętną młodą wiedźmą, na dodatek kiepsko radzi sobie z zaklęciami, co nie raz już sprawiło, że stawała się obiektem kpin szkolnych koleżanek. Średnio układa się jej też z innymi wiedźmami – za to prawdziwa przyjaźń łączy ją z maszkaronem. Mieszkający po sąsiedzku Buster ma złote serce i przy nim Pola nie obawia się okazać swoich słabości. Niestety w wyniku niefortunnego zbiegu okoliczności to właśnie ona doprowadza do zaostrzenia wieloletnich nieporozumień między wiedźmami a maszkaronami zamieszkującymi miasteczko Zaklętynowo. Pretensje i wzajemne oskarżenia na nowo ożywają i Pola i Buster nie mogą już otwarcie się przyjaźnić. Mało tego, wszystko wskazuje na to, że tym razem dojdzie do otwartego konfliktu, który nie skończy się, póki jedna ze stron nie wygra.


Czy dwoje dzieci może coś zrobić w tak poważnej sprawie? Przywrócić stabilność światu, w którym oboje chcą spokojnie żyć? Wydaje się, że tak. Przy pomocy magii (Pola ze zdumieniem odkrywa w sobie moce, o które nikt by ją nie podejrzewał, łącznie z nią samą), wsparciu mądrych dorosłych (takich jak nauczycielka Poli panna Spinnaker) i własnej wrażliwości, zaradności i umiejętności współdziałania. 
Pola i Buster ruszają na ryzykowną wyprawę, u kresu której znajduje się rozwiązanie nie tylko konfliktu targającego Zaklętynowem. To także finał bardzo ważnej dla Poli prywatnej sprawy. Oto wreszcie znowu spotka ojca, który zaginął kilka lat temu po wypadku w kopalni. Czy jednak będzie to takie spotkanie, o jakim marzyła?


Podobnie jak w pierwszej części trylogii, także i „W tajemnicy magicznych kamieni” Sally Rippin nie stroni od trudnych tematów i emocji. Bohaterowie zmagają się z własnymi słabościami, są dla siebie niemili, podli, okrutni, a świat nie zawsze jest bezpiecznym i przyjaznym miejscem. Czasem nie da się polegać nawet na tych najbliższych z najbliższych, którzy dotkliwie ranią i zawodzą na całej linii. Opowieść jednak pokazuje, że dla kontrastu zawsze znajdzie się pomocna dłoń, czasem wyciągnięta przez zupełnie obcą osobę.

Sally Rippin, Pola i Buster. Tajemnica magicznych kamieni, tłum. Aleksandra Weksej, wyd. Mamania, Warszawa 2020. 
Wiek: 7+

 

Selfie ze Stolemem

„Legenda głosi, że dawno temu na Kaszubach żyły stolemy i istoty przypominające ludzi, lecz znacznie od nich większe” – czytamy na początku książki „Selfie ze Stolemem”.  Rzeczywiście w Tychowie, Grabówku czy Świecinie można natknąć się na wielkie kamienie zwane stolemowymi. Ponoć legendarne olbrzymy porozrzucały je podczas walk.


Ludzie bali się stolemów, przypisując im nie tylko wielką siłę, ale i okrucieństwo. Krzysztof Kochański odwraca w swojej książce tę sytuację – jej protagonista jest życzliwym, spokojnym olbrzymem, a ludzie okazują się pozbawionymi litości niegodziwymi istotami.

Oczywiście nie wszyscy. Zosia, którą stolem Stolko spotyka pewnej nocy w Kaszubskim Lesie, jest dobrą i serdeczną osóbką. Dziewczynka i stolem szybko rewidują pokutujące przesądy o ich rasach i z ciekawością uczą się siebie. Są bardzo różni – ona mała i drobna, on – wielki i potężny, ona funkcjonuje w dzień – on tylko w nocy, to, co dla niego pyszne, dla niej jest obrzydliwe itd. Łączy ich jednak wspólne zagrożenie. Chcą ocalić nie tylko siebie, ale także spokój lasu i jego mieszkańców. Będą musieli zjednoczyć siły, by w mroku nocy walczyć z żądnymi bogactw bandziorami. Dobrze, że jest ścieżka do Tam, Gdzie Pieprz Rośnie, z której nie można zawrócić – „Wchodzisz na nią i już po tobie…”.


Tajemnicza, odrobinę mroczna, ale też lekka w odbiorze i niepozbawiona humoru książka z charakterystycznymi ilustracjami Zosi Dzierżawskiej. Nagrodzona w tegorocznym Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren.

Krzysztof Kochański, „Selfie ze Stolemem”, il. Zosia Dzierżawska, wyd. Literatura, Łódź 2020. 
Wiek: 7+

 

Opowieści z dreszczykiem. Disney

Upodobanie dzieci do opowieści z dreszczykiem jest nie tylko sprawą indywidualną – ewoluuje też w czasie. I to niekoniecznie wprost proporcjonalnie do wieku. Oto mój syn, który jako cztero- czy pięciolatek uwielbiał słuchać strasznych opowieści i przez cały październik w oczekiwaniu na Halloween, kazał sobie czytać o duchach i wampirach, jako ośmiolatek stwierdził nagle, że „nie lubi takich książek”. Nie powiedział, że się boi, ale wyczułam wyraźny dyskomfort. Pomyślałam więc, że nic na siłę, i zaczęłam się rozglądać za czymś w klimacie Halloween, ale strasznym tylko odrobinkę.


Seria „Opowieści z dreszczykiem” wydana przez Harper Collins sprawdza się tu idealnie – to znani bohaterowie i „oswojony” poprzez baśnie, filmy i seriale świat przedstawiony, jedynie podany w nieco mroczniejszym anturażu i okraszony klimatyczną przygodą.

W tomie Disneyowskim zawarto osiem opowieści – ich bohaterowie to m.in. Kubuś Puchatek, Piotruś Pan, Miki, Alicja w Krainie Czarów, Śpiąca Królewna. Przygody, które stają się ich udziałem są bardziej zabawne niż straszne, choć mają w sobie ten cliff hanger, który na moment rozszerza strachem oczy malucha. Oto na przykład Miki, Minnie, Daisy i Donald bawią się w teatrzyk cieni i w mrocznym pokoju opowiadają emocjonującą historię o magiku, który potrafi sprawić, by ludzie znikali, gdy nagle drzwi otwierają się z hukiem i staje w nich wysoka zakapturzona postać… (nie jest to zły magik, lecz Goofy, który wpadł z wizytą).


Wydawałoby się, że niełatwo wystraszyć Królową Kier, ale w opowiadaniu z tego zbiorku zaczyna ona drżeć ze strachu, gdy budzi się w środku nocy i dostrzega, że jej fotel tajemniczo się buja, a drzwi szafy skrzypią straszliwie, by ujawnić wysuwające się z niej „nogi, ale bez stóp, i ręce, ale bez dłoni” (byli to Szarak bez Piątej Klepki i Suseł zaplątani w prześcieradło).

Disney. Opowieści z dreszczykiem, il. Disney Storybook Art Team, tłum. Regina Mościcka, wyd. Harper Collins (HarperKids), Warszawa 2020. 
Wiek: 4+

 

Opowieści z dreszczykiem. Straszne historie Maszy

Wydane w tej samej, świecącej w ciemnościach, serii „Straszne historie Maszy” oparte są na innym pomyśle. Każde z dziewięciu opowiadań dotyka jakiegoś dziecięcego lęku i pokazuje, jak sobie z nim poradzić. Narratorką tych historii, pomyślanych jako opowieści do poduszki, kończących się zawsze hasłem „dobranoc!”, jest świetnie znana dzieciom serialowa Masza, a ich bohaterami chłopcy, dziewczynki i zwierzęta. 


Ich lęki i obawy są bardzo różne: od powszechnych wśród dzieci lęków przed ciemnością, zasypianiem, zgubieniem się, przez obawę przed podjęciem wyzwania, zmierzeniem się z trudnościami (i ewentualną porażką), po niespecyficzne lęki, jak w historii chłopca, który bał się być mały. Jego lęk nie miał racjonalnych podstaw, a jednak dla niego był bardzo realny; chłopiec bał się więc długich schodów, które mogłyby się nigdy nie skończyć, z przerażeniem myślał o tym, co by było, gdyby mama nie zakręciła na czas kranu (z kąpieli zrobi się morze i wielkie fale porwą go do oceanu i poniosą na bezludną wyspę). Masza podsumowuje każdą ze swoich historii dodającym otuchy przesłaniem, które pokazuje, że w swoich lękach dziecko nie jest osamotnione i że może sobie z nimi poradzić. 

Zaskoczyło mnie pozytywnie, że wszystkie opowieści zawarte w tomie są napisane ładnym, zgrabnym, przystępnym językiem (na podstawie odcinków serialu napisała je Beata Żmichowska) i zdecydowanie bliskie perspektywie małego (a także nieco starszego, bo Tadzio ma przecież już osiem lat) dziecka. Oczywiście najbardziej lubię oryginalne książki z autorskimi ilustracjami, ale potrafię docenić przemyślany produkt licencyjny, który wspiera dziecko, zarówno w nauce czytania, jak i w rozwoju emocjonalnym, tak jak historie Maszy.

 Opowieści z dreszczykiem. Straszne historie Maszy, tekst na podstawie odcinków Straszne historie Maszy: Beata Żmichowska, wyd. Harper Collins (Harper Kids), Warszawa 2020. 

Wiek: 4+

 

wtorek, 13 października 2020

Wieloryb w kąpieli i inne kartonówki od Tako

Kartonówki są nie tylko dla bobasów! To pełnoprawne książki, których czytanie i oglądanie może dać wielką frajdę wszystkim członkom rodziny: od najmłodszych po tych w okresie późnej dorosłości.  

 


Wydawnictwo Tako w ramach serii BIM-BAM-BOM wydało w październiku trzy kartonówki z tekstem i ilustracjami Susanne Straßer, i gdy tylko wzięłam je do rąk, pomyślałam: „O rany, teraz to się wydaje kartonówki!”. Cały czas pamiętam okres wczesnego dzieciństwa mojej córki (początek lat dwutysięcznych) i polowanie na książeczki kartonowe, które by jednocześnie nie straszyły tandetnymi kolorami czy irytująco infantylnym tekstem. Efekty poszukiwań były zwykle mizerne. Na półkach księgarskich dominowały wówczas kartoniki w jaskrawych kolorach, a ich treść skupiała się na braku treści. Zdarzały się wydane na kartonie (np. w formacie leporello) wiersze (Brzechwa, Tuwim), ale mikrofabuły przeznaczone specjalnie dla maluchów w zasadzie się nie trafiały.

 


Z tym większym uznaniem spoglądam na takie książki kartonowe, jak „Na huśtawce”, „Wieloryb w kąpieli” i „Jak tu zasnąć?”. Pierwsze co przykuwa uwagę, to staranne wydanie: dobrej jakości tektura, wygodny format, zaokrąglone rogi. Książki łatwo rozkładają się na płasko i pozostają w tym rozłożeniu, dziecko może więc do woli wodzić palcami po stronach; książka się nie zamknie. Na ten moment nie wydaje się też, by kartki miały tendencję do rozklejania się.

 


Po drugie, zachwycają kolory. Ciepłe, nasycone barwy, świetne zestawienie zgaszonego turkusu z bursztynową żółcią sprawiają, że książeczki są bardzo przyjemne dla oka i ma się ochotę do nich wracać ot tak, żeby sobie pooglądać ilustracje. Dzieciom z pewnością spodobają się urocze i zabawne zwierzęta pojawiające się w książkach: potężny wieloryb, zwalisty słoń, maleńki jeżyk. Jest też DZIECKO, które pojawia się we wszystkich trzech książkach. Ta płowowłosa postać okazała się w moim domu absolutnym hitem, bo tak się składa, że DZIECKIEM pieszczotliwie nazywamy naszego Tadzia, który w dodatku wygląda podobnie do malca z ilustracji. Autorka zręcznie posłużyła się figurą DZIECKA, nie nadając mu imienia ani nie określając płci, tak aby każde realne dziecko-odbiorca książek mógł się z nim utożsamić.

 


Po trzecie wreszcie, opowieść. Tak jak wspomniałam, każda z kartonówek opowiada prostą, zabawną historię: „Wieloryb w kąpieli” to rzecz o odprężającej kąpieli wieloryba, a raczej próbie zażycia takowej. Do wypełnionej pianą wanny gramolą się bowiem coraz to inne zwierzęta zwabione obietnicą kąpielowego relaksu. Na koniec przybywa dziecko i wtedy o spokojnym wylegiwaniu się w wodzie już w ogóle nie ma mowy!


Bohaterem „Na huśtawce” jest słoń, który marzy o tym, by pohuśtać się na huśtawce typu „moja–twoja”, co z oczywistych powodów nie jest łatwe. Ale z pomocą przychodzą zaprzyjaźnione zwierzęta, a w końcu, oczywiście, także DZIECKO. Podoba mi się, że w polskim tłumaczeniu nie ma kalki tytułu „So leicht, so swer”, który od razu wkłada książeczkę na półkę non-fiction pt. książki o pojęciach, różnicach, liczeniu. Polski tytuł „Na huśtawce” przekierowuje uwagę małego czytelnika na samą opowieść, w której można skupić się na przykład na kwestii przyjacielskiej pomocy i powiedzeniu „w grupie siła”.

 


„I jak tu zasnąć?” przyjmuje konwencję typowej dziecięcej wyliczanki, gdzie w każdej rundzie odpada kolejna postać – w tym przypadku zwierzę, które nie może zasnąć, wymyka się ze wspólnego łóżka i wychodzi z pokoju. Gdzie się udaje? Finał jest oczywiście bardzo zabawny, z drobnym skatologicznym żarcikiem do dokładkę.

 

Susanne Straßer, Na huśtawce, Wieloryb w kąpieli, I jak tu zasnąć?, tłum. Iwona Mączka, wyd. Tako, Toruń 2020.  Wiek: 1+

 

piątek, 2 października 2020

Subiektywny przegląd książkowych nowości /wrzesień 2020/

 

Oto pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam „dodać do ulubionych”, czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły i którym warto przyjrzeć się bliżej.


Pion i poziom

To ważne, umieć trzymać poziom, a i utrzymać się w pionie też nie zawadzi! Zabawna, błyskotliwa, i całkiem praktyczna publikacja Bartosza Sztybora i Łukasza Golędzinowskiego zgrabnie o tym przypomina. Ta kartonikowa książka w niewielkim, poręcznym formacie, przyciąga wzrok ciepłą, nasyconą żółcią oraz postacią kogoś, kto znajduje się częściowo w pionie, a częściowo w poziomie, bo wiatr chce go właśnie porwać niczym Mary Poppins na parasolce.
W środku jest jeszcze więcej pionu i poziomu, zgodnie z tym, co zapowiada tytuł. Książka, pomyślana przede wszystkim jako pomoc dla dziecka w nauce orientacji przestrzennej, jest też okazją do dobrej zabawy dla całej rodziny. Trudno przecież nie roześmiać się, czytając: „Rodzice wychodzą do pracy w pionie, ale jak z niej wracają, to są w poziomie”, i oglądając dwie kolejne rozkładówki, na których wspomniani rodzice rzeczywiście najpierw są bardzo pionowi, gotowi i uśmiechnięci, a potem już w zasadzie leżą i miny też mają leżące. Tu jest miejsce na rozmowę, śmiech i wspólne wygłupy, a przy okazji zapamiętanie wcale niełatwych dla małego dziecka pojęć (orientacja przestrzenna, rozróżnianie kierunków i umiejscawianie swojego ciała w przestrzeni to proces, który kształtuje się do 6 roku życia). Niełatwa sztuka, stworzyć taką publikację w sposób sprawiający frajdę i dużym, i małym. Tu się udało.

Bartosz Sztybor, Łukasz Golędzinowski, Pion i poziom, wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2020.
Wiek: 3+

środa, 23 września 2020

Co robią uczucia?

 

Temat uczuć w książkach dla dzieci był i jest potrzebny, teraz pewnie jeszcze bardziej niż kiedyś. W biegu życia i pod presją sukcesu jakoś niezręcznie nam otwarcie rozmawiać o uczuciach. Boimy się zranienia, pokazania swoich słabości. Chcemy wychować dzieci na silne i pewne siebie, ale często nie wiemy, jak prowadzić je przez mrok, zwątpienie i smutek. 


Nic więc dziwnego, że na rynku pojawia się dużo poradników dla rodziców i książek non-fiction dla dzieci, które podpowiadają jednym i drugim, jak przepracować trudne emocje, jak rozmawiać o uczuciach, co robić, by wspierać dziecko w rozpoznawaniu i nazywaniu emocji. Świetnie, że takie publikacje istnieją, kłopot z nimi polega jednak na tym, że nie można z nich skorzystać natychmiast, tu i teraz, mając tylko kilka minut, i spodziewać się jakiegoś efektu. Wymagają one wnikliwej lektury, planu działania, wdrożenia pewnych schematów zachowań.
Tymczasem z książki Tiny Oziewicz „Co robią uczucia?” można skorzystać w „trybie instant”!

Na przykład:

czwartek, 17 września 2020

Sekretne życie smarków

 

Mimo bardzo ciepłych wrześniowych dni, jesień już czeka za rogiem. Nawet zdążyła już się zapowiedzieć, wysyłając do nas kataralnego wirusa, który przez cały tydzień nie ustawał w smarkatych wysiłkach. Opróżniwszy czwarte pudełko chusteczek higienicznych przestałam wierzyć, że jeszcze kiedyś odetchnę przez nos, a mój syn, z fascynacją słuchając kanonady kichnięć, zaczął zadawać pytania natury poznawczej (czy kiedy patrzy się w słońce, to zaczyna się kichać?). Wtedy przypomniałam sobie o tej książce.

 


„Sekretne życie smarków” wzięłam pierwszy raz do rąk na ubiegłorocznych Targach Książki w Krakowie i pomyślałam, że oto coś, co siedmiolatek przyjmie z satysfakcją. Wielbiciel wszystkich książek z serii „Moje ciało” wydawnictwa Tako, wciąż nie ma dość tematów fizjologicznych. Brzydzą go i fascynują jednocześnie.

 

czwartek, 3 września 2020

Tosia i przygoda na plaży

 

Mieliście kiedyś tak, że postanawialiście, że od jutra będziecie kimś zupełnie innym? Jeśli nie lepszą, to przynajmniej odmienną wersją siebie? Tosia u progu wakacji wpada wraz z dwiema koleżankami na podobny pomysł: Hania zdecydowała, że przestanie być taka śmiała i trochę się wycofa, Marysia – że zacznie oglądać telewizję, a Tosia obiecała sobie, że przestanie folgować swojej bujnej wyobraźni i stanie się dzieckiem rozumującym zupełnie prostoliniowo.

 


Na szczęście Tosia, którą czytelnicy mogli poznać już w pierwszym tomie jej przygód („Tosia i tajemnice geodety” – o książce pisaliśmy w zeszłym roku w KL dzieciom) nie wyzbyła się całej swojej ciekawości i zmysłu obserwacji i w czasie wakacji nadal skrzętnie z nich korzysta. A żeby być fair wobec siebie i dotrzymać postanowienia, obserwacje zwyczajne, bez podtekstów i domysłów zapisuje w dzienniku zwykłym pisakiem, swoje domysły zaś i dociekania notuje po kryjomu – niewidocznym atramentem sympatycznym.