poniedziałek, 22 maja 2017

Warszawskie Targi Książki 2017 - relacja

W tym roku postanowiłam, że na Warszawskich Targach Książki spędzimy dwa dni. Wybrałam czwartek i piątek – z dwóch powodów. Po pierwsze, żeby móc w spokoju zamienić kilka słów z przedstawicielami wydawnictw, co w tłumną sobotę jest w zasadzie niemożliwe, a po drugie ze względu na mojego syna, którego zdecydowałam się zabrać w tym roku na targi. 



To był jego targowy debiut i myślę, że poradził sobie z nim bardzo dobrze, choć oczywiście tu i ówdzie pojawiły się małe zgrzyty. Zasadniczo jednak wszystkim, którzy planują wybranie się na targi z małym dzieckiem, polecam takie rozwiązanie: wybrać dwa spokojniejsze dni i w każdym z nich spędzić kilka godzin na targach, wybierając spotkania wokół dwóch - trzech książek, które dziecko najbardziej lubi.

Z Marianną Oklejak

Oczywiście w dni tak zwane branżowe liczba spotkań na stoiskach jest mniejsza, ale dla dzieci organizowane są ciekawe spotkania z autorami – trwające około godziny, interaktywne warsztatowe zajęcia, które warto sobie wpisać w grafik. Przychodzą na nie zorganizowane grupy przedszkolne, ale każdy indywidualny mały uczestnik także jest mile widziany.

KONKURS!


Jako dziecko szczerze nienawidziłam wątróbki. Na sam jej widok robiło mi się niedobrze. Niestety dość często serwowano ją w przedszkolu. Któregoś dnia odkryłam sposób na poradzenie sobie z tym problemem: gdy panie odwracały wzrok, wpychałam wątróbkę po kawałeczku za kaloryfer. Potem bez mrugnięcia okiem przyjmowałam pochwały za „ładnie zjedzone mięsko” ;-)

Czy udało się Wam kiedyś przyłapać dzieci na takich próbach szybkiego ukrycia czegoś przed Wami, w nadziei, że raz zamiecione pod dywan, nie zostanie odkryte? Podzielcie się tą historyjką w komentarzu pod tym postem! 
Trzy najzabawniejsze historie zostaną nagrodzone zestawami: książką Agnieszki Zimnowodzkiej „Historie zamiecione pod dywan” (nowością wydawnictwa Kocur Bury, o której pisałam tutaj) oraz kocurową materiałową torbą na ramię. Konkurs trwa do niedzieli 28 maja. O wynikach poinformuję 1 czerwca na blogu. Regulamin konkursu dostępny jest tutaj.



wtorek, 16 maja 2017

Subiektywny przegląd książkowych nowości /maj 2017/

Co miesiąc prezentuję Wam pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam „dodać do ulubionych”, czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły i którym warto będzie przyjrzeć się bliżej.


Piraci z naszej ulicy to książka, którą przeczytaliśmy jeszcze w oryginale. Gdy tylko mój syn usłyszał, że pojawi się jej polskie wydanie, codziennie zadawał mi pełne nadziei pytanie: czy to już dziś…?
I w końcu się doczekał: nadciągnęli z piracką piosenką na ustach, słynni Jolley-Rogers!  Ta głośna, kolorowa piracka rodzina opuszcza na pewien czas swój statek, by go wyremontować i przygotować do dalszych morskich wojaży. Na czas trwania remontu piraci zamieszkują w spokojnej nadmorskiej miejscowości. Większość sąsiadów kręci nosem na to hałaśliwe, niecodzienne towarzystwo i zaczyna snuć plany pozbycia się niewygodnych mieszkańców. Zupełnie odmienne odczucia ma mała Matylda, która dzięki pirackim sąsiadom odkrywa znaczenie prawdziwej przyjaźni.
Wspaniale zilustrowany przez Jonny’ego Duddle (tego samego, który zaprojektował ostatnio nowe okładki do serii o Harrym Potterze) picturebook, z rymowanym tekstem Agnieszki Frączek zachwyci młodszych czytelników. Starsi zaś mogą sięgnąć po pozostałe trzy książki z serii i zagłębić się w pasjonujące przygody pirackiej rodziny.

Jonny Duddle, seria Jolley-Rogers: Piraci z naszej ulicy (picturebook), tłum. Agnieszka Frączek; Statek widmo, Jaskinia przeznaczenia, Wielka wyprawa po złoto, tłum. Grażyna Chamielec, wyd. Mamania, maj 2017
wiek: 3+ (picturebook); 6+ (pozostałe tomy)

Seria "Mysi domek" przez długi czas zajmowała poczesne miejsce w sercu mojej córki. Choć teraz, jako jedenastolatka, podryfowała w kierunku własnych lektur, wciąż lubi przeglądać te ilustracje – pieczołowicie zaprojektowane makiety. Holenderka Karina Schaapman tworzyła je z kartonowych pudeł i papieru mâché.  Do wykonania misternych wnętrz wykorzystała autentyczne tkaniny z lat 50., 60, i 70. XX wieku oraz przeróżne materiały. 
Mysi Domek można oglądać od frontu, tyłu i z boku, a liczy on przeszło setkę pokoików, przejść, zakamarków wyposażonych w mnóstwo potrzebnych sprzętów. Myszy, które go zamieszkują, zostały zaprojektowane i wykonane przez Karinę.
W trakcie budowy poszczególnych pokoików, w głowie autorki powstawały historyjki do książki, z przyjaciółmi Samem i Julią w rolach głównych. W najnowszej opowieści, którą otrzymujemy po dłuższej przerwie, myszki wybierają się do lunaparku. Jest w nim wszystko, o czym marzy każde dziecko: kram z piłeczkami, tor z samochodzikami, karuzela, tunel strachów i gigantyczna kolejka górska. Jakież jest rozczarowanie myszek, gdy okazuje się, że wszystkie te atrakcje są płatne! Sam i Julia nie mają pieniędzy. Razem obmyślają więc plan, jak zarobić kieszonkowe.
Kolejna odsłona Mysiego Domku jak zawsze zachwyca starannością wykonania i dbałością o każdy, najmniejszy nawet szczegół.

Karina Schaapman, Mysi domek. Sam i Julia w lunaparku, wyd. Media Rodzina, maj 2017
Wiek: 3+



Olivera Jeffersa nikomu chyba nie trzeba przedstawiać. Tym razem mamy okazję sięgnąć po dwie publikacje, które stworzył z Drew Daywaltem. Panowie wydali w 2014 roku książkę zatytułowaną „The Day the Crayons Quit” (Dzień, w którym kredki odeszły), w której znudzone swoją powtarzalną pracą kredki zdecydowały się opuścić pudełko. W liście, który zostawiły swemu właścicielowi, chłopcu o imieniu Duncan, każda z nich zawarła swoje żale: brązowa nie chce dłużej grać drugich skrzypiec przed czarną, niebieska ma dość rysowania wody, a różowa chce wreszcie zostać użyta! Pełna absurdalnego humoru książka długo gościła na szczycie listy New York Timesa i doczekała się kontynuacji w postaci tytułu „The Day Crayons Come Home” (Dzień, w którym kredki wróciły), a następnie dwóch książek sztywnostronicowych, które właśnie otrzymujemy w polskim wydaniu. Te dwie pozycje to spinoffy głównych opowieści, skupiające się na nauce kolorów i liczenia. Jedna wprowadza dziecko w świat barw i ich obecności w świecie rzeczywistym i tym odwzorowywanym na kartce (czerwony jak truskawki, jak wóz strażacki…), druga zaś w podstawy liczenia – mały czytelnik pomaga bohaterowi policzyć brakujące kredki. Bohater ten ma w polskiej wersji językowej an imię Tadek, co pewnie ucieszy mojego synka, też Tadka!

Drew Daywalt, Oliver Jeffers, Kredkowa księga liczb, Kredkowa księga kolorów, wyd. Zielona Sowa, maj 2017
Wiek: 1–3

Kocham Paryż i gdy tylko usłyszę o jakiejś książce z tym miastem w tle, biegnę zobaczyć, co to takiego. Tym razem to historia Mademoiselle Oiseau, ekscentrycznej paryżanki, zamieszkującej wraz ze swymi kotami i ptakami w Alei Minionych Czasów. Trudno powiedzieć, czy kobieta jest młoda, czy stara i dlaczego nigdy nie opuszcza swego mieszkania. Pewnego dnia jej sąsiadka, dziewięcioletnia Izabella, myli piętra i omyłkowo puka do drzwi Mademoiselle Oiseau. Zapoczątkowana przypadkiem znajomość stanie się dla niepewnej siebie, nieakceptowanej przez rówieśników dziewczynki okazją do odbudowania poczucia własnej wartości i znalezienia drogi ku autentyczności i zadowolenia życia. A w tle pobrzmiewają dźwięki francuskiej chanson,  na pięknych ilustracjach podziwiać można modę i architekturę miasta. Ciekawostką jest, że sama Mademoiselle Oiseau była początkowo postacią zaprojektowaną przez Lovisę Burfit dla szwedzkiej firmy Rörstrand jako element zdobienia porcelanowego serwisu.  Kolejne rysunki, ukazujące kobietę w różnych sytuacjach, stały się inspiracją do uczynienia z niej powieściowej bohaterki i stworzenia książkowej trylogii.
Andrea de la Barre de Nanteuil, Historia Mademoiselle Oiseau, il. Lovisa Burfitt, tłum. Maria Jaszczurowska, wyd. Wydawnictwo Literackie, maj 2017
Wiek: 8+

Gnat, czyli Bone w oryginale, to ceniona na całym świecie komiksowa saga fantasy, której bohaterami są człekopodobne postaci. Amerykański rysownik i scenarzysta Jeff Smith pracował nad tą serią kilkanaście lat (1991 – 2004), a efektem tej pracy jest 55 zeszytów, które łącznie, w pełnym zbiorczym wydaniu liczą sobie 1344  strony. W Polsce seria zostanie podzielona na trzy tomy, odpowiadające trzem cyklom fabularnym: „Dolina, czyli równonoc wiosenna”, „Kant kontratakuje, czyli przesilenie”, „Przyjaciele i wrogowie, czyli żniwa”.  W tomie pierwszym główny bohater Chwat Gnat wraz z kuzynami Chichotem i Kantem musi uciekać z rodzimego Gnatowa. Ich tropem podążają szczuropodobni wysłannicy wroga. Wkrótce okaże się, że przed Chwatem Gnatem zostanie postawione zadanie ocalenia średniowiecznej krainy zagrożonej przez mrocznego Pana Szarańczy.
Świat wykreowany przez Jeffa Smitha zachwyca rozmachem: bogactwem postaci, wciągającą historią, elementami grozy i tajemnicy, a przede wszystkim ogromną dawką humoru i świetnymi dialogami. Nie dziwi więc, że seria sprzedała się do dziś w milionach egzemplarzy w kilkunastu językach i jest najbardziej utytułowaną serią komiksową w historii. Wkrótce zobaczymy „Gnata” także na dużym ekranie, w filmowej adaptacji reżyserowanej przez Marka Osborne’a.

Jeff Smith, GNAT. Dolina, czyli równonoc wiosenna (seria Bone – Gnat), tłum. Jacek Drewnowski, wyd. Egmont, maj 2017
Wiek: 9+

niedziela, 14 maja 2017

Serafina i czarny płaszcz

Było dobrze po północy, gdy skończyłyśmy z córką „Serafinę i czarny płaszcz”. Gardło bolało mnie od czytania na głos tych 40 finałowych stron. Ale nie mogłyśmy się oderwać, obie przejęte i niezmiernie ciekawe, jak też zakończy się ta niesamowita, mroczna historia.



Zdarzenia opisane w książce rozgrywają się w roku 1899, co początkowo zniechęciło moją jedenastolatkę, poszukującą głównie lektur o sobie podobnych nastolatkach żyjących tu i teraz. Szybko jednak okazało się, że ów fin de siècle jest jedynie malowniczym tłem dla rozgrywających się zdarzeń, sami zaś główni bohaterowie są w sposobie bycia, wysławiania się i rozumowania w zasadzie niemal współcześni.

Tytułowa Serafina  to postać bardzo tajemnicza. Ma 12 lat i mieszka z ojcem w położonej na odludziu wśród lasów posiadłości Biltmore. Chociaż „mieszka” to chyba za dużo powiedziane. Ona pomieszkuje, a może nawet wegetuje, przyczajona w piwnicach ogromnego domostwa. Nocami poluje na gryzonie, nieoficjalnie pełniąc funkcję Głównej Łowczyni Szczurów Biltmore. Jej ojciec, mechanik pracujący dla zamożnych właścicieli posiadłości, państwa Vanderbilt, starannie ukrywa istnienie córki przed całym światem. Dlaczego?
 
Rysunek mojej córki -
jej wizja Serafiny
Dorastająca Serafina coraz częściej zadaje sobie to pytanie, na równi z drugim, tak samo ważnym: kim ona właściwie jest? Czuje, że jest inna od swoich rówieśników, których obserwuje ukradkiem kiedy goszczą w dworze Biltmore. Gdy potem staje przed lustrem, nie jest pewna, jak nazwać istotę, która się w nim odbija. Czy to dziewczyna o ostrych rysach twarzy i kocich bursztynowych oczach,  czy jakieś przyczajone, zawsze gotowe do biegu młode zwierzę, które z jakiegoś powodu żyje wśród ludzi?
Serafina pragnie poznać odpowiedź na to pytanie, by wreszcie poczuć, że gdzieś przynależy. Wędrując nocami po ciemnych korytarzach domostwa, rozumie, że jedną częścią swojego ja jest stworzeniem nocnym, drugą zaś – istotą ludzką, spragnioną akceptacji i miłości.

Dlatego, kiedy odkrywa, że w Biltmore dzieją się rzeczy mroczne, okrutne i nadnaturalne, oczywistym jest dla niej, że musi stanąć do walki z siłami ciemności, bo tylko ona może się choć trochę z nimi równać. W dramatycznych okolicznościach giną niewinne dzieci, o których Serafina myśli jak o potencjalnych przyjaciołach, nie trzeba więc szczególnie zachęcać jej do tego, by postanowiła je ratować, ruszając na kolejne polowanie, największe w jej karierze GŁS.
 
Przyjaciel Serafiny
Ta heroiczna decyzja pociągnie za sobą serię nieodwracalnych zmian w życiu Serafiny, pozwoli jej odkryć własną tożsamość i znaleźć upragnioną odpowiedź na najważniejsze pytania.
Książka niebywale wciąga – sprytnie wieńczące każdy rozdział cliffhangery  powodują, że wręcz nie da jej się odłożyć! A im bardziej zagłębiamy się w treść, tym większy narasta w nas niepokój. Już od pierwszych stron natrafiamy na takie elementy grozy, od których ciarki przechodzą po plecach. Diaboliczny morderca z ociekającymi krwią palcami, stary cmentarz z wypłukanymi przez deszcz na powierzchnię trumnami, ciała rozszarpywane przez dzikie zwierzęta… Nade wszystko zaś mroczna, gęsta  atmosfera, w której zło czai się za każdym rogiem, a kiedy atakuje – nie zna litości.
 
Zu odkryła, że też ma taką suknię! Jest pomysł,
by zrobić Halloween w konwencji Biltmore :)
Z tego wyłącznie powodu byłabym ostrożna z polecaniem tej lektury dzieciakom poniżej 10 roku życia. Nawet jeśli będą czytały wspólnie z rodzicami. Świat nocnych cieni i złowrogich tajemnic jest niezwykle kuszący i ciekawy, ale gdy gaśnie lampka nocna, w głowie młodszego czytelnika może pozostawić obrazy, które nie pozwolą mu zasnąć. Warto więc zachować ostrożność i (jak zawsze!) mieć wzgląd na indywidualną wrażliwość dziecka.
Również kwestie wewnętrznych dylematów Serafiny i poszukiwania przez nią  własnej tożsamości  z pewnością będą bardziej zajmujące dla czytelnika 10+, rozpoczynającego właśnie swą nastoletnią przygodę. Znajdzie on w osobie Serafiny, w jej relacjach z ojcem i z nowym przyjacielem Braedenem wiele punktów stycznych i momentów, które z łatwością odniesie do własnych nastoletnich zmagań z poczuciem niezrozumienia, wyobcowania, niewiary w siebie oraz męczącej niepewności jutra rozciągającego się w nieodgadnioną przyszłość.

Ciekawostki:

Posiadłość Biltmore w Ashville w Karolinie Północnej istnieje naprawdę i rzeczywiście należy do rodziny Vanderbiltów. Od początku budowy w 1895 roku była także w pełni zelektryfikowana, tak jak to opisano w książce. Przez lata do Biltmore zjeżdżali się znamienici goście: pisarze, artyści, prezydenci. Pełna przepychu rezydencja jest jedną z większych atrakcji turystycznych regionu.

„Serafina i czarny płaszcz” to pierwsza część trylogii, którą Robert Beatty napisał dla swoich trzech córek. Na początku lipca tego roku w USA ukaże się ostatni tom serii.  

Warto obejrzeć świetny book trailer – z nadzieją, że niebawem ujrzymy Serafinę także na dużym ekranie.



Robert Beatty, Serafina i czarny płaszcz, tłum. Jowita Maksymowicz-Hamann, wyd. Mamania 2017
Wiek: 9+



wtorek, 9 maja 2017

Co za ptak robi tak?

Kiedy siedzę przy biurku i piszę, lubię słuchać głosów ptaków. Często puszczam sobie te ich trele z płyt, a wiosną i latem po prostu otwieram okno. Tym bardziej mam na to ochotę teraz, kiedy przeglądam książkę o ptakach.



Ptaki to nieprzypadkowe, bo będące bohaterami „Ptasiego radia” – jednego z najpopularniejszych wierszy dla dzieci Juliana Tuwima. Jaki świetny pomysł na książkę – pomyślałam, gdy zobaczyłam zapowiedź w wydawnictwie Bajka – przybliżenie czytelnikowi sylwetek tych konkretnych, przywołanych przez poetę ptaków.

Jakie więc „sfrunęły się ptaszki dla odbycia narad?” Pamiętacie?

Słowik, wróbel, kos, jaskółka
Kogut, dzięcioł, gil, kukułka,
Szczygieł, sowa, kruk, czubatka,
Drozd, sikora i dzierlatka,
Kaczka, gąska, jemiołuszka,
Dudek, trznadel, pośmieciuszka,
Wilga, zięba, bocian, szpak
Oraz każdy inny ptak.

Właśnie te ptaki, w kolejności znanej nam z wiersza, pojawiają się na kartach książki. Dzierlatka i pośmieciuszka występują w jednej osobie, bo to ten sam ptak. Dodatkowo obecność swą zaznaczają czajka i przepiórka.


Każda kolejna rozkładówka przedstawia jednego ptaszka. Dwie linijki rymowanego tekstu oraz ilustracje – w tym przejrzystym układzie wędrujemy przez książkę jak przez minialbum. Z tekstu Marii Szajer dowiadujemy się, jakie są charakterystyczne cechy poszczególnych ptaków. Weźmy takiego trznadla: 

Żółty brzuszek, żółta głowa.
W trawie sprytnie gniazdko chowa. 

albo słowika: 

Rdzawoszary i malutki
najpiękniejsze śpiewa nutki.
 

Tym opisom towarzyszą przepiękne akwarelowe portrety, wiernie oddające wygląd przedstawicieli ptasiego rodu. Delikatne muśnięcia pędzla, stonowane barwy, subtelne kontury – oglądanie ilustracji Katarzyny Minasowicz to duża przyjemność.


W ogóle opracowanie graficzne książki zasługuje na uznanie: zielonolistna wyklejka, matowy papier, wyrazisty font, klarowny układ elementów na stronie, solidne szycie, płócienny grzbiet – to wszystko tworzy całość wysmakowaną, spójną i wysoce estetyczną.

Wisienką na torcie jest dołączona do książki płyta CD, na której znajdziemy głosy wszystkich 26 ptasich bohaterów, oczywiście z zachowaniem kolejności występowania w książce (i w wierszu). Dzięki temu dziecko może nie tylko przypisać każdemu z bohaterów „Ptasiego radia” konkretny wygląd, zachowanie i zwyczaje, lecz także jego charakterystyczny głos. Łatwiej będzie mu wyobrazić sobie, jak to te ptaki w brzozowym gaju pitpilitały i pimpiliły, czyrkały i czykczyrikały.

Wspaniała to zabawa z książką, która zachęca dziecko nie tylko do sięgania po poezję i do radosnego, żywiołowego jej interpretowania, lecz także do obcowania z naturą i wypatrywania w mieście lub na łące rozszczebiotanych obywateli ptasiego kraju.


Maria Szajer, Co za ptak robi tak? Ptaki z „Ptasiego radia”, il. Katarzyna Minasowicz, wyd. Bajka 2017
Wiek: 4+


piątek, 5 maja 2017

5 powodów, dla których warto spotkać ulubionego pisarza

Twoje dziecko powinno poznać swojego ulubionego autora! Łatwo powiedzieć, ale nie zawsze łatwo zrobić. Czasami jest to zwyczajnie niewykonalne – gdy na przykład ulubionym pisarzem dziecka jest A.A Milne albo Julian Tuwim. A nawet jeśli autor żyje, może przecież mieszkać na drugim końcu świata albo być tak sławny, że spotkanie z nim jest mało prawdopodobne (weźmy taką np. J.K. Rowling…)


Zu i Liliana Fabisińska
Mimo wszystko  ISTNIEJĄ sposoby, aby do spotkania z ulubionym pisarzem doszło. Okazji jest całkiem sporo: targi książki, festiwale literackie, spotkania autorskie w księgarniach czy bibliotekach…  Prawda jest taka, że w ramach promocji książki autorzy poświęcają sporą część czasu właśnie na spotkania z czytelnikami. Jeśli więc masz w domu miłośnika książek, powinieneś być na bieżąco z takimi wydarzeniami, żeby nie doszło do sytuacji, w której dziecko wpada do domu ze łzami w oczach i wykrzykuje ci w twarz: „W naszej bibliotece było spotkanie z moim ukochanym pisarzem, a ja nawet o tym nie wiedziałem!”
Bycie na bieżąco może kosztować nieco wysiłku, ale zdecydowanie WARTO poświęcić na to czas. Jeśli więc wciąż zastanawiasz się dlaczego, oto lista pięciu powodów:

1. Odbrązowienie guru

Czytając książki konkretnego autora, dziecko rozwija rodzaj intymnej z nim relacji. To sprawia, że widząc na okładce książki nazwisko tego autora, myśli sobie: „To książka dla mnie. Taka, jakie lubię”. Ta relacja dodatkowo się umacnia, gdy dziecko spotka owego autora.

Zeszłego lata moja córka miała okazję spotkać się z Kate DeCamillo, którą w wieku sześciu lat obwołała „swoją najukochańszą pisarką”. Nie umiem opisać emocji, które pojawiły się na twarzy córki, gdy zobaczyła pisarkę wchodzącą do sali: błysk rozpoznania, niedowierzanie, a w końcu największy, najszerszy uśmiech, jaki kiedykolwiek u niej widziałem. Wyglądała jak ktoś, kto spotkał po latach starego przyjaciela. To było niesamowite!


2. Nie ma to jak autor czytający własną książkę

Na niektórych spotkaniach autorskich mamy okazję posłuchać, jak pisarz czyta własną książkę. Czasem jest to rozdział z nowej książki, czasami fragment wydanego dawno debiutu. Niezależnie od wyboru tytułu, to zawsze wyjątkowy moment – słuchanie, jak pisarz otoczony wianuszkiem dzieciaków czyta własny utwór. Ten człowiek ożywia własnym głosem stworzony przez siebie świat! Dzięki temu wie dokładnie, jak rozłożyć akcenty w czytanym tekście, kiedy zrobić przerwę,  jak modulować głos i w jaki sposób przeczytać dowcip, by rzeczywiście śmiesznie zabrzmiał. Dla dziecka, które bierze w tym udział to akt kreacji rozgrywający się na jego oczach. Niesamowite!

Z Pawłem Pawlakiem


3. Dziecko poczuje, że ono też może być pisarzem!

Dziwny to moment, kiedy dziecko po raz pierwszy osobiście poznaje swego ulubionego autora. Zupełnie jakby  jakaś fikcyjna postać wkroczyła do rzeczywistości. Ale właśnie dlatego to doświadczenie jest tak istotne – pozwala dziecku odczuć, że pisarze to nie jakieś odrealnione istoty. To ludzie z krwi i kości, tacy jak ja czy ty, tacy jak samo dziecko. Kiedy w głowie pojawi się myśl, że ten oto autor to zupełnie zwyczajny człowiek, ma szansę pojawić się myśl następna – skoro on mógł, to i ja mogę tworzyć takie rzeczy. Mogę zostać pisarzem, tak jak ta zadziwiająco normalna osoba, do której ustawiła się długa kolejka po autograf.

4. Autograf to jest coś!

Rysunkowy autograf Tomasza Samojlika
Taki podpis naprawdę wiele znaczy. Oto dziecko spotkało osobę, która stworzyła uwielbiane przez nie książki – i ma na to DOWÓD! Być może autor napisał imię dziecka, może złożył tylko autograf – to i tak znaczy bardzo wiele dla tej osoby, która tę podpisaną książkę będzie hołubić do końca życia.  
A kiedy spotkacie autora, który jest także ilustratorem, być może narysuje on coś dziecku w książce – może ulubionego bohatera? Taka książka staje się dla dziecka prawdziwym skarbem!
Rysunkowe dedykacje i  zarazem portrety moich dzieci - Klaas Verplancke


5. Tworzenie wyjątkowej więzi z ulubionymi książkami.

Jak już wspomnieliśmy, spotkanie ulubionego autora to nie zawsze łatwa sprawa. Targi książek i wieczorki autorskie często odbywają się tylko w dużych miastach.
Jeśli jednak się uda – i dziecko w końcu staje twarzą w twarz z autorem swojej ukochanej książki – ten moment zostaje wyryty w jego pamięci i sercu. Książka zyskuje na znaczeniu. Teraz jest już czymś więcej niż po prostu książką – stoi za nią historia. Dzięki niej dziecko zajrzało za kulisy, poznało autora, zadawało mu pytania, otrzymało autograf.
Z Agnieszką Stelmaszyk

Nie twierdzę, że spotkanie z autorem zawsze musi być fantastycznym doznaniem. Być może twoje dziecko jest nieśmiałe, a może autor ma raczej gburowaty charakter. Może też kolejka oczekujących na podpis będzie tak długa, że cała radość zdąży się ulotnić.
Ale przy odrobinie szczęścia spotkanie z ulubionym pisarzem sprawi, że książka zapisze się w osobistej historii dziecka nieporównanie mocniej niż jakiekolwiek inne twórcze dzieło.

Jeśli więc masz okazję zabrać dziecko na spotkanie z autorem, zrób to. Warto!


Artykuł w angielskiej wersji językowej pochodzi z serwisu internetowego „Brightly”
Tekst: Tom Burns
Tłumaczenie: Paulina Zaborek