czwartek, 15 listopada 2018

Nan Sparrow i potwór z sadzy


Pamiętacie Sarę Crewe z „Małej Księżniczki” F.H. Burnett? Nan Sparrow jest do niej bardzo podobna. Ma w sobie tę samą niezłomność i chart ducha, odwagę spoglądania w oczy niebezpieczeństwom, wewnętrzną dobroć i wrażliwość, oraz przekonanie, że warto walczyć o lepsze jutro.



Zdarzenia opisane w książce Jonathana Auxiera rozgrywają się nieco wcześniej niż te w „Małej Księżniczce”, bo w latach 70. XIX wieku, czyli w samym środku epoki wiktoriańskiej. Ale w obu przypadkach patrzymy na osnuty mgłą Londyn, piękny i groźny zarazem, bo rozdarty podziałami klasowymi, z jednej strony pełen splendoru, z drugiej – dramatycznego ubóstwa.

Auxier, podobnie jak Burnett, zarysowuje przed czytelnikiem niegodziwe, zagrażające życiu warunki, w jakich egzystowały wówczas ubogie dzieci pozbawione opieki z różnych przyczyn – czy to śmierci rodziców, czy też porzucenia z powodu niemożliwości wykarmienia ich w rodzinnym domu. W wieku kilku lat trafiały do pracy, gdzie harowały ponad siłę, zapadały na zdrowiu, ulegały wypadkom. W książce Auxiera takim bohaterem jest sześcioletni Newt, postać piękna i tragiczna – ukazany jako niewinne, czyste, dobre dziecko, skazane na fatalny los wyłącznie z powodu okoliczności, w jakich przyszło mu żyć.

Na przeciwległym biegunie Auxier umieszcza postać Rogera. Ten chłopak w swoim niedługim życiu przeszedł przez najgorsze kręgi piekieł, porzucony przez najbliższych i poniżany. Nienawiść rosła w nim tak bardzo, że w końcu sam stał się tym złym. To bohater równie tragiczny, bo od samego początku pozbawiony nadziei.  I kiedy go poznajemy, nie da się już ocalić Rogera z „przedtem”, bo –  jak ze smutkiem konstatuje Nan –  „zabrnął za daleko”.

Nie wiadomo, po której stronie znalazłaby się ona sama, gdyby nie Kominiarz. Jej wyjątkowy, tajemniczy, troskliwy opiekun, pod którego okiem nauczyła się kominiarskiego fachu. To były piękne dni! Ramię w ramię wędrowali ulicami i śpiewali:

Sadza, wiadro, piosnka, szczotka!
Szczęście, kominiarza spotkać!
Czy to kwiecień, czy to wrzesień,
Szczęście wam kominiarz niesie!

Wysoki chudy Żyd i drobna, usmolona sadzą dziewczynka. Ludzie uśmiechali się na ich widok. Nie tylko jednak o wspólną pracę i przekazanie umiejętności chodziło. Nan i Kominiarz ocalili siebie nawzajem. Każde z nich w najbardziej dramatycznym momencie życia wyciągnęło to drugie z opresji. Połączyło więc ich coś więcej niż wspólna praca.

Nan nie zdążyła jednak dorosnąć, gdy Kominiarz musiał odejść. Trafiła do Wilkie Crudda – mianującego się czystym kominiarzem. Może i sam był czysty, ale z pewnością nie dało się tego powiedzieć o jego intencjach. Ten okrutny człowiek czerpał zyski z niewolniczej pracy małoletnich dzieci, które zatrudniał jako kominiarczyków. Ich wychudzone ciałka bez trudu wciskały się w przewody kominowe. To, że nieustannie groziły im połamania, poparzenia, zaczadzenia, a wreszcie utratę życia, nikogo nie obchodziło.

To właśnie u Crudda Nan poznała Rogera, Newta i innych kominiarczyków. Każdego dnia pracowali po kilkanaście godzin, cierpieli głód, spali na podłodze, byli nieustanni karceni i karani. Nan w milczeniu znosiła podłe traktowanie, nocami śniąc o swoim dawnym przyjacielu, którego wspomnienie coraz bardziej bladło. Kim właściwie był? Dlaczego ją zostawił? Czy kiedyś jeszcze się spotkają? Gdyby wiedziała, że zostawił kogoś, kto miał nad nią czuwać, nie czułaby się tak samotna.  A tak pozostał jej tylko mały węgielek emanujący dziwnym ciepłem, gdy ściskała go w dłoniach.

W przeciwieństwie do Burnett, u której magia zawsze pochodzi od ludzi, wiąże się z ich dobrymi uczynkami, pięknymi gestami i aktami odwagi, u Auxiera otrzymujemy magię równą czarom, w wydaniu rodem z żydowskich tradycji i legend. Pojawienie się w książce postaci golema zwanego Charliem, tytułowego potwora z sadzy – ulepionego z gliny na podobieństwo człowieka – sprawia, że czytelnik zaczyna postrzegać świat przedstawiony przez delikatne szkiełko fantazji.
Postaci kominiarczyków zdają mu się podobne do dzieci z dachów M
årtena Sandéna – na wpół rzeczywiste, na wpół odrealnione. Ale Nan, zyskując dzięki magii poczucie bezpieczeństwa w wielkich, ciepłych ramionach golema, który czuwa nad jej życiem, może zebrać siły do jak najbardziej realnej walki o prawa swoje i innych dzieci znajdujących się w podobnym położeniu.

Powieść Joanthana Auxiera (autora m.in. „Nocnego Ogrodnika”, którego recenzję możecie przeczytać w „KL dzieciom”) wyrastającego na jednego z czołowych amerykańskich autorów książek dla młodzieży, ma intrygującą fabułę, niebanalnych bohaterów (bardzo ciekawe postaci Toby’ego i panny Bloom) , umiejętnie łączy wątki historyczne, mitologiczne i magiczne. W oprawie powieści retro opowiada o sprawach uniwersalnych: dobru i złu, potrzebie bliskości, godności, akceptacji. Przede wszystkim zaś, podobnie jak powieść. F. H. Burnett,  ma głęboko humanistyczne przesłanie. Nan, szukając odpowiedzi na pytanie, kim jest i jak może siebie ocalić, działa nie tylko we własnym imieniu. „Jesteśmy uratowani dzięki temu, że ratujemy innych”.  

Jonathan Auxier, Nan Sparrow i potwór z sadzy, tłum. Ewa Westwalewicz-Mogilska, wyd. Dwukropek, listopad 2018.
Wiek: 8+

niedziela, 11 listopada 2018

Jaki znak twój? Wierszyki na dalsze 100 lat niepodległości


Mam niestety poczucie, że w ostatnich latach pojęcia polskości i patriotyzmu zostały w dużej mierze zszargane i wypaczone. Ci, którzy chcieliby zamienić nasz kraj w zamkniętą twierdzę, na wieżach której złowrogo powiewają biało-czerwone flagi, a wszystko to w imię pełnych patosu haseł nieprzystających do współczesności, sprawili, że radość świętowania 100 lat Niepodległej ma w sobie sporo goryczy.



Na szczęście są dzieci. Ze swoją szczerością, prostotą, otwartym umysłem i czystymi emocjami, na które nie wpływają polityczne spory. Wczoraj mój syn, w białej koszuli z przypiętą kokardą narodową śpiewał wyprężony na baczność Mazurek Dąbrowskiego – wszystkie zwrotki wyuczone na pamięć. A potem deklamował „Katechizm polskiego dziecka” Bełzy. I biła z niego duma i radość. I poczucie bycia razem we wspólnocie. Kiedy jednak zapytał mnie po powrocie do domu, wciąż przejęty: „Czy kiedy żołnierze szli do walki, to nieśli biało-czerwone sztandary i śpiewali hymn?”, musiałam ukrócić tę szybującą nad ziemią patriotyczną ekscytację, żeby nie wkroczyć w mit. „Nie, kochanie.  Rzeczywistość jest mniej pompatyczna, to nie tak wyglądało” – powiedziałam.


piątek, 9 listopada 2018

Pop-upy, czyli rozkładanki: "Królewna Śnieżka" i "Kot w butach"


Z powrotami do ukochanych książek z dzieciństwa bywa różnie. Nie wszystkie przetrwały próbę czasu. Przeczytanie ich po trzydziestu latach okazuje się doznaniem dziwnym, nieco rozczarowującym i zawsze zaskakującym – w końcu pamiętamy, jak bardzo je lubiliśmy! Na mojej liście „rozczarowań po latach” z pewnością NIE znajdą się jednak „rozkładanki” Vojtĕcha Kubašty. Ich magia była tak silna, że działa do dziś!




Jak wspominałam w recenzji „Czerwonego Kapturka” i „Jasia i Małgosi” – pop-upów Kubašty wydanych przez Entliczek w zeszłym roku (po 30 latach od ostatnich wydań) – dla roczników dzieci wychowanych w latach 70. i 80. przestrzenne książki były prawdziwym skarbem. Darzyło się je wielką estymą, nie miały sobie równych wśród innych książek, zwyczajowo wydawanych w takiej jakości druku i na takim papierze, że wyglądały, jakby kolory wyblakły przy pierwszym przekartkowaniu. Za to baśniowe rozkładanki czeskiego artysty kipiały kolorami, na dodatek były trójwymiarowe! Jakby tego było mało, zapraszały czytelnika do działania. Można było gdzieś zajrzeć, poruszyć postaciami, przesunąć jakiś element i odsłonić kolejny, ukryty obrazek. To oznaczało coś więcej niż przeczytanie historii. 

poniedziałek, 29 października 2018

Książki na Halloween /2018/ część 2.



MORTYNKA
Mortynka to jedna z tych najbardziej klasycznych historii na Halloween, które wprowadzają w klimat tej zabawy i sprawiają, że wypatrujemy za oknem korowodu strasznych przebierańców oraz nasłuchujemy dziecięcego nawoływania „Cukierek albo psikus!” 


Jest jesień, na ulicach tańczą pożółkłe liście, w ogródkach i na schodach domów stoją dynie. Jest odrobinę strasznie, ale bardziej wesoło. „Dzieci z pomocą mam dopinały na ostatni guzik swoje budzące strach przebrania i wybierały pękate koszyczki na słodycze”.
Mortynka bardzo chciałaby w tym wszystkim uczestniczyć. Zamiast siedzieć w Zrujnowanej Willi z ciotką Agonią i ganiać z chartem Smutasem po lesie, wolałaby poznać dzieci z Miasteczka i z nimi się bawić. Niestety, Mortynka jest… zombie. I jako taka nie może pokazywać się nikomu. Ciotka surowo jej tego zabroniła, obawiając się, że ludzie odkryją, kto zamieszkuje starą willę.

wtorek, 23 października 2018

Książki na Halloween /2018/ Część 1.


Muszę powiedzieć, że w tym roku pojawiło się na rynku naprawdę wiele książek w klimacie Halloween, będących najlepszą lekturą na posępne, długie jesienne wieczory. Oczywiście jeśli lubicie współgrać z posępną pogodą za oknem. Ja lubię bardzo! Moja córka śmieje się z tej mojej „sezonowości”, ale dzięki temu mam autentyczną przyjemność z przygotowywania takich książkowych zestawień.


AMELKA KIEŁ I BAL BARBARZYŃCÓW
Gdzieś na granicy z Królestwem światła leży Nokturnia, miasto Królestwa Mroku. Mieszka w nim pewna rezolutna i ciekawa świata dziesięciolatka, Amelka Kieł. Należy do rodu wampirów i właśnie przygotowuje się do Halloween. Wolałaby spędzić je w towarzystwie dwojga swoich przyjaciół – Florki Kudłacz, która nie jest bestią, a tylko rzadko spotykanym gatunkiem yeti oraz Kostka Ponuraka, który zdecydowanie jest młodym kostuszkiem.
Mama Amelki ma jednak inne plany.


piątek, 19 października 2018

Subiektywny przegląd książkowych nowości /październik 2018/

Co miesiąc prezentuję Wam pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam "dodać do ulubionych", czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły, i którym warto będzie przyjrzeć się bliżej.



 Ach, królewną być! Mieć własne królestwo, przepiękny pałac, karocę zaprzężoną w cztery białe konie i tron wyściełany purpurowym aksamitem! A jednak… czy aby na pewno to taka frajda? Niezliczone obowiązki, wydawanie zarządzeń, no i te zakazy: to nie wypada, tamtego nie wolno! A co z łażeniem po drzewach, wędrówkami po lesie? Aurelka szybko się przekonuje, że bycie królewną to wielka odpowiedzialność i konieczność umiejętnego dbania o innych. Słowem, niełatwe zadanie! Na szczęście nowo koronowana głowa spotyka kogoś, kto doda jej odwagi w trudnych chwilach. To czarownica Jaga, która wraz z kotem Babą mieszka w fioletowym domku w lesie. Jak widać na jej przykładzie, czarownice wcale nie muszą być złe. To nie jedyny przykład przełamania bajkowej konwencji: królewicz Emeryk nie grzeszy dzielnością, wilk Arnold jest wielkoduszny i skory do pomocy małym dziewczynkom, a smoki to przemiłe stworzenia.
Drugie, zmienione wydanie opowiastek o Aurelce, bystrej i pomysłowej dziewczynce, która ma swoje zdanie i wie, czego chce ukazuje się dziesięć lat po premierze w jeszcze ładniejszym i bardziej dopracowanym wydaniu. Bardzo dobrze, że Bajka przypomina swoją czołową bohaterkę kolejnym rocznikom dziewczynek – niech wiedzą, że bycie królewną nie jest ani banalne, ani gorsze od bycia inżynierką NASA. Takie marzenia, całe w różach i fioletach, też są uprawnione!

Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Maleńkie Królestwo królewny Aurelki, il. Jona Jung, wyd. Bajka 2018.
Wiek: 5+