niedziela, 23 kwietnia 2017

Znowu ta sama książka? I bardzo dobrze!

Czy twoje dziecko ma taką książkę, którą czyta wciąż i wciąż od nowa? Albo, co gorsza, oczekuje, że ty będziesz mu ją wciąż na nowo czytać?  



Na początku podobały ci się w niej piękne ilustracje i ciekawa treść, ale teraz czujesz, że jeszcze chwila i ją znienawidzisz. Może nawet skrycie marzysz, że gdzieś się zapodzieje? Rozumiem cię doskonale i wiem, że to może doprowadzać do szału. Ale… może jeszcze się zastanowisz, zanim wyrzucisz tę książkę, hmm? Bo tak się składa, że przy całej swej uciążliwości powtarzalne czytanie – niezależnie od tego, czy to ty czytasz dziecku na głos, czy ono tobie – niesie za sobą zaskakująco wiele korzyści dla przyszłych czytelników.

Słownictwo i rozpoznawanie wyrazów
Im więcej dziecko czyta, tym bogatsze jest jego słownictwo. Gdy wysłuchuje wielokrotnie tej samej książki, trwale przyswaja sobie pokaźną liczbę słów. Znasz już tę książkę na pamięć? Zapewne twoje dziecko też, i bardzo dobrze!

Wzorzec i rytm
Słuchanie ulubionych opowieści czytanych na głos sprawia, że dziecko zwraca uwagę na rytm tekstu. Język to coś więcej niż słowa – to także to, jak słowa brzmią i łączą się ze sobą. Rodzice, czytając, tworzą wzorzec czytanego tekstu dla dzieci, które dopiero uczą się, jak działa język.

Płynność
Płynność czytania to umiejętność przeczytania tekstu poprawnie, szybko i z odpowiednią modulacją. Powtarzalne czytanie to trening – pozwala dziecku nauczyć się czytać bez przerw i zająknięć.  Dzięki temu czytanie stanie się dla wszystkich przyjemniejsze. Gdy dziecko osiągnie mistrzostwo w danej książce, może przejść do następnej, która go interesuje.

Rozumienie tekstu
Czytanie ze zrozumieniem to umiejętność rozumienia wszystkich elementów książki – od fabuły, przez postawę bohatera po symbole zawarte w historii. Zrozumienie tekstu jest istotą czytania. Za każdym razem, gdy dziecko wysłuchuje książki lub czyta ją sobie samo, dowiaduje się więcej o samej historii. Każde kolejne przejście przez tekst oraz ilustracje pozwala mu głębiej zanurzyć się w znaczenie historii i przygotować się na bardziej złożone narracje, które już czekają za rogiem.

Pewność siebie jako czytelnika
Z płynnością i zrozumieniem przychodzi solidna pewność czytelnicza.
Dzieci, które podążają płynnie za biegiem zdarzeń, nie utykając na trudniejszych wyrazach, są bardziej samoświadome swoich umiejętności czytelniczych i prawdopodobnie bardziej polubią czytanie.
Świadomość, że czytanie jednej i tej samej książki jest korzystne dla twojego dziecka nie sprawi co prawda, że lektura ukochanej części przygód „Basi” po raz czterdziesty siódmy będzie łatwiejsza, ale może choć pozwoli ci pozostać przy zdrowych zmysłach!


Artykuł w swej oryginalnej wersji pochodzi z serwisu internetowego Brightly
Tekst: Devon Corneal, tłumaczenie: Paulina Zaborek

piątek, 21 kwietnia 2017

W świecie Richarda Scarry'ego

Czy można się nie uśmiechnąć, widząc sześć małych myszek w serkowozie i królika pędzącego autem w kształcie marchewki? W Busytown mieszka wiele zaabwnych i charakternych zwierzaków, a na ulicach miasteczka nie brakuje najdziwniejszych pojazdów, których właściciele wykazują się dużą fantazją zarówno ich projektowaniu, jak i użytkowaniu. Zobaczcie sami!



Pierwszy raz o Richardzie Scarrym, twórcy Busytown, i o jego rysunkowych światach dowiedziałam się, dorabiając na studiach jako niania. Wspólnie z pięciolatkiem, którym się wówczas opiekowałam, oglądaliśmy kasetę VHS wydaną przez PWN – „Baw się i ucz z Richardem Scarrym”. Zapadli mi w pamięć sympatyczni bohaterowie – antropomorficzne zwierzęta, przeżywające zwariowane, ryzykowne przygody, które szczęśliwie zawsze dobrze się skończyły.

Lata później, już jako mama, przypomniałam sobie o świecie Richarda Scarry’ego, przeczytawszy ciekawy artykuł na blogu Pani Zorro (link).  Z miejsca nabrałam ochoty, by zagłębić się z córką w twórczość słynnego Amerykanina, co jednak okazało się nie takie proste, ponieważ… na język polski nie przełożono w zasadzie nic. Wyjątkiem była zapomniana książka z lat 90., którą odszukało kilka blogerek, o czym można było przeczytać na blogu Billingual House (link).

Czytałyśmy więc Scarry’ego po angielsku. Nadałyśmy własne imiona bohaterom oraz nazwy miejscom i obiektom. W naszej wersji Busytown było Dziejowem. Potem na świat przyszedł mój syn, w telewizji MiniMini pojawił się film animowany „Tropiciele zagadek” – na podstawie książek Scarry’ego (Bustyown zostało Pośpiechowem), które – jak można było przeczytać w opisie filmu – sprzedały się na całym świecie w 150 milionach egzemplarzy. Po polsku jednak nadal nie było ani jednej.


Szczęśliwie jednak nastał w końcu rok 2016 i okazało się, że znalazł się odważny wśród wydawców. Babaryba zdecydowała się opublikować „Cars and Trucks and Things That Go”, czyli „Auta, maszyny, pojazdy i wszystko do jazdy” (na fanpejdżu wydawnictwa ogłoszono konkurs na polski tytuł).

W tej historii jedna z rodzin zwierząt zamieszkująca Busytown, a mianowicie świnki: Mama, Tatko, Chrumek i Chrumcia, wybiera się na przejażdżkę, której zwieńczeniem ma być piknik na plaży. Szybko jednak okazuje się, że nim dotrą do celu, na ich drodze pojawi się wiele zaskakujących przeszkód. Zaczyna się od tego, że Pies Dingo taranuje wszystkie parkometry wzdłuż ulicy i ucieka, a policjantka Lisiczka rusza za nim w pościg. Potem jest tylko gorzej: ciągnik wjeżdża do stawu, w autobusie jadącym bezpośrednio przed świnkami otwiera się nagle bagażnik, wycieczkowicze zostają opryskani wodą z zepsutej dyszy polewaczki, przypadkowo rozsypane gwoździe stolarza Dłutko przebijają opony w samochodzie świnek, a w poprzek jezdni pędzi walec drogowy bez kierowcy!


To nieprawdopodobne spiętrzenie zdarzeń rozśmiesza do łez małych czytelników, podobnie jak wypatrywanie kuriozalnych sytuacji i kolejnych tarapatów, w które pakują się bohaterowie. Oto kierowca wywróconej ciężarówki goni toczące się po jezdni arbuzy, gracze w golfa szukają na wysypisku śmieci zgubionych piłek, a Tatko wjeżdża na płytę lotniska, sądząc, że napis „Jedź za mną” na aucie przewodniku odnosi się do niego!


Ta książka to także szukanka, choć nie ma tu wyrażonych wprost poleceń typu: znajdź 5 rowerów, 7 ciężarówek i 3 pociągi. Zamiast tego jest luźna rozmowa z czytelnikiem i kierowanie jego uwagi na różne elementy ilustracji poprzez pytania: „Widzieliście to?”, „Tylko spójrzcie na…”, „O mój rozmarynie! A co tu się dzieje?”, „Czy wy też chcielibyście…?”, „Jak myślicie…?” itd. Wyjątek to jeden konkretny „obiekt” do odnalezienia, mianowicie przeuroczy maleńki Chrząszczunio – ulubieniec mojego syna. Kryje się w różnych dziwnych miejscach, a ponieważ jest naprawdę tyci, trzeba się mocno postarać, żeby go znaleźć!
Dorosły czytający z dzieckiem książkę z całą pewnością zwróci uwagę na warstwę językową – tłumaczka Marta Tychmanowicz miała tu pole do popisu, ale też i trudne zadanie do wykonania, jak to bywa w przypadku zabaw językowych, które, jeśli mają być komiczne, nie mogą być przełożone dosłownie. Wymaga to inwencji i wyczucia językowego, i w tej książce to znajdziemy, uśmiechając się szeroko na widok prosiaczkobusika, autokredki, koteczkowozika, hipcioładowarki, wszędobylskowozu, miotłonogi i autobusu z napisem „Cała Polska Czyta Dzieciom”.


Wielbiciele mniej fantastycznych, ale z pewnością równie skomplikowanych pojazdów, także nie powinni czuć się zawiedzeni, bo mogą obserwować w działaniu mnóstwo poważnych maszyn, takich jak transporter gąsienicowy, statek desantowy, lokomotywa spalinowa, przepompownia, cysterna paliwowa, wywrotka z masą bitumiczną, kruszarka, ładowarka taśmowa itd.

Na koniec ciekawostka: w ilustrowaniu (a w zasadzie kolorowaniu) tej książki pomagał Scarry’emu jego nastoletni wówczas syn, Richard Scarry Jr., zwany Huckiem. Obrał przy tym ciekawą strategię: zamiast pracować nad wszystkimi scenami po kolei, najpierw wypełniał je w stosownych miejscach kolorem czerwonym, potem żółtym, pomarańczowym itd. (źródło)



Świat Richarda Scarry’ego może się wydać dziś nieco oldskulowy, warto jednak zaznaczyć, że na przestrzeni lat przekaz kulturowy zawarty w treści i ilustracjach był regularnie „odświeżany” w kolejnych wydaniach zgodnie z duchem czasu. Na ilustracjach pojawili się tatusiowie w kuchni oraz mamy wykonujące zawody uznawane kiedyś za wyłącznie męskie, usunięto na przykład krzyczącą w niebogłosy ślicznotkę ratowaną przez dzielnego strażaka i „uroczą stewardessę” itd. Więcej bardzo ciekawych przykładów i porównań tutaj (link).
Oldskulowe czy nie, książki Scarry’ego wciąż emanują tym, co jest ponadczasowe: ciepłem, humorem i życzliwością.

Richard Scarry, Auta, maszyny, pojazdy i wszystko do jazdy, tłum. Marta Tychmanowicz, wyd. Babaryba 2016
Wiek: 3+


wtorek, 18 kwietnia 2017

Subiektywny przegląd książkowych nowości /kwiecień 2017/

Co miesiąc prezentuję Wam pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam „dodać do ulubionych”, czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły i którym warto będzie przyjrzeć się bliżej.


Zawsze bardziej lubiłam spacerować niż biegać. Bo spacer to niespieszna okazja do obserwowania ludzi, przyrody, zmian w otoczeniu. To także lekka, niemęcząca forma ruchu i przebywania na powietrzu, oraz szansa na zyskanie kilku chwil dla siebie – na  „odświeżenie głowy”, refleksję i poukładanie sobie różnych spraw. Gdy przeczytałam, że wydawnictwo Tako zapowiada książkę pt. „Spacer”, na dodatek stworzoną przez jedną z moich ulubionych ilustratorek – Katarzynę Bogucką, ogromnie się ucieszyłam. W materiale prasowym czytam: „Książka Spacer to opowieść o dorastaniu i starzeniu się. Kiedy kończy się pierwsze, a zaczyna drugie? Czy jest coś pomiędzy? Spacer daje możliwość poszukania odpowiedzi na te i wiele innych pytań”. Taki punkt widzenia – spacer jako wędrówka przez życie – jeszcze bardziej kusi, by sięgnąć po książkę. Historia bez słów – typ opowieści graficznej, której popularność wciąż rośnie – zachęca do niespiesznych rozmów z dziećmi na tematy, które od spaceru wychodząc, podryfują swobodnie w bardzo różnych kierunkach. „Spacer” wydano w trzech wariantach okładkowych do wyboru.

Katarzyna Bogucka, Spacer, wyd. Tako, Warszawa, kwiecień 2017
Wiek: 5+

Zaczarowany dywan, który potrafi przenosić w odległe, egzotyczne miejsca?  Chyba każdy o takim marzył choć raz! Lilka magiczną moc dywanu w swoim pokoju odkryła przypadkiem, za sprawą własnego bałaganiarstwa – zamiotła pod niego coś, co chciała naprędce ukryć. Gdy sięgnęła później po tę rzecz, poczuła że dzieje się coś dziwnego, że dywan zabiera ją z pokoju gdzieś w nieznane. Tak zaczęły się regularne podróże, będące, jak się wkrótce okazało, zdecydowanie czymś więcej niż tylko przeniesieniem się w inną rzeczywistość. Za każdym razem dziewczynka dowiaduje się czegoś nowego o sobie i innych, spogląda na szereg ważnych spraw z innego punktu widzenia, uczy się empatii i wrażliwości.
„Historie zamiecione pod dywan” to zbiór sześciu opowieści, które świetnie posłużą do rozmowy z dzieckiem na tematy takie, jak starość, rywalizacja między rodzeństwem, różnice kulturowe, potrzeba uczenia się, dbania o higienę, zdrowego odżywiania. Lekturze dodają uroku przyjazne, dowcipne ilustracje Małgorzaty Kwapińskiej.

Agnieszka Zimnowodzka, Historie zamiecione pod dywan, il. Małgorzata Kwapińska, wyd. Kocur Bury, kwiecień 2017
Wiek: 4+

W lesie spowitym mrokiem, w samym środku przygody, rycerz Lwie Serce traci nagle odwagę i liczy na naszą pomoc! Zanurzamy  się więc wraz z nim w baśniowy świat i wędrujemy dziwnymi labiryntami, krętymi korytarzami, błądzimy w starej ptaszarni, w sali herbowej, w krypcie Zrozpaczonych Rycerzy, biegniemy przez Ogród Spojrzeń, nurkujemy w fosie i próbujemy nie ulec urokowi syreny. Wreszcie, u kresu drogi, rycerza czeka ostateczne starcie ze straszliwym, zielonym smokiem. Czy wyjdzie z niego zwycięsko?
Francuska graficzka Delphine Chedru, autorka nietuzinkowych książek obrazkowych, m.in. wydanej w Polsce „Dzień dobry do widzenia” stworzyła tym razem krainę rodem iście z gry komputerowej. Dziecko jest w niej nie tylko czytelnikiem, lecz także aktywnym graczem. To od niego zależy, jak postąpi rycerz, który kierunek obierze, jakie przeszkody postanowi pokonać w pierwszej kolejności. Na każdej stronie dziecko w imieniu rycerza podejmuje decyzje – ich konsekwencje nie zawsze są pozytywne – bywa, że trzeba się cofnąć o kilka stron i zacząć wędrówkę od nowa. Po drodze czytelnik rozwiązuje rozmaite zagadki i zadania: liczy, szuka podobieństw i różnic,  znajduje ukryte elementy obrazków, wskazuje wyjście z labiryntu. Różnorodność tych zadań oraz umiejętne wplecenie ich w akcję książki sprawia, ze zabawa z nią jest nie lada frajdą i zapewnia solidną dawkę rozrywki zarówno młodszym , jak i starszym dzieciom. Duży format (205 x 323 mm), kartonowa oprawa i wyraziste, pełnostronicowe ilustracje są dodatkową zachętą do zagłębienia się w tę intrygującą książkę-grę.

Delphine Chedru, Rycerz Lwie Serce. Książka-gra, której bohaterem jesteś ty!, tłum. Joanna Wajs, NaszaKsięgarnia, kwiecień 2017
Wiek: 0–10

Na wyklejce pinezki i zapałki. A potem trupia czacha, jak ta ze stacji trafo. W moim dzieciństwie rodem z PRL dzieciaki pod blokiem straszyły się wzajemnie, że jak jej dotkniesz, to umrzesz, więc wszyscy szerokim łukiem omijaliśmy posępne szare drzwi zza których dobiegało złowrogie buczenie…
„Złota różdżka” Heinricha  Hoffmanna to dziewiętnastowieczna klasyka straszenia się dramatycznymi konsekwencjami i najsroższymi karami, które spadają na nieposłuszne dziecko. „Nie baw się zapałkami, bo zrobisz pożar”, „Nie obgryzaj paznokci, bo ci palce odpadną”, „Jak nie będziesz jadł, to się pochorujesz i umrzesz”, „Nie bujaj się na krześle, bo upadniesz na głowę i się zabijesz” – pewnie zdarzyło się Wam usłyszeć przynajmniej jedną z tych uwag, rzuconych ku przestrodze. Dzisiaj raczej śmieszą niż ostrzegają. Kiedyś jednak utwory pedagogiki strachu cieszyły się wielką popularnością i przyczyniły się nawet do powstania odrębnego gatunku tekstów, zwanego „struwwelpetriadami”.
Sama „Złota różdżka” doczekała się co najmniej 540 różnych wersji. Ta, którą właśnie dostajemy do rąk dzięki wydawnictwu ART Egmont, jest na wskroś współczesna. Adaptacji dziewiętnastowiecznych utworów dokonali wybitni tłumacze – mamy tu więc nie tylko współczesny język, lecz także stosownie uwspółcześnione realia: „Na rolkach – śmig! – nadjechał Franek,/ za nim na hulajnodze Janek,/ a Kuba przebiegł przez podwórko,/ żeby nakręcić film komórką”.
Nowoczesne są również ilustracje, których przejaskrawiona makabreska przypomina Dia de Muertos  z paradami kościotrupów przystrojonych w kwiaty. Tak „zaserwowane” utwory Hoffmanna, przez lata będące przedmiotem dyskusji, a nawet zażartych sporów, są dla współczesnych szansą do spojrzenia na nie z przymrużeniem oka i stosownym dystansem.

Heinrich Hoffmann, Złota różdżka, czyli bajki dla niegrzecznych dzieci, il. Justyna Sokołowska, tłum. Adam Pluszka, Karolina Iwaszkiewicz, Marcin Wróbel, Zuzanna Naczyńska, Anna Bańkowska, Michał Rusinek, wyd. ART Egmont, kwiecień 2017
Wiek: 7–12

Sanatorium położone na odludziu jak średniowieczne leprozorium, pozbawione telefonu i elektryczności, wypełnione kuracjuszami, którzy najwyraźniej cierpią na poważne zaburzenia psychiczne, gdyż jeden utrzymuje, że jest Leonidasem królem Sparty, inny – że piratem… Do tego mrocznego miejsca trafia piętnastoletni Liam, który ma tutaj dojść do siebie po wycieńczającej chorobie. Wkrótce odkrywa, że nie jest to bynajmniej zwyczajne sanatorium, bo w podziemiach przetrzymywani są szczególnie groźni „pacjenci”, a jego samego nikt nie zamierza leczyć. Kiedy w gabinecie ordynatora Liam znajduje mapę wieczności, w głowie świta mu myśl, że mieszkańcy domu wcale nie są ludźmi… Próby ucieczki nie zdają się jednak na nic i chłopak zaczyna rozumieć, że będzie musiał zmierzyć się z tajemnicą starego dworu.
Wciągająca, zręcznie napisana fantastyczno-kryminalna seria dla młodszej młodzieży autorstwa popularnej we Francji autorki cieszy się tam dużą popularnością i obecnie liczy już dziewięć tomów.
 
Evelyne Brissou-Pellen, Dwór. Tom I: Liam i mapa wieczności, tłum. Przemysław Szczur, wyd. Widnokrąg, kwiecień 2017
Wiek: 9+ (według francuskiego wydawcy) i 12+ (według wydawcy polskiego)





    

środa, 12 kwietnia 2017

Dlaczego? Księga najlepszych pytań i odpowiedzi

Przyznaję z ręką na sercu: dopóki na świecie nie pojawił się mój syn, prawie nie zaglądałam do książek popularnonaukowych przeznaczonych dla dzieci. Czy może – zaglądałam – ale z całą pewnością nie wczytywałam się w nie dogłębnie i ze świadomością, że wiedzę tę trzeba będzie zaraz poszerzyć, by sprostać pytaniu, które wraca i wraca, i jest niczym mantra. A brzmi: „Dlaczego?”.



Oczywiście córka też stawiała to pytanie. Jednak odpowiedzi szukałyśmy raczej przy okazji, między stronami fikcyjnych opowieści albo w detalach ilustracji picturebooków. Syn natomiast domaga się także konkretów, niezawoalowanych epitetami czy metaforami. Jest zwolennikiem tego co precyzyjne i klarowne, tego, co szybko doprowadzi do uzyskania wyczerpującej odpowiedzi.  



Skoro tak, to moja droga wyborów książkowych  musiała się znacznie poszerzyć i potoczyć szlakami wcześniej mniej uczęszczanymi – ku różnej maści poradnikom, encyklopediom, księgom pytań, leksykonom, elementarzom… Cieszę się z tych nowych odkryć!


Książka „Dlaczego?” Catherine Ripley jest w tej kategorii pozycją idealnie dopasowaną do potrzeb czteroipółlatka. 
Po pierwsze: odpowiada na wiele bardzo różnych pytań. Są tu pytania, nazwijmy to – standardowe,  takie jak: „Dlaczego podczas kąpieli marszczą mi się palce?”, „Czym jest cień?”, „Dlaczego cebula wyciska mi łzy z oczu?”, a także mniej typowe, niekiedy zaskakujące np.: „Co to jest, ta biała linia na niebie?”, „Dlaczego ten ptak nie spada z drzewa?”,  „Czy na Księżycu odbita jest twarz człowieka?”. Odpowiedzi pogrupowano według ważnych dla dziecka obszarów codzienności: „W kąpieli”, „W supermarkecie”, „Przed snem”, „Na dworze”, „W kuchni”, „Wśród zwierząt gospodarskich”.


Po drugie, odpowiedzi są krótkie, przejrzyste, napisane zrozumiałym, starannym językiem i odwołują się do doświadczeń małych czytelników. Czasem towarzyszy im prosty schemat, wyjaśniający np. transport ścieków, a czasem szczegółowy rysunek – np. ukazujący niewidoczną dla dziecka część supermarketu i czynności, wykonywane tam przez pracowników sklepu.  



Po trzecie, książka ma dość duży format (208mm x 260mm), a znaczną jej część zajmują pełnostronicowe ilustracje. Styl Scota Ritchie nie jest co prawda moim ulubionym, ale dzieciom bardzo się podoba – kolory, mnogość szczegółów, dowcipny komentarz każdej ilustracji.


Dla dociekliwych  czytelników jest też strona z ciekawostkami, kończąca każdy dział. Można tu znaleźć dodatkowe informacje, które zafrapują dziecko ciekawe prawideł rządzących światem. W dodatkowych porcjach wiedzy kryją się pytania, których mały czytelnik mógłby sam nie zadać, a na które odpowiedzi z pewnością chętnie pozna: dlaczego kura je piasek, czym jest wewnętrzny zegar regulujący pory snu i czuwania, dlaczego drzwi automatyczne nie zawsze otwierają się przed małymi dziećmi itp.

Dorośli z pewnością docenią także indeks, który pomoże precyzyjnie zlokalizować hasło będące przedmiotem zainteresowania dziecka.
Książka Catherine Ripley to świetna baza do dalszych eksploracji. Autorka, pracując jako redaktorka popularnego kanadyjskiego pisma dla dzieci „chickaDEE”, doskonale poznała najbardziej palące pytania, nadsyłane jej przez czytelników w listach. Ich zestaw, który zawarła w niniejszej książce, nie tylko zaspokoi ciekawość dziecka, lecz także pozwoli odkryć, jaki obszar wiedzy szczególnie interesuje kilkulatka, umożliwiając  rodzicom, wychowawcom i nauczycielom wyjście naprzeciw  jego indywidualnym zainteresowaniom.


Catherine Ripley, Dlaczego? Najciekawsze pytania i odpowiedzi na temat tajemnic nauki, przyrody i świata, il. Scot Ritchie, tłum. Lucyna Wierzbowska, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2017
Wiek: 4+


poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Nowe przygody Skarpetek

Splótłszy drobne dłonie na piersiach, bawełniana skarpetka z zachwytem spogląda w rozjarzone gwiazdami niebo. Rozpiera ją radość odzyskanej wolności. Odkąd zsunęła się z lewej stopy Taty i czmychnęła z kosza z brudną bielizną prosto w przygodę, jej życie nabrało barw. Podobnie jak losy jej koleżanek – różnego koloru skarpetek prawych i lewych, które odważyły się wyruszyć w nieznane w poszukiwaniu szczęścia.



Kto by pomyślał, że otwór pod pralką może być swego rodzaju magicznym portalem? A jednak! W domu Mamy, Taty i Basi zwanej małą Be zdecydowanie nie jest to zwykła dziura, lecz „wejście do tajemniczego korytarza, którym zazwyczaj można było dojść dokładnie tam, gdzie się chciało”. Z tej szansy skwapliwie korzystają skarpetki członków rodziny. Nie bacząc na to, że zostawiają za sobą swe siostry bez pary, współtowarzyszy z kosza na brudną bieliznę oraz rozeźlonych właścicieli, którzy powoli mają dość tego, że ich skarpetki ciągle przepadają bez wieści.


To już drugi tom przygód skarpetek. Jak widać, niesforne to istoty i spragnione wrażeń, a na dodatek ciągle im mało! Czytelnikom najwyraźniej też, bo z utęsknieniem wypatrywali kolejnych przygód. I oto są, liczniejsze niż poprzednio, bo na wyprawę wyruszyło tym razem aż trzynaście skarpetek, a ich przygody są, jak głosi podtytuł, jeszcze bardziej niesamowite.
I rzeczywiście, wyobraźnia Autorki nie spoczęła na laurach, a nowe perypetie nieodmiennie ciekawią i śmieszą. Oto biała skarpetka zostaje duchem, żółta – serowarem, a zielona… Zielonym Kapturkiem, czerwoną zaś mianują pomocnicą Świętego Mikołaja.


Trzy moje ulubione przygody z tego tomu wywołują na zmianę śmiech i łzy: Pierwsza to historia dziewczynki, która pragnie zostać astronautką oraz smutnego misia ze sklepu z zabawkami, którego nikt nie chce kupić, bo pracownik w fabryce zagadał się z koleżanką i doszył mu na czubku głowy trzecie ucho.  Druga opowiada o skarpetce, która postrzegała rzeczywistość nieco odmiennie niż wszyscy i miała wyjątkową umiejętność „widzenia garuków i ptakoryb”, przez co stała się obiektem żartów i drwin. W każdym razie do chwili, gdy poznała pewną pisarkę… W trzeciej historii pojawia się wiele silnych emocji – zaskoczenie, lęk, podziw, smutek, wzruszenie. Jest to bowiem rzecz o prawdziwym bohaterstwie bordowej skarpetki, która poświęca własne życie, by uratować z pożaru ukochanego chomika pewnej małej dziewczynki. 


Ten rozdział ominął szerokim łukiem mój prawie-pięciolatek, gdy tylko dostrzegł żółto-czerwone płomienie buchające z rozkładówki. Przeczytałyśmy więc same ze starszą, a po lekturze zgodnie uznałyśmy, że dobrze się stało. Ładunek emocjonalny byłby bowiem najprawdopodobniej zbyt wielki dla naszego wrażliwca, chlipiącego nad każdą zdeptaną mrówką wypatrzoną na chodniku.



Tak to jest z tymi przygodami skarpetek, że umiejętnie i wiarygodnie odwołują się one do różnych – dobrych i złych – doświadczeń dziecka. Ukazują to, czym ono jest  poruszone w otaczającym świecie, odwołują się zarówno do dziecięcych fantasmagorii, jak i do całkiem realnych, poważnych planów, a także do silnych dziecięcych emocji, które potrafią diametralnie się zmienić w ciągu minuty.  


Przegotujcie się zatem na kolejną porcję zwariowanych spiętrzonych zdarzeń, trafnych obserwacji, wzruszeń, które wezmą Was z zaskoczenia. Nie zabraknie też oczywiście poczucia humoru, które sprawi, że podczas wspólnej z dzieckiem lektury niejeden raz wybuchniecie gromkim śmiechem.
Książka wydana jest z wielką dbałością. Twarda oprawa, szycie, ciepły matowy papier. Oraz wisienka na torcie: ilustracje Daniela de Latoura, który musiał chyba rozstać się w życiu z niejedną żądną przygód skarpetką, skoro tak doskonale potrafił uchwycić ich potrzebę niezależności i naturę obieżyświata.  


Justyna Bednarek, Nowe przygody Skarpetek (jeszcze bardziej niesamowite), il. Daniel de Latour, wyd. Poradnia K 2017
Wiek: 4+

Zu z autorką "Skarpetek" - Justyną Bednarek oraz ilustratorem - Danielem de Latourem (2015)


piątek, 7 kwietnia 2017

Z Duchem (do) Teatru

Teatr od czasów starożytnych dostarcza swoim widzom wzruszeń, emocji, wrażeń estetycznych. Małe dzieci uwielbiają przedstawienia – obojętnie aktorskie czy lalkowe – same również chętnie wcielają się w różne role i bawią się w teatr. Z wiekiem to zainteresowanie często słabnie, jeśli nie jest podtrzymywane przez rodzinę czy szkołę, przegrywając z kinem, telewizją, tabletem.



Nie wszyscy mieszkamy w dużych miastach, w których dostęp do teatru jest łatwy, a mnogość wystawianych sztuk pozwala wybrać przedstawienie interesujące dla dziecka. Tym, którzy rzadko w teatrze bywają, może on wydać się miejscem nieprzyjaznym, rządzącym się nie do końca zrozumiałymi prawami, może nawet nudnym. Sytuacji zwykle nie poprawiają rzadkie szkolne wyjścia do teatru na adaptację omawianej lektury.


Książka Niki Jaworowskiej-Duchlińskiej, samej pracującej w teatrze jako scenograf, „odbrązawia” teatr dla wszystkich nim onieśmielonych. Sympatyczny rysunkowy duch objaśnia niezrozumiałe pojęcia i przekaże mnóstwo zakulisowych ciekawostek.  Dowiemy się od niego, czym są: butaforia,  sztankiet, praktykabel, inspicjent, antrakt, blackout, monodram czy proscenium. Ze zdziwieniem odkryjemy, że teatr to miejsce pełne przesądów: np. unika się w nim koloru żółtego, ponieważ w średniowieczu kostiumy w tym kolorze  nosili aktorzy grający diabła. Poznamy też wiele specyficznych zasad, jak zakaz gwizdania na scenie albo klaskania i siadania w rzędzie przed reżyserem w czasie próby generalnej.


Książka ma formę leksykonu składającego się z 45 haseł, które jednak nie są suchymi faktami, lecz miniopowieścią o pracy teatru. Można je zatem czytać po kolei albo na wyrywki, w zależności od potrzeby lub własnego widzimisię. Z córką bawiłyśmy się w zgadywanki: ja czytałam hasło (wybierałam najtrudniejsze), a Zu próbowała podać własnymi słowami jak najpełniejszą definicję. Potem sprawdzałyśmy, jak dalece minęła się z prawdą ;-) Lektura wszystkich haseł pozwala na zdobycie podstawowej wiedzy o zawodach teatralnych, o technicznej stronie działania teatru, a także o obowiązujących w nim zasadach zachowania (nie spóźniamy się, wyłączamy telefony, przechodzimy przodem do osób siedzących w rzędzie itd.)


Autorka przedstawia te treści w lekki, przystępny sposób, często okraszony humorem, nie stroniąc również od emocjonalnego przekazu, co osobiście szczególnie mi się podoba:
Kurtyna, zawieszona na granicy sceny i widowni, wykonana z mięsistej tkaniny, zwykle bordowej, oddziela dwa światy. Jednym jest świat, z którego przychodzisz do teatru. Pełen twoich spraw, w którym jest twoja rodzina, koledzy i koleżanki, czyli to wszystko, co dobrze znasz, co otacza cię każdego dnia. Drugi świat to ten, który dopiero poznasz.

Jest w tym bowiem ta szczypta magii, która przez wieki towarzyszyła teatrowi i przyciągała do niego rzesze wielbicieli. Książka Niki Jaworowskiej-Duchlińskiej oferuje zatem rzetelną wiedzę niepozbawioną emocji, a to bardzo udana mieszanka do tego, by zaciekawić teatrem i zachęcić do jego odwiedzenia tych, którym zwykle było jakoś nie po drodze. To także przydatna pomoc dla nauczycieli pierwszych klas szkoły podstawowej, bibliotekarzy i edukatorów, którzy chcieliby przybliżyć dziecku świat teatru i pokazać go „od podszewki”.


Nika Jaworowska-Duchlińska, „Z Duchem (do) Teatru”, wyd. Bajka 2017
Wiek: 6+

środa, 5 kwietnia 2017

Naprawdę SPOKO!

Są takie tematy, których nie poruszamy z dziećmi zbyt często, z różnych powodów. Na przykład dlatego, że uważamy je za zbyt trudne w danym wieku albo nie czujemy się wystarczająco kompetentni, by podjąć dyskusję w tym obszarze. Jednym z nich jest temat śpiączki. Takiej, która teoretycznie każdemu może się zdarzyć w  wyniku urazu mózgu powstałego na przykład w trakcie wypadku samochodowego czy rowerowego.  



Dziesięcioletni Robbie Ainsley doznał takiego urazu, gdy wpadł pod nadjeżdżający samochód. Chłopiec próbował dogonić swojego psa Szczęściarza i uchronić go przed niebezpieczeństwem. Niestety, sam stał się ofiarą wypadku i w ciężkim stanie trafił do szpitala. Tam okazało się, że choć zewnętrznie nie został bardzo poturbowany, to jednak obrzęk mózgu sprawia, że nie odzyskuje przytomności.

Mijają dni, potem tygodnie, a Robbie się nie wybudza. Całe otoczenie – personel medyczny, rodzice, dalsza rodzina, znajomi, nauczyciele – robi wszystko, co w ich mocy, by przywrócić chłopcu pełną świadomość. Ponieważ wybudzenie może nastąpić w każdej chwili jako reakcja na silny bodziec, najbliżsi mają coraz to inne pomysły na stymulację mózgu chłopca: koledzy z klasy przygotowują dla Robbiego specjalne nagranie dźwiękowe, z wizytą przyjeżdża sprawca wypadku, by opowiedzieć, co się wydarzyło i wyrazić swój wielki żal, a w którymś momencie zdesperowani rodzice organizują w szpitalu wizytę ukochanego piłkarza Robbiego – Gianfranco Zoli, od którego otrzymuje koszulkę i zaproszenie na mecz.  Niestety, nie wywołuje to oczekiwanej reakcji. 

Nieubłaganie płyną dni – a każdy kolejny spędzony w śpiączce może być kluczowy dla kondycji chłopca.
Cały ten czas obserwujemy z perspektywy Robbiego – i jest to bardzo ciekawy zabieg narracyjny. Poznajemy myśli chłopca i towarzyszące im emocje: złość, lęk, tęsknotę za ukochanym psem. Obserwujemy niejako „od środka” walkę o najmniejszą choćby reakcję przytomności. Dzięki temu niezwykle przejmująco udało się oddać Michaelowi Morpurgo wrażenie uwięzienia we własnym ciele, którego doświadcza wielu przebywających w śpiączce pacjentów. Z badań wynika, że połowa z nich ma zachowaną świadomość tego, co się wokół nich dzieje, nie jest jednak w stanie nawiązać kontaktu z otoczeniem.  „Nie mogłem niczym poruszyć: ani palcami, ani nogami. Lecz wewnątrz, w głowie, obudziłem się. W środku byłem zupełnie przytomny” – czytamy wyznanie Robbiego.

Dramatyczna sytuacja chłopca wywiera wpływ na życie innych – jego rodzice pozostający w separacji dokonują przewartościowań i podejmują próbę ponownego bycia razem, chłopak, który zazwyczaj dokuczał Robbiemu, wyciąga do niego przyjacielską dłoń.

Morpurgo z dużą dozą wiarygodności opisuje reakcje innych na stan, w jakim znajduje się Robbie: od obsesyjnej wręcz chęci do natychmiastowego działania, przez chwile gwałtownej rozpaczy i załamania, po wolno kiełkujące zwątpienie… W pamięć zapada interesująco zarysowana postać Tracey, młodej pielęgniarki, która głęboko wierzy w wybudzenie Robbiego i rozmawia z nim tak, jakby w każdej chwili spodziewała się, że uśmiechnie się do niej i rzuci swój stały tekst: „Naprawdę spoko”.

Czy tak się stanie? Czy pojawi się jakiś nagły, niespodziewany impuls, który będzie wystarczająco silny, by wyrwać Robbiego ze śpiączki i przywrócić go życiu? Czy bliskość kogoś, na kim ogromnie nam zależy może zdziałać tak wiele? Czytelnik czeka na zakończenie tej historii z wypiekami na twarzy i drżeniem serca. Scenariusze mogą być przecież bardzo różne.


Książka Michaela Morpurgo pozwala młodemu czytelnikowi zaznajomić się z pojęciem śpiączki, dowiedzieć się, jakie są jej objawy, wczuć się w sytuację kogoś, kto uległ wypadkowi i takiego stanu doświadczył. To także rzecz o trudnych relacjach w rodzinie i o niezwykłej przyjaźni człowieka i zwierzęcia.

Opowieść ma optymistyczny wydźwięk i niesie pełne nadziei przesłanie, trzeba jednak pamiętać, że jest to fikcja literacka. Moim zdaniem po tej lekturze nie może zabraknąć rozmowy z dzieckiem, w czasie której dorosły rzetelnie poinformuje, że rzeczywistość osób po urazach mózgu, wybudzonych ze śpiączki nie jest taka sama jak kogoś obudzonego z planowanej śpiączki po przebytej operacji. Wybrudzeni z przewlekłej śpiączki pacjenci nadal doświadczają wielu trudności w codziennym funkcjonowaniu oraz różnorodnych problemów w komunikacji. Droga do sprawności jest długa i żmudna, a życie po wypadku nigdy nie będzie dokładnie takie samo.
 
Michael Morpurgo, Naprawdę spoko!, il. Michael Foreman, tłum. Helena Skowron, wyd. Zielona Sowa 2017
Wiek: 9+

Kupując tę książkę, wspieracie Fundację Ewy Błaszczyk „Akogo?”, której celem jest pomoc osobom po ciężkich urazach mózgu, przebywającym w stanie śpiączki. 1% od ceny detalicznej każdego sprzedanego egzemplarza książki zostanie przekazany fundacji.