piątek, 8 marca 2019

Książki na Dzień Kobiet


Sztywne goździki i przywiędłe tulipany oraz gromkie zaśpiewy o tym, jak to świętują „woźna, kucharka i szkolna lekarka”, już na szczęście za nami.  Dzisiaj celebrowanie Dnia Kobiet jest raczej okazją do wyrażenia kobiecej solidarności, do szerzenia girl power. A także, wierzę, do obdarowania córki/siostry/przyjaciółki lekturą z silną dziewczyńską bohaterką.



Przygotowałam dla Was krótkie zestawienie takich książek. Tym razem nie są to publikacje non-fiction z kobiecym hasłem w tytule, lecz dwie powieści, zbiór baśni i leksykon marvelowskich bohaterek. Wszystkie książki łączy to, że ukazane w nich fikcyjne postaci dziewczyn i kobiet dają czytelniczce silny motywacyjny przekaz do stanowienia o sobie i swoim życiu i niepoddawania się, nawet w bardzo trudnych okolicznościach.

STO GODZIN NOCY
Wsiąść do samolotu i znaleźć się w Nowym Jorku, zostawiając za sobą wszystko co złe i niewydarzone, sprawy, których lepiej nie wyjaśniać, słowa, których lepiej nie słyszeć. Wyjść z domu i już za progiem stać się kimś innym. Bohaterem swojej własnej opowieści. Bo „Ameryka jest opowieścią. Wkracza się do niej, jak do naturalnej wielkości kina. I jeśli chce się zagrać swoją rolę, trzeba się do niej dopasować”.
Emilia December de Witt ma 14 lat i jej holenderskie życie właśnie się skończyło. Z powodu niedojrzałego, egoistycznego występku własnego ojca dziewczyna staje się pośmiewiskiem i obiektem ataków kolegów ze szkoły i lokalnej społeczności. Jedynym rozwiązaniem jest ucieczka. Nie takie zwykłe wyjście z domu z trzaśnięciem drzwiami i pójściem przed siebie, tylko zaplanowana ucieczka na drugi koniec świata. Być może bez powrotu.
„Jeśli gdzieś na świecie jestem na swoim miejscu, to właśnie tutaj. W tym roziskrzonym mieście” – mówi o Nowym Jorku Emilia. Ale miasto przygotowuje się właśnie na nadejście huraganu i sprawy przybierają dramatyczny nieoczekiwany obrót. Czy to w ogóle możliwe, że wrażliwa nastolatka, niemająca dobrych relacji ani z rodzicami, ani z rówieśnikami, cierpiąca na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, poradzi sobie sama w wielkim obcym mieście, w którym na dodatek na wiele dni nastąpi blackout? 
Anna Woltz, holenderska pisarka i dziennikarka, napisała „Sto godzin nocy” po pobycie  w Nowym Jorku, podczas którego przez miasto przeszedł huragan Sandy. W książce udało jej się oddać różnorodne emocje, z którymi ściera się człowiek w chwilach kryzysu – niezależnie od tego, czy jest to katastrofa naturalna, rodzinna, czy kryzys wewnętrzny.
Mimo niewątpliwie desperackiej ucieczki, Emilia potrafi zdobyć się na zdroworozsądkowe myślenie i trafną ocenę sytuacji, nie obraziła się też na całą ludzkość z powodu tego, co spotkało ją ze strony rówieśników w Holandii. Relacje, które zbuduje w czasie samotnego pobytu w Nowym Jorku dla wielu młodych czytelników będą wspierającym, dodającym otuchy przekazem, że gdzieś tam są ludzie, z którymi kiedyś stworzą ekipę, oraz miejsce, które będą mogli nazwać swoim. I że najważniejsze to nie chować głowy w piasek i zamiast użalać się nad sobą – działać, szukać i rozmawiać o tym, co uwiera i boli.

Anna Woltz, Sto godzin nocy, tłum. Jadwiga Jędryas, wyd. Dwie Siostry 2019.
Wiek: 12+


MĄDRA WASYLISA
Baśnie kanoniczne zna w zasadzie każdy, bo w tej czy innej formie spotykamy się z nimi wielokrotnie. Są częścią naszej codzienności, pomagają interpretować zdarzenia oraz działania innych. Świat się jednak zmienia i chcemy, by baśniowe wątki dostosowywały do jego wymogów. Stąd ogromna popularność reinterpretacji i retellingu oraz sięganie po mniej znane zbiory legend i podań.
Ciekawym tego przykładem, wykorzystującym dodatkowo silny dzisiaj nurt girl power jest  zbiór zatytułowany „Mądra Wasylisa i inne baśnie o odważnych młodych kobietach”. Autorki tej książki wydobyły na światło dzienne ludowe opowieści i baśnie norweskie, szkockie, rosyjskie, francuskie, skupiając się na ich wspólnym mianowniku: są to historie, które pokazują dziewczynkom, że „mogą być równie sprytne i nieustraszone jak chłopcy, że mają dokładnie takie samo prawo decydować o swoim życiu”. I tak Orzeszkowa Kasia znajduje w sobie siłę, by stawić czoła niebezpieczeństwu w imię solidarności kobiet, Flora decyduje się na nieznany los, aby zawalczyć o szczęście przyjaciela, a Urszula nie chce być pustą lalką, tylko dziewczyną, która okazuje emocje, wypowiada głośno swoje zdanie  i żyje pełnią życia. Zawarte w książce utwory nawiązują do wielu znanych baśni – z łatwością je rozpoznacie, ale ich wydźwięk i nowy kierunek poprowadzenia tych historii może Was zaskoczyć!


„Mądra Wasylisa” to książka nie tylko o mocnym przesłaniu, ale i ciekawej konstrukcji. Każdą z siedmiu zawartych w zbiorze opowieści poprzedza króciutkie wprowadzenie dotyczące treści i pochodzenia danego utworu. Po przeczytaniu całej historii możemy z kolei zagłębić się w głosy autorki i ilustratorki, które opowiadają o tym, dlaczego kompletując zbiór, zdecydowały się właśnie na te, a nie inne opowieści i co je w nich najbardziej zaintrygowało. Baśniowej, mrocznej i tajemniczej atmosfery dodają książce oryginalne ilustracje Loreny Carrington, będące w zasadzie fotografiami postaci, pejzaży i przedmiotów nakładanych na siebie i intrygująco zestawianych.


Kate Forsyth, Mądra Wasylisa i inne baśnie o odważnych młodych kobietach, il. Lorena Carrington, tłum. Wojciech Górnaś, wyd. Tadam 2019.
Wiek: 8+


MY DWIE, MY TRZY, MY CZTERY
Sarah Crossan zachwyciła mnie swoją poetycką „Kasieńką”, ucieszyłam się więc na wieść, że Wydawnictwo Dwie Siostry wydało kolejną książkę tej brytyjskiej autorki. Po raz kolejny pokazuje ona, że nie obawia się trudnych tematów, a pisząc o tym, co złe, zawsze potrafi oddzielić czyny człowieka od jego samego, nie przekreślając go nawet wtedy, gdy popełnia bardzo poważne błędy. Wielką zaletą książek Crossan jest dwuadresowość. „My dwie, my trzy, my cztery” czyta się znakomicie, niezależnie od tego, czy jest się nastolatkiem, czy dorosłym. Autorka przygląda się bowiem bardzo wnikliwie nie tylko młodym ludziom, z ich bolączkami, zranieniami i obawami, lecz także dorosłym, rzuconym w wir zmieniających się nieustannie wymagań licznych pełnionych przez siebie ról – rodzica, opiekuna, pracownika, przyjaciela, kochanka.
Dorośli w książkach Crossan są dalecy od ideału i potykają się równie często (może nawet częściej?) jak ich własne dzieci. Nie mają też monopolu na nieomylność i wiedzą o tym. Są po prostu głęboko ludzcy. Tak bardzo, że to czasem aż uwiera, zniesmacza podczas lektury. Tak dzieje się w przypadku matki głównej bohaterki książki. Po jedenastu latach nieobecności w życiu Apple, jej matka wyskakuje nagle jak diabełek z pudełka i zmienia życie córki w piekło. W „My dwie, my trzy…” to właśnie niedojrzała, egoistyczna, pusta i wyzuta z empatii matka przeciwstawiona jest dobrej, rozsądnej, mądrej i pracowitej nastolatce. Nagły powrót matki – zdarzenie, o którym Apple marzyła przez całe dzieciństwo – okazuje się być punktem zwrotnym w jej dojrzewaniu. Paradoksalnie, moment, który w wyobraźni dziewczyny miał być chwilą oddania się w opiekuńcze ramiona matki, staje się początkiem usamodzielnienia, wyjścia ku dorosłości.
Crossan z kapitalnym wyczuciem opisuje rzeczywistość szkolną, rówieśnicze relacje, pełne hipokryzji, źle ukrywanej opresyjności, żerowania na cudzym nieszczęściu. Ważną przeciwwagą w tym szkolnym światku jest nauczyciel języka angielskiego pan Gaydon, który nie daje się spłoszyć największym klasowym cwaniaczkom i robi swoje – zaszczepia w młodych ludziach zainteresowanie literaturą, poezją, sztuką, zachęca do refleksji, uwrażliwia, każe przyjrzeć się sobie, odkryć prawdziwe „ja”. Podobnie jak Lynda Mulay Hunt w „Rybie na drzewie”, Crossan tworzy postać nauczyciela z powołaniem, który wierzy w Apple i dobija się do jej talentu, szlifując z uporem maniaka ten daimaent. Tacy nauczyciele i wychowawcy wciąż wśród nas są i chwała Crossan, że przypomina nam o tym w trudnych czasach upadku autorytetów. Wspaniała, mądra, ponadczasowa książka. I tylko dwa minusy: okładka, która  niestety odrzuca od półki w księgarni, oraz tytuł – za długi, zbyt skomplikowany znaczeniowo, trudny do przechowywania w pamięci i przytaczania w dyskusji.

Sarah Crossan, My dwie, my trzy, my cztery, tłum. Małgorzata Glasenapp, wyd. Dwie Siostry 2018.
Wiek: 12+



MARVEL. SUPERBOHATERKI
Nie tylko wśród prawdziwych kobiet i rzeczywistych biografii młode dziewczyny mogą szukać inspiracji i wzorów. W zasadzie można się nawet pokusić o stwierdzenie, że fikcyjne postaci dostarczają współczesnym nastolatkom więcej emocji i okazji do utożsamienia się z nimi niż wzory osobowościowe z życia wzięte. Tak to już jest, że na tym etapie życia to, co modne, popularne,  coś o czym można pogadać z rówieśnikami ma większą siłę rażenia niż nawet najstaranniej dobrane dobre przykłady biograficzne. 



Uniwersum Marvela przyciąga młodych ludzi jak magnes, oferując komiksy, animacje, filmy, seriale i oczywiście niezliczone ilości zabawek i gadżetów, od klocków po skarpetki. A dziewczyny i kobiety z marvelowskiego wszechświata są tak różnorodne jak te, które żyją obok nas, i posiadają rozmaite supermoce – tak jak my! Jak podkreśla w przedmowie autorka książki Loraine Cink, wszystkie stały się bohaterkami nie dlatego, że mają jakiś dar np. potrafią latać, zmieniać rozmiar czy rozmawiać z wiewiórkami. Są heroskami, ponieważ potrafiły ten dar dobrze wykorzystać, nawet jeśli po drodze popełniały błędy.  Jak mówi moja córka o Gwenpool, jednej ze swoich ulubionych superbohaterek: „W Gwen fajne jest to, że pozornie prawdziwa z niej luzaczka, ale w gruncie rzeczy ma dobre serce i jest zawsze gotowa pomagać innym”. 
Książka jest bardzo starannie wydana i świetnie zilustrowana przez Alice X. Zhang. Jej portrety superbohaterek można oglądać godzinami!

Lorraine Cink, Marvel. Superbohaterki. 65 kobiet, które zmieniły losy wszechświata, il. Alice X. Zhang, tłum. Paulina Braiter, Paweł Dembowski, Magdalena Kunz, Gabriela Zielińska, wyd. Egmont 2019.
Wiek: 10+


czwartek, 28 lutego 2019

Subiektywny przegląd książkowych nowości / luty 2019/

Co miesiąc prezentuję Wam pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam „dodać do ulubionych”, czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły i którym warto będzie przyjrzeć się bliżej.



Matematyka jest wszędzie wokół nas, i im wcześniej oswoimy z nią dziecko, tym lepiej. Kilkulatków zazwyczaj nie trzeba zresztą do tego namawiać – liczą wszystko, co napotkają na swojej drodze. Naprzeciw temu upodobaniu wychodzi wyjątkowa publikacja wydawnictwa Tako. „Liczymy razem” Mitsumasy Anno. Ten japoński artysta i autor od lat zachwyca kolejne pokolenia czytelników książkami, w których przeplatają się różne dziedziny nauki, zachęcając do twórczego rozwoju.

I rzeczywiście, „Liczymy razem” skupia się przede wszystkim na liczeniu z zastosowaniem matematycznej reguły jeden do jednego, dostępnej najmłodszym dzieciom, nieznającym jeszcze pojęcia cyfry czy liczby. Ale powiedzieć tyle, to nic o tej książce nie powiedzieć. Dziecko liczy domy, samochody, ludzi, łódki, świnki, wagony pociągu, sztuki suszącego się prania… tyle że wszystkie te elementy codzienności umieszczono w przepięknych pejzażach. Książka składa się z dwunastu plansz – akwareli, przedstawiających trwanie w czasie pewnej osady. Zmienia się ona nie tylko wraz z przybywaniem kolejnych mieszkańców, ich domostw i zwierząt. Zmieniają ją także pory roku i zmiany naturalnie zachodzące w przyrodzie. Dziecko, przekręcając kartki,  obserwuje ich pojawianie się.

Pierwsza plansza oznaczona jest na prawym marginesie cyfrą 1, na lewym – miarką i znajdującym się na niej jednym klockiem.  Na ilustracji jest biało, zimowo, to pierwszy miesiąc roku, widzimy tylko jeden dom, jednego ptaka, jedną choinkę. Ale już na drugiej planszy pojawią się dwa samochody, dwa drzewa, i dwa budynki – na jednym z nich zegar wskaże godzinę drugą. Osada wkrótce się rozrośnie i rozkwitnie, także w sensie dosłownym.

Jest więc też ta książka nie tylko pomocą w liczeniu i zrozumieniu, czym są liczby i nie tylko zachętą do obcowania z matematyką. Uczy także dostrzegania szczegółów, różnic, związków przyczynowo-skutkowych, obserwowania zmian w przyrodzie. Do tego uwrażliwia estetycznie i zachęca do wymyślania i opowiadania własnych opowieści.

Mitsumasa Anno, Liczymy razem. Seria: Wspaniała Matematyka, tłum. Karolina Radomska-Nishii, wyd. Tako 2019.
Wiek: 2+


Kto miał małe dziecko na początku lat dwutysięcznych, pewnie pamięta, że znalezienie atrakcyjnej lub choćby tylko zwyczajnie ładnej graficznie książki-kartonówki było wówczas na wagę złota. Na forum Książki dziecięce imłodzieżowe (które wciąż istnieje, chodźcie, chodźcie!) wyławiałyśmy każdą perełkę, którą wyrzuciło w tamtych czasach wzburzone zachodnią falą wydawnicze morze.

Dzisiejsze kartonikowe połowy są znacznie bardziej obfite – książki dla najmłodszych zachwycają  graficznie, są interesujące, różnorodne tematycznie, starannie i bezpiecznie wydane.
Należy do nich z pewnością „Dobranoc, gorylku” Peggy Rathmann. W tej przedwieczornej historyjce tytułowy mały goryl zamiast zasnąć, zaczyna psocić. Wykrada klucze dozorcy zoo i otwiera klatki – swoją oraz innych zwierząt. Ku uciesze dziecka (i dorosłego) wszystkie zwierzęta wędrują za niczego nieświadomym dozorcą prosto do jego domu, i lądują w jego własnej sypialni.

Dostajemy tu znakomity humor sytuacyjny – gorylek wymownie kładzie palec na ustach, jakby wołał „sza!”, a my próbujemy nie chichotać zbyt głośno,  gdy obserwujemy dostojny krok dozorcy. Przy okazji dorosły biegnie myślami do wszystkich przypadków nocnych wędrówek dziecka, które tylko udaje że śpi, a tak naprawdę już jest w drodze do łóżka rodziców…
Ale mamy też poważną kwestię społeczną – los zwierząt żyjących w ciasnych klatkach zoo. Ukradkowe otworzenie ich za plecami dozorcy jest nie tylko zabawnym psikusem, lecz także podarunkiem wolności dla przyjaciół, z którymi gorylek dzieli los. To oczywiście może rozpocząć ciekawą dyskusję z nieco starszym dzieckiem.
Współczesna książka kartonowa nie ogranicza się tylko do najmłodszego odbiorcy. Małe dziecko przyciągają kolorowe, wyraziste ilustracje, postaci zwierząt, znajoma sytuacja wieczornego rytuału. Starsze docenią humor, historię i stojące za nią przesłanie, a także szczegóły graficzne opowieści – np. malutką postać myszki przez całą książkę uparcie ciągnącą za sobą banana.

Peggy Rathmann, Dobranoc, gorylku, wyd. Dwie Siostry 2019.
Wiek: 1+


Pamiętacie poradniki z lat 80.  – „O dziewczętach dla dziewcząt” i „O chłopcach dla chłopców”? Wydaje się jakby od tamtego czasu upłynęły lata świetlne. Dzisiaj o ludzkim ciele, przemianach zachodzących w nim podczas dojrzewania, o różnicach płciowych, o seksie pisze się inaczej. Z większą otwartością, bez skrępowania i zawstydzania. Współczesne poradniki są też bardziej szczegółowe – wychodzą naprzeciw dociekliwości młodych ludzi, którzy za pośrednictwem Internetu zdobyli już sporą wiedzę, jednocześnie jednak nie są jej do końca pewni. Co więcej – nie wiedzą, jak ją wykorzystać…  

„Ciało – śmiało. Przewodnik po dojrzewaniu” jest nowoczesnym , przystępnie napisanym, praktycznym poradnikiem dla dziewcząt w wieku 9 – 13 lat. Jego autorka Sonya Renee Taylor jest założycielką i prezeską portalu edukacyjnego TheBodyIsNotAnApology.com, promującego samoakceptację i pozytywne podejście do ciała. Konsultantkami merytorycznymi książki są Aleksandra Dulas i Anna Jurek – edukatorki seksualne Fundacji Nowoczesnej Edukacji SPUNK.

Poradnik składa się z ośmiu rozdziałów: „Wspaniała ty”, „Zmiany w twoim ciele”, „Piersi i staniki”, „Poniżej pępka”, „Miesiączka”, „Zapewnij sobie energię”, „Uczucia i przyjaźnie”, „Rodzina i inne bezpieczne przestrzenie”. Jak widać, poruszone tu zostały najważniejsze, najbardziej frapujące kwestie, poświęcone zarówno fizjologii dojrzewania, jak i emocjom, nastrojom, życiu społecznemu i rodzinnemu. Dużo tu konkretnych porad higienicznych, pielęgnacyjnych, żywieniowych, wiele akapitów poświęcono także ogólnemu dbaniu o swoje zdrowie – jakości snu, aktywności ruchowej, udanym relacjom z innymi. Mowa także o prawie do odmowy, do prywatności, o presji ze strony rówieśników i zagrożeniach ze strony mediów społecznościowych.

Książka jest także bardzo przystępna graficznie – dużo tu rysunkowych  ilustracji, kolorowych apli, ale też grafik mających cel stricte instruktażowy (budowa narządów płciowych, instrukcja zakładania tamponu itp.). Na końcu czytelniczki znajdą słowniczek, dodatkowe źródła informacji oraz obszerną bibliografię w języku angielskim.

Sonya Renee Taylor, Ciało – śmiało! Przewodnik po dojrzewaniu, tłum. Aleksandra Kamińska, il. Cait Brennan, wyd. Znak 2019.
Wiek: 9+


Wydane w 2016 roku „Nikt nas nie upomni” Agnieszki Wolny-Hamkało, wyróżnione w konkursie na książkę roku Polskiej Sekcji IBBY było dla mojej córki (i dla mnie) wielkim WOW. Poemat o dzieciństwie, z jego fascynacjami, tajemnicami, magicznymi zaklęciami, brudem i złem czającym się w kątach rzeczywiście był takim, jakim wymarzyła go sobie autorka – bliski surrealizmowi dzieciństwa. Pożyczyłyśmy go z biblioteki, i po jakimś czasie oddały, ale Zu chyba wciąż o nim myślała. Jakiś rok później powiedziała: „Chcę mieć na własność tę książkę o umierających chomikach, no wiesz”. Wiedziałam, o który fragment jej chodzi: „Tego dnia umarło najwięcej chomików i dzieci chowały je pod drzewami w małych chłodnych jamkach”.

Gdy więc dowiedziałyśmy się, że nadchodzi część druga książki, zamieniłyśmy się w jedno wielkie oczekiwanie. I oto jest. „Lato Adeli”. Ta sama dziewczyńska bohaterka i jej dwóch kolegów. Starsi, u progu nastoletniości. Już nie dzieci, ale jeszcze długo nie dorośli. Niepierzeni, ale już nie gładziutcy. Jest lato na blokowisku, podwórko, galerie handlowe, pola nad rzeką, mieszkanie bez rodziców. Pierwsze zauroczenia, budzący się erotyzm, fascynacje, dziwne myślowe natręctwa i uporczywe, nieustanne przyglądanie się sobie w innych. Są też chomiki, a jakże. Czyżby autorka miała do nich szczególne upodobanie? Adela myśli, że „gdyby ona stworzyła świat, byłby to świat, w którym płaciłoby się chomikami”.

Nie ma za to rymów, jest proza liryczna. Która zresztą dobrze oddaje nastoletnie przeobrażanie się bohaterki. Poetyckość dzieciństwa przemienia się w nieuładzoną, bardziej kanciastą prozę dorastania. Brakuje mi za to ilustracji Ilony Błaut. Kreska Agnieszki Kozuchowskiej jest ciekawa, ale chyba za delikatna. Chociaż „głupia brukiew” jest znakomita. Musicie sami zobaczyć!

Agnieszka Wolny-Hamkało, Lato Adeli, il. Agnieszka Kożuchowska, wyd. Hokus-Pokus 2019.
Wiek: 11+


Zupełne pustki w lodówce, spontaniczne obżarstwo na przyjęciu u cioci, na które chytrze udało się wcisnąć bohaterom, a potem skutki w postaci prukania… totalna masakra, co nie?
Taa, trio z Pokembry bardzo udanie wymyśliło tytuł dla serii, której zeszyt zatytułowany „Bo Gagata była głodna” stanowi pierwszą jej część. Wszystko tu pławi się w oparach absurdu, w tak lubianych przez dzieci fizjologicznych żartach, i w onomatopejach prykania, bekania, czkania. Przede wszystkim jednak na kilkunastu stronach komiksu spotykamy parę bardzo sympatycznych bohaterów: spontaniczną i zwariowaną Gagatę oraz nieustannie wszystkim przejętego, trochę sztywniackiego (może dlatego że w serowej zbroi) i zamartwiającego się Ser Ardiana.

Za ich przygodami stoi trzech panów, dobrze znanych w komiksowym światku: Bartosz Sztybor (Bysztor), Piotr Nowacki (Jaszczur) i Łukasz Mazur (Łazur). Nie ma tu taryfy ulgowej, Gagata rzeczywiście idzie na całość, pochłaniając kolejne dania, a na koniec popijając wszystko gazowaną Bąbeloozą. Efekt jaki jest, każdy się może domyślić, ale czytelnik może zobaczyć, bo otrzymuje możliwość wglądu w trzewia bohaterki. A tam, niczym w „Było sobie życie” przerażone małe cząstki jedzenia doświadczają zderzenia z falą gazowanego tsunami. Gagata prawie mdleje, zielenieje, a potem wydaje z siebie dźwięk, który jest aktem stworzenia i… zapowiedzą nowego zeszytu. Czekamy!

Totalna masakra. #1 Bo Gagata była głodna, pomysł i scenariusz: Bysztor; ołówek i dizajn postaci: Jaszczur; tusz, kolory, skład i magia: Łazur, wyd. Pokembry 2019.
Wiek: 7+


czwartek, 7 lutego 2019

Zatruty spinner (Feralne Biuro Śledcze)



Moda na czytanie kryminałów trwa, sama się jej (w końcu) poddałam, dołączając w zeszłym roku do Dyskusyjnego Klubu Książki Kryminalnej. Dzieci też mają swoje kryminały, na czele ze słynną serią o Lassem i Mai Martina Widmarka. Szwedzki kryminał jest zresztą towarem szczególnie w naszym kraju pożądanym i docenianym i, mając ten właśnie fakt na uwadze, wydawnictwo Bajka postanowiło zrealizować bardzo ciekawy pomysł. Wykreować mianowicie serię kryminałów wraz z ich szwedzkim autorem o jakże szwedzko brzmiącym imieniu i nazwisku: Sven Jönsson.

środa, 30 stycznia 2019

Subiektywny przegląd książkowych nowości /styczeń 2019/


Co miesiąc prezentuję Wam pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam „dodać do ulubionych”, czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły i którym warto będzie przyjrzeć się bliżej.


Kuba i Kanga to jedna z tych książek, które idealnie się sprawdzą jako lektura dla samodzielnego czytelnika w wieku 6–9 lat. Niewielki format i ciężar książki, twarda okładka w stonowanych jesiennych kolorach, szycie z kapitałką, przyjemny dla oka papier o ciepłej tonacji, dostosowana do potrzeb dziecka typografia (odpowiednio duży font, interlinia, marginesy), pełne uroku ilustracje. Zawsze ujmują mnie tak dopracowane edytorsko publikacje. Czasem jednak zdarza się, że pod ładną warstwą kryje się miałka treść. Szczęśliwie „Kuba i Kanga” to nie ten przypadek i z czystym sumieniem mogę tę książkę polecić. Historia jest bardzo uniwersalna, bo traktuje o relacji człowieka ze zwierzętami. Główny wątek skupia się na burzliwej przyjaźni małego chłopca z kangurem odratowanym z myśliwskiej obławy, ale do głosu dochodzą także postaci innych zwierząt, od wieków towarzyszących człowiekowi, z których niezwykle wzruszająca jest historia psa Bobiego. Nie chcę tu spoilować, ostrzegam tylko, że poleją się łzy, bo australijska autorka nie stroni od trudnych tematów, takich jak choroba najbliższej osoby, poczucie osamotnienia, depresja, śmierć. Czyni to jednak subtelnie, delikatnie, z uwzględnieniem poziomu dojrzałości emocjonalnej młodych czytelników.

Ursula Dubosarsky, Kuba i Kanga, il. Andrew Joyner, tłum. Maria Makuch, wyd. Znak 2019.
Wiek: 6+


wtorek, 15 stycznia 2019

Jak ziarnka piasku


Ostatni raport Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę jest alarmujący – Polska plasuje się na drugim miejscu wśród krajów Europy pod względem liczby samobójstw nastolatków. Młodzi ludzie czują się dogłębnie osamotnieni i uważają, że o swoich problemach nie mogą z nikim porozmawiać. Dramatyczną zmianą jest zwłaszcza to, że owo przekonanie odnosi się także do rówieśników – wiele wskazuje na to, że powierzchowne internetowe relacje osłabiły bliskie więzi i obecnie nawet najlepszemu przyjacielowi nie wszystko można powiedzieć.



Książka Joanny Jagiełło to fabularny zapis powyższej diagnozy. Wstrząsający, uwierający, i niestety bardzo aktualny. Portretuje samotność nastolatków na wielu tłach – rówieśniczym, szkolnym, rodzicielskim i pokazuje niemoc i bezradność grup społecznych i instytucji, które powinny wspierać młodego człowieka na trudnej drodze dojrzewania.

środa, 9 stycznia 2019

Patrz, Madika, pada śnieg!

Mamy w domu ulubioną zimową książkę, której czytanie jest rytuałem i cudownie tkliwą przyjemnością.  Kiedyś czytałam ją dzieciakom przed Bożym Narodzeniem, ale odkąd święta przestały być białe, lektura ta przypada zwykle na pierwszą połowę stycznia. Świat tonie wówczas w śniegowych zaspach, ja zaś tonę we łzach, bo moje matczyne serce wpada pod koniec książki w szaleńcze prestissimo. Domyślacie się, jaki tytuł mam na myśli? Tak, to „Patrz, Madika, pada śnieg!”.




W 2017 roku wydawnictwo Zakamarki uraczyło nas dodrukiem, dzięki czemu kolejne roczniki dzieci młodszych, starszych i zupełnie dorosłych mogą cieszyć się swoimi egzemplarzami. A zapewniam Was, że jest to książka dla każdego dziecka; bez względu na różnice płci, charakteru czy zainteresowań. Do tego na lata całe, na wszystkie kolejne śnieżne zimy.