poniedziałek, 19 listopada 2018

Vladek, najmilszy wampirek na świecie

Trochę szkoda, że w Polsce także nastała moda na bożonarodzeniowe klimaty w listopadzie, bo miałabym ochotę opowiedzieć Wam jeszcze o kilku książkach mrocznych i klimatycznych, idealnych na jesienną szarugę, albo wręcz przeciwnie, na andrzejkowe czytanki. No właśnie, andrzejki, czy ktoś je w ogóle jeszcze obchodzi? W każdym razie o Vladku opowiedzieć muszę, bo to postać przesympatyczna, mimo że wampirza i Wasze dzieciaki na pewno będą miały ochotę czytać o jego przygodach. Choćby pod choinką!



Główny bohater książki, w oryginale „Vlad the World’s Worst Vampire”, stał się po polsku co prawda „najmilszym wampirkiem”, ale gdyby się dłużej zastanowić, to w sumie na jedno wychodzi. Bo jeśli to mroczne stworzenie określa się najmilszym i do tego wampirkiem miast groźnym wampirem, to już gorzej być nie może. I rzeczywiście, jest Wladek najgorszym, najmniej odpowiednim wampirem na świecie. Czy on w ogóle powinien być wampirem? Nie umie latać, nie potrafi zmieniać się w nietoperza, w nocy zamiast snuć się po zamczysku, najchętniej by spał, nie znosi smaku krwi i marzy o zabawie z dziećmi i uczęszczaniu do szkoły, o której kiedyś wyczytał po kryjomu w znalezionej książce (po kryjomu dlatego, że książka w ogóle nie była straszna i nosiła przesadnie optymistyczny tytuł „Akademia Radości”).


Motyw istoty niedopasowanej do stawianych jej przez gatunek norm jest bardzo popularny w nurcie postmodernistycznym i spotkamy go w niejednej książce dla młodego czytelnika. Choćby tylko pozostając w tematyce bliskiej Vladkowi, z pamięci można wymienić duchy, które potrafią straszyć ani wyć („Gustaw, niestraszny duch” Guido Van Genechtena), zombie, które wolą bawić się z dziećmi niż je atakować („Mortynka” Barbary Cantini) i czarownice pragnące przyjaźnić się ludźmi („A Very Brave Witch” Alison McGhee).

Vladek, prócz tego, że ma dłuższe niż człowiek kły, śpi w trumnie i nosi czarną pelerynę, jest zdecydowanie mało wampirzy. Wystarczy zresztą spojrzeć na zabawne, kreskówkowe ilustracje Kathryn Ourst, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że temu pucołowatemu sympatycznemu osobnikowi bliżej jest do człowieka niż wampira.


Ale psst, cicho! Jeszcze usłyszy ten zarzut hrabina Śmiertelina Palownik! Zarówno ona, jak i jej mąż Smoczysław są bardzo dumni z tego, że wywodzą się ze starego transylwańskiego rodu wampirów i bycie częścią tego genealogicznego drzewa jest ich chlubą i powodem odcięcia się od wszystkiego, co inne i nowe.  Vladek, przeciwnie, jest niezwykle ciekaw świata zewnętrznego i ma wielką ochotę go eksplorować, mimo ostrzeżeń o spaleniu przez słońce!

Trudno zresztą się dziwić, że Vladek nie ma ochoty przebywać w Ponurym Dworze. Jego kontakty z rodziną wyglądają chyba jeszcze gorzej niż na przykład u Amelki Kieł („Amelka Kieł i bal Barbarzyńców” Laury Ellen Anderson). Matka tej małej wampirki była co prawda egoistką i rządzicielką, ale potrafiła też pochwalić i znaleźć miłe słowa dla córki. Matka Vladka jest zimna i wiecznie niezadowolona z syna, nieustannie go krytykuje, strofuje i poucza.


Kiedy więc młody wampir znajduje sobie ludzką przyjaciółkę, wie, że ten fakt będzie musiał utrzymać w absolutnej tajemnicy. Jakie będą dalsze losy znajomości z Milką, która, jak delikatnie zasugerowano czytelnikowi, także skrywa jakąś tajemnicę, dowiemy się z kolejnych części serii o Vladku. Po angielsku ukazały się jak dotąd „Fang-tastic Freinds” i „Midnight Fright”; wydawnictwo Czytelnia zapowiada dalsze części także w Polsce. Co mnie cieszy, bo pierwszą książkę czytało się lekko, z chichotaniem (ja + syn) i skokami z łóżka we wspólnych z Vladkiem próbach latania (syn).
Przygody nietypowego wampirka spodobają się przedszkolnym starszakom i dzieciom z pierwszych klas podstawówki. Ze względu na wygodny format, umiarkowaną ilość tekstu, duży font i obecność ilustracji świetnie sprawdzą się też jako samodzielne lektury rozkręcających się młodych czytaczy.

Anna Wilson, Vladek, najmilszy wampirek na świecie, il. Kathryn Ourst, tłum. Anna Jalochno-Janas, wyd. IBIS 2018.
Wiek: 6+


czwartek, 15 listopada 2018

Nan Sparrow i potwór z sadzy


Pamiętacie Sarę Crewe z „Małej Księżniczki” F.H. Burnett? Nan Sparrow jest do niej bardzo podobna. Ma w sobie tę samą niezłomność i chart ducha, odwagę spoglądania w oczy niebezpieczeństwom, wewnętrzną dobroć i wrażliwość, oraz przekonanie, że warto walczyć o lepsze jutro.



Zdarzenia opisane w książce Jonathana Auxiera rozgrywają się nieco wcześniej niż te w „Małej Księżniczce”, bo w latach 70. XIX wieku, czyli w samym środku epoki wiktoriańskiej. Ale w obu przypadkach patrzymy na osnuty mgłą Londyn, piękny i groźny zarazem, bo rozdarty podziałami klasowymi, z jednej strony pełen splendoru, z drugiej – dramatycznego ubóstwa.

Auxier, podobnie jak Burnett, zarysowuje przed czytelnikiem niegodziwe, zagrażające życiu warunki, w jakich egzystowały wówczas ubogie dzieci pozbawione opieki z różnych przyczyn – czy to śmierci rodziców, czy też porzucenia z powodu niemożliwości wykarmienia ich w rodzinnym domu. W wieku kilku lat trafiały do pracy, gdzie harowały ponad siłę, zapadały na zdrowiu, ulegały wypadkom. W książce Auxiera takim bohaterem jest sześcioletni Newt, postać piękna i tragiczna – ukazany jako niewinne, czyste, dobre dziecko, skazane na fatalny los wyłącznie z powodu okoliczności, w jakich przyszło mu żyć.

Na przeciwległym biegunie Auxier umieszcza postać Rogera. Ten chłopak w swoim niedługim życiu przeszedł przez najgorsze kręgi piekieł, porzucony przez najbliższych i poniżany. Nienawiść rosła w nim tak bardzo, że w końcu sam stał się tym złym. To bohater równie tragiczny, bo od samego początku pozbawiony nadziei.  I kiedy go poznajemy, nie da się już ocalić Rogera z „przedtem”, bo –  jak ze smutkiem konstatuje Nan –  „zabrnął za daleko”.

Nie wiadomo, po której stronie znalazłaby się ona sama, gdyby nie Kominiarz. Jej wyjątkowy, tajemniczy, troskliwy opiekun, pod którego okiem nauczyła się kominiarskiego fachu. To były piękne dni! Ramię w ramię wędrowali ulicami i śpiewali:

Sadza, wiadro, piosnka, szczotka!
Szczęście, kominiarza spotkać!
Czy to kwiecień, czy to wrzesień,
Szczęście wam kominiarz niesie!

Wysoki chudy Żyd i drobna, usmolona sadzą dziewczynka. Ludzie uśmiechali się na ich widok. Nie tylko jednak o wspólną pracę i przekazanie umiejętności chodziło. Nan i Kominiarz ocalili siebie nawzajem. Każde z nich w najbardziej dramatycznym momencie życia wyciągnęło to drugie z opresji. Połączyło więc ich coś więcej niż wspólna praca.

Nan nie zdążyła jednak dorosnąć, gdy Kominiarz musiał odejść. Trafiła do Wilkie Crudda – mianującego się czystym kominiarzem. Może i sam był czysty, ale z pewnością nie dało się tego powiedzieć o jego intencjach. Ten okrutny człowiek czerpał zyski z niewolniczej pracy małoletnich dzieci, które zatrudniał jako kominiarczyków. Ich wychudzone ciałka bez trudu wciskały się w przewody kominowe. To, że nieustannie groziły im połamania, poparzenia, zaczadzenia, a wreszcie utratę życia, nikogo nie obchodziło.

To właśnie u Crudda Nan poznała Rogera, Newta i innych kominiarczyków. Każdego dnia pracowali po kilkanaście godzin, cierpieli głód, spali na podłodze, byli nieustanni karceni i karani. Nan w milczeniu znosiła podłe traktowanie, nocami śniąc o swoim dawnym przyjacielu, którego wspomnienie coraz bardziej bladło. Kim właściwie był? Dlaczego ją zostawił? Czy kiedyś jeszcze się spotkają? Gdyby wiedziała, że zostawił kogoś, kto miał nad nią czuwać, nie czułaby się tak samotna.  A tak pozostał jej tylko mały węgielek emanujący dziwnym ciepłem, gdy ściskała go w dłoniach.

W przeciwieństwie do Burnett, u której magia zawsze pochodzi od ludzi, wiąże się z ich dobrymi uczynkami, pięknymi gestami i aktami odwagi, u Auxiera otrzymujemy magię równą czarom, w wydaniu rodem z żydowskich tradycji i legend. Pojawienie się w książce postaci golema zwanego Charliem, tytułowego potwora z sadzy – ulepionego z gliny na podobieństwo człowieka – sprawia, że czytelnik zaczyna postrzegać świat przedstawiony przez delikatne szkiełko fantazji.
Postaci kominiarczyków zdają mu się podobne do dzieci z dachów M
årtena Sandéna – na wpół rzeczywiste, na wpół odrealnione. Ale Nan, zyskując dzięki magii poczucie bezpieczeństwa w wielkich, ciepłych ramionach golema, który czuwa nad jej życiem, może zebrać siły do jak najbardziej realnej walki o prawa swoje i innych dzieci znajdujących się w podobnym położeniu.

Powieść Joanthana Auxiera (autora m.in. „Nocnego Ogrodnika”, którego recenzję możecie przeczytać w „KL dzieciom”) wyrastającego na jednego z czołowych amerykańskich autorów książek dla młodzieży, ma intrygującą fabułę, niebanalnych bohaterów (bardzo ciekawe postaci Toby’ego i panny Bloom) , umiejętnie łączy wątki historyczne, mitologiczne i magiczne. W oprawie powieści retro opowiada o sprawach uniwersalnych: dobru i złu, potrzebie bliskości, godności, akceptacji. Przede wszystkim zaś, podobnie jak powieść. F. H. Burnett,  ma głęboko humanistyczne przesłanie. Nan, szukając odpowiedzi na pytanie, kim jest i jak może siebie ocalić, działa nie tylko we własnym imieniu. „Jesteśmy uratowani dzięki temu, że ratujemy innych”.  

Jonathan Auxier, Nan Sparrow i potwór z sadzy, tłum. Ewa Westwalewicz-Mogilska, wyd. Dwukropek, listopad 2018.
Wiek: 8+

niedziela, 11 listopada 2018

Jaki znak twój? Wierszyki na dalsze 100 lat niepodległości


Mam niestety poczucie, że w ostatnich latach pojęcia polskości i patriotyzmu zostały w dużej mierze zszargane i wypaczone. Ci, którzy chcieliby zamienić nasz kraj w zamkniętą twierdzę, na wieżach której złowrogo powiewają biało-czerwone flagi, a wszystko to w imię pełnych patosu haseł nieprzystających do współczesności, sprawili, że radość świętowania 100 lat Niepodległej ma w sobie sporo goryczy.



Na szczęście są dzieci. Ze swoją szczerością, prostotą, otwartym umysłem i czystymi emocjami, na które nie wpływają polityczne spory. Wczoraj mój syn, w białej koszuli z przypiętą kokardą narodową śpiewał wyprężony na baczność Mazurek Dąbrowskiego – wszystkie zwrotki wyuczone na pamięć. A potem deklamował „Katechizm polskiego dziecka” Bełzy. I biła z niego duma i radość. I poczucie bycia razem we wspólnocie. Kiedy jednak zapytał mnie po powrocie do domu, wciąż przejęty: „Czy kiedy żołnierze szli do walki, to nieśli biało-czerwone sztandary i śpiewali hymn?”, musiałam ukrócić tę szybującą nad ziemią patriotyczną ekscytację, żeby nie wkroczyć w mit. „Nie, kochanie.  Rzeczywistość jest mniej pompatyczna, to nie tak wyglądało” – powiedziałam.


piątek, 9 listopada 2018

Pop-upy, czyli rozkładanki: "Królewna Śnieżka" i "Kot w butach"


Z powrotami do ukochanych książek z dzieciństwa bywa różnie. Nie wszystkie przetrwały próbę czasu. Przeczytanie ich po trzydziestu latach okazuje się doznaniem dziwnym, nieco rozczarowującym i zawsze zaskakującym – w końcu pamiętamy, jak bardzo je lubiliśmy! Na mojej liście „rozczarowań po latach” z pewnością NIE znajdą się jednak „rozkładanki” Vojtĕcha Kubašty. Ich magia była tak silna, że działa do dziś!




Jak wspominałam w recenzji „Czerwonego Kapturka” i „Jasia i Małgosi” – pop-upów Kubašty wydanych przez Entliczek w zeszłym roku (po 30 latach od ostatnich wydań) – dla roczników dzieci wychowanych w latach 70. i 80. przestrzenne książki były prawdziwym skarbem. Darzyło się je wielką estymą, nie miały sobie równych wśród innych książek, zwyczajowo wydawanych w takiej jakości druku i na takim papierze, że wyglądały, jakby kolory wyblakły przy pierwszym przekartkowaniu. Za to baśniowe rozkładanki czeskiego artysty kipiały kolorami, na dodatek były trójwymiarowe! Jakby tego było mało, zapraszały czytelnika do działania. Można było gdzieś zajrzeć, poruszyć postaciami, przesunąć jakiś element i odsłonić kolejny, ukryty obrazek. To oznaczało coś więcej niż przeczytanie historii. 

poniedziałek, 29 października 2018

Książki na Halloween /2018/ część 2.



MORTYNKA
Mortynka to jedna z tych najbardziej klasycznych historii na Halloween, które wprowadzają w klimat tej zabawy i sprawiają, że wypatrujemy za oknem korowodu strasznych przebierańców oraz nasłuchujemy dziecięcego nawoływania „Cukierek albo psikus!” 


Jest jesień, na ulicach tańczą pożółkłe liście, w ogródkach i na schodach domów stoją dynie. Jest odrobinę strasznie, ale bardziej wesoło. „Dzieci z pomocą mam dopinały na ostatni guzik swoje budzące strach przebrania i wybierały pękate koszyczki na słodycze”.
Mortynka bardzo chciałaby w tym wszystkim uczestniczyć. Zamiast siedzieć w Zrujnowanej Willi z ciotką Agonią i ganiać z chartem Smutasem po lesie, wolałaby poznać dzieci z Miasteczka i z nimi się bawić. Niestety, Mortynka jest… zombie. I jako taka nie może pokazywać się nikomu. Ciotka surowo jej tego zabroniła, obawiając się, że ludzie odkryją, kto zamieszkuje starą willę.

wtorek, 23 października 2018

Książki na Halloween /2018/ Część 1.


Muszę powiedzieć, że w tym roku pojawiło się na rynku naprawdę wiele książek w klimacie Halloween, będących najlepszą lekturą na posępne, długie jesienne wieczory. Oczywiście jeśli lubicie współgrać z posępną pogodą za oknem. Ja lubię bardzo! Moja córka śmieje się z tej mojej „sezonowości”, ale dzięki temu mam autentyczną przyjemność z przygotowywania takich książkowych zestawień.


AMELKA KIEŁ I BAL BARBARZYŃCÓW
Gdzieś na granicy z Królestwem światła leży Nokturnia, miasto Królestwa Mroku. Mieszka w nim pewna rezolutna i ciekawa świata dziesięciolatka, Amelka Kieł. Należy do rodu wampirów i właśnie przygotowuje się do Halloween. Wolałaby spędzić je w towarzystwie dwojga swoich przyjaciół – Florki Kudłacz, która nie jest bestią, a tylko rzadko spotykanym gatunkiem yeti oraz Kostka Ponuraka, który zdecydowanie jest młodym kostuszkiem.
Mama Amelki ma jednak inne plany.