niedziela, 23 maja 2021

Wanda szuka miłości

 

Dotąd zawsze gdy myślałam o dżdżownicy jako bohaterce utworu dla dzieci, od razu przed oczami stawała mi brunatnoczerwona dżdżownica Magda z „Pszczółki Mai”. Była to bardzo poczciwa postać, która w chwilach konfliktowych zawsze godziła swoich przyjaciół.  Wanda, stworzona przez Przemysława Wechterowicza i Emilię Dziubak jest równie uczynna i sympatyczna, ale ma też w sobie sporo zdrowego egoizmu i przebojowości.


Jej przygoda zaczyna się dość zwyczajnie, od pragnienia, które znamy wszyscy – pragnienia  miłości. Wanda przyznaje, że jest „okropną marzycielką”, ale czytelnik dostrzega szybko, że potrafi ona także wziąć sprawy w swoje ręce. Nie zamierza wcale czekać na miłość, tylko oświadcza przyjaciółce, że wyrusza na poszukiwania.


Początki tej wyprawy są raczej zniechęcające. Wanda spotyka kolejnych adoratorów, ale żaden nie okazuje się tym wyjątkowym. Dorosły czytelnik dostrzeże być może w tych etapach wędrówki pewien symbolizm. Oto pierwsze spotkanie, przelotne spojrzenie, drgnienie serca, ale ze zbyt małą śmiałością, kolejne, zbyt interesowne i odarte z uczuć, i wreszcie kolejne, zupełnie niespodziewane i niejako przy okazji, ale zaskakująco trafione.


Może dlatego, że w pewnym momencie wyprawa zmienia swój cel, stając się wyprawą poszukiwawczą, a nawet ratowniczą. Gdy Wanda spotyka na swojej drodze Szopika i postanawia mu pomóc w poszukiwaniach taty porwanego  przez „bestię nienasyconą”, zapomina na chwilę o własnych  planach i pozwala sprawom po prostu się toczyć. Nawet nie wie, że właśnie w ten sposób zostawi coś po sobie, tak jak planowała i spełni swoje marzenie.


Wyobraźnia Przemysława Wechterowicza stawia na drodze Wandy także innych nietuzinkowych bohaterów, jak na przykład gadającego na jednym wdechu okonia, owcę tryskającą humorem czy jednorożca o czarodziejskim chuchnięciu o zapachu szarej renety. Leniwa z początku akcja gwałtownie przyspiesza i radośnie pędzi aż do samego finału.


Opowieści towarzyszą pełnostronicowe ilustracje Emilii Dziubak, która  zawsze potrafi zachwycić młodszych i starszych czytelników – tutaj feerią żółtych barw łąki pełnej mleczy, połyskującą złociście grzywą jednorożca, uroczym, ufnym uśmiechem Szopika i krasnym rumieńcem szczęśliwej dżdżownicy.

Przemysław Wechterowicz, Emilia Dziubak, Wanda szuka miłości, Wydawnictwo Ezop, Warszawa 2021.
Wiek: 3+

 

 

 

poniedziałek, 17 maja 2021

Basia. Wielka księga o uczuciach

 

Gdyby czas w książkach płynął tak samo jak w życiu, Basia byłaby już nastolatką! Pierwsza książka z serii tworzonej przez Zofię Stanecką i Mariannę Oklejak ukazała się w 2008 roku.
Ciekawe, jaka byłaby ta trzynastoletnia Basia? Podejrzewam, że nadal porywcza i uparta, ale i równie odważna, szczera, tolerancyjna ciekawa świata i ludzi jak jej pięcioletnia wersja.


Basia ma bardzo silną bazę do harmonijnego rozwoju emocjonalnego i społecznego. Tą bazą jest rodzina. Mama, tata, braciszek Franek, starszy brat Janek – wszyscy kochają się i szanują. Każda z książek o Basi pełna jest dobrych przykładów dotyczących relacji międzyludzkich i komunikowania się, a zdecydowana większość tych przykładów płynie właśnie z rodzinnego życia.


Mógłby z tego powstać ckliwy propagandowy obrazek, nieprzystający do rzeczywistości, ale na szczęście duetowi autorek zawsze udaje się zachować autentyzm. Członkowie rodziny Basi nie są idealni, mają swoje słabości, wady, grzeszki, popełniają błędy jak każdy. Kłócą się, krzyczą, obrażają, przeżywają bardzo różne, często skrajne emocje. Czuć jednak, że u podstaw ich interakcji leży miłość, że zależy im na sobie. Basia doświadcza więc całego mnóstwa uczuć, także wściekłości, żalu, wstydu, lęku, zawsze jednak ze świadomością, że w przeżywaniu wszystkich emocji bezwarunkowo wspierają ją bliscy.


Zastanawiałam się ostatnio, czy we współczesnym świecie coraz częstszych rozwodów, samotnego rodzicielstwa, nuklearnych rodzin, rozluźniania się więzi społecznych, jest jeszcze miejsce na taką narrację. I tak, moim zdaniem wciąż jest, bo do świata Basi wchodzi się jak do Bullerbyn. Nieważne, czy mieszkasz z obojgiem rodziców, czy tylko z jednym, nieistotne, czy masz rodzeństwo i czy utrzymujesz kontakt ze swoimi dziadkami – chcesz po prostu grzać się w ciepełku tworzonym przez tych bohaterów, chcesz wierzyć, że gdzieś są tacy ludzie – rodzice, partnerzy, przyjaciele, sąsiedzi, nauczyciele, że można tak żyć i że warto próbować postępować podobnie, by stwarzać choćby cząstkę tego Basiowego świata wokół siebie.

 


„Basia. Wielka księga o uczuciach” nadaje się do tego szczególnie, bo w całości, celowo, skupia się właśnie na uczuciach, których dziecko doświadcza w różnych życiowych sytuacjach – radosnych, smutnych, czasem dramatycznych. Cykl „Wielka księga (przygód, pytań, słów – żeby wymienić tylko niektóre już wydane) skonstruowany jest tak, by krótkie historyjki zawarte w zbiorze przybliżały małemu czytelnikowi dane zagadnienie poprzez fabularyzowane przykłady.


I tak mamy tutaj pięćdziesiąt rozmaitych uczuć, od empatii, przez tęsknotę, zawiść, pogardę, po nadzieję i wdzięczność. Każdemu poświęcony jest jeden, maksymalnie czterostronicowy tekst. Składa się na niego krótka historyjka oraz ujęte w komiksowe dymki hasła, opisujące prostym, zrozumiałym dla dziecka językiem, czym jest dane uczucie. Na przykład: „Empatia mówi o naszej zdolności do rozumienia i współodczuwania z innymi”. Aby jeszcze bardziej ułatwić dziecku zrozumienie pojęcia, pojawia się ukonkretnienie: „Co mówi empatia? Powiedz mi, jak się czujesz. Chcę cię zrozumieć. Chcę cię wysłuchać”. Do tego komentarze różnych osób: rodziców Basi, dziadków, jej brata, koleżanek i kolegów z przedszkola i ich rodziców. Do wyjaśnień włącza się nawet Misiek Zdzisiek (ukochany przytulak Basi), który opisuje niektóre terminy po swojemu, np.: „Można się wstydzić różnych rzeczy. Na przykład gołej pupki wystającej zza krzaczka. Albo brudnych od miodu łapek”. Czasami miś rymuje:

Gdy na pięcie masz napięcie,
A do tego w brzuszku wzdęcie,
Wtedy ci pomoże spanie
Albo mocne przytulanie.

Misiek Zdzisiek cieszy się szczególną sympatią dzieci, mały czytelnik znajdzie więc w książce kącik porad misia, proponowane przez niego ćwiczenia wdzięczności oraz złote myśli o uczuciach – jest szansa, że dzięki jego misiowej osobie mocniej zapadną dzieciom w pamięć!


Całość tomu współtworzą ilustracje, oprawa graficzna podąża krok w krok z tekstem, opowiadając dziecku obrazami opisywane przez tekst uczucia. Są to proste, czytelne, często poruszające kadry, np.: mały, skulony Titi, w rozpaczy chowający twarz w ramionach, Janek zwisający bezwładnie z krzesła, z głową na laptopie, zniechęcony zdalnym nauczaniem…, wygrażający sobie rodzice Wojtka podczas zaciekłej kłótni…


„Basia. Wielka księga o uczuciach” to ważna i potrzebna książka. Często nie wiemy, jak rozmawiać o uczuciach, emocjach. Nie przychodzą nam do głowy żadne przykłady, nie wiemy, jak mówić o tym w taki sposób, żeby dziecka nie znudzić i by zrozumiało. W tym zbiorku dostajemy niejako gotowca. To książka do szerokiego zastosowania: do czytania samodzielnego, wspólnego na głos, od deski do deski lub na wyrywki (jeśli np. trzeba „przerobić” daną emocję). Do użytku domowego, przedszkolnego i wczesnoszkolnego, praktyczna pomoc również w pracy psychoterapeutów dziecięcych i rodzinnych. 

Tchnie optymizmem i energią, zachęca do wglądu w siebie, do rozpoznania swoich uczuć i nazwania ich. Pokazuje dziecku, jak być powinno, jak MOŻE być, otula ciepłem, otuchą i dobrem.

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Basia. Wielka księga o uczuciach, HarperCollins Polska, Warszawa 2021.

Wiek: 4+

 

 

poniedziałek, 10 maja 2021

Kuku Król

 

Chyba każde dziecko choć raz w życiu pragnęło mieć sekretnego przyjaciela, najlepiej takiego, który potrafi robić wyjątkowe, magiczne rzeczy i niczego się nie boi. Najczęściej marzenie takie towarzyszy sytuacjom trudnym, takim jak na przykład dokuczanie ze strony rówieśników.


Benek znalazł się właśnie w takiej sytuacji. Z racji swojego niskiego wzrostu i chuderlawości jest prześladowany przez Mundka Draba, ucznia tej samej szkoły i syna burmistrza miasta. Chłopiec odlicza dni do wakacji, tymczasem stara się jak może schodzić Mundkowi i jego gangowi z drogi. Kłopot w tym, że Mundkowi nic „nie sprawiało większej frajdy niż zamknięcie jakiegoś chudego nieszczęśnika w szkolnej szafce czy oskubanie go z kasy na lunch i pozostawienie w ciemnym kącie podwórza, zwiniętego w precel”. Im bardziej więc Benek kluczy i ucieka, tym intensywniej jest szukany.


Na trzy dni przed końcem roku bliskość wakacji usypia jego czujność. Wpada prosto w potężne łapy osobistych bodyguardów Mundka. I gdy już myśli, że to koniec, los niespodziewanie się do niego uśmiecha – Mundek łapczywie zjada cukierek wytrząśnięty z kurtki Benka. Nie przychodzi mu do głowy, że w papierek może być zawinięta nie słodka landrynka, lecz… moneta! Trzask łamanego zęba miesza się z rozdzierającym rykiem Mundka, Benek tymczasem korzysta z zamieszania i rzuca się do ucieczki. Zagnany w ślepy zaułek w ostatnim akcie desperacji wskakuje do wielkiego kontenera na śmieci i… w najśmielszych marzeniach nie wpadłby na to, że okaże się on swego rodzaju magicznym portalem!


Wkrótce Benka otacza cichy, zielony, zalany słońcem las, a w nim… osobliwa istota z dzidą i w koronie na głowie. Dziewczynka z brodą. Kuku Król! Mieszka w domku na drzewie z małym wombatem i ma tysiąc pomysłów na minutę. Jest uosobieniem tego, czego Benek potrzebował, by poskromić gang Mundka.


Pobrzmiewają w tej książce dalekie echa Opowieści z Narni, Alicji w Krainie Czarów, Mostu do Terabithii, choć jej konstrukcja jest zupełnie inna, znacznie bardziej prosta i nie pretenduje do roli wielkiej literatury. Bazuje na humorze, komiksowych wstawkach, licznych dialogach. To niewielka rozmiarem książka do samodzielnego czytania dla dzieci w wieku 8–12 lat, która ze względu na swój dowcipny charakter i szatę graficzną jest lekką i przyjemną lekturą nawet dla tych, którzy czytają niewiele. Mimo że porusza zupełnie poważny temat rówieśniczej przemocy, pozostawia dziecko z przekonaniem, że dobro w końcu zwycięży, a w trudnych chwilach warto korzystać z pomocy przyjaciół i zasobów swojej fantazji.  

Adam Stower, Kuku Król, tłum. Magdalena Korobkiewicz, wyd. Dwukropek, Warszawa 2021.
Wiek: 8+

czwartek, 6 maja 2021

Tarmosia

 

Jeśli szukacie książki o zwierzętach, ale takiej, w której mają one swoje zwierzęce cechy i nie zostały przesadnie uosobione, opowieści Tomasza Samojlika zawsze będę trafnym wyborem. W „Tarmosi” znany przyrodnik przedstawia fabularyzowaną historię sympatycznej rodziny borsuków.


Tytułową Tarmosię wyrywa z zimowego snu dziwny hałas, przypominający buczenie albo grzmoty. Do tego ziemia zdaje się drżeć! Źródła tego dziwnego zjawiska mała borsuczka nie potrafi ustalić. Nie ma też nikogo starszego, kogo mogłaby się poradzić – jej mama, tata, dziadek i brat dalej smacznie śpią w norze. Młody czytelnik domyśla się jednak, co mogą oznaczać te dźwięki i słusznie przypuszcza, że staną się one przyczyną kłopotów borsuczej rodziny.


Wraz z nadejściem wiosny, gdy samice zwierząt spodziewają się młodych, w okolicy będącej dotychczas borsuczym rewirem, pojawiają się niespodziewanie inne gatunki zwierząt – wilki, lisy, jenoty. Jak się okazuje, zostały one pozbawione własnych domów z powodu budowy drogi. Czy borsuki zaakceptują bliską obecność innych zwierząt, czy możliwym okaże się współdziałanie dla dobra młodych?

„Tarmosia” to książka, w której wartka akcja przeplata się z ciekawymi opisami zwyczajów zwierząt, ich codziennego życia. O borsukach dowiemy się więc na przykład, że to prawdziwi mistrzowie w kopaniu rozległych nor nawet z kilkunastoma wejściami, a także czyściochy, budujący przy swych domach… latryny! Poznamy charakterystyczny zapaśniczy borsuczy taniec w walce z przeciwnikiem, i odkryjemy wielkie zamiłowanie borsuków do przysmaku, jakim są dla nich dżdżownice.


Choć zwierzęta w książkach Tomasza Samojlika nie chodzą na dwóch łapach i nie noszą ubrań, mają cechy, które młody czytelnik może znaleźć także w sobie  – są odważne, ciekawskie, mądre, lojalne, ale niektóre mają skłonność do brawury i chojrakowania. Bardzo ważne jest dla nich dobro całego stada, dbałość o teren, na którym żyją, nory przekazywane i rozbudowywane z pokolenia na pokolenie.


Dużo jest w książce humoru sytuacyjnego, a także żartów słownych, choćby w postaci absurdalnych imion nadanych małym liskom – Onomatopeja, Propodeutyka, Multiplikator, Horoskop (!) – skąd i dlaczego, doczytacie sobie sami. A propos imion warto uważnie przestudiować podziękowania Autora zamieszczone na końcu książki. Tłumaczy tam, skąd wzięły się pomysły na imiona głównych bohaterów „Tarmosi”, w tym jej samej. Bardzo ciekawe!


Piękno Puszczy Białowieskiej oddane w opowieści dodatkowo podkreślają wspaniałe ilustracje Ani Grzyb – realistyczne, pokazujące zwierzęta w ich naturalnym wyglądzie i środowisku, a jednocześnie emocjonalne i klimatyczne, operujące delikatnie i z wyczuciem światłem i kolorem.  

Tomasz Samojlik, Tarmosia, il. Ania Grzyb, Wydawnictwo Agora dla dzieci, Warszawa 2021.
Wiek: 5+

środa, 31 marca 2021

Bractwo Zagrożonych

 

Zanim moja córka osiągnęła wiek, w którym kategorycznie oświadczyła, że koniec z czytaniem jej na głos (12 lat), zdążyłam zrobić powtórkę niemal ze wszystkich swoich ukochanych książek z dzieciństwa. Przerobiłyśmy Mary Poppins, Pożyczalskich, Pięcioro dzieci i coś, Małą księżniczkę itd.
Z synem zapuszczam się w nieznane mi rewiry czytelnicze. Sięgam po książki, których sama na pewno nie zdjęłabym z półki, po prostu dlatego, że nie wpisują się w moje czytelnicze upodobania. Ale Tadzio właśnie takie lubi najbardziej – książki przygodowe, o zwierzętach, fantastyczne, trochę zwariowane. Żadna tam trącąca myszką klasyka.


„Bractwo Zagrożonych” spełnia te kryteria plus ma jeszcze jedno, ekologiczne. Bohaterami książki są zwierzęta zagrożone wyginięciem: niedźwiedzica polarna, łuskowiec, orangutan i narwal. Zostały wyłapane z naturalnych dla siebie środowisk w celu ochrony gatunkowej. Teraz żyją w nietypowym ogrodzie zoologicznym połączonym ze stacją badawczą, położonym na wyspie na środku oceanu. I nie byłoby w tym może nawet nic bardzo dziwnego, gdyby nie fakt, że… zwierzęta te rozwinęły hiperinteligencję. Nie tylko porozumiewają się między sobą, posługują się też bez problemu mową ludzką, a ich mózgi wykonują skomplikowane operacje myślowe. Swój potencjał zwierzęta postanawiają spożytkować, zakładając tytułowe Bractwo Zagrożonych. Jego celem jest ocalenie przedstawicieli gatunków krytycznie zagrożonych, zanim będzie za późno. 

Działalności bractwa przyglądamy się na początku przede wszystkim oczami niedźwiedzicy Nukilik. Pojmana przez człowieka, wywieziona setki tysięcy kilometrów od domu, rozdzielona z ukochaną matką, niedźwiedzica pozostaje mocno sceptyczna wobec misji bractwa. Myśli tylko o tym, by znowu znaleźć się na wolności, w swoim naturalnym środowisku. Niestety nie zdaje sobie sprawy, że w wyniku zmian klimatycznych życie, jakie znała, może się okazać niemożliwe, a los, jaki spotkał ją i jej matkę, gdy dryfowały wiele dni bez jedzenia na samotnej krze pękającego lodu, wieści początek końca rodzimej Lodowej Krainy.


W książce dzieje się dużo, pojawiają się nowe postaci, akcja raz nabiera tempa, raz zwalania, przerywana opisami gadżetów, z których nauczyły się korzystać mądre zwierzęta. To niektórym może pasować (mój syn), a innym przeszkadzać (ja). Natłok zdarzeń i ciągła zmiana perspektywy (POV) w prowadzonej narracji skutkują pewnym chaosem i sprawiają, że książka jest nierówna – są w niej fragmenty, które czyta się jednym tchem oraz dłużyzny, podczas których toczymy ze sobą walkę, by nie odłożyć czytania na dobre.


Sam pomysł na serię („Bractwo Zagrożonych” to jej pierwszy tom) wydaje się ciekawą alternatywą dla licznych publikacji popularnonaukowych poruszających tematykę ekologii,  bombardujących od kilku lat rynek książki dla dzieci. W książce udało się pokazać, że w kwestii ekologii jesteśmy od siebie zależni i że Ziemia i wszyscy jej mieszkańcy to ekosystem, w którym niezbędna jest równowaga, by wszystko sprawnie działało. Autorzy wiedzą, o czym piszą – Philippe Costeau to założyciel organizacji EarthEcho International zajmującej się edukacją ekologiczną, Austin Aslan jest magistrem ochrony przyrody. Na końcu książki czytelnik znajdzie m.in. noty o zwierzętach, zwierające nie tylko ich charakterystykę, lecz także rady, co robić, by pomóc chronić dany gatunek.


Philippe Cousteau, Austin Aslan, Bractwo Zagrożonych, il. James Madsen, tłum. Dorota Stadnik, wyd. HarperKids, Warszawa 2021.
Wiek: 8+

 

czwartek, 25 lutego 2021

Kraina smoków

 

Do smoczej doliny dochodzą niepokojące wieści – oto zbliżają się ludzie, a wraz z nimi ich maszyny, które chcą zachłannie zawłaszczyć tereny bezpiecznie zamieszkiwane przez smoki i inne magiczne stworzenia. Co robić? Czekać, licząc, że zagrożenie minie, stanąć do nierównej walki, uciekać…?


Wielki i mądry, ale też bardzo łagodny i szlachetny smok Lung decyduje się opuścić smoczą dolinę i odszukać Skraj Nieba – legendarne miejsce, w którym udało się ponoć znaleźć schronienie niektórym smokom. Nie wiadomo jednak, gdzie ono dokładnie jest, i czy w ogóle jeszcze istnieje.  Żaden z pobratymców Lunga nie decyduje się na tę niepewną wyprawę, towarzyszyć mu postanawia jedynie zaprzyjaźniona koboldka Siarczynka (nieco złośliwa, pyskata krasnoludka). Przypadek sprawi, że do zespołu poszukiwawczego dołączy jeszcze Ben  – samotny, bezdomny chłopiec oraz maleńki homunkulus Muchonogi. W niezwykłej i niebezpiecznej wyprawie ich wrogiem numer jeden okaże się, co ciekawe inny potężny smok – złowrogi Parzymort.


„Kraina smoków” to wznowienie (po 15 latach) znanej i lubianej powieści Cornelii Funke „Smoczy jeździec”. Aktualny tytuł, podobnie jak okładka książki, nawiązuje do najnowszej ekranizacji książki, która do polskich kin miała wejść jesienią (co się jednak nie stało, i nie doszukałam się nowej daty premiery). Ta filmowa okładka ukazuje Lunga jako zabawnego, nieco głupkowatego smoko-dinozaura, podczas gdy w książce jest on dostojnym, wyważonym i budzącym szacunek pięknym smokiem, co łatwo wywnioskować nie tylko z treści, ale i z czarno-białych ilustracji samej autorki. Po obejrzeniu zwiastunu filmu „Kraina smoków” (dostępnego tutaj) mój syn stwierdził: „Inaczej sobie ich wszystkich wyobrażałem”. Abstrahując od faktu, że to raczej normalne (ja ZAWSZE inaczej sobie wyobrażam bohaterów, jestem więc zwykle rozczarowana adaptacjami, ale jednocześnie lubię je oglądać dla jakiejś dziwnej poznawczej konfrontacji), akurat ten film nadaje bohaterom przesadnie satyryczny rys, gdy tymczasem w książce każda z postaci (również licznie występujących drugoplanowych) ma ciekawą, wielowymiarową osobowość, swoją historię i oryginalny sposób bycia.


Cornelia Funke nazywana jest „niemiecką Rowling”, jej proza jest mięsista i gęsto utkana, a jednocześnie bardzo przejrzysta, zręczna stylistycznie, ze świetnie napisanymi dialogami, do czego z pewnością  rękę przyłożyli także autorzy polskiego tłumaczenia – Anna i Miłosz Urbanowie. 

Cornelia Funke, Kraina Smoków, tłum. Anna i Miłosz Urbanowie, wyd. Poradnia K, Warszawa 2020.
Wiek: 8+