wtorek, 13 października 2020

Wieloryb w kąpieli i inne kartonówki od Tako

Kartonówki są nie tylko dla bobasów! To pełnoprawne książki, których czytanie i oglądanie może dać wielką frajdę wszystkim członkom rodziny: od najmłodszych po tych w okresie późnej dorosłości.  

 


Wydawnictwo Tako w ramach serii BIM-BAM-BOM wydało w październiku trzy kartonówki z tekstem i ilustracjami Susanne Straßer, i gdy tylko wzięłam je do rąk, pomyślałam: „O rany, teraz to się wydaje kartonówki!”. Cały czas pamiętam okres wczesnego dzieciństwa mojej córki (początek lat dwutysięcznych) i polowanie na książeczki kartonowe, które by jednocześnie nie straszyły tandetnymi kolorami czy irytująco infantylnym tekstem. Efekty poszukiwań były zwykle mizerne. Na półkach księgarskich dominowały wówczas kartoniki w jaskrawych kolorach, a ich treść skupiała się na braku treści. Zdarzały się wydane na kartonie (np. w formacie leporello) wiersze (Brzechwa, Tuwim), ale mikrofabuły przeznaczone specjalnie dla maluchów w zasadzie się nie trafiały.

 


Z tym większym uznaniem spoglądam na takie książki kartonowe, jak „Na huśtawce”, „Wieloryb w kąpieli” i „Jak tu zasnąć?”. Pierwsze co przykuwa uwagę, to staranne wydanie: dobrej jakości tektura, wygodny format, zaokrąglone rogi. Książki łatwo rozkładają się na płasko i pozostają w tym rozłożeniu, dziecko może więc do woli wodzić palcami po stronach; książka się nie zamknie. Na ten moment nie wydaje się też, by kartki miały tendencję do rozklejania się.

 


Po drugie, zachwycają kolory. Ciepłe, nasycone barwy, świetne zestawienie zgaszonego turkusu z bursztynową żółcią sprawiają, że książeczki są bardzo przyjemne dla oka i ma się ochotę do nich wracać ot tak, żeby sobie pooglądać ilustracje. Dzieciom z pewnością spodobają się urocze i zabawne zwierzęta pojawiające się w książkach: potężny wieloryb, zwalisty słoń, maleńki jeżyk. Jest też DZIECKO, które pojawia się we wszystkich trzech książkach. Ta płowowłosa postać okazała się w moim domu absolutnym hitem, bo tak się składa, że DZIECKIEM pieszczotliwie nazywamy naszego Tadzia, który w dodatku wygląda podobnie do malca z ilustracji. Autorka zręcznie posłużyła się figurą DZIECKA, nie nadając mu imienia ani nie określając płci, tak aby każde realne dziecko-odbiorca książek mógł się z nim utożsamić.

 


Po trzecie wreszcie, opowieść. Tak jak wspomniałam, każda z kartonówek opowiada prostą, zabawną historię: „Wieloryb w kąpieli” to rzecz o odprężającej kąpieli wieloryba, a raczej próbie zażycia takowej. Do wypełnionej pianą wanny gramolą się bowiem coraz to inne zwierzęta zwabione obietnicą kąpielowego relaksu. Na koniec przybywa dziecko i wtedy o spokojnym wylegiwaniu się w wodzie już w ogóle nie ma mowy!


Bohaterem „Na huśtawce” jest słoń, który marzy o tym, by pohuśtać się na huśtawce typu „moja–twoja”, co z oczywistych powodów nie jest łatwe. Ale z pomocą przychodzą zaprzyjaźnione zwierzęta, a w końcu, oczywiście, także DZIECKO. Podoba mi się, że w polskim tłumaczeniu nie ma kalki tytułu „So leicht, so swer”, który od razu wkłada książeczkę na półkę non-fiction pt. książki o pojęciach, różnicach, liczeniu. Polski tytuł „Na huśtawce” przekierowuje uwagę małego czytelnika na samą opowieść, w której można skupić się na przykład na kwestii przyjacielskiej pomocy i powiedzeniu „w grupie siła”.

 


„I jak tu zasnąć?” przyjmuje konwencję typowej dziecięcej wyliczanki, gdzie w każdej rundzie odpada kolejna postać – w tym przypadku zwierzę, które nie może zasnąć, wymyka się ze wspólnego łóżka i wychodzi z pokoju. Gdzie się udaje? Finał jest oczywiście bardzo zabawny, z drobnym skatologicznym żarcikiem do dokładkę.

 

Susanne Straßer, Na huśtawce, Wieloryb w kąpieli, I jak tu zasnąć?, tłum. Iwona Mączka, wyd. Tako, Toruń 2020.  Wiek: 1+

 

piątek, 2 października 2020

Subiektywny przegląd książkowych nowości /wrzesień 2020/

 

Oto pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam „dodać do ulubionych”, czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły i którym warto przyjrzeć się bliżej.


Pion i poziom

To ważne, umieć trzymać poziom, a i utrzymać się w pionie też nie zawadzi! Zabawna, błyskotliwa, i całkiem praktyczna publikacja Bartosza Sztybora i Łukasza Golędzinowskiego zgrabnie o tym przypomina. Ta kartonikowa książka w niewielkim, poręcznym formacie, przyciąga wzrok ciepłą, nasyconą żółcią oraz postacią kogoś, kto znajduje się częściowo w pionie, a częściowo w poziomie, bo wiatr chce go właśnie porwać niczym Mary Poppins na parasolce.
W środku jest jeszcze więcej pionu i poziomu, zgodnie z tym, co zapowiada tytuł. Książka, pomyślana przede wszystkim jako pomoc dla dziecka w nauce orientacji przestrzennej, jest też okazją do dobrej zabawy dla całej rodziny. Trudno przecież nie roześmiać się, czytając: „Rodzice wychodzą do pracy w pionie, ale jak z niej wracają, to są w poziomie”, i oglądając dwie kolejne rozkładówki, na których wspomniani rodzice rzeczywiście najpierw są bardzo pionowi, gotowi i uśmiechnięci, a potem już w zasadzie leżą i miny też mają leżące. Tu jest miejsce na rozmowę, śmiech i wspólne wygłupy, a przy okazji zapamiętanie wcale niełatwych dla małego dziecka pojęć (orientacja przestrzenna, rozróżnianie kierunków i umiejscawianie swojego ciała w przestrzeni to proces, który kształtuje się do 6 roku życia). Niełatwa sztuka, stworzyć taką publikację w sposób sprawiający frajdę i dużym, i małym. Tu się udało.

Bartosz Sztybor, Łukasz Golędzinowski, Pion i poziom, wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2020.
Wiek: 3+

środa, 23 września 2020

Co robią uczucia?

 

Temat uczuć w książkach dla dzieci był i jest potrzebny, teraz pewnie jeszcze bardziej niż kiedyś. W biegu życia i pod presją sukcesu jakoś niezręcznie nam otwarcie rozmawiać o uczuciach. Boimy się zranienia, pokazania swoich słabości. Chcemy wychować dzieci na silne i pewne siebie, ale często nie wiemy, jak prowadzić je przez mrok, zwątpienie i smutek. 


Nic więc dziwnego, że na rynku pojawia się dużo poradników dla rodziców i książek non-fiction dla dzieci, które podpowiadają jednym i drugim, jak przepracować trudne emocje, jak rozmawiać o uczuciach, co robić, by wspierać dziecko w rozpoznawaniu i nazywaniu emocji. Świetnie, że takie publikacje istnieją, kłopot z nimi polega jednak na tym, że nie można z nich skorzystać natychmiast, tu i teraz, mając tylko kilka minut, i spodziewać się jakiegoś efektu. Wymagają one wnikliwej lektury, planu działania, wdrożenia pewnych schematów zachowań.
Tymczasem z książki Tiny Oziewicz „Co robią uczucia?” można skorzystać w „trybie instant”!

Na przykład:

czwartek, 17 września 2020

Sekretne życie smarków

 

Mimo bardzo ciepłych wrześniowych dni, jesień już czeka za rogiem. Nawet zdążyła już się zapowiedzieć, wysyłając do nas kataralnego wirusa, który przez cały tydzień nie ustawał w smarkatych wysiłkach. Opróżniwszy czwarte pudełko chusteczek higienicznych przestałam wierzyć, że jeszcze kiedyś odetchnę przez nos, a mój syn, z fascynacją słuchając kanonady kichnięć, zaczął zadawać pytania natury poznawczej (czy kiedy patrzy się w słońce, to zaczyna się kichać?). Wtedy przypomniałam sobie o tej książce.

 


„Sekretne życie smarków” wzięłam pierwszy raz do rąk na ubiegłorocznych Targach Książki w Krakowie i pomyślałam, że oto coś, co siedmiolatek przyjmie z satysfakcją. Wielbiciel wszystkich książek z serii „Moje ciało” wydawnictwa Tako, wciąż nie ma dość tematów fizjologicznych. Brzydzą go i fascynują jednocześnie.

 

czwartek, 3 września 2020

Tosia i przygoda na plaży

 

Mieliście kiedyś tak, że postanawialiście, że od jutra będziecie kimś zupełnie innym? Jeśli nie lepszą, to przynajmniej odmienną wersją siebie? Tosia u progu wakacji wpada wraz z dwiema koleżankami na podobny pomysł: Hania zdecydowała, że przestanie być taka śmiała i trochę się wycofa, Marysia – że zacznie oglądać telewizję, a Tosia obiecała sobie, że przestanie folgować swojej bujnej wyobraźni i stanie się dzieckiem rozumującym zupełnie prostoliniowo.

 


Na szczęście Tosia, którą czytelnicy mogli poznać już w pierwszym tomie jej przygód („Tosia i tajemnice geodety” – o książce pisaliśmy w zeszłym roku w KL dzieciom) nie wyzbyła się całej swojej ciekawości i zmysłu obserwacji i w czasie wakacji nadal skrzętnie z nich korzysta. A żeby być fair wobec siebie i dotrzymać postanowienia, obserwacje zwyczajne, bez podtekstów i domysłów zapisuje w dzienniku zwykłym pisakiem, swoje domysły zaś i dociekania notuje po kryjomu – niewidocznym atramentem sympatycznym.

 

czwartek, 13 sierpnia 2020

Pate


Chwilę nam zeszło, zanim sięgnęliśmy po książek o Patem, a dochodziliśmy do nich drogą okrężną i na dodatek karkołomnie.
Był więc wypadek. Rower kolegi złapany przez Tadzia tylko na chwilkę, na „jedno okrążenie” wokół placu zabaw. Wystarczyło. Bez kasku wystarczy chwila, kilka sekund. Pamiętajcie o tym. Była karetka, tomografia, pęknięta czaszka, wstrząśnienie mózgu, leżenie w szpitalu. A teraz rekonwalescencja. Żadnych szaleństw, ograniczenie bodźców. A więc detoks telewizyjny i komputerowy. Na szczęście ZAWSZE są KSIĄŻKI.



Czytamy więc, czytamy, czytamy… nowości i starości, książki kupione dawno temu, czekające na swoją kolej na półkach, i te kupione w minionym tygodniu, książki wypożyczone z biblioteki i nadesłane przez wydawców, książki podrzucone przez znajomych i lektury mojego dzieciństwa wyszperane u dziadków.

Książki z serii „Pate” Tima Parveli z ilustracjami Pasi Pitkänena przysłało kiedyś wydawnictwo Widnokrąg. Czekały cierpliwie na właściwy moment. Któregoś dnia na początku lipca uczestniczyłam w spotkaniu online poświęconemu skandynawskiej literaturze dziecięcej. I tam tłumaczka Iwona Kiuru opowiadała między innymi właśnie o Patem. Oraz o Elli (wspaniałej serii, niestety w Polsce tylko dwutomowej, tego samego autora), Ryśku (Krzyśku) Raperze i innych arcyciekawych postaciach książkowych. Skrzętnie notowałam, a potem pojechałam do biblioteki. Wróciłam z Ellą, Ryśkiem, a Patego znalazłam na półce we własnym domu. Nadal cierpliwie czekał. 



Odkrycie Tima Parveli i stworzonych przez niego bohaterów to była naprawdę wielka frajda dla Tadzia. Tego właśnie potrzebował – solidnej dawki poczucia humoru, która ociera się o głupawkę, ale nie przekracza granicy, zręcznie zarysowanych (i narysowanych) postaci rówieśników, wartkiej akcji, którą mógłby śledzić bez wysiłku, ale na tyle wciągającej, by oderwać go od smutnych myśli, że nie może biegać, grać w piłkę i uczestniczyć w półkoloniach sportowych (z których musieliśmy zrezygnować, podobnie jak z rodzinnego wyjazdu na Mazury). 


Pate to chłopiec z jednej strony trochę gapowaty i głupkowaty na tle rówieśników, ale z drugiej strony zdarza mu się dokonać bystrych obserwacji, potrafi też stanąć na wysokości zadania, jeśli trzeba. Wołałby bawić się na przykład z psem niż z dziewczyną, ale w razie konieczności tworzą team i działają ramię w ramię. Dorośli w fabułach Parveli (rodzice, nauczyciele) nie stoją po drugiej stronie barykady, raczej z boku, momentami trochę nieporadnie próbując wspierać dzieci i odczytywać ich świat. Zdecydowanie nie są pozbawieni wad i nie mają wyłączności na wiedzę. A może po prostu brakuje im wyobraźni i odrobiny wiary w to, czego nie da się ogarnąć rozumem.



Przygody Patego zilustrował brawurowo Pasi Pitkanen, a w zasadzie stworzył równolegle z Timem, bo jego czarno-białe prace dopowiadają, twórczo dopełniają napisane historie w sposób wykraczający poza standardowe zilustrowanie. Mamy tu więc na przykład rysunkowe (wyłącznie) teorie przebiegu zdarzeń, całe komiskowo-rysunkowe rozdziały, złożone rysunkowe analizy postaci z najdrobniejszymi szczegółami, portrety bohaterów obrazujące przykładowo ich style zarzucania wędki, wiązania węzłów, robienia kanapek itp.



Cztery tomiki: „Pate pisze bloga”, „Pate gra w piłkę”, „Pate szuka skarbów” i „Pate łowi ryby” to pisane z perspektywy tytułowego bohatera wpisy na blogu. Początkowo będące tylko przymusowym pisaniem wakacyjnego dziennika w ramach pracy zadanej przez nauczyciela, stają się dla Patego ciekawym sposobem uwieczniania własnych przygód. Czytelnik ma wgląd w myśli chłopca, czynione przez niego ciekawe, okraszone dowcipem obserwacje, i snute wątpliwości. Dużo tu humoru i bystrych spostrzeżeń, szczególnie na temat świata dorosłych i skandynawskiego (zdrowego) dystansu do siebie i innych. Choć więc seria zasadniczo przeznaczona jest do samodzielnego czytania, bardzo fajnie czyta się ją też na głos, z przerwami na wnikliwe oglądanie ilustracji.

Timo Parvela, „Pate pisze bloga”, „Pate gra w piłkę”, „Pate szuka skarbów”, „Pate łowi ryby”, il. Pasi Pitkänen, wyd. Widnokrąg, Warszawa 2018–2020.
Wiek: 6+