środa, 18 stycznia 2017

Magazyn "Świerszczyk" w nowej odsłonie

„Świerszczyk” to najstarsze w Europie czasopismo dla dzieci – ukazuje się nieprzerwanie od 1945 roku! Niestraszne mu były zawirowania historyczne, społeczne i polityczne. Przetrwał w erze pustych sklepowych półek i twa w epoce nadmiaru. Nie dał się zatopić w zalewie tandetnych postdisneyowskich gazetek , co niestety przydarzyło się „Misiowi”, i nadal rozwija się z myślą o swoich czytelnikach – tych stałych, wiernych i tych, którzy w Świerszczykową przygodę dopiero wyruszają. Oby było ich jak najwięcej!


Z radością chcę Was poinformować, że ten blog i fanpejdż będzie aktywnie uczestniczył w działaniach „Świerszczyka”, szczególnie w akcjach wspierających i propagujących czytelnictwo wśród dzieci. 

Pismo jest bardzo mi bliskie – prenumerowałam je od dziecka, jeszcze w czasach, gdy w kioskach były specjalne teczki prenumeraty. Co dwa tygodnie biegłam w podskokach do „Ruchu” i zadawałam magiczne pytanie: „Czy jest coś w teczce 135?”. A kioskarz wstawał, robił krok w kierunku regaliku za plecami, po czym wyłuskiwał najpierw szarą tekturową teczkę, a z niej moje pismo. Zaczynałam je czytać od razu, jeszcze w drodze do domu, i nie mogąc się doczekać, rozdzierałam byle jak palcem strony (były to czasy, gdy arkusze gazet należało samodzielnie rozcinać nożykiem do papieru, ewentualnie linijką), aby dostać się do ulubionych rubryk.

Wielką miałam frajdę, gdy już jako dorosła osoba mogłam wrócić do lektury „Świerszczyka” – najpierw z córką, urodzoną na początku lat dwutysięcznych, i niedawno także z czteroletnim synem. To taki specyficzny rodzaj dumy, gdy widzisz, że coś, co się zawsze lubiło, ceniło i szanowało nadal trzyma wspaniały poziom merytoryczny i ilustracyjny, rozwija skrzydła i jest tak bardzo godne polecenia.

Jeśli nie mieliście do tej pory okazji poznać „Świerszczyka”, serdecznie Was do tego zachęcam. Tym bardziej, że od aktualnego numeru (2/2017) pismo zwiększyło swoją objętość, pojawiły się w nim nowe rubryki, tekturowa wkładka z grą baśniową i motywującymi odznakami czytelniczymi, a wszystko to w ramach– UWAGA, UWAGA! – zainaugurowanej właśnie działalności  Świerszczykowego Klubu Książkowego!

O jego poczynaniach i wszelkich ogłaszanych akcjach czytelniczych będę informować na blogowym fanpejdżu. Dołączajcie do czytania i wspólnej zabawy!
  









wtorek, 17 stycznia 2017

Subiektywny przegląd książkowych nowości /styczeń 2017/

Co miesiąc prezentuję Wam pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam „dodać do ulubionych”, czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły i którym warto będzie przyjrzeć się bliżej.


Kiedy patrzymy na dzieła sztuki, w głowie zazwyczaj pojawia się mnóstwo pytań. Niektórych z nich nigdy nie wypowiadamy na głos, bojąc się, że wykażemy się ignorancją czy niewiedzą. Dzieci nie mają z tym kłopotu i pytają otwarcie: Dlaczego ta pani jest goła? Dlaczego wszystko jest takie płaskie? Po co tu tyle owoców? I do czego w ogóle ta sztuka?
Susie Hodge przyjmuje te pytania z powagą i udziela na nie odpowiedzi w interesujący sposób – interaktywnie, kompetentnie, z humorem i lekkością. Treść książki skupia się wokół 22 pytań, po jednym na każdej rozkładówce. Pada na przykład pytanie o inspirowanie się mistrzami w oryginalnej twórczości, o podobieństwa i różnice stylów malarskich. Młody czytelnik może doświadczyć wizualnych efektów pointylizmu i op-partu, a także energetyzującej dynamiki prac Yayoi Kusama. Odkryje też, że nawet niedokończony obraz może stać się arcydziełem, a dla sztuki nie ma rzeczy niemożliwych: pociąg wyjeżdża wprost z kominka (René Magritte), chmura przepływa przez pokój (Berndnaut Smilde) a filiżankę, spodeczek i łyżeczkę pokrywa miękkie futro (Meret Oppenheim).
Susie Hodge, Dlaczego sztuka pełna jest golasów?, tłum. Grzegorz Kulesza, Wydawnictwo Naukowe PWN 2017
Wiek: 9+

Zimą był mróz, śnieg i pomarańcze w paczkach świątecznych wręczanych podczas „choinki” w zakładach pracy rodziców. I jeszcze ciasteczka-markizy, które lubiłam najbardziej i później których konsumpcję celebrowałam przez cały styczeń. Jak wytłumaczyć współczesnym dzieciom, że to było wydarzenie? Że barwiona woda w woreczkach pita przez słomkę stanowiła atrakcję wspólnych wypadów po szkole do spożywczego? Z pomocą przychodzą książki, które nie tylko opowiedzą, ale i pokażą na zdjęciach i rysunkach, jak wyglądała rzeczywistość rodziców i dziadków. Seria „Gdy rodzice byli dziećmi” właśnie taki stawia sobie cel – opowiedzieć o tym, co było kiedyś oraz zachęcić do wspólnej międzypokoleniowej zabawy, dzięki zawartym w każdej z książeczek quizom, krzyżówkom, labiryntom, naklejkom, wycinankom.
Izabela Łazarczyk-Kaczmarek, Gdy rodzice byli dziećmi. Zima, wyd. MAC Edukacja, styczeń 2017
Wiek: 7+


Książki typu pop-up fascynują dzieci swoją trójwymiarowością, dzięki której postaci zdają się wychodzić poza opowiadaną historię. Z dzieciństwa pamiętam własną fascynację „rozkładankami” Vojtecha Kubasty, nad którymi zastygałam w zachwycie, przyglądając się każdemu detalowi z różnych perspektyw i puszczając wodze wyobraźni.
Dzisiaj wybór pop-upów jest bardzo duży – od prostych kartoników po misterne, rozbudowane dzieła sztuki.
„Kto się kryje w lesie?” i „Kto się kryje w wodzie?” to dwie propozycje dla najmłodszych. W pierwszej z nich w mroku lasu lśnią czyjeś oczy – do jakiego straszliwego stworzenia należą? Sowa, nietoperz, niedźwiedź i wilk snują domysły, drżąc ze strachu. Podobnie w drugiej książeczce – tajemnicze oczy błyskają tym razem z wodnych głębin. Wzbudzają niepokój nawet u tak groźnych zwierząt, jak krokodyl, ośmiornica czy rekin! Ale przecież to strach ma wielkie oczy…
Ciekawe graficznie pop-upy pomagające oswoić dziecięce lęki.
Eryl Norris, Andy Mansfield, Kto się kryje w lesie?, Kto się kryje w wodzie? wyd. Mamania2017
Wiek: 2+

Jaką ścieżką podąży dziecięce okrucieństwo i rówieśnicza przemoc, tego przewidzieć czasami nie sposób. Jednego dnia przynależysz do grupy, a drugiego – stajesz się jej kozłem ofiarnym. Dlaczego i na jak długo, tego nie wiesz ani ty, ani nikt inny. Takie społeczne wykluczenie dotyka Helenę, jedenastoletnią bohaterkę „Jane, lis i ja”. Dziewczyny, z którymi niedawno całkiem dobrze się dogadywała, nagle zaczynają z niej bezlitośnie drwić i szkoła staje się miejscem, w którym Helena czuje się zaszczuta, stłamszona, nic niewarta. Ucieczką jest świat ulubionej bohaterki literackiej – Jane Eyre. Z powieści Charlotte Brontë Helena czerpie siłę do przetrwania szkolnego koszmaru z nadzieją na prawdziwą rówieśniczą przyjaźń w nieodległej przyszłości.
Wspaniale narysowana, poruszająca i bardzo aktualna powieść graficzna dla młodszych nastolatków.
Fanny Britt, Jane, lis i ja, il. Isabelle Arsenault, wyd. Kultura Gniewu, styczeń 2017
Wiek: 10+

Adam Święcki, znany z komiksów dla dorosłych, stworzył ostatnio sympatyczne książeczki dla najmłodszych dzieci. Po „Pani Detektyw Sowie” właśnie ukazała się kolejna – „Pan Łasuch Miś”. Oba tytuły wchodzą w skład serii „Mój pierwszy komiks”. Pierwszy z nich opowiada o sowie, która poszukuje w lesie zaginionych żołędzi, drugi o misiu-łasuchu, któremu ciągle burczy w brzuchu, co popycha go do działania – prosto w zabawną przygodę. Obie książeczki są wierszowane, ale to nie jest akurat najmocniejszą ich stroną. Zachwycają przede wszystkim graficznie – kreską, kolorystyką, uroczo uproszczonymi sylwetkami zwierząt. Idealne do przetarcia szlaków przyszłym miłośnikom komiksów. A także do… nauki czytania!
Adam Święcki, Pani Detektyw Sowa, Pan Łasuch Miś, wyd. Tadam 2017 Wiek: 1+




  

czwartek, 12 stycznia 2017

Gdy pada śnieg

Znowu zrobiło się biało i mój syn w podskokach wybiegł rano z domu. Przypomniało mi to o Peterze z książki „The Snowy Day”, który z jednakową radością wychodzi w śnieżny dzień, by odcisnąć na białym puchu ślady swoich małych stóp.  


Picturebook Ezry Jacka Keatsa, syna polskich emigrantów, jest jedną z najważniejszych dla Amerykanów pozycji w dziecięcej literaturze. Książka, wydana w 1962 roku, przetarła szlaki czarnoskórym bohaterom do pełnoprawnej obecności w utworach kierowanych do dzieci, a jej metaforyczna wymowa i bohater będący symbolem przemian – „Brown-sugar boy in the blanket of white” – trwale wpisały się w historię literatury i w serca czytelników. 




Poczta Stanów Zjednoczonych wypuściła właśnie serię znaczków z ilustracjami do książki, zaś Andrea Davis Pinkney stworzyła przepiękny utwór „A Poem for Peter” (fragment poniżej) opowiadający o życiu Keatsa i o jego najsłynniejszej książce, nawiązujący estetyką ilustracji do charakterystycznego kolażowego stylu Keatsa.





„Yes, yes, brown-sugar boy
you were on your way
Ready to run outside and play

You, little one
were filled with big dreams
of a city sidewalk adventure.

You, Peter, so eager
to make new footprints
in the clean crunchy stuff
beneath your feet”.



Jack Ezra Keats, The Snowy Day, wyd. Scholastic, wiek: 2+
Andrea Davis Pinkney, A Poem for Peter: The Story of Ezra Jack Keats and the creation of the Snowy Day, wyd. Viking Books 2016, wiek:7-8

piątek, 6 stycznia 2017

Prosiaczek i pojazdy

Kiedy ma się w domu kilkulatka zafascynowanego pojazdami wszelkiej maści, zdanie, które głosi, że „nie ma na świecie nic przyjemniejszego niż obserwowanie, jak rytmicznie obraca się gruszka betoniarki” brzmi jak najszczersza prawda.



Spośród licznych książkowych prezentów znalezionych pod choinką, kartonówka „Prosiaczek i pojazdy” cieszy się w oczach mojego syna największą estymą. Wielokrotnie czytana, oglądana, komentowana, obchichotana, idealnie wpasowała się w gust małego fana motoryzacji.
Prosiaczek jako bohater swoich urodzinowych przygód także wyskakiwał co jakiś czas z półki, ale rzadziej i ze zdecydowanie mniejszym entuzjazmem. 


Fabuła tej książki jest prosta: w pewien nudny dzień po Prosiaczka podjeżdża swoim oldskulowym kabrio wujek Leon i zabiera go ni mniej, ni więcej, tylko do sklepu z zabawkami. A tam, oczywiście nudzić się nie można. Prosiaczek i wujek pędzą prosto do działu z samochodami i zaczyna się zabawa. Slalom między nogami kupujących, wgniatanie walcem paprochów w wykładzinę, blokowanie wejścia do sklepu pociągiem towarowym i próby złapania na hak dźwigu któregoś ze sprzedawców.


Z perspektywy rodzica najśmieszniejsze jest obserwowanie, jak wielką frajdę z zabawy ma wujek Leon. Co najmniej taką jak Prosiaczek, a może większą. Wystarczy spojrzeć na jego pełną zacięcia minę, chuligański uśmieszek pod wąsem i błyszczące radością oczy. Wujek Leon uosabia wszystkich dużych chłopców, którym serce przyspiesza na widok samochodów-zabawek. Jak to dobrze mieć wtedy pod ręką syna, bratanka albo siostrzeńca, który posłuży za argument do wielogodzinnej zaangażowanej zabawy. Chociaż w dzisiejszych czasach coraz rzadziej taki argument jest potrzebny. Dorośli już otwarcie bawią się jak dzieci, a znane marki produkują modele zabawek kierowane specjalnie do dorosłych odbiorców. Czy zresztą tak samo nie dzieje się na przykład z odbiorcami picturebooków?


„Prosiaczek i pojazdy” to bardzo uniwersalna wiekowo książka. Maluszkom spodoba się z pewnością już sama kolorystyka – ciepłe, nasycone barwy przyciągają wzrok; dwu-trzylatki zachwycą się betoniarkami, dźwigami, radiowozami, a przedszkolaki i starsi czytelnicy z radością podążą za humorystycznym wątkiem historyjki, łącznie z jej przekorną puentą. Otóż na koniec wspaniałej zabawy w sklepie wujek Leon pozwala Prosiaczkowi wybrać jeden pojazd, który będzie mógł zabrać ze sobą do domu. Prosiaczek nie waha się ani chwili. Ciekawa jestem, czy zaskoczy Was jego wybór?

„Prosiaczek i pojazdy” Ola Woldańska-Płocińska, wyd. Czerwony Konik 2016.
Wiek: 0+

sobota, 24 grudnia 2016

Wigilia Małgorzaty

Dzisiaj Wigilia, i z tej okazji krótki wpis o książce „Wigilia Małgorzaty”. To bardzo szczególna i piękna pozycja, w zasadzie trudno powiedzieć, czy bardziej dla dzieci, czy dla dorosłych. 



Pozornie  prosta historia ukazuje starszą panią samotnie spędzającą święta Bożego Narodzenia. Małgorzata ma dzieci i wnuki, ale nie chce zawracać im głowy swoją osobą. Niech sobie odpoczywają!
Jest więc to samotność z wyboru, wewnętrzna zgoda na wycofanie się z aktywności życiowej. Łatwo przychodzi, bo z biegiem lat „poza domem” oznacza zagrożenie. Tyle niebezpieczeństw czyha za progiem! Dlatego, gdy nagle rozlega się dzwonek do drzwi, Małgorzata wpada w panikę. Jeśli otworzy, na pewno stanie się coś strasznego!



Dla młodszych czytelników „Wigilia Małgorzaty” to pogodna historia o tym, że dobro przynosi dobro. Dla starszych to dodatkowo znacznie bardziej dramatyczny, ukryty w oszczędnym tekście i wymownych ilustracjach zapis walki z własnym, osuwającym się w niebyt „ja”, walki z czasem, który zabiera najbliższych i wszystko, co kochane.



Pascal Blanchet opowiada ilustracjami to, czego nie wyraziły słowa. Jego obrazy są dowcipne i melancholijne jednocześnie. Grają na emocjach, fundują nam gulę w gardle i wypełniają głowę mieszanką wspomnień, przebrzmiałych marzeń i nieaktualnych planów. Ale kierują też ku teraźniejszości.



W tej książce jest wszystko to, co przywołujemy w czas Bożego Narodzenia: tęsknota i nadzieja; człowiecza słabość i wewnętrzna siła, oraz drobne ludzkie gesty dobroci, które nie pozwalają zgasnąć światłu.



Wigilia Małgorzaty, India Desjardins, il. Pascal Blanchet, wyd. Dwie Siostry 2014.
Wiek: 10+

I jeszcze jedna, ale bardzo ważna rzecz: życzenia świąteczne dla Was! Dziękuję za obecność tutaj na blogu i na fanpejdżu, za wszystkie komentarze i opinie. Spokojnych, dobrych Świąt i wspaniałych książek pod choinką!


piątek, 16 grudnia 2016

Subiektywny przegląd książkowych nowości /grudzień 2016/

Co miesiąc prezentuję Wam pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam „dodać do ulubionych”, czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły i którym warto będzie przyjrzeć się bliżej.


Chyba już kiedyś wspominałam, że uwielbiam książki o czasie. O jego upływie, o chwili, którą próbujemy zatrzymać, o próbach kierowania czasem – tych fantastycznych, baśniowych i tych zupełnie realnych. „Mój dziadek” jest opowieścią o relacji i budowaniu bliskości między dziadkiem a wnuczkiem, ale bohaterem tej książki jest także czas. Dziadek ma go pod dostatkiem – celebruje chwile spędzane z wnuczkiem, delektuje się drobnymi przyjemnościami, oddaje sztuce pisania listów… Nie można tego powiedzieć o jego sąsiedzie, który ledwie ma czas, by rzucić pospieszne „dzień dobry”.  Zestawienie tych dwóch postaci bawi, ale i frapuje. Jak to z tym czasem jest, że dwadzieścia cztery godziny podarowane nam każdej doby tak różnie gospodarujemy? Przepiękny picturebook do oglądania, czytania i do refleksji.
Mój dziadek, Catarina Sobral, wyd. Kocur Bury 2016
Wiek: 4+

Tytułowego prosiaczka pewnie już znacie. Świętowaliśmy w innych książkach jego pierwsze, drugie i trzecie urodziny. Teraz nadszedł czas na wyprawę. W bardzo miłe zresztą miejsce, bo do sklepu z zabawkami. Prosiaczek wybiera się tam z wujkiem Leonem – jadą wspaniałym zabytkowym kabrioletem. A na miejscu może sobie wybrać  prezent! Jak tu jednak dokonać wyboru, kiedy na sklepowych półkach tyle jest fantastycznych pojazdów: ciężarówy, kopary, radiowozy? Oczywiście najlepiej sprawdzić zabawkę w działaniu. I tak zaczyna się wielkie testowanie pojazdów, z którego wielką frajdę ma bynajmniej nie tylko Prosiaczek!
Sympatyczne postaci świnek, zabawne ilustracje w nasyconych kolorach oraz solidne kartonowe kartki ucieszą malucha, starszaka przyciągną betoniarki, kabriolety i pick-upy.
Prosiaczek i pojazdy, Ola Woldańska-Płocińska, wyd. Czerwony Konik 2016.
Wiek: 0+

Milena z oczami jak dwa czarne słońca… Milena z oczami jak lśniące wodospady… to obiekt marzeń Dawida. Zrobiłby wszystko, by ją uszczęśliwić. Chodzą do tej samej klasy, ale cóż z tego, skoro ona go nie zauważa. Co może zrobić chłopak, by dziewczyna, w której się kocha spojrzała na niego przychylnym okiem? Rozśmieszyć  ją zabawną historyjką? Zaimponować  wiedzą i umiejętnościami? A może grać maczo? Dawid postanawia próbować do skutku, przez cały tydzień każdego dnia wdrażając w życiu nowy pomysł.
Poetycka, pełna ciepłego humoru opowieść o pierwszym zakochaniu i początkach relacji uczuciowych między chłopcami i dziewczynami. Dla czytelników z młodszych klas podstawówki. Pierwsza część trzytomowego cyklu zilustrowanego czarno-białymi rysunkami Piji Lindenbaum.
Zakochałem się w Milenie, Per Nilsson, il. Pija Lindenbaum, wyd. Zakamarki 2016
Wiek: 6+

Bardzo lubię ilustracje Marianne Dubuc i cieszy mnie, że w tym roku pojawiło się tyle polskich wydań książek, w których możemy je oglądać: „Lew i Ptak”, „Dzień dobry. Poczta!”, i teraz „Lusia i przyjaciele”. „Podwieczorek” to pierwsza z serii książeczka o Lusi, w której poznajemy ją i jej troje przyjaciół: królika, żółwia i myszkę. To wesołe towarzystwo wyrusza na piknik i urządza go sobie na gałęzi drzewa. I gdy tak sobie siedzą przyjemnie, zajadając orzechy i ciasteczka, nagle jeden orzeszek zaczyna krzyczeć: „Nie zjadajcie mnie!”. Okazuje się, że to nie orzech, tylko ślimak, który dołączy do grona przyjaciół Lusi.  Pogodne, akwarelowe ilustracje kanadyjskiej autorki nadają książce sielski, nieco oldskulowy klimat dzieciństwa – takiego, jakie chcielibyśmy pielęgnować w pamięci i na myśl o którym się uśmiechamy.
Lusia i przyjaciele. Podwieczorek, Marianne Dubuc, wyd. Łajka 2016.
Wiek: 3–6

Calpurnia Virginia Tate ma 11 lat i marzy o tym, by w przyszłości zostać weterynarzem. Kłopot w tym, że czasy i miejsce, w których dorasta nie sprzyjają jej naukowym zainteresowaniom. U schyłku XIX wieku w Teksasie dziewczęta zachęcane są raczej do gotowania i szydełkowania . Calpuria źle się jednak czuje w ciasnej kuchni, gdzie matka uporczywie udziela jej lekcji prowadzenia domu, próbując przygotować jedyną córkę na społeczną inicjację. Dziewczynka woli przebywać blisko natury, wędrować razem z dziadkiem po łąkach, obserwując rośliny i zwierzęta, dzierżąc pod pachą notatnik i dzieło „O powstawaniu gatunków” Darwina.  Kiedy odkrywa nieopisaną dotychczas roślinę, jest pewna, że znalazła też swoje powołanie, rodzina ma jednak odmienne zdanie na ten temat i oczekuje podporządkowania się obowiązującym normom. Refleksyjna opowieść o szukaniu własnej tożsamości i odwadze mówienia własnym głosem. Książka zdobyła wiele nagród, w tym Newbery Honor Book. W 2015 roku ukazała się w USA jej druga część.
Ewolucja według Calpurnii Tate, Jacqueline Kelly, wyd. Dwie Siostry 2016
Wiek: 9+