niedziela, 30 kwietnia 2017

Co na blogach piszą /kwiecień 2017/

Pięć najciekawszych według mnie wpisów minionego miesiąca opublikowanych przez blogerów książkowych. Cykl, którego celem jest polecenie Wam wartościowych książek, o których dobrze wypowiedzieli się inni, a także – czy może przede wszystkim – okazja do dzielenia się książkowymi miejscówkami w sieci, które lubię, cenię i stale odkrywam. 


Superważna społecznie książka „Wspólne nie znaczy niczyje”, której współautorką jest Alicja prowadząca blog „W Nieparyżu”, zrobiła na mnie potężne wrażenie i na pewno się nim tu z Wami podzielę. Zanim to jednak nastąpi, zajrzyjcie do Bartka, na blog „Co czytam Konstantemu i Matyldzie” i przeczytajcie recenzję człowieka, który, pisząc o przestrzeni publicznej i jej przeobrażeniach, wie o czym pisze. Sięgnijcie koniecznie także po samą książkę, bo słusznym jest stwierdzenie, że „takich książek mieszkańcy Rzeczypospolitej Polskiej potrzebują jak kania dżdżu”.


czwartek, 27 kwietnia 2017

Mydło i Pisklak, czyli nowe kartoniki z Bajki

Byłam ostatnio u znajomej, i jak zwykle nogi same poniosły mnie w stronę biblioteczki jej syna. Jeszcze nim zdążyłyśmy usiąść przy kawie, ucięłyśmy sobie pogawędkę o jego ulubionych książkach. Jednymi z nich były kartonówki, ale takie, które spełniają dwa wymogi: mają wyraziste ale nie bijące po oczach ilustracje oraz ciekawy tekst. Najlepiej będący jakąś historią, a nie tylko podpisem pod obrazkiem. Od razu w myślach zobaczyłam dwie książki, które przeglądałam przed wyjściem z domu: „Mydło” i „Pisklaka” wydane w kwietniu przez Bajkę.




To kolejne tomiki do kolekcji w tej serii – w zeszłym roku ukazały się „Koala nie pozwala” i „Myszka”. Wszystkie mają ten sam poręczny format (170 x 190 mm), grube kartonowe kartki, zaokrąglone rogi, solidne klejenie i matowy papier, w którym nic się przesadnie nie odbija. To pozwala bez przeszkód cieszyć oko ilustracjami. Doskonałymi zresztą! Poprzednie kartoniki ilustrowały Emilia Dziubak i Dobrosława Rurańska, najnowsze – Jona Jung i Adam Pękalski.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Znowu ta sama książka? I bardzo dobrze!

Czy twoje dziecko ma taką książkę, którą czyta wciąż i wciąż od nowa? Albo, co gorsza, oczekuje, że ty będziesz mu ją wciąż na nowo czytać?  



Na początku podobały ci się w niej piękne ilustracje i ciekawa treść, ale teraz czujesz, że jeszcze chwila i ją znienawidzisz. Może nawet skrycie marzysz, że gdzieś się zapodzieje? Rozumiem cię doskonale i wiem, że to może doprowadzać do szału. Ale… może jeszcze się zastanowisz, zanim wyrzucisz tę książkę, hmm? Bo tak się składa, że przy całej swej uciążliwości powtarzalne czytanie – niezależnie od tego, czy to ty czytasz dziecku na głos, czy ono tobie – niesie za sobą zaskakująco wiele korzyści dla przyszłych czytelników.

Słownictwo i rozpoznawanie wyrazów
Im więcej dziecko czyta, tym bogatsze jest jego słownictwo. Gdy wysłuchuje wielokrotnie tej samej książki, trwale przyswaja sobie pokaźną liczbę słów. Znasz już tę książkę na pamięć? Zapewne twoje dziecko też, i bardzo dobrze!

piątek, 21 kwietnia 2017

W świecie Richarda Scarry'ego

Czy można się nie uśmiechnąć, widząc sześć małych myszek w serkowozie i królika pędzącego autem w kształcie marchewki? W Busytown mieszka wiele zaabwnych i charakternych zwierzaków, a na ulicach miasteczka nie brakuje najdziwniejszych pojazdów, których właściciele wykazują się dużą fantazją zarówno ich projektowaniu, jak i użytkowaniu. Zobaczcie sami!



Pierwszy raz o Richardzie Scarrym, twórcy Busytown, i o jego rysunkowych światach dowiedziałam się, dorabiając na studiach jako niania. Wspólnie z pięciolatkiem, którym się wówczas opiekowałam, oglądaliśmy kasetę VHS wydaną przez PWN – „Baw się i ucz z Richardem Scarrym”. Zapadli mi w pamięć sympatyczni bohaterowie – antropomorficzne zwierzęta, przeżywające zwariowane, ryzykowne przygody, które szczęśliwie zawsze dobrze się skończyły.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Subiektywny przegląd książkowych nowości /kwiecień 2017/

Co miesiąc prezentuję Wam pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam „dodać do ulubionych”, czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły i którym warto będzie przyjrzeć się bliżej.


Zawsze bardziej lubiłam spacerować niż biegać. Bo spacer to niespieszna okazja do obserwowania ludzi, przyrody, zmian w otoczeniu. To także lekka, niemęcząca forma ruchu i przebywania na powietrzu, oraz szansa na zyskanie kilku chwil dla siebie – na  „odświeżenie głowy”, refleksję i poukładanie sobie różnych spraw. Gdy przeczytałam, że wydawnictwo Tako zapowiada książkę pt. „Spacer”, na dodatek stworzoną przez jedną z moich ulubionych ilustratorek – Katarzynę Bogucką, ogromnie się ucieszyłam. W materiale prasowym czytam: „Książka Spacer to opowieść o dorastaniu i starzeniu się. Kiedy kończy się pierwsze, a zaczyna drugie? Czy jest coś pomiędzy? Spacer daje możliwość poszukania odpowiedzi na te i wiele innych pytań”. Taki punkt widzenia – spacer jako wędrówka przez życie – jeszcze bardziej kusi, by sięgnąć po książkę. Historia bez słów – typ opowieści graficznej, której popularność wciąż rośnie – zachęca do niespiesznych rozmów z dziećmi na tematy, które od spaceru wychodząc, podryfują swobodnie w bardzo różnych kierunkach. „Spacer” wydano w trzech wariantach okładkowych do wyboru.

Katarzyna Bogucka, Spacer, wyd. Tako, Warszawa, kwiecień 2017
Wiek: 5+


Zaczarowany dywan, który potrafi przenosić w odległe, egzotyczne miejsca?  Chyba każdy o takim marzył choć raz! Lilka magiczną moc dywanu w swoim pokoju odkryła przypadkiem, za sprawą własnego bałaganiarstwa – zamiotła pod niego coś, co chciała naprędce ukryć. Gdy sięgnęła później po tę rzecz, poczuła że dzieje się coś dziwnego, że dywan zabiera ją z pokoju gdzieś w nieznane. Tak zaczęły się regularne podróże, będące, jak się wkrótce okazało, zdecydowanie czymś więcej niż tylko przeniesieniem się w inną rzeczywistość. Za każdym razem dziewczynka dowiaduje się czegoś nowego o sobie i innych, spogląda na szereg ważnych spraw z innego punktu widzenia, uczy się empatii i wrażliwości.
„Historie zamiecione pod dywan” to zbiór sześciu opowieści, które świetnie posłużą do rozmowy z dzieckiem na tematy takie, jak starość, rywalizacja między rodzeństwem, różnice kulturowe, potrzeba uczenia się, dbania o higienę, zdrowego odżywiania. Lekturze dodają uroku przyjazne, dowcipne ilustracje Małgorzaty Kwapińskiej.

Agnieszka Zimnowodzka, Historie zamiecione pod dywan, il. Małgorzata Kwapińska, wyd. Kocur Bury, kwiecień 2017
Wiek: 4+

W lesie spowitym mrokiem, w samym środku przygody, rycerz Lwie Serce traci nagle odwagę i liczy na naszą pomoc! Zanurzamy  się więc wraz z nim w baśniowy świat i wędrujemy dziwnymi labiryntami, krętymi korytarzami, błądzimy w starej ptaszarni, w sali herbowej, w krypcie Zrozpaczonych Rycerzy, biegniemy przez Ogród Spojrzeń, nurkujemy w fosie i próbujemy nie ulec urokowi syreny. Wreszcie, u kresu drogi, rycerza czeka ostateczne starcie ze straszliwym, zielonym smokiem. Czy wyjdzie z niego zwycięsko?
Francuska graficzka Delphine Chedru, autorka nietuzinkowych książek obrazkowych, m.in. wydanej w Polsce „Dzień dobry do widzenia” stworzyła tym razem krainę rodem iście z gry komputerowej. Dziecko jest w niej nie tylko czytelnikiem, lecz także aktywnym graczem. To od niego zależy, jak postąpi rycerz, który kierunek obierze, jakie przeszkody postanowi pokonać w pierwszej kolejności. Na każdej stronie dziecko w imieniu rycerza podejmuje decyzje – ich konsekwencje nie zawsze są pozytywne – bywa, że trzeba się cofnąć o kilka stron i zacząć wędrówkę od nowa. Po drodze czytelnik rozwiązuje rozmaite zagadki i zadania: liczy, szuka podobieństw i różnic,  znajduje ukryte elementy obrazków, wskazuje wyjście z labiryntu. Różnorodność tych zadań oraz umiejętne wplecenie ich w akcję książki sprawia, ze zabawa z nią jest nie lada frajdą i zapewnia solidną dawkę rozrywki zarówno młodszym , jak i starszym dzieciom. Duży format (205 x 323 mm), kartonowa oprawa i wyraziste, pełnostronicowe ilustracje są dodatkową zachętą do zagłębienia się w tę intrygującą książkę-grę.

Delphine Chedru, Rycerz Lwie Serce. Książka-gra, której bohaterem jesteś ty!, tłum. Joanna Wajs, NaszaKsięgarnia, kwiecień 2017
Wiek: 0–10

Na wyklejce pinezki i zapałki. A potem trupia czacha, jak ta ze stacji trafo. W moim dzieciństwie rodem z PRL dzieciaki pod blokiem straszyły się wzajemnie, że jak jej dotkniesz, to umrzesz, więc wszyscy szerokim łukiem omijaliśmy posępne szare drzwi zza których dobiegało złowrogie buczenie…
„Złota różdżka” Heinricha  Hoffmanna to dziewiętnastowieczna klasyka straszenia się dramatycznymi konsekwencjami i najsroższymi karami, które spadają na nieposłuszne dziecko. „Nie baw się zapałkami, bo zrobisz pożar”, „Nie obgryzaj paznokci, bo ci palce odpadną”, „Jak nie będziesz jadł, to się pochorujesz i umrzesz”, „Nie bujaj się na krześle, bo upadniesz na głowę i się zabijesz” – pewnie zdarzyło się Wam usłyszeć przynajmniej jedną z tych uwag, rzuconych ku przestrodze. Dzisiaj raczej śmieszą niż ostrzegają. Kiedyś jednak utwory pedagogiki strachu cieszyły się wielką popularnością i przyczyniły się nawet do powstania odrębnego gatunku tekstów, zwanego „struwwelpetriadami”.
Sama „Złota różdżka” doczekała się co najmniej 540 różnych wersji. Ta, którą właśnie dostajemy do rąk dzięki wydawnictwu ART Egmont, jest na wskroś współczesna. Adaptacji dziewiętnastowiecznych utworów dokonali wybitni tłumacze – mamy tu więc nie tylko współczesny język, lecz także stosownie uwspółcześnione realia: „Na rolkach – śmig! – nadjechał Franek,/ za nim na hulajnodze Janek,/ a Kuba przebiegł przez podwórko,/ żeby nakręcić film komórką”.
Nowoczesne są również ilustracje, których przejaskrawiona makabreska przypomina Dia de Muertos  z paradami kościotrupów przystrojonych w kwiaty. Tak „zaserwowane” utwory Hoffmanna, przez lata będące przedmiotem dyskusji, a nawet zażartych sporów, są dla współczesnych szansą do spojrzenia na nie z przymrużeniem oka i stosownym dystansem.

Heinrich Hoffmann, Złota różdżka, czyli bajki dla niegrzecznych dzieci, il. Justyna Sokołowska, tłum. Adam Pluszka, Karolina Iwaszkiewicz, Marcin Wróbel, Zuzanna Naczyńska, Anna Bańkowska, Michał Rusinek, wyd. ART Egmont, kwiecień 2017
Wiek: 7–12

Sanatorium położone na odludziu jak średniowieczne leprozorium, pozbawione telefonu i elektryczności, wypełnione kuracjuszami, którzy najwyraźniej cierpią na poważne zaburzenia psychiczne, gdyż jeden utrzymuje, że jest Leonidasem królem Sparty, inny – że piratem… Do tego mrocznego miejsca trafia piętnastoletni Liam, który ma tutaj dojść do siebie po wycieńczającej chorobie. Wkrótce odkrywa, że nie jest to bynajmniej zwyczajne sanatorium, bo w podziemiach przetrzymywani są szczególnie groźni „pacjenci”, a jego samego nikt nie zamierza leczyć. Kiedy w gabinecie ordynatora Liam znajduje mapę wieczności, w głowie świta mu myśl, że mieszkańcy domu wcale nie są ludźmi… Próby ucieczki nie zdają się jednak na nic i chłopak zaczyna rozumieć, że będzie musiał zmierzyć się z tajemnicą starego dworu.
Wciągająca, zręcznie napisana fantastyczno-kryminalna seria dla młodszej młodzieży autorstwa popularnej we Francji autorki cieszy się tam dużą popularnością i obecnie liczy już dziewięć tomów.
 
Evelyne Brissou-Pellen, Dwór. Tom I: Liam i mapa wieczności, tłum. Przemysław Szczur, wyd. Widnokrąg, kwiecień 2017
Wiek: 9+ (według francuskiego wydawcy) i 12+ (według wydawcy polskiego)





    

środa, 12 kwietnia 2017

Dlaczego? Księga najlepszych pytań i odpowiedzi

Przyznaję z ręką na sercu: dopóki na świecie nie pojawił się mój syn, prawie nie zaglądałam do książek popularnonaukowych przeznaczonych dla dzieci. Czy może – zaglądałam – ale z całą pewnością nie wczytywałam się w nie dogłębnie i ze świadomością, że wiedzę tę trzeba będzie zaraz poszerzyć, by sprostać pytaniu, które wraca i wraca, i jest niczym mantra. A brzmi: „Dlaczego?”.



Oczywiście córka też stawiała to pytanie. Jednak odpowiedzi szukałyśmy raczej przy okazji, między stronami fikcyjnych opowieści albo w detalach ilustracji picturebooków. Syn natomiast domaga się także konkretów, niezawoalowanych epitetami czy metaforami. Jest zwolennikiem tego co precyzyjne i klarowne, tego, co szybko doprowadzi do uzyskania wyczerpującej odpowiedzi.  

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Nowe przygody Skarpetek

Splótłszy drobne dłonie na piersiach, bawełniana skarpetka z zachwytem spogląda w rozjarzone gwiazdami niebo. Rozpiera ją radość odzyskanej wolności. Odkąd zsunęła się z lewej stopy Taty i czmychnęła z kosza z brudną bielizną prosto w przygodę, jej życie nabrało barw. Podobnie jak losy jej koleżanek – różnego koloru skarpetek prawych i lewych, które odważyły się wyruszyć w nieznane w poszukiwaniu szczęścia.



Kto by pomyślał, że otwór pod pralką może być swego rodzaju magicznym portalem? A jednak! W domu Mamy, Taty i Basi zwanej małą Be zdecydowanie nie jest to zwykła dziura, lecz „wejście do tajemniczego korytarza, którym zazwyczaj można było dojść dokładnie tam, gdzie się chciało”. Z tej szansy skwapliwie korzystają skarpetki członków rodziny. Nie bacząc na to, że zostawiają za sobą swe siostry bez pary, współtowarzyszy z kosza na brudną bieliznę oraz rozeźlonych właścicieli, którzy powoli mają dość tego, że ich skarpetki ciągle przepadają bez wieści.

piątek, 7 kwietnia 2017

Z Duchem (do) Teatru

Teatr od czasów starożytnych dostarcza swoim widzom wzruszeń, emocji, wrażeń estetycznych. Małe dzieci uwielbiają przedstawienia – obojętnie aktorskie czy lalkowe – same również chętnie wcielają się w różne role i bawią się w teatr. Z wiekiem to zainteresowanie często słabnie, jeśli nie jest podtrzymywane przez rodzinę czy szkołę, przegrywając z kinem, telewizją, tabletem.



Nie wszyscy mieszkamy w dużych miastach, w których dostęp do teatru jest łatwy, a mnogość wystawianych sztuk pozwala wybrać przedstawienie interesujące dla dziecka. Tym, którzy rzadko w teatrze bywają, może on wydać się miejscem nieprzyjaznym, rządzącym się nie do końca zrozumiałymi prawami, może nawet nudnym. Sytuacji zwykle nie poprawiają rzadkie szkolne wyjścia do teatru na adaptację omawianej lektury.

środa, 5 kwietnia 2017

Naprawdę SPOKO!

Są takie tematy, których nie poruszamy z dziećmi zbyt często, z różnych powodów. Na przykład dlatego, że uważamy je za zbyt trudne w danym wieku albo nie czujemy się wystarczająco kompetentni, by podjąć dyskusję w tym obszarze. Jednym z nich jest temat śpiączki. Takiej, która teoretycznie każdemu może się zdarzyć w  wyniku urazu mózgu powstałego na przykład w trakcie wypadku samochodowego czy rowerowego.  



Dziesięcioletni Robbie Ainsley doznał takiego urazu, gdy wpadł pod nadjeżdżający samochód. Chłopiec próbował dogonić swojego psa Szczęściarza i uchronić go przed niebezpieczeństwem. Niestety, sam stał się ofiarą wypadku i w ciężkim stanie trafił do szpitala. Tam okazało się, że choć zewnętrznie nie został bardzo poturbowany, to jednak obrzęk mózgu sprawia, że nie odzyskuje przytomności.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Co na blogach piszą /marzec 2017/

Pięć najciekawszych według mnie wpisów minionego miesiąca opublikowanych przez blogerów książkowych. Cykl, którego celem jest polecenie Wam książek, o których dobrze wypowiedzieli się inni, a także, czy może przede wszystkim – dzielenie się książkowymi miejscówkami w sieci, które lubię, cenię i stale odkrywam.


Miasto w twoich rękach


Gosia z bloga „Cudowne i pożyteczne” przywołała ostatnio na fanpejdżu swoją recenzję sprzed prawie dwóch lat: wpis o pop-upie „Archi.tekturki. Powojenne budynki warszawskie” Marleny Happach i Roberta Czajki. I bardzo dobrze, że to zrobiła, bo w przeciwnym razie przegapiłabym opowieść o Przyczółku Grochowskim i nie zainteresowałabym się fantastyczną architektoniczną rozkładanką, prezentującą w niekonwencjonalny sposób różne, także mniej znane, zakątki naszej stolicy.

Wszystkie zdjęcia są własnością autorów blogów i pochodzą z postów podlinkowanych we wpisie.