piątek, 10 listopada 2017

UBONGO (gra)

Jesień i zima sprzyjają grom planszowym, które spędziły ciepłe miesiące, drzemiąc na najwyższych półkach pod sufitem. To także dobra pora na nowe odkrycia w grach, bo tuż za rogiem czeka Mikołaj i zaraz nadejdą święta, a z nimi prezenty.
Nie byliśmy nigdy maniakami gier, no może poza Dixit, ale syn powoli acz wytrwale zmienia ten stan rzeczy. Bo on zdecydowanie gier się domaga i jest naprawdę dobry w te klocki. Skoro więc taki czas, i takie okoliczności, to pokażę Wam tu w listopadzie i grudniu kilka ciekawych gier, przy których wszyscy dobrze się bawimy. Recenzje znajdziecie w dziale „Poza książką”.


Ubongo czyli mózg w języku suahili. A czemu tak? Bo podczas gry trzeba „wysilić mózgownicę”! W Ubongo wygrana zależy od tego, jak szybko pracują Wasze szare komórki, czy jesteście spostrzegawczy i bystrzy, czy potraficie działać pod presją czasu.

Na początku trochę mnie to przeraziło. Popatrzyłam na zawartość pudełka, a tam jakieś geometryczne puzzle, takie małe kafelki o różnych kształtach, które trzeba dopasować do siebie w określony sposób na zaznaczonym polu, jak figury w testach na inteligencję. Ta ich część zawsze szła mi najgorzej. Myślenie przestrzenne, obracanie figur w przestrzeni… aaaaa!



Dlatego pierwszą serię dziewięciu rund sobie odpuściłam. Ale fajnie to wyglądało z punktu widzenia obserwatora,  poza tym zobaczyłam, że mój pięcioipółletni syn całkiem niezgorzej sobie radzi (choć gra jest rekomendowana 8+), stwierdziłam więc, że może, jakoś…
No i zaskoczyłam. Błogosławiony fakt, że gra ma dwie wersje: łatwiejszą i trudniejszą, co pozwala każdemu ładnie się w niej odnaleźć, stosownie do umiejętności lub wieku.

To teraz zasady, czyli jak grać:
Wyjmujemy na stół plansze zadań. Jest ich 36. Maksymalnie mogą grać cztery osoby.


Z jednej strony planszy znajduje się łatwiejsza wersja (3 kafelki do ułożenia), z drugiej trudniejsza (4 kafelki). Dorośli mogą wybrać trudniejszą wersję, dzieci łatwiejszą i wtedy szanse są bardziej wyrównane.

Z woreczków wysypujemy kafelki. Każdy dostaje zestaw 12 różnych kafelków.



Na widoku kładziemy tor rund, który w ogólnym emocjonalnym zamieszaniu będzie nam przypominał, która akurat trwa runda. Poza tym na torze rund umieszczone są także klejnoty – 9 bursztynów i 9 szafirów. To nagrody dla dwóch pierwszych osób za najszybsze wykonanie zadania.



Każdy gracz losuje po jednej planszy. Rzucamy kostką. Nastawiamy klepsydrę. Start! 


Na kostce zamiast oczek są symbole. Wylosowany symbol informuje, jakie trzy (lub cztery) kafelki musimy wybrać, by wypełnić nimi figurę widoczną na planszy. Aby to zrobić, trzeba kafelki obracać, przesuwać, dopasowywać. Szybko, bo klepsydra nieubłaganie odlicza czas…

Kto ułożył, ten woła: „Ubongo!”. Gdy piasek się przesypie pada komenda: „STOP!”.



Każdy, kto ułożył swoją figurę, dostaje nagrodę w postaci klejnotu wylosowanego z woreczka. Dodatkowo dwie pierwsze osoby otrzymują klejnoty z toru rund.
Osoby, którym nie udało się wykonać zadania, nie otrzymują żadnych klejnotów, a zatem żadnych punktów.
Oddajemy wykorzystane plansze i każdy losuje kolejną. Zaczyna się druga runda.



Wszystkich rund jest 9. Grę wygrywa osoba, która zdobyła najwięcej punktów. Jeśli się zdarzy, że dwóch graczy ma tyle samo punktów – robimy dogrywkę! Kto pierwszy wykona zadanie, wygrywa.

Aby urozmaicić sobie rozgrywki, można zdecydować się na zrezygnowanie z czynnika losowego, wprowadzając inną zasadę punktacji. Można też grać w Ubongo samemu – na czas.

Wszystkie zasady, elementy gry oraz jej warianty i przebieg są bardzo przejrzyście i zrozumiale opisane w dołączonej karcie instrukcji. Na obrazkach pokazano, co zawiera pudełko, czym są poszczególne elementy, rozrysowano też przykładową rozgrywkę z układem czterech kart i możliwymi działaniami.

I tak oto ja, która nienawidzę czytać wszelkich instrukcji, bo wyłączam się po trzecim zdaniu i nie rozumiem, co czytam, tutaj wszystko przyswoiłam, pojęłam, usiadłam i zagrałam. Cóż, ponoć Ubongo zasłynęło z tego, że każdy pojmie jej zasady w mniej niż trzy minuty. No więc tak właśnie jest, potwierdzam.



Jeśli więc wy sami lub wasze dzieci jesteście na bakier z myśleniem przestrzennym, logicznym i wszystkim co ociera się o geometrię i unikaliście takich zabaw jak ognia… oto  wspaniała, zabawowa, przyjemna okazja do tego, by oswoić się z działaniem, w którym nigdy nie czuliście się pewnie.


Ubongo sprawi też frajdę tym, którzy lubią układanki i kombinowanie, ale tradycyjne puzzle i wielogodzinne dopasowywanie elementów zdecydowanie ich nuży. Tutaj wszystko toczy się szybko, są emocje, motywacja do działania. Jest też rywalizacja, ale nie ta zacięta, oszałamiająca, która może prowadzić do kłótni i łez. W Ubongo rund jest wiele, a każda z nich to szansa na wygraną. Nie ma czasu na knowania i niesportowe emocje.

A teraz jeszcze rys historyczny. Tak, tak, Ubongo już ma takowy, bo gra została wymyślona w roku 2003 i od tego czasu zdążyła zdobyć liczne grono wielbicieli, a także wiele nagród w kategoriach najlepsze gry roku i najlepsze gry rodzinne w Szwecji, Hiszpani, Niemczech, Austrii… Ubongo wymyślił Polak z pochodzenia, informatyk i ekonomista Grzegorz Rejchtman.



Pomysł przyszedł mu do głowy po wizycie u cioci, która układała puzzle, co wydało się autorowi zajęciem niezwykle nudnym i męczącym. Postanowił więc wymyślić grę o podobnej do puzzli mechanice, ale znacznie bardziej dynamiczną i emocjonującą.
I chyba udało mu się wstrzelić w ludzkie gusta, bo do dziś Ubongo sprzedano już 2,5 miliona egzemplarzy gry

Jest też aplikacja na telefon. To tak na wypadek, gdybyście chcieli zawsze i wszędzie móc strzelić sobie partyjkę „Ubonczka”, jak pieszczotliwie mawia mój syn.


Tytuł: Ubongo
Autor: Grzegorz Rejchtman
Liczba graczy: 1–4 osób
Wiek graczy: 8+ według wydawcy, według mnie 6+
Sugerowana cena: 110 zł
Format: 30 x 30 x 7 cm
Wydawca: Egmont Polska
www.KrainaPlanszowek.pl


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz