poniedziałek, 22 maja 2017

WYNIKI KONKURSU!


Jako dziecko szczerze nienawidziłam wątróbki. Na sam jej widok robiło mi się niedobrze. Niestety dość często serwowano ją w przedszkolu. Któregoś dnia odkryłam sposób na poradzenie sobie z tym problemem: gdy panie odwracały wzrok, wpychałam wątróbkę po kawałeczku za kaloryfer. Potem bez mrugnięcia okiem przyjmowałam pochwały za „ładnie zjedzone mięsko” ;-)

Czy udało się Wam kiedyś przyłapać dzieci na takich próbach szybkiego ukrycia czegoś przed Wami, w nadziei, że raz zamiecione pod dywan, nie zostanie odkryte? Podzielcie się tą historyjką w komentarzu pod tym postem! 
Trzy najzabawniejsze historie zostaną nagrodzone zestawami: książką Agnieszki Zimnowodzkiej „Historie zamiecione pod dywan” (nowością wydawnictwa Kocur Bury, o której pisałam tutaj) oraz kocurową materiałową torbą na ramię. Konkurs trwa do niedzieli 28 maja. O wynikach poinformuję 1 czerwca na blogu. Regulamin konkursu dostępny jest tutaj.



39 komentarzy:

  1. Nic takiego sobie nie przypominam...
    I nie wiem, czy to dobrze, czy źle ;-)
    A książka raczej dla młodszych dzieci?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przekop zakamarki pamięci :) Książka w sam raz dla dzieci od 4 do 10 lat.

      Usuń
  2. Arcydzieło na ścianie. Przyłapałam ją kiedy stała przed nim z gumką do mazania i zastanawiała się, co zrobić. A zapytana o to, dlaczego malowała na ścianie odpowiedziała: "Wiem, że rysuje się na kartce, ale ja nie mogłam jej znaleźć" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A więc ta historia może nie jest związana bezpośrednio z dywanem, lecz z chowaniem..... Mój syn gdy miał 3 latka bardzo lubił borówki. Kiedyś jadł z pełnej miski, a gdy owoce się skończyły przybiegł do mnie ze straszną informację, że jedna najlepsza gdzieś mu zaginęła. Przez pół godziny chodziliśmy i szukaliśmy jej pod stołem, pod kanapą, ogólnie wszędzie. W końcu ze smutkiem daliśmy za wygraną. Jakieś 2 godziny później, gdy obaj o sprawie już zapomnieliśmy, schylając się po zabawkę zauważyłem, że synek ma coś dziwnego w jednej dziurce nosa... no i zguba się znalazła. Malec jedząc deser bawił się owocami i jedna borówka wylądowała właśnie tam, po czym została zapomniana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, te "skrytki" w dziurkach od nosa! Dobrze, że to była borówka, a nie jakaś inna, mniej naturalna kulka :)

      Usuń
  4. Mój syn bardzo sprytnie ukrywał jedzenie. Wpychał je pod deskę w rozkładanym stole, a ja długo żyłam w nieświadomości. Wydało się po jakimś czasie, gdy spodziewaliśmy się większej liczby gości. Postanowiliśmy rozłożyć stół i naszym oczom ukazała się sterta lekko już spleśniałego jedzenia. Początkowo nawet nie wiedziałam co to jest :) i skąd się tu wzięło.
    Córka z kolei ukrywała przed nami liczne swoje kontuzje przedszkolne. To, że ma naderwany płatek ucha zobaczyłam dopiero podczas wieczornej kąpieli. A o tym że się oparzyła dotykając łokciem gorącego kominka, dowiedziałam się przypadkowo,bo zobaczyłam wielką dziurę na sweterku. Być może chciała mi oszczędzić nerwów.
    pozdrawiam serdecznie Sylwia T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma to jak spleśniałe niespodzianki ;-) A Córka dzielna! Też mam w rodzinie takiego osobnika - raz pojechał na dwudniową wycieczkę ze złamaną ręką i przyznał się dopiero, gdy spuchła tak, że nie mógł żadnego ubrania włożyć.

      Usuń
  5. "Zamiatanie pod dywan" w wykonaniu mojego syna wygląda tak,że winę za wszystkie występki zwala na znanego tylko sobie Skrzata.Skrzat zakrada się do jego pokoju zwykle nocą, i psoci. O jego istnieniu dowiedzieliśmy się, gdy syn czerwoną kredką narysował obrazek na świeżo pomalowanej ścianie w swoim pokoju. "Mamo, to nie ja, to był jakiś Skrzat" rzekł syn, kiedy odkryłam naścienne malowidło. No cóż... Skrzatowi uszlo to na sucho, co więcej obrazek do dziś zdobi ścianę, ponieważ muszę tu nadmienić, iż przedstawiał on całą naszą rodzinę w nowym domu i przysporzyl matce wzruszeń. :D Ostatnimi czasy także gdy synowi wymsknie się jakieś brzydkie słówko, po chwili słyszymy tylko oczywiste usprawiedliwienie : "To nie ja, to skrzat". :D

    Pozdrawiam !
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysłowo zamiecione :) Ciekawe, czy Syn kiedyś Wam powie, kto naprawdę był tym Skrzatem :D

      Usuń
  6. Ooo ja takich historii przy trojce dzieci to mam ogrom :D

    Moja córeczka 5l ostatnio pobiła się z kolegą i pokazując nam strupka mówi:"Antek mnie ścianą zaatakował"

    Syn jak miał 3l pomalował ściany na całym korytarzu i jak przyszłam po uśpieniu malucha to uśmiechnął sie czule i powiedział z uśmiechem pokazując na kółka "To bałwanki dla mamy":) i jak tu się złościć.

    A ja sama nie bylam lepsza-kiedyś zrywalam winogrona dziadka na wino choć był zakaz i tworzyłam z nich rysunki na piasku. Jak mnie przylapał to twierdziłam, że same spadły :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To widzę, że możemy podać sobie ręce w byciu niewinątkami jako dzieci ;) Za "bałwanki dla mamy" też chyba nie umiałabym się gniewać!

      Usuń
  7. Dzieciństwo moich trzech córek przypadło na trudny czas – stan wojenny. Ciężko było ze wszystkim. Nawet zabawki były siermiężne, mało ciekawe, a co poniektóre lalki miały plastikowe kończyny mocowane na gumki. Udało mi się w cepelii kupić im trzy piękne lale w strojach ludowych. Lalki te zamykały oczy z długimi rzęsami i można było rozbierać je i ubierać. Któregoś dnia znalazłam jedną łowiczankę wciśniętą w kąt łazienki z urwaną rączką. Wyciągnęłam bidulkę i postanowiłam przeprowadzić śledztwo, czyja to sprawka. Dwie starsze córki przyniosły swoje lalki całe. Najmłodsza, Kasia (miała wtedy ok. 5 lat), bez zająknięcia uraczyła mnie taką historią: - Mamusiu, wiesz, bo u nas w łazience mieszkają krasnoludki. Moja lalka była bardzo niegrzeczna, więc ją złapały i chciały zamknąć za karę w łazience. Ciągnęły ją za rączkę, a że się opierała, to jej ją urwały…
    Do dziś Kasia ma fantazję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam taką lalkę, dziadek mi ją kupił i gdy wiózł autobusem ze sklepu, wszyscy się nią zachwycali, nie było łatwo w tamtych czasach dostać taką zabawkę. Ale nie spotkałam chętnych krasnoludków, które by miały chęć ją porwać:)

      Usuń
  8. Moja córeczka Judytka 4 lata chyba jest jeszcze za mała na "zamiatanie" pod dywan. Ale jeśli weźmie przykład z mamusi, czyli ze mnie, to pewnie największego dywanu w przyszłości nie starczy. Dwa wspomnienia z tak odległego (eh) dzieciństwa. Miałam wówczas może 7 może 8 lat. Głównymi meblami w dziecięcym (moim i siostry) były półkotapczany (w ciągu dnia rozkładane na biurka), nocą łóżka. W zagłębieniu tego mebla były półki. Któregoś wieczoru próbowałyśmy z siostrą stworzyć nastrój adekwatny do trójkowej listy przebojów Niedźwieckiego... za pomocą świeczek. Niestety moja nadpaliła mocno półkę ponad. Brązowa plastelina (uzupełniana cyklicznie)załatwiła problem sporej dziury. I kolejna historia. W ramach zabawy w Indian umalowałam siostrę i siebie farbami plakatowymi. Niestety źle obliczyłam czas na porządki przed powrotem rodziców z pracy. Mama nakryła nas gdy szczotką ryżową w wannie próbowałam zedrzeć grubą warstwę zaschniętej plakatówki z twarzy młodszej siostry. Ta historia została wyciągnięta spod dywanu w trakcie zamiatania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Auć! Aż czuję tę ryżową szczotkę na policzkach! :D

      Usuń
  9. He he u nas do dywan i łóżko to zamiata sie wszystkie lego, a na pytanie dlaczego klocki są pod łóżkiem odpowiada się " mamo, żeby łatwiej było mi znaleźć to co potrzebuję" ���� pozdrawiam Justyna, mama dwóch chłopaków-łobuziaków

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praktyczne rozwiązanie, pod warunkiem, że są daleko zamiecione i rano nie wdepniemy bosą stopą prosto w klocek ;)

      Usuń
  10. Nie mamy jeszcze zbyt wiele śmiesznych czy strasznych historii, nasze sie dopiero piszą. Jednak sądząc po tym co moj niespełna roczny synek wyprawia, będę miała ich mnóstwo ;) Codziennie dba o to, bym czasem nie siedziała z kawą i się nie nudzila!

    Jakiś czas temu, jak to robię codziennie położyłam synka na drzemkę. I jak codziennie zostawiłam go przy dźwiękach kolysanek, aby zasnął. Czasami mruczy sobie i po chwili zasypia. Oczywiście po jakimś czasie sprawdzam czy wszystko jest ok, otulam kocem itd. Czy wspomniałam już, ze na łóżeczku wisi organizer, w którym trzymam potrzebne do przewijania rzeczy??? Otóż tym razem cisza, nie oznaczała snu... Kiedy weszłam moj synek aż podskoczyl, ze strachu!!!! I Na moje wielkie zdziwienie odpowiedzial gromkim Ha ha ha. Dorwal wyjatkowo tlusty krem do pupy i roztarl go wszedzie... Na buzie, wlosy, łóżeczko i...... wymalowana przez tate sciane! I nawet chciałam się zloscic, ale kiedy usłyszałam to hahaha i zobaczylam uśmiech, sama zaczęłam się śmiać :)

    To jest historia, ktora nadal siedzi pod dywanem cichutko schowana.. Sciane zaslonilismy misiami i czekamy na odpowiedni moment, aby ją opowiedzieć tacie...

    Mama małego urwisa - Szymona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no pięknie. Ciekawe, jak się tacie spodoba niespodzianka ;-)

      Usuń
  11. U nas nie ma dywanów, więc Basia (l. 3) opracowała inne sposoby kamuflażu ;)
    1. "Na Szymona"
    - Basiu, kto pociął Twoją bluzeczkę? - pytam. A ona, bez mrugnięcia okiem - Nooo, Symon. Bo on się bawił nozyckami, wies? Zgodnie z donosami Basi, dodatkowo Szymon rysuje po ścianach, bałagani i rozlewa soczek. A wszystko to potrafi zrobić mając niespełna 8 miesięcy ;) ponadto, jako lojalny młodszy brat, nie piśnie ani słówka ;)
    2. "Tajemnica"
    Na niewygodne pytania zbyt dociekliwych rodziców lub kiedy metoda nr 1 nie jest możliwa do zastosowania (bo np Szymon śpi - gdyż musi zebrać siły na kolejne łobuzowanie), Basia stosuje jedną odpowiedź: "Nie moge powiedzieć. Bo to tajemnica... A tajemniców się nie zdladza, plawda?"
    Pozdrawiam - Karolina

    OdpowiedzUsuń
  12. Miała być jedna historia o Marysi, ale Tadzio, jej młodszy brat, nie chciał być gorszy i dziś rano również postanowił zamieść coś pod dywan, i to jak! :) ale po kolei:
    1) Marysia (obecnie l.4, wtedy 2,5), wzorem mamy, uwielbiała wklepywać sobie w twarz wszelkie kremy i inne mazidła. Nic więc dziwnego, że nie przeszła obojętnie obok pozostawionemu samopas sudocremu. Krem był prawie nowy, wystarczyło na dokładne wysmarowanie buzi, włosów, rączek, nóżek i co tylko jeszcze się nawinęło. Gdy w końcu zainteresowałam się dlaczego w salonie jest tak cicho (znacie to?), Marysia zaczęła nerwowo szukać czegoś do wytarcia, padło na czyste pranie, wiszące na suszarce. Kiedy weszłam do salonu, moim oczom ukazał się taki oto obraz: dywan, kanapa, fotel - wszystko wymazane białym, mażącym się sudocremem, a na środku pokoju Marysia, białymi łapkami przyciskająca do twarzy prześcieradło.
    2) a teraz historia sprzed 3 godzin :) Tadzio (l.1,5) zawsze pomaga mi wypakowywać i zanosić do kuchni zakupy. Gdy część zakupów była już w kuchni, a ja zajęta byłam rozmieszczaniem ich po szafkach i szufladach, Tadzio zajął się główką młodej kapusty, która została jeszcze w przedpokoju. Obrywał liść po liściu, następnie darł je na jeszcze mniejsze kawałki. Na pytanie "Tadzio, co robisz?" zaczął szybko upychać je... w buzi, więc jak przyszłam do przedpokoju zobaczyłam Tadka z policzkami wypchanymi do granic możliwości, nieudolnie chowającego za pleckami pozostałe oberwane liście. Na nic jego sprytne zabiegi, sterta liści na podłodze i tak go zdradziła ;)
    Pozdrawiam, Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chciałam edytować, ale chyba się nie da, oczywiście miało być "obok pozostawionego samopas sudocremu" :)

      Usuń
  13. Jestem mamą trójki maluchów: dwoje przedszkolaków i jednego rekruta rozrabiactwa. Córcia pewnego dnia przybiegła krzycząc: mój blat mnie uderzył pięścią. Podmuchałam obolałe miejsce, powiedziałam ojojoj (wiadomo, że ojojane mniej boli) i wśród narzekań na brata zadałam standardowe pytanie: A dlaczego cię uderzył? Padła niestandardowa odpowiedź: Bo ja go kopnęłam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam. Mam trzy córki, które bardzo lubią czasami coś "zamieść pod dywan". Trudno spamiętać wszystkie takie historie więc może ostatnia... Przy okazji zamawiania mebli zamówiłam też regał na zabawki dla córki,kiedy jednak stolarz przywiózł ją bez zapowiedzi w pokoju były rozrzucone zabawki. Pewna, że dziecko ucieszy się z niespodzianki mówię:
    - Milenka, sprzątaj szybko zabawki bo pan niesie ci nowe półki...
    - nie chcę półek!
    - żartujesz? to dla twoich lalek
    - nie chcę sprzątać i nie chcę półek!
    Musiałam więc posprzątac sama, a za godzinę... lalki dumnie siedziały na nowym regale :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowy regał fajna rzecz, a sprzątanie niekoniecznie ;-)

      Usuń
  15. Aleksy, lat 4,5, od rana wycina nożyczkami. Zrobił przerwę na śniadanie, po której zaczął oglądać bajkę w telewizji. Mama namawia go, aby dokończył swoją wycinankę. Ale synek się wykręca:
    - A nie widziałaś mojej podkładki?
    - Jakiej podkładki?
    - No tej, żeby ścinki nie leciały na podłogę.
    - Nie. A nie ma w pokoju?
    - Nie wiem (biegnę do pokoju, Aleksy ogląda bajkę)
    - A gdzie byłeś wcześniej?
    - W kuchni (sprawdzam w kuchni, Aleksy ogląda bajkę)
    - Tu jej nie ma. A jeszcze wcześniej?
    - W łazience (zaglądam do łazienki, Aleksy ogląda bajkę)
    - Też nie ma. A przed łazienką?
    - Bawiłem się w łóżku (przeszukuję sypialnię, Aleksy ogląda bajkę)
    - Nie ma. A jak ona wyglądała?
    - Nie wiem. Nigdy takiej podkładki nie miałem. Ale bardzo chciałbym.....

    Nadesłała Mama Asia

    OdpowiedzUsuń
  16. Dorwałam nożyczki i tak się jakoś nimi przed lustrem bawiłam, że ciachnęłam sobie brew. Potem nie wiedziałam, co z tym fantem zrobić, więc usilnie próbowałam naciągnąć grzywkę na brwi. Zauważyła to siostra i mówi, czemu tak robię, przecież mi włosy do oczu wpadają i przeszkadzają. Sprawa się więc wydała i na długi czas zdobyłam w rodzinie przydomek Kris Kross, bo akurat jeden chłopak z tego zespołu miał brwi wycięte w ząbki :).

    OdpowiedzUsuń
  17. Moja córka dnia pewnego zobaczyla jak mama kremuje sobie ręce. Piękne pudelko w muszelki zaciekawilo ją dnia pewnego... Cisza w pokoju może oznaczać wszystko. Tym razem oznaczała krem wszędzie. Córka postanowila się wykreować ale po co sie rozbierać- strata czasu. Krem był na włosach , spodniach, bluzce, nogach, papciach aby wszystko bylo "gładkie i delikatne"mamusiu��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, wyobrażam sobie tę wszechobecną białą gładkość :D

      Usuń
  18. Dziękuję wszystkim bardzo serdecznie za wspólną zabawę! :) Ogłoszenie wyników konkursu w CZWARTEK 1 CZERWCA tutaj na blogu.

    OdpowiedzUsuń
  19. WYNIKI KONKURSU „Twoja historia zamieciona pod dywan”

    Miło mi poinformować, że nagrody: książkę „Historie zamiecione pod dywan” Agnieszki Zimnowodzkiej oraz torbę z logo wydawnictwa Kocur Bury otrzymują:

    Ewa, wpis z 23 maja 2017, godz. 07:02
    Mama urwisa Szymona, wpis z 25 maja 2017, godz. 13:58
    Katarzyna Grych, wpis z 26 maja 2017, godz. 13:23

    Wymienione osoby proszę o przesłanie danych niezbędnych do wysyłki nagród na adres e-mail: paulina.zaborek@poczytajdziecku.pl w ciągu 7 dni.

    Wszystkim serdecznie dziękuję za uczestnictwo w zabawie. Radosnego Dnia Dziecka!

    OdpowiedzUsuń
  20. Jaka miła niespodzianka! Dziękuję w imieniu Marysi, Tadzia i swoim oczywiście :) zaraz prześlę dane do wysyłki. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń