piątek, 26 maja 2017

Moja młodsza siostra

Patrząc na okładkę tej książki, odruchowo podążam myślami ku własnym dzieciom, które  też są dla siebie bratem i siostrą, choć w odwrotnej niż w tytule kolejności. Dla mnie, jedynaczki, jest coś fascynującego w obserwowaniu relacji w rodzeństwie – tworzenia się więzi i przechodzenia przez rozmaite fazy bliskości. Cieszy mnie też każda książka o braciach i siostrach, którą możemy wspólnie przeczytać.




Archibald, bohater książki „Moja młodsza siostra”, zostanie wkrótce starszym bratem. Domyślamy się, że on sam ma mniej więcej 4 lata. To mało i dużo jednocześnie. Mało, bo dziecko w tym wieku dopiero uczy się samodzielności i całkiem niedawno odkryło radość z relacji z innymi niż mama i tata osobami. Dużo, bo czterolatek sporo już wie, rozumie i wiele spraw rozważa całkiem na poważnie w swojej głowie.


Chłopiec, poinformowany, że będzie miał siostrzyczkę, przede wszystkim stwierdza więc rozsądnie, że „nie przypomina sobie, by o nią prosił”. Coś się zadziało w jego życiu, coś bardzo ważnego, a nikt nie zapytał go o zdanie… mimo wszystko się cieszy. To już coś!  U nas nie było tak różowo. Bardzo pieczołowicie zaaranżowaliśmy moment poinformowania córki, że zostanie starszą siostrą. Chcieliśmy, by ten moment był szczególny – dostała prezent i specjalną kartkę z gratulacjami, ale niestety jej protest był potężny i kategoryczny. Długo była obrażona, unikała tematu brata, nie chciała wybierać ze mną ubranek i akcesoriów, nie zagadywała do brzucha, nie nasłuchiwała.

Dlatego kiedy spoglądam na ilustrację, na której Archibald wpatruje się z zaciekawieniem w brzuch mamy, uświadamiam sobie, że u nas tej ciekawości zabrakło. Czy może raczej – była, tyle że stłumiona przez obawy i lęki. W książce chłopiec oswaja lęk przed niewiadomą, rysując swoją siostrę, tworząc różne wizje tego, jak może wyglądać, gdy „jest już gotowa”.
To ważny etap przygotowania na narodziny rodzeństwa. Nawet gdy dziecko z pozoru nie jest tym zainteresowane, nawet gdy ostentacyjnie udaje, że nie słucha, warto co jakiś czas zachęcać je do takich „przymiarek”. To może być właśnie rysowanie albo naklejanie – na rynku są dostępne tematyczne książeczki z naklejkami dla przyszłych braci i sióstr.


W końcu przychodzi moment narodzin nowego członka rodziny i to, co wydawało się egzotyczne i trudne do wyobrażenia staje się codziennością. Najczęściej okazuje się, że „siostra wygląda jak młodsza siostra” i nie było się czego bać. Taki i u nas był scenariusz – ku mojej przeogromnej uldze! Mogłam zapomnieć o obrazach z książki „Oto jest Kasia”, które uporczywie kłębiły mi się w głowie. Córka zaakceptowała brata w chwili gdy po raz go pierwszy ujrzała, owiniętego we flanelową pieluchę. Wyglądał jak mały kokonik w szklanym pudełku. W tamtej chwili była tak samo przejęta jak Archibald, który na jednej z ilustracji siedzi uroczyście wyprostowany z nowo narodzoną siostrą na kolanach. Zaczęło się NOWE.

Jest więc już akceptacja, są dobre emocje, pozytywne nastawienie. Ale droga do bycia starszym rodzeństwem jest wyboista, a to dopiero sam jej początek. Małe dziecko wymaga wiele uwagi ze strony rodziców. Nie może czekać spokojnie na swoją kolej – jego potrzeby muszą być zaspokajane natychmiast, czasem chwilowym kosztem starszego. To są trudne chwile dla starszaka. Nasz bohater podsumowuje to w ten sposób:

„Moja siostrzyczka jest naprawdę malutka.
Chociaż czasami zajmuje dużo miejsca.
Tak dużo, że nie starcza go już dla mnie”.

To gorzkie stwierdzenie ma prawo zostać wypowiedziane, bo takie są uczucia dziecka, które nagle zyskało rywala do uwagi rodziców. Nie ma co im zaprzeczać, ale trzeba znaleźć jakieś słowa, które przekonają dziecko, że mimo nowej sytuacji ono nadal jest tak samo potrzebne, zauważane i kochane.
Książkowa mama odpowiada synkowi w prostych, ale prawdziwych słowach:

„…w sercach rodziców nigdy nie zabraknie miejsca.
Bo są wielkie jak niebo”.

Od tego momentu zaczyna się przyjaźń starszego z młodszym, szczere zainteresowanie, bezinteresowna troska, czułość i potrzeba bliskości. Autorki książki ujmująco, zarówno w warstwie tekstowej, jak i graficznej, ukazały tę pogłębiającą się więź rodzeństwa, które wspólnie się bawi, czasem kłóci, ale zaraz godzi i zapewnia sobie wzajemnie poczucie bezpieczeństwa. Chłopiec jako starszy brat jest troskliwy i opiekuńczy. Cieszy się, że jest w domu ktoś młodszy i słabszy od niego, kim może się opiekować. Jednocześnie – znakomicie, że zostało to w książce podkreślone – dobrze się bawi, gdy jest sam, bez siostry, tylko z jednym z rodziców:

 „A kiedy w ogóle jej z nami nie ma,
to też jest fajnie”.

Taki czas też jest bardzo potrzebny zarówno dziecku, jak i rodzicom.

„Moja młodsza siostra”, podobnie jak wydana przez Entliczka w 2016 roku „Miłość” tego samego duetu autorskiego, to pełna pozytywnego wydźwięku opowieść o bliskości i relacjach najbliższymi. Astrid Desbordes, znana polskim czytelnikom także z historii o wiewiórku Edziu, potrafi mistrzowsko opowiadać o uczuciach – lakonicznie, wzruszająco, ale i z humorem. 
Ilustracje Pauline Martin, tworzone w oszczędnej, ale bardzo ciepłej, pastelowej palecie barw, są czytelne, przyjazne i zabawne. Bardzo łatwo, nawet małemu dziecku, odczytać z nich różnorodne emocje bohaterów. Ten duet autorsko-ilustratorski wspaniale się uzupełnia, tworząc spójne, przemyślane, nieprzegadane książki o najważniejszych w życiu sprawach. Mam nadzieję, że wydawnictwo Entliczek uraczy nas w niedługim czasie kolejnymi historiami z życia Archibalda.


Astrid Desbordes, Moja młodsza siostra, il. Pauline Martin, tłum. Paweł Łapiński, wyd. Entliczek 2017
Wiek: 3+


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz