piątek, 2 grudnia 2016

„Święta dzieci z dachów” i inne opowieści na czas adwentu

Wspaniale jest czekać na coś radosnego. Odliczać dni, przekręcać kartki w kalendarzu. Albo w książce!  Opowieści, które zostały utkane tak, by uchylać rąbka tajemnicy codziennie, w każdym z 24 lub 25 rozdziałów aż do wigilijnego finału, wychodzą naprzeciw tej celebracji, z której szczególnie najmłodsi mają wielką frajdę. 

Wydawnictwo „Zakamarki” już trzeci raz oferuje nam książkę specjalnie przygotowaną na grudzień. Pierwsze było „Wierzcie w Mikołaja!”, następnie „Prezent dla Cebulki”, w tym roku – „Święta dzieci z dachów”.  Wszystkie pozycje mają ten sam oryginalny format (25x27 cm) i materiałowy grzbiet w ciepłych ceglastych barwach, i tworzą bardzo staranną serię wydawniczą – wysmakowaną graficznie, technicznie wysokojakościową, przewidzianą na lata użytkowania.

Cechą wspólną tych opowieści jest czas, w jakim rozgrywają się opisane w nich zdarzenia – jest to oczywiście okres przedświąteczny, z zestawem znanych wszystkim akcesoriów, takich jak adwentowe świece, gwiazdy betlejemskie, prezenty, choinka oraz oczywiście Mikołaj, na które przybycie czekają wszystkie dzieci. W każdej z książek mocno wyczuwalna jest magia świąt – wiara w to, że „wszystko może się zdarzyć”,  że marzenia się spełnią, a największe smutki odpłyną w końcu w dal. W żadnym razie nie znajdziemy tu jednak taniego sentymentalizmu czy przejaskrawionej świątecznej tandety. Jest za to wiele elementów szwedzkiej tradycji (Dzień Świętej Łucji, szafranowe bułeczki, glogg, otwarte kupowanie sobie prezentów pod choinkę), szczera, prosta uczuciowość,  dużo dobrego humoru. Wielka zasługa tłumaczki Agnieszki Stróżyk, że książki tak lekko, płynnie i barwnie czyta się na głos. Wszystkie trzy opowieści stawiają pytania dotyczące relacji między rodzicami i dziećmi, przyjaźni, tolerancji, zawiści, poczucia niższości, wykluczenia, odrzucenia przez grupę. 

Książki różnią się natomiast klimatem. „Wierzcie w Mikołaja!” jest w tym zestawieniu opowieścią zapewne najbardziej specyficzną, dla niektórych nieco kontrowersyjną.  Opowiada o buncie Mikołaja, który postanowił ukarać ludzi za to, że coraz mniej w niego wierzą i z premedytacją pozbawić ich świąt. Zaczynają się więc dziać rzeczy dziwne i niepokojące. Gasną świeczki w adwentowych świecznikach. Zawieszone w oknach gwiazdy betlejemskie nie chcą świecić. Z adwentowych kalendarzy znikają wszystkie czekoladki, zamiast bombek w pudłach z ozdobami ludzie znajdują piach, z choinek opadają wszystkie igły, a zamiast Dzieciątka Jezus w żłóbku leży szkielecik. Pomysł na tę opowieść i oryginalna, chwilami zaskakująca jego realizacja, w tym ilustracyjna,  wymagają wprowadzenia ze strony dorosłego, co może być dobrą okazją do dyskusji z dzieckiem o mikołajowym „wierzyć czy nie wierzyć”.  Książka wypełniona jest po brzegi uszczypliwym humorem oraz trafnymi obserwacjami społecznymi z ironiczną nutą: „Dorośli są jak chomiki. Nie przypuszczają, że istnieje coś poza ich własną klatką”.

„Prezent dla Cebulki” to dla odmiany taka lektura, dla której nie trzeba rezerwować grudniowego terminu. Jej przesłanie jest tak uniwersalne, że będzie aktualne również w środku lata. Stig zwany Cebulką bardzo pragnie choć raz w życiu spotkać ojca. Pielęgnuje w sobie marzenie, że kiedyś pojadą z mamą do Sztokholmu, gdzie mężczyzna ponoć mieszka, i zostaną sobie przedstawieni. Wówczas dzieci w szkole wreszcie przestaną patrzeć na Cebulkę z taką litością. Niestety mama Stiga nie zna ojca swojego dziecka. To była przelotna znajomość, numer telefonu wyrzuciła, a gdy się później okazało, że jest w ciąży, nie dokładała starań by go odnaleźć. Cebulka musi skonfrontować się z tą wiedzą, z faktem, że prawdziwy ojciec na zawsze pozostanie niewiadomą. Będzie też musiał dopuścić do siebie myśl, że ojcem może być nie tylko ten, który spłodził. To niełatwy temat do przemyśleń, ale atmosfera opowieści zachęca do rozmowy z małolatem. Pamiętam, że te dwa lata temu, gdy ukazała się książka, długo rozważałyśmy z córką, jak to jest, że oto dziecko nagle się pojawia, choć nikt nie wie, gdzie jest jego tata. I co w ogóle kryje się pod hasłem “jestem ojcem”? 


„Święta dzieci z dachów” to nastrojowo zilustrowana, poetycka, metaforyczna opowieść o sile nadziei. Klimatyczna i bardzo świąteczna. Łączy w sobie dwa zagadnienia poprzednich książek: motyw zagrożonych świąt oraz poszukiwań rodzica-opiekuna. Z trzech opisywanych tu tytułów zawiera najwięcej elementów bajkowych, magicznych i atmosfery wróżkowo-elfowo-świątecznej.
Stella, Mago i Issa uciekają z domu dziecka. Jadą pociągiem do Sztokholmu, wierząc że wkrótce zabierze ich stamtąd ojciec Mago, który mieszka w Afryce i jest właścicielem kopalni diamentów. Dziewczynka nieustannie pisze do niego listy, i choć tata nigdy nie odpisuje, ona gorąco wierzy w jego przyjazd. 
Stella i mały Issa nie łudzą się, że spotkają kiedyś swoich rodziców, bo nikt nie wie, kim byli. Dzieci pragną jednak domu, serdeczności, ludzkiego ciepła i świąt spędzonych w gronie bliskich osób. Tymczasem na dworcu kolejowym spotykają tajemniczego starego żebraka, Niklassona, który nie pamięta, kim właściwie jest. Wraz z tym spotkaniem Mago, Stella i Issa zostają wciągnięci w zaczarowany bieg zdarzeń i spotykają na swej drodze wiele osobliwych postaci, w tym tytułowe dzieci z dachów. Istoty to na wpół rzeczywiste, na wpół odrealnione – cienie wyłaniające się zza dachowych kominów. Czy są to dzieci, które tak jak nasi bohaterowie szukały bliskości, swojego miejsca, kogoś, kto by je pokochał? Które co roku wiernie towarzyszyły Mikołajowi w jego pracy, wciąż czekając? Jedno jest pewne: ich wspólnym celem jest ratowanie świąt i sprawienie, by wszyscy otrzymali na czas bożonarodzeniowe prezenty. Również te, o których marzą tylko po cichu, w największej tajemnicy. 


Trzy książki, do których wraca się ze wzruszeniem i wielką przyjemnością. Co roku albo tylko co któryś grudzień. Z coraz starszymi dziećmi i odmienną perspektywą, z nowym spojrzeniem i większym bagażem doświadczeń. Wciąż jednak z tą samą radością oczekiwania.




(2013) „Wierzcie w Mikołaja!”, Lotta Olsson, il. Benjamin Chaud; (2014) „Prezent dla Cebulki”, Frida Nilsson, il. Maria Nilsson Thore; (2016) “Święta dzieci z dachów”, Mårten Sandén, il. Lina Bodén. Wszystkie książki w tłumaczeniu Agnieszki Stróżyk wydało w wymienionych latach Wydawnictwo Zakamarki.
Wiek: 6+
Źródło kolorowych ilustracji do książki "Święta dzieci z dachów": http://www.linaboden.se/

8 komentarzy:

  1. Będzie trochę marudzenia :D Przeczytałam "Święta dzieci z dachów" i niestety, zawiodła ta historia - a czekałam! Jest wtórna, pobieżna, niezbyt spójna. Rozdziały są zbyt krótkie na czytanie 1 na wieczór, koniec rozdziału nie zahacza o początek kolejnego. Mnóstwo drobnych zastanowień nie pozwala się nią cieszyć (ojciec z Afryki, który pozwolił córce wylądować w domu dziecka, bo musiał zarabiać na chleb? kim są właściwie dzieci dachów?). Dla jakiego odbiorcy jest przeznaczona?
    O wiele bardziej lubię "Prezent dla Cebulki". Wymowna, wzruszająca (a bez szantażu emocjonalnego poprzedniej), z talentem napisana.
    "Wierzcie w Mikołaja" to dla mnie opowieść dla niewiadomego odbiorcy, ale najpewniej dla dorosłych. Wprowadza relatywizm, który mnie nieco zastanawia (czy dzieci są agnostykami?), a ten relatywizm znajduje odbicie w humorze. Wolę Lottę Olsson od "Dziwnych zwierząt". A ze szwedzkich adwentowych opowieści, w których wierzący i niewierzący w Mikołaja znajdą coś dla siebie, cenię "Niezwykłego Świętego Mikołaja" z Media Rodziny. Albo nieszwedzkiego "Chłopca zwanego Gwiazdką" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieparyżu - Czy wtórna? Ja tak tego nie widziałam... tak, z tą spójnością jest problem, za wiele, za wiele chyba intencji. Miała być przypowieścią? Metaforyczną opowieścią utkaną z biblijnych odniesień? Można sobie pokombinować, bo tropów jest wiele... Tylko nie wiem czy sam autor w tym nie zabłądził ;) (więcej wieczorem na blogu)

      Usuń
  2. Dzięki za ten komentarz - widziałam wczoraj Twój wcześniejszy wpis na Małej Czcionce o tym, że "nie wpadłaś" w Święta dzieci z dachów" i byłam ciekawa, dlaczego :)
    Ja w zasadzie też najbardziej lubię Cebulkę i doceniam spójność tej opowieści. W Dzieciach z dachów jej nie ma, ale jednocześnie jakoś mi jej nie brakowało podczas lektury. Może inaczej by było, gdybym czytała w podziale na dni, nie wiem. Od początku też spodobała mi się ta ucieczka od realizmu opowieści i odniosłam wrażenie, że ta bajkowość jest zamierzonym zabiegiem autorki. Tatę w Afryce odebrałam tylko jako symbol rodzica zajętego swoimi ważnymi sprawami, enigmatyczne sylwetki dzieci z dachów jako uosobienie dziecięcego oczekiwania bliskości i czułej opieki ze strony dorosłego.
    Tych dwóch wymienionych przez Ciebie tytułów nie miałam jeszcze w rękach; mam natomiast "W Wigilię przyjdzie niedźwiedź" Janoscha i "Niezwykłego Świętego Mikołaja" Svena Nordqvista (co prawda tylko 17 rozdziałów, ale z zakończeniem w Wigilię i atmosferą oczekiwania adwentowego) ale one z kolei do mnie jakoś nie trafiły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak > "ucieczka od realizmu" jakby autor w trakcie się rozmyślił ;)

      Usuń
    2. Trochę tak. Początek sugeruje realizm, a potem, z każdą stroną zdarzenia biegną w bajkowość. Przy okazji, dopiero teraz zauważyłam, że w komentarzu powyżej napisałam "autorki", a powinno być oczywiście "autora".

      Usuń
    3. To przejście z realizmu do bajkowości jest, dla mnie, jakby lekko za gwaltowne.

      Usuń
  3. Nie znam tej książki, ale pewnie niedługo się z nia zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń