środa, 16 listopada 2016

Subiektywny przegląd książkowych nowości /listopad 2016/

Co miesiąc prezentuję Wam pięć wydawniczych nowości, które postanowiłam „dodać do ulubionych”, czyli książki, które mnie szczególnie zaciekawiły, zachwyciły i którym warto będzie przyjrzeć się bliżej.


Peter Nimble, niewidomy od niemowlęctwa dziesięciolatek, znaleziony w koszyku dryfującym wśród morskich fal,  jest bezdomnym sierotą, szkolonym w złodziejskim fachu. Choć taki młody, prawdziwy z niego mistrz. Dzięki odwadze i magicznie zwinnym delikatnym palcom potrafi kraść z niezwykłą finezją. Ale chłopak marzy o innym życiu: chce uciec od Jakuba, okrutnego naganiacza żebraków, dla którego musi harować, codziennie zmuszany do złodziejskich występków. Pragnie mieć spokojny, ciepły dom i kogoś, kto by się o niego troszczył. Wydaje się to nieosiągalne, aż do pewnego deszczowego popołudnia, kiedy to Peter kradnie szkatułkę tajemniczego właściciela sklepu z pasmanterią. W szkatułce znajduje… trzy pary oczu. Gdy przymierza jedną z nich, zostaje nagle przeniesiony na ukrytą wyspę, gdzie otrzymuje zadanie: ma wyruszyć do pełnego niebezpieczeństw Zaginionego Królestwa i ratować potrzebujących. Peter wyrusza więc prosto w awanturniczą przygodę, naprzeciw swemu przeznaczeniu.
Jonathan Auxier, Peter Nimble i magiczne oczy, wyd. Juka (MAC Edukacja) listopad 2016, s. 400
Wiek: 8+

czwartek, 10 listopada 2016

Praktyczny pan

Gdybym nie była uczulona na koty, po przeczytaniu tej książki kupiłabym sobie jakiegoś miłego mruczka. W tej opowieści jest bowiem coś takiego, że z każdą kolejną kartką człowiek nabiera pewności, że puchaty koci kłębek zwinięty na kolanach jest właśnie tym, czego bardzo mu trzeba, by poczuć głębokie zadowolenie z codzienności.



Praktyczny Pan też doszedł do takiego wniosku, ale zajęło mu to trochę czasu. Co nie dziwi – w jego skrzętnym drobiazgowym planowaniu po prostu nie było miejsca na spontaniczną refleksję.
Życie toczyło się wygodnie w ustalonych ramach, od porannej serii przysiadów i skłonów po skrupulatnie sporządzaną przed snem listę zadań na dzień następny. Żadnych irytujących niespodzianek, żadnych gwałtownych zmian, bo „praktyczny pan nie lubił być zaskakiwany; nawet przez samego siebie”.


Nic w tym złego. Ostatecznie dorośli często tak mają. Zajęci poważnymi sprawami nie tracą „czasu na głupoty, jakimi są: tarzanie się w trawie, łaskotanie kolegów pod pachami, kręcenie się w kółko, skakanie na jednej nodze, przytulanie się do drzewa…”. Dobrze być człowiekiem zorganizowanym, ogarniętym, systematycznym. 
Chyba nawet przez chwilę poczułam ukłucie zazdrości, patrząc na gustowne, urządzone z surową kubiczną prostotą mieszkanko praktycznego pana. Lśniące czystością i niezagracone, ze starannie ustawionymi winylami, z podręczną biblioteczką lektur  inspirujących praktyczne nastawienie (Bauhaus!) , z designerską żółtą kanapą bez jednej plamki i z elegancką paterą pełną owoców.
Na tym perfekcyjnym wizerunku pojawiła się jednak rysa. I to niemała. Praktyczny pan, choć pijał zielone koktajle i każdego ranka wykonywał serię ćwiczeń, najwyraźniej nie potrafił obyć się bez leków. Regularnie łykał Destresol, Relaxinium i Sivispacemol. No właśnie, si vis pacem – „jeśli chcesz pokoju” – praktyczny pan bardzo chciał, ale zajmując się nieustannie tylko poważnymi sprawami, nie miał pojęcia jak go sobie zapewnić.
Być może łykałby więc dalej swoje tabletki, gdyby nie łut szczęścia.  Słuchał właśnie audycji „Instrukcja obsługi ([człowieka]” – sympatyczne nawiązanie do programu Grażyny Dobroń w radiowej Trójce) i ku swemu zdumieniu dowiedział się, że zamiast obciążać żołądek lekami, może zdecydować się na felinoterapię, czyli leczenie kotem. Tańsze i mniej czasochłonne,  co dla praktycznego pana miało kluczowe znaczenie, rzecz jasna.

Decyzja o kupnie kota zapadła więc dość szybko. Ale praktyczny pan jeszcze nie wiedział, że oto otworzył nowe drzwi i uruchomił proces powolnych przemian w swoim życiu oraz we własnym do niego podejściu.


Tekst Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel, autorki m.in. serii o ryjówce Florce, uwielbianej przez dzieci, jest konkretny, przejrzysty, ujmujący. Opisuje wszystko, co trzeba, byśmy bez trudu wyobrazili sobie samotniczą rutynę praktycznego pana – te codzienne porcje gimnastyki oraz sumienne zasiadanie do pracy, „za którą co prawda nie przepadał, ale która była ważna i potrzebna”, a także nawiedzający go lęk przed fizyczną i psychiczną bliskością  z inną żywą istotą.
A jednak nie umiem wyobrazić sobie tej książki bez ilustracji Adama Pękalskiego. To jest wisienka na torcie, kropka nad „i”. Książka zachwyca graficznie. Od przykuwającej wzrok wyklejki w ciepłych, nasyconych barwach, przez artystycznie wysublimowane wnętrza i precyzyjnie oddane detale, po pełen geometrycznych brył wielkomiejski krajobraz widoczny za oknem. Pozbawiony ilustracji praktyczny pan nie byłby po prostu praktycznym panem w swej pełni – dopracowanej do ostatniego rombu na sweterku.

Dopiero z takiego idealnie współbrzmiącego dialogu tekstu z obrazem wyłania się pełnia opowieści o bardzo uniwersalnych, ale często skrywanych potrzebach: bliskości, wyrażania emocji na zewnątrz, o potrzebie dawania i brania, oraz o byciu, nawet jeśli tylko przez chwilę, „całkowicie i okropnie niepoważnym”.


Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Praktyczny pan, il. Adam Pękalski, wyd. Bajka 2016
Wiek: 5+

sobota, 5 listopada 2016

Wirusy

Ach, jesień! Zbieranie kasztanów, bukiety z liści, te wspaniałe kolory i rześkie powietrze poranka, oraz… kolejne przeziębienia. Zasmarkane nosy, czerwone gardła, swędzące wysypki i obolałe mięśnie otrzymane w pakiecie z żółtym październikiem. 



Dzieci zmuszone do siedzenia w domu nudzą się na potęgę i zasypują was pytaniami, ile jeszcze potrwa to całe chorowanie, kiedy wreszcie wyjdą z domu, i czy Kuba albo Julka nie mogliby wpaść się pobawić. Zamiast rutynowej odpowiedzi, którą już macie na końcu języka, podsuńcie im książkę, która zaspokoi ich ciekawość w tym temacie.

„Wirusy” to pozycja dla najmłodszych czytelników, prezentująca te najczęściej dające się nam we znaki twory biologiczne i wywoływane przez nie choroby, powszechne zwłaszcza w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym: różyczkę, ospę wietrzną, świnkę, bostonkę, a także odrę, opryszczkę i grypę żołądkową.

Książka ma bardzo przyjazną, wygodną formę spiralnie bindowanego poradnika w poręcznym rozmiarze 148 x 185 mm. Strony rozkładają się na płasko, tekst jest bardzo przejrzysty, łatwy w odbiorze. Sympatyczne akwarelowe postaci wirusów, zerkające na dziecko z obrzeży stron, zachęcają do zagłębienia się w lekturę. 


Największą atrakcję, ale i pomoc, stanowią przekładane folie z naniesionymi objawami poszczególnych chorób: Na ilustrację zdrowego dziecka nakładamy folię ze zmianami chorobowymi, dzięki czemu możemy zobaczyć, jak wyglądają typowe objawy choroby, o której w danym momencie czytamy. Zaobserwujemy więc różne rodzaje wysypek skórnych, opuchnięte ślinianki, pęcherzyki opryszczki i wypieki oraz jelitowe zawirowania podczas ataku rotawirusa. Owo zobrazowanie, oprócz tego że pożyteczne, robi też wielkie wrażenie na dziecku, które przekręcając foliową stronicę może przekonać się naocznie, jak zdrowo wyglądające dziecko znacząco „przeobraża się” w wyniku choroby.



Opis każdej z chorób zamyka podsumowanie „W pigułce”, w którym wyszczególniono porę roku, w której najczęściej atakuje wirus, najważniejsze objawy, postępowanie konieczne w czasie choroby oraz możliwe przeciwdziałanie – z położeniem nacisku na obowiązkowe szczepienia.

Książka napisana jest prostym, potocznym językiem, uwzględniającym wiek odbiorcy. Do minimum ograniczono terminologię medyczną. Trudniejsze pojęcia zostały w tekście zaznaczone innym kolorem – ich definicje można znaleźć w „Wirusosłowniku”. 

Narratorami są same wirusy, i to one opowiadają o sobie dziecku, nie stroniąc od żartów i dowcipnych, a czasem kąśliwych uwag i anegdot. Prowadzą swoisty dialog z małym czytelnikiem, odwołując się do bliskich mu spraw i doświadczeń, znanego otoczenia: „Jeśli jesteś markotny, nie masz apetytu nawet na ulubione żelki ani na ptysia z różowym kremem, to jest duże prawdopodobieństwo, że masz przyjemność właśnie ze mną”; „Występuję w dużych gromadach dzieci, dlatego fantastycznie czuję się w przedszkolu”. 


Dzięki temu lektura książki nie przypomina czytania nudnego kompendium wiedzy o chorobach, lecz jest po prostu luźną zabawą, choć o charakterze edukacyjnym. Oprócz informacji o chorobach, przypomina dziecku także podstawowe zasady higieny i dbania o siebie: o konieczności dokładnego mycia rąk, niedzielenia się sztućcami, odizolowania chorej osoby od zdrowych, o znaczeniu poddawania się obowiązkowym szczepieniom itd.



„Wirusy” to praktyczna lektura jesienna dla młodszych dzieci, ich rodziców i wychowawców. To swego rodzaju „starter” do rozmów o zdrowiu i chorobie, który niejednemu maluchowi pomoże zrozumieć, co też się stało z jego przedszkolną grupą, z której nagle zniknęła połowa kolegów, których ponoć dopadł jakiś rota.

Ewa i Natalia Karpińskie, il. Joanna Lenart, wyd. Przygotowalnia, Kraków 2016

Wiek: 3+

czwartek, 3 listopada 2016

Potargowo – garść refleksji z Krakowa

Na tegoroczne jubileuszowe 20. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie pojechałam w piątek, licząc na to, że ominą mnie tłumy szykujące się na sobotnie szaleństwo spotkań z autorami, imprez tematycznych i konkursów. I rzeczywiście – było luźniej, choć to pojęcie względne. Do południa wąskimi przejściami między stoiskami ciągnęły hordy młodzieży przypędzonej na targi w ramach lekcji. Późnym popołudniem, po skończonej pracy, nadciągać zaczęli kolejni zwiedzający, ale pomiędzy godziną 14.00 a 16.00 było dość pusto.

Z przemiłym, przesympatycznym Tomaszem Samojlikiem

Zu z autorkami: Moniką Błądek, Joanną Jagiełło i Katarzyną Majgier
Z Marianną Jagodą
Joanna Wachowiak podpisuje "Babę Blagę "
Oczywiście coś za coś. Ludzi mniej, to i atrakcji mniej. Tym razem zebraliśmy mniej autografów i dedykacji, ale też dzięki temu nie straciliśmy czasu na stanie w kolejkach, w których bywa, że tkwi się nawet godzinę. Mogłam więc spokojniej i dłużej buszować po stoiskach, wpadając w radosne otumanienie od wielkiej liczby książkowych cudeniek, które wydawcy przygotowali na ten jesienno-targowy czas. W segmencie książek dla dzieci i młodzieży panuje obecnie taki urodzaj, że wręcz nie wiadomo, co wybierać. W każdym razie mam Wam co pokazywać i polecać!

Harry oczywiście  święcił triumfy




Szwankowała trochę strona organizacyjna targów, i pod tym względem Warszawskie Targi Książki jak dla mnie wygrywają. Ot, choćby takie dwie rzeczy: kłopot z wyjściem do samochodu (w celu wyniesienia stosów książek) i powrotu na halę; fatalna informacja o płatności za parking – wielu zwiedzających nie wiedziało, że opłatę trzeba uiścić jeszcze na hali, przed wyjściem, i później byli zawracani przez ochronę spod szlabanów, co tworzyło potężne zamieszanie i niepotrzebne korki. Ci, którzy przyjechali komunikacją miejską, skarżyli się z kolei na brak dogodnych połączeń. 


Rysunkowe dedykacje Tomasza Samojlika


Masowa impreza na taką skalę (700 wystawców, 758 gości) to jednak wyzwanie i każda kwestia musi być dopięta na ostatni guzik, inaczej od razu wkrada się chaos. Uważam, że należałoby powrócić do koncepcji osobnych targów książki dla dzieci i młodzieży, których dwie (?) edycje odbyły się w minionych latach w okolicach Dnia Dziecka. Tym bardziej, że rynek tej książki zdecydowanie się rozrasta, a w tej części kraju nie mamy takiego wydarzenia, kierowanego do młodego odbiorcy.


Dedykacje Marianny Jagody i Elżbiety Pałasz na ich wspólnej książce "Mały rudzik i wielka przygoda"


Miły akcent – założyciel wydawnictwa Media Rodzina Robert D. Gamble podarował Zu ten słynny poradnik, który był pierwszą książką wydaną przez Media Rodzinę. Czytałam go wiele lat temu na studiach, a teraz czas na ponowną lekturę, już z perspektywy matki , której jedenastoletnia córka właśnie wkr w burzliwy czas dorastania...

sobota, 29 października 2016

Książki na Halloween /2016/

Dzieci lubią się bać w sposób kontrolowany – wspólnie z rówieśnikami, podczas zabawy, w bezpiecznym otoczeniu, w asyście dorosłych osób. Halloween jest ku temu okazją, z której korzystamy coraz częściej także i w Polsce. W moim domu halloweenowa impreza sąsiedzka jest od kilku lat stałym punktem jesieni, wraz z całą towarzyszącą jej oprawą i „wczuwaniem się w klimat”. Także książkowo. Oto kilka naszych ulubionych polskich książek dla dzieci – trochę strasznych, i trochę wesołych – wprowadzających w nastrój tej zabawy.




"Był bardzo, bardzo ciemny wieczór w bardzo, bardzo ciemnym lesie – zaczyna mama szeptem. – W głębi lasu, w samotnym starym domu mieszkała mama z córeczką i pręgowanym kotem.
– Zaczekaj chwilę –  mówi Kruszynka. –  Kot się czegoś boi. chyba zobaczył coś pod łóżkiem.
Ale mama opowiada dalej dziwnym, przyciszonym głosem. (…)
Później grają w różne gry, piją kakao i jedzą sucharki, chociaż umyły zęby. Mama śpiewa piękne kołysanki i otula kołdrą wszystkie zwierzaki. Światło jest cały czas zapalone. W końcu obie zasypiają.
Ale pod łóżkiem leży rozzłoszczony duch i zgrzyta zębami”.


Kiedy kupiłam tę książkę w 2010 roku, moja córka miała pięć lat. Zasiadłyśmy do wieczornej lektury – ja podekscytowana faktem, że oto ukazało się wreszcie po polsku coś wartościowego w klimacie Halloween, córka zaciekawiona świetnymi ilustracjami –  zaczęłam głośno czytać i… bardzo szybko musiałam skończyć. Zu drżała ze strachu. 
Do tej opowieści wróciłyśmy dopiero dwa lata później.
Co tak przeraziło moją (bardzo wrażliwą i emocjonalną, trzeba przyznać) pięciolatkę? Przede wszystkim, jak sądzę, atmosfera narastającego niepokoju oraz sugestywne ilustracje, przywołujące rozmaite lęki czające się gdzieś w zakamarkach dziecięcej wyobraźni.


– Kapie krew, kapie krew… –  mówi Kruszynka płaczliwym głosem.
–  Eee, żadna krew, to przecież tylko dżem truskawkowy –  mówi mama. 
Tekst jest skonstruowany w taki sposób, że pod dwóch, trzech zdaniach budowania napięcia następuje jego niespodziewane rozładowanie poprzez zabawny zwrot akcji. Przesłanie całej książki jest zresztą humorystyczne – okazuje się, że ci, co straszą, też się boją, a konkretnie boją się siebie nawzajem!
Aby jednak dotrzeć do tej puenty, trzeba się odważyć i pokonać choć kilka stron, na których czai się mrok. Mojej córce udało się to dopiero jako siedmiolatce, choć oficjalna rekomendacja wiekowa wydawcy to 3+.

O duchu, który się bał, Sanna Töringe, il. Kristina Digman, tłum. Katarzyna Skalska, Zakamarki 2010
Wiek: 6+


***
W pewnych kręgach chodzą słuchy,
że niektórzy wierzą w duchy.
Jednak tych, co psocą nocą
raczej bać się nie ma po co…



A psocą między innymi: Trzęsinóżka, Straszak, Paszczydło, Szafik i Strzyga. Ich straszne zwyczaje można poznać, czytając i oglądając kartonówkę “Straszne strachy”, którą wydało Endo – znane przede wszystkim z ubranek dla dzieci z polskimi tekstami oraz ilustracjami rodzimych artystów.
Książeczka jest solidnie wydana, przeszła przez ręce moich dzieci i wciąż ma się całkiem dobrze. W środku znajdziemy zabawne rymowane teksty opisujące dziwaczne stworzenia kryjące się w zakamarkach domów – za szafą, w rurach, pod łóżkiem czy na strychu. Autorką intrygujących, wyrazistych ilustracji o współczesnej kresce (w swoim czasie można je było znaleźć także na ubraniach) jest Agata Dudek.

Straszne strachy, Olga Gromek, il. Agata Dudek, wyd. Endo 2010
Wiek: 3+

***
„Gdybym spotkał czarownicę, pewnie nigdy już bym nie marzł i nie byłbym taki samotny”, rozmarzył się Herbert.


Herbert jest kotem, mieszka na ulicy i często czuje się samotny. Aby się ogrzać i podnieść na duchu, często odwiedza pobliską bibliotekę. Pewnego razu w jego łapki wpada „Encyklopedia czarownic”, z której to dowiaduje się, że czarne koty, takie jak on, są ulubionymi towarzyszami czarownic. Postanawia więc wyruszyć na poszukiwania i korzystając ze wskazówek zawartych w książce, odnaleźć wśród napotkanych osób prawdziwą czarownicę.




W moim domu wszyscy kochają tę książkę! Wzruszająca, z humorem opowiedziana historia i absolutnie cudowne, pełne ciepłych jesiennych barw ilustracje Pawła Pawlaka zachwycą każdego, niezależnie od wieku.

Przepraszam, czy jesteś czarownicą?, Emily Horn, il. Paweł Pawlak, tłum. Marta Umińska, wyd. Muchomor 2003, 2015
Wiek: 3+


***
Zawsze miejcie oczy szeroko otwarte. Może się zdarzyć, że za wami czai się zło…

Zazwyczaj nie sięgam po zbiory utworów, które zostały skrócone i „ponownie opowiedziane” w stosunku do oryginału, bo ich jakość mocno cierpi na takich zabiegach. „Wielka księga strachu” nie jest jakimś cudownym wyjątkiem, ale broni się swoim pomysłem dostosowania klasycznych opowieści grozy do potrzeb młodego czytelnika. Wracamy do niej co roku. 



Na zbiór składa się 21 mrocznych opowiadań, pogrupowanych tematycznie w cztery części, traktujące o śmierci, chorobie i szaleństwie, potędze umysłu i złu. Znajdziemy tutaj m.in. utwory Edgara Alana Poego, Guy de Maupassanta, H.P. Lowercrafta i J. Williama Polidoriego, które mimo „obróbki”, zachowały atmosferę grozy i wprowadzają niepokojący klimat w imprezę halloweenową czy andrzejkową, szczególnie gdy czyta się je po zmroku, w migoczącym świetle świec. 
Niesamowite ilustracje Pedro RodrÍgueza wzmacniają upiorny efekt lektury. Polecane dla starszych dzieci!
Książka dopracowana edy
torsko, z ciekawymi notkami biograficznymi autorów na końcu.


Wielka księga strachu. 21 opowiadań, które będziecie czytać, drżąc z przerażenia, il. Pedro RodrÍguez, tłum. Ewa Morycińska-Dzius, wyd. Media Rodzina 2008
Wiek 8+



***
Ba… ba… huuu…
powiedział Gustaw niepewnie.
Wszyscy  wybuchnę li śmiechem.
Tylko nie pan Głowa.
Pan Głowa omal nie wyskoczył z prześcieradeł, tak bardzo się rozgniewał. Jego zdaniem prawdziwy duch może robić tylko „buuuhahaaaaa!” i nic innego.

Spodobał mi się ten picturebook Guido Van Genechtena, choć sama historia – duszka, który nie potrafił być straszny i nie umiał wydawać przerażających odgłosów – jest rzecz jasna mocno „oklepana” i pojawia się w wielu utworach (choćby w Say Boo! Lyndi Graham-Barber z 1996 roku, którą to książeczkę mam akurat pod ręką). 

Tytułowy Gustaw jest jednak wyjątkowo uroczym duszkiem, lekko różowawym, pucołowatym, z rumianymi policzkami, a opowieść przykuwa uwagę najmłodszych i bardzo porusza (mój czyterolatek wybuchnął płaczem na wieść, że Gustaw za swą „niestraszność” został wtrącony do Opuszczonej Wieży). Zawiera też pożyteczne przesłanie, że nie zawsze, wchodząc między wrony „trzeba krakać tak jak one”, a wartość przyjaźni polega na tym, że można być w niej sobą.



Gustaw – niestraszny duch, Guido Van Genechten, tłum. Ryszard Turczyn, wyd. Adamada 2016
Wiek: 4+


***
Co to znowu za pokraki?
Wyglądają jak wieszaki!
Wyszły z szafy bez pomocy…
Kiedy wyszły?
O północy!!!
Maszerują przez pokoje,
szumią na nich różne stroje.
Idą, idą, nie przystają.
Pod wersalkę zaglądają…


Książka wydana kiedyś w tzw. „złotej serii” Wilgi, do dziś bardzo lubiana przez moje dzieci. Rzecz jest o duszkach, stworkach i potworkach – z założenia raczej zabawnych niż strasznych. Jest wśród nich na przykład zielony potwór, cały z warzyw i owoców, jest czupiradło wyglądające z lustra w przedpokoju oraz zapachowy potworek, ciągle wsadzający nos nie tam, gdzie trzeba i – a jakże – duchy, których nikt nie chce się bać. Rymowanki Doroty Gellner w żartobliwy sposób przedstawiają wszystkie te osobliwe postaci, a intensywnie kolorowe ilustracje Macieja Szymanowicza dodają im pogodnego, nieco komicznego rysu.


Duszki, stworki i potworki, Dorota Gellner, il. Maciej Szymanowicz, wyd. Wilga 2008
Wiek: 3+



środa, 19 października 2016

Przez las

Kiedy otworzysz tę książkę, już nie będzie odwrotu. Obrazy natychmiast zaczną wciągać cię w mrok i ani się obejrzysz, a znajdziesz się wśród lasu, w starej chatce zagubionej w dzikiej gęstwinie, w upiornym dworze położonym na końcu odludnego traktu albo… w głębokim dole, czarnym jak noc, pachnącym bzem. 



Emily Carroll zaczęła publikować swoje komiksy w Internecie sześć lat temu. O jej horrorze „Jego twarz cała we krwi” (His Face All Red) miesiącami żarliwie dyskutowano na komiksowych forach, sprzeczając się o interpretację utworu i jego możliwe zakończenia. Już samo wczytanie się w te rozważania jest fascynujące, ponieważ pokazuje, jak wielką siłę oddziaływania mają utwory Carroll i jak różne emocje wywołują u odbiorcy. 


Autorka słynie z tego, że daje wolną rękę czytelnikom, jeśli chodzi o możliwe zakończenie opowieści i/lub dalszy bieg zdarzeń. Doprowadza zdarzenia do punktu kulminacyjnego, po czym usuwa się w cień, zostawiając czytającego z głową pełną pytań, na które nie ma konkretnych odpowiedzi. 



Nic tutaj zresztą, na żadnym etapie historii, nie jest powiedziane wprost, a tylko lekko zasygnalizowane; łatwo więc przeoczyć poszlaki. Czytelnik musi uważnie czytać i patrzeć, bo czasem maleńki szczegół jest cenną wskazówką pozwalającą zrozumieć daną historię. Choć i tak nigdy nie będziemy mieć gwarancji, że nasze rozumienie jest „jedyną słuszną” interpretacją. Okazuje się bowiem, że utwory Emily Carroll czytamy intuicyjnie, może nawet trochę podprogowo – odzywają się lęki z dzieciństwa, wracają dawno zapominane straszne opowieści, którymi ktoś nas kiedyś uraczył, a że każdy z nas ma inny ich zestaw, coś innego dostrzegamy „poza krawędzią łóżka, w ciemności…”.




Na zbiór „Przez las” składa się pięć komiksowych horrorów, ale to zwięzłe stwierdzenie w żadnej mierze nie oddaje wysokiej jakości tego tomiku i jego atrakcyjności dla odbiorcy, niekoniecznie zresztą zainteresowanego wcześniej komiksem. Każda zamieszczona tu opowieść graficzna jest ilustracyjnym i  językowym majstersztykiem. 


Tekst to nie tylko wypowiedzi w dymkach, to również wspaniale snuta narracja, pełna tajemnicy, narastającej grozy, czasami dosadna i okrutna, a czasem ulotna, liryczna, śpiewna: „TWOJE dłonie… tak CIEPŁE… JASNA SKÓRA i TWARZ… Czy wiedziałaś, maleńka,  ŻE MÓJ RUBIN TU MASZ? Że w MYM ŁOŻU zasypiasz? Że to DWÓR MÓJ I BŁONIE? Wszystko dałam MIŁEMU… A ON ODCIĄŁ MI DŁONIE… 


Różnorodne i bogate są źródła, z których czerpie autorka – folklor, powieść gotycka, campfire stores. Na myśl przychodzą baśnie braci Grimm, utwory Edgara Alana Poego, popularna seria „Scary Stories to Tell in the Dark” Alvina Schwartza, a graficznie – osobliwe, niepokojące ilustracje Edwarda Goreya.
W warstwie ilustracyjnej książka zachwyca, intryguje, wręcz oszałamia rozmachem obrazów i precyzyjną, przemyślaną koncepcją całości. Intensywne, nasycone kolory: połyskliwa czerń i pulsująca krwista czerwień,  granat i głęboki błękit, cienie i szarości, wielkość i barwa tekstu – wszystko tu ma znaczenie i współgra ze sobą, podkreślając wymowę poszczególnych fragmentów.


Każdą z opowieści zamieszczonych w zbiorze „Przez las” autorka udostępniła online na swojej stronie: http://www.emcarroll.com/ Nie zmniejszyło to bynajmniej popytu na wydanie papierowe. Edytorskie cacko, wysublimowane zarówno w warstwie tekstowej, jak i ilustracyjnej, po prostu chce się mieć w formie fizycznej, by w dowolnym momencie po zapadnięciu zmroku delektować się jego niesamowitym klimatem.



Emily Carroll, Przez las, tłum. Marta Bręgiel-Benedyk, wyd. Entliczek 2016
Wiek: 13+