poniedziałek, 12 września 2022

Zaginiony Ollie

 

Każdy miał kiedyś ukochaną przytulankę. Mają je nasze dzieci. Często te pluszowe misie, króliki, żyrafki, osiołki towarzyszą nam całe życie, choć ich rola z aktywnego emocjonalnego wsparcia zmienia się w sentymentalną obecność gdzieś w tle. 



Mój miś Bubuś wciąż siedzi na regale w domu rodziców. Osiołkowy Przytulak szesnastoletniej córki nadal śpi gdzieś pośród innych maskotek w jej łóżku. A dziesięcioletni syn zaśnie tylko wtedy, gdy tuli w objęciach Knorka, ulubioną świnkę.

O nich jest ta książka. O Ulubieńcach. Faworytach. 

Ollie to trochę niedźwiadek, a trochę królik. Zabawka własnoręcznie uszyta przez mamę na szpitalnym korytarzu w momencie przeżywania wielkiego lęku o zdrowie synka. Bo Billy urodził się z dziurką w sercu. Na szczęście okazało się, że jest ona mała, niegroźna i z czasem zarośnie.

Ollie też dostał serce.  Maleńkie serduszko-dzwoneczek pochodzące z zabawki niezwykle ważnej dla mamy – ukochanej lalki Niny, która była jej naj-najulubieńszą.


Towarzyszymy tym dwojgu od samych początków. Obserwujemy Billy’ego, jak rośnie, rozwija się, uczy nowych rzeczy, poznaje świat. Z Olliem u boku każdy dzień jest frajdą i tylko z rzadka zdarzy się jakaś wtopa, jak mawia chłopiec. On i jego zabawka tworzą własne elementy języka, mają swoje słówka, hasła i kody, których znaczenia są zrozumiałe tylko dla nich. Takie jak np. łapałatka, która oznacza „w prawo” (dlaczego, dowiecie się, drodzy czytelnicy, w trakcie lektury książki).

William Joyce w sensualny sposób opisuje stany dzieciństwa, gdzie wszystko jest własne i wyjątkowe, a codzienność składa się z doświadczania smaków, pychot, zapachów i faktur. Na rzeczywistość patrzymy raz oczami Billy’ego, a raz Olliego i dzięki temu tworzymy całościowy obraz tej niejako zawieszonej w czasie szczęśliwości, gdzie jest tylko chłopiec i jego królikomiś, a cały świat na zewnątrz zdaje się wielką sceną, na którą każdego dnia wkracza się, by doświadczać.

Ta atmosfera dziecięcego pokoju, budzącej się kreatywności, tworzącego się języka pełnego neologizmów, to także warta podkreślenia praca Pawła Łopatki, autora polskiego przekładu, dzięki któremu dostajemy m.in. wyjaśniewanie, człowy i straszliwą przestraszność.


Bycie ulubieńcem ma swoją cenę. Budzi potwory. Tutaj są nimi ciarki – „nędzne skarłowaciałe stworzenia (…) z przerdzewiałych szczątków maszyn, kawałków drutu i starych śmieci oraz przeróżnych zniszczonych zabawek”. Ich zadaniem jest znajdowanie i porywanie ulubieńców, i dostarczanie ich Zozo – staremu zabawkowemu klaunowi z opustoszałego Czarnego Lunaparku.

Kim właściwie jest ów Zozo i dlaczego wyszkolił Ciarki do porywania faworytów, przeczytacie sami. Powiem tylko tyle, że to posępna i działająca na wyobraźnię historia. Nie zastanawialiście się kiedyś, co się stało z zabawkami, których nikt nie kupił? Z tymi zakurzonymi miśkami na sklepowych półkach, spłowiałymi maskotkami na strzelnicach, zbutwiałymi klockami w magazynach? W tej książce znajdziecie odpowiedź. Szuka jej Ollie, porwany, a jakże, przez Ciarki; szuka jej Billy, wyruszający w środku nocy na wypraaaawę życia, by ratować ukochanego przyjaciela.

Książek dla dzieci o podobnej tematyce jest sporo, żeby wymienić tylko „Aksamitnego Królika” Margery Williams czy „Gwiazdkowego Prosiaczka” J.K. Rowling, każda z nich jednak eksploruje temat na swój sposób, podkreślając wagę tego zagadnienia dla kolejnych pokoleń dzieci.

Joyce robi to poetycko, snując senne obrazy ulic rozświetlonych blaskiem latarni, zarosłych zielskiem dróżek w nieuczęszczanej części parku, zardzewiałych karuzel starego wesołego miasteczka i wdeptanych w błotnistą ziemię resztek zabawek, których nikt nigdy nie wygrał i nie przytulił.


Tekstowi towarzyszą utrzymane w podobnie nostalgicznym stylu liczne ilustracje autora.

Uwaga spoiler! Dla tych, których dzieci, tak jak mój syn, przy takich książkach (o ukochanych zabawkach albo o zwierzętach) zawsze proszą: „Ale sprawdź najpierw, czy się dobrze kończy”.

Otóż kończy się dobrze. Niech Was nie zmyli ta atmosfera przeszłości i rozkładu. Dzwoneczek Niny mocno bije w piersi Olliego, a dziurka w sercu Billy’ego dawno się zarosła. Ci dwaj mają przed sobą całą przyszłość, lata przyjaźni i wiele kolejnych wypraaaw.

William Joyce, Zaginiony Ollie, tłum. Paweł Łopatka, wyd. Poradnia K, Warszawa 2022.


wtorek, 24 maja 2022

Pięć książek obrazkowych na Dzień Dziecka

 

Dzień Dziecka to jedna z wielu okazji, by podarować naszym małym najmilszym książkę. Albo książki. Całą górę książek najlepiej. Mimo trudnej sytuacji politycznej i związanej z tym drożyzny, na rynku wciąż pojawiają się nowe, piękne książki, a my wciąż je kupujemy. W tym malutkim zestawieniu prezentuję pięć wspaniałych picturebooków, do wielokrotnych przekartkowań, zachwytów i wizualnych odkryć, i do wspólnych z dzieckiem rozmyślanek nad ponadczasowym tekstem.

 


Maleńkie Królestwo

„Maleńkie Królestwo” Etgara Kereta, pisarza wybitnego – „absolutnego czempiona krótkiej formy”, jak czytamy na okładce, to rzeczywiście opowiastkowa perełka. Rzecz o przyjaźni i potrzebie bliskości drugiego człowieka, która jest silniejsza niż prestiż, bogactwa czy pozycja. Można być królem, mieszkać we wspaniałym pałacu i codziennie jadać pałacowe przysmaki, a i tak czuć się samotnym i tęsknić za byciem zwykłym człowiekiem, który razem z przyjacielem uprawia poletko truskawek.


Zapadające w pamięć ilustracje Tami Bezalei, nieco melancholijne i tęskne, wzmacniają ponadczasowy charakter tej opowieści. Są też ukłonem w stronę czytelników dorosłych, rozpościerając przed nami obrazy z krainy dzieciństwa – zabaw i wypraw, wielogodzinnych rozmów i wspólnych działań, pokazując, że jest to czas pierwszych wartościowań wyborów, które rezonują w nas całe życie.

Etgar Keret, Maleńkie Królestwo, il. Tami Bezaleli, tłum. Agnieszka Maciejowska, wyd. Widnokrąg, Piaseczno 2021.
Wiek: 5+

 


Pomelo i wielka przygoda

Pomelo – malutki różowy słonik o imieniu pomarańczy olbrzymiej, zdążył nas już przyzwyczaić do swojego refleksyjnego spojrzenia na świat. Tym razem wyrusza w tytułową „wielką przygodę”, którą możemy  odczytywać symbolicznie jako wchodzenie w dorastanie i/lub wychodzenie ku światu – ze znanego, ale ciasnego podwórka ku wielkim przestrzeniom oferującym nowe możliwości i nowe spotkania. 


Nie jest to podróż łatwa i Pomelo ma chwile załamania: „chciałby zniknąć, żałuje, że w ogóle wpadł na ten pomysł, ma ochotę się rozpłakać”, co jakiś czas czuje też, jak bardzo potrzebuje Tatymamy. I choć w podroży trafia na „złoli”, którzy wykorzystują jego naiwność, spotyka też tych, którzy służą mu wsparciem. W efekcie odkrywa to, co jest tak nowe i inne, że „nie wie, czy to aby nie sen”, a co pozwala mu zobaczyć wszystko to, czego nie pozwalał mu kiedyś dostrzec cień dmuchawca.

Ramona Badescu, Benjamin Chaud, Pomelo i wielka przygoda, tłum. Katarzyna Skalska, wyd. Zakamarki, Poznań 2021.
Wiek: 3+


 

Cała prawda o starych ludziach

 „Cała prawda o starych ludziach” to, jak wprost mówi tytuł, prawda o starych ludziach. Mianowicie taka, że są różni i nie ma powodu, by wsadzać ich do jednej szufladki opatrzonej kiepsko podsumowującą etykietą: nudni, chorzy, pomarszczeni, nieciekawi świata. Elina Ellis tekstem, ale najbardziej kapitalnymi, żywiołowymi ilustracjami, zaprzecza każdej łatce przyklejonej starszym osobom. Krótko mówiąc, obala mity. Robi to niebanalnie, bo ustami małego chłopca, który opowiada o swoich dziadkach. I rzecz jasna patrzy na nich z własnej dziecięcej perspektywy.


Jak więc mieliby ci starzy ludzie być niezdarni, skoro babcia żongluje naleśnikami pod sufitem, czemu niby nie mogą się schylać, skoro on widzi jak się wyginają na jodze, jak to obawiają się wszelkich nowości, kiedy babcia siedzi w internecie, a dziadek gra na konsoli. Wcale też nie są cicho, zwłaszcza gdy tańczą albo biorą udział w jam session. I co za bzdura, że nie lubią przygód – nikt nie poświęca tyle czasu i energii, by przeżywać RAZEM z chłopcem przygody, jak jego dziadkowie.

Opowieść wzruszająca i ciepła, pełna zachwytu nad ludzkim życiem, także w późniejszym jego etapie.

Elina Ellis, Cała prawda o starych ludziach, tłum. Magda Szpyrko-Ankiewicz, wyd. Adamada, Warszawa 2022.
Wiek: 3+

 


Co to jest szkoła?

Picturebook „Co to jest szkoła?” pokazuje dziecku – szczególnie temu, które jeszcze nie stanęło w szkolnych murach – czym jest szkoła, kogo może tam spotkać i co będzie w niej robiło. Znajdziemy tu bardzo konkretne opisy: „na ławkach kładzie się zeszyty, a na krzesłach sadza pupy”, ale i spojrzenie bardziej metaforyczne: „Szkoła to miejsce otwarte, nawet gdy ma zamknięte okna i drzwi”. Autorzy – Luca Tortolini i Marco Soma – malują słowami i obrazami różnorodną szkolną społeczność. Pokazują rozmaite zwierzęta, małe i duże, i równie różnorodnych nauczycieli: „Każdy wygląda inaczej i ma inny charakter; jeden ciągle krzyczy, drugi jest anielsko cierpliwy”, podkreślając, że ważne jest to, że pozwalają uczyć się na błędach. Tytułowe pytanie książki jest de facto szersze, wykracza poza szkolne mury oraz poza czas, w którym zwykle do szkoły uczęszczamy. Refleksja dotyczy raczej nauki jako całożyciowego procesu, który trwa, a przynajmniej powinien trwać, nieustannie. Jeśli stanie się inaczej, dorośli „przestają szukać piękna i dbać o dobre relacje z innymi (…) chcą budować mury, żeby odgrodzić się od tego, czego nie znają. Z czasem wszystkiego zaczynają się bać”.


Edukacja, nauka, nieustanny rozwój powinny być elementem codzienności nie tylko dzieci, lecz także dorosłych, jeśli mają żyć w zgodzie z samymi sobą i całym światem – oto przesłanie tej książki.

Luca Tortolini, Marco Soma, Co to jest szkoła?, tłum. Ewa Nicewicz, wyd. Tako, Toruń 2022.
Wiek: 5+

 


Sprzedawca szczęścia

„Sprzedawca szczęścia” to kolejny na polskim rynku picturebook zilustrowany przez Marco Somę. Okładka zachwyca subtelną, czarodziejską ilustracją przedstawiającą domy o rozświetlonych ciepłym światłem oknach, ukryte wśród gałęzi potężnego drzewa. A w dole promień lampy wyławia z ciemności niepozornie wyglądający słoik z grubą nakrętką i etykietą. Co w nim jest? Nic i wszystko jednocześnie. Szczęście.


Gołąb sprzedawca szczęścia przyjeżdża starą furgonetką, podzwaniając dzwonkiem zupełnie jak lodziarz. Ptasi mieszkańcy leśnego zakątka, spowitego późnojesiennymi liśćmi wychylają się ze swych domków na drzewach, z gniazd i dziupli. Przepiórka, sikorka, szpak, gil, strzyżyk… kupują słoik lub dwa, sześciopak albo zestaw prezentowy. Niektórzy próbują się targować, ale gołąb zna wartość swojego towaru – wszak szczęście nie leży na ulicy.
Czy ptaki będą potrafiły wykorzystać upragniony zakup? Może tak, może nie, z pewnością jednak zrobi to pan mysz, na którego szczęście niespodziewanie spadło wprost z furgonetki sprzedawcy. W ostatniej scenie obserwujemy jego szczerą radość, gdy z zachwytem – zupełnie jak obdarowany wylizanym słojem po miodzie Kłapouchy – zagląda do pustego naczynia.
Książka zaprasza do filozofowania wspólnie z dzieckiem i postawienia sobie kilku odwiecznych pytań o to, czym jest szczęście, jak je zdobyć i jak utrzymać.

Davide Cali, Marco Soma, Sprzedawca szczęścia, tłum. Agnieszka Liszka-Drążkiewicz, wyd. Adamada, Gdańsk 2022.

Wiek: 4+

piątek, 22 kwietnia 2022

O dziewczynie, która tęskniła, i komandosie, który płakał

 

To jest opowieść o pożegnaniu i powitaniu, otworzeniu się na nowe i jednoczesnym pozostaniu sobą. Bardzo uniwersalna, w kontekście sytuacji uchodźców z Ukrainy zyskuje dodatkowy, aktualny wymiar. Jest historią poszukiwania domu w obcym miejscu. Z koniecznością dopasowywania się do odmiennych zwyczajów i tradycji, bez przekreślania tego, co już się przeżyło i tego, co na zawsze ma się w sobie.


Bohaterką książki jest dziesięcioletnia Marta, Polka, która urodziła się w Anglii. Jej rodzice skończyli studia w Gdańsku, Marta utrzymuje stały kontakt z rodziną w Polsce, przyjeżdża w wakacje i święta. To właśnie podczas bożonarodzeniowego pobytu w Gdańsku rodzice niespodziewanie ogłaszają decyzję o przeprowadzce do Australii. Marta wcale się nie cieszy z tej emigracji na drugi koniec świata, podobnie nie cieszy się jej prababcia. Obie płaczą. Marta jest rozżalona, że musi zostawić za sobą koleżanki i kolegów, ulubione miejsca, szkołę, a przede wszystkim ukochaną przyjaciółkę Izzy. Prawdziwie bratnią duszę. Wrażliwe i lubiące artystyczne wyzwania dziewczynki mieszkały blisko siebie i spędzały po szkole dużo czasu, a teraz zostaną im tylko listy i Skype. Na szczęście czas pokaże, że przyjaźń można pielęgnować także na odległość.

Książka zwraca uwagę na dwie ważne kwestie: na przebieg adaptacji dziecka do nowego środowiska, ze wszystkimi czynnikami wspierającymi i hamującymi, oraz niezrozumienie ze strony rodziców, którym wydaje się, że dziecko z racji swej niedorosłości na pewno szybko przywyknie do nowej sytuacji, i skoro „tam” miało przyjaciół, to i „tu” zaraz znajdzie.

Chociaż to Marta jest główną bohaterką powieści, tuż obok pojawia się druga ważna postać  - ta od tytułowego „komandosa, który płakał” (Swoją drogą, czy zwróciliście uwagę, jak intrygujący ta książka ma tytuł? Jak wojenna opowieść, i nie jest to skojarzenie bezzasadne). Clint jest kolegą z klasy, z którym Marta siada w ławce pierwszego dnia w australijskiej szkole. I już zostaje. Z czasem okazuje się, że ten uważany za dziwaka, nieustannie bawiący się żołnierzykami chłopiec też ukrywa trudne emocje i wielką tęsknotę…

Magdalena Markowska z wyczuciem i wrażliwością, ale nie stroniąc od mocniejszych akcentów, portretuje środowisko rówieśnicze dzieci tuż przed wkroczeniem w dorastanie – hejt, manipulacje, kliki, ostracyzm, ale też młodzieńcze zastanowienie nad wartością przyjaźni, szczerości, tolerancji, zgodnego współżycia z innymi.
Ciekawie portretuje również dorosłych, z ich uwikłaniem w przekonanie o własnej nieomylności i nieudolnymi próbami zagłuszenia uczuć zdroworozsądkowym działaniem.




Powieść ilustrują liczne czarno-białe grafiki Ani Jamróz. Uwagę zwraca staranne edytorskie przygotowanie – rozmieszczenie tekstu na stronie, przyjazny font, gramatura papieru, szycie (książka wspaniale się rozkłada) i poręczny format.  

Po lekturę najchętniej sięgną dzieci z początkowych klas podstawówki. Dobrze się czyta także wspólnie na głos. Poczytaj dziecku patronuje

Magdalena Markowska, O dziewczynie, która tęskniła, i komandosie, który płakał, il. Ania Jamróz, wyd. Ezop, Warszawa 2022.

Wiek: 6+


czwartek, 17 lutego 2022

Poczytaj psu!

 We wrześniu 2021 roku zamieszkał z nami PIES. Henryś jest cairn terierem, ma siedem miesięcy i jest oczkiem w głowie mamusi! To pierwszy mój pies od czasu studiów. Gdy dzieci były małe, czułam, że nie będę miała dość czasu, by skupić się na zwierzaku – to przecież radość, ale i odpowiedzialność.


Teraz uczę się od nowa, jak to jest być psiarą. Przez dwadzieścia lat bardzo dużo się zmieniło, jeśli chodzi o podejście do czworonogów, tak przynajmniej wynika z moich obserwacji. Dziś o psy się znacznie bardziej dba, przykłada się też większą wagę do ich rozwoju, szkolenia, dobrostanu psychofizycznego. Można więc na przykład kupować psu książki i wspólnie je oglądać! Tak, tak!


Gdy odkryłam, że Dwie Siostry wydały książkę kierowaną specjalnie do psów i ich właścicieli, wiedziałam, że musimy ją z Henrysiem mieć.
Po co?

·   Żeby się przytulać podczas jej czytania.

Żeby razem oglądać obrazki i nazywać części ciała: ucho, nos, oczka.

Żeby się głaskać i szeptać do uszka: „dobry, śliczny piesek”.

Żeby poćwiczyć komendy: siad, daj łapkę, głos!

Żeby mieć kolejną okazję do spędzania razem czasu.

Żeby pies też miał to, co ja tak bardzo lubię, czyli książki.

Żeby dać psu dozwolonego książkowego gryzaka i odwieść go od gryzienia moich własnych książek, a już zwłaszcza tych z biblioteki!


 


„Książka dla psa” Moniki Hanulak i Grażki Lange ma duży format – pies może na nią wejść, może się na niej położyć, a mały psiaczek może wsunąć się do niej jak do budy.  Duże ilustracje o naturalnych, „psich” kolorach skontrastowane z białym tłem przyciągną wzrok psa.


To książka interaktywna. Czytamy ją na głos, a pies strzyże uszami i unosi głowę, słysząc znajome słowa: piłeczka, siku, kupa, patyk, a przede wszystkim spacer, spacer! Tak, lekturę z całą pewnością warto właśnie nim zakończyć, co też sugerują autorki ostatnimi zdaniami: „Idziemy? Idziemy na spacer?”


Ta książka to nietypowa, ale urocza i kreatywna droga do okazania psu czułości, pobycia z nim i zapewnienia, że bardzo się kocha.


A dla kociar i kociarzy wydawnictwo przygotowało „Książkę dla kota”, a jakże!

Monika Hanulak, Grażka Lange, Książka dla psa, wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2021.

poniedziałek, 31 stycznia 2022

Plebiscyt LOKOMOTYWA na najlepszą książkę dla niedorosłych

Już po raz czwarty wyruszyliśmy LOKOMOTYWĄ książkowych blogerów, żeby pokazać Wam najlepsze naszym zdaniem książki roku 2021. Ale jak zawsze to WY, czytelnicy, macie ostatnie słowo. Głosujcie, wybierajcie najlepsze z najlepszych w sześciu kategoriach: TEKST, OBRAZ, FAKT, KOMIKS,  PRZEKŁAD, OD A DO Z. Głosowanie tylko do dziś - 31 stycznia - do północy!

Głosowanie tutaj: LOKOMOTYWA







Plebiscyt LOKOMOTYWA tworzą blogerzy piszący o książkach dla dzieci i młodzieży: 
Tatiana Audycka-Szatrawska Dodruk poproszę, Agnieszka Dobrowolska Mały Pokój z Książkami, Zosia Gwardyś Mała czcionka, Magdalena Koziarek Synkowe czytanie, Olga Kromuszczyńska O tym, że, Maja Kupiszewska Maki w Giverny, Karolina Obrzut Dżin z tomikiem, Ania Oka Zabawkator, Maja Pilarska Mała Ka(f)ka, Alicja Szyguła W Nieparyżu, Bartek Wokan Co czytam Konstantemu i Matyldzie oraz moja skromna osoba.