poniedziałek, 11 grudnia 2017

Nakręceni (Cogheart)

„Gdyby nie było wszystkich tych złych ludzi, nie mielibyśmy szans na czynienie dobra” – w taki sposób Lily próbuje spojrzeć na swoje życie. W którym aż roi się od złych ludzi i ich jeszcze gorszych uczynków. Dziewczyna ma dopiero 13 lat, a już zdążyła otrzeć się o śmierć i poznać,  czym jest ludzka zawiść, chciwość, nienawiść. Jej ojciec jest niezwykle uzdolnionym wynalazcą. Jedno z jego urządzeń okazało się mieć niezwykłą moc, i właśnie ten wynalazek sprowadził nieszczęście na rodzinę Hartmanów. Niektórzy ludzie nie cofną się bowiem przed niczym, by dostać to, czego nie ma nikt inny.




Lily Grantham  (właść. Hartman) – główną bohaterkę książki – poznajemy w chwili, gdy sztywno kroczy z książkami na głowie długim korytarzem Akademii dla Młodych Dam Panny Octavii Scrimshaw. A w zasadzie próbuje to robić, bo nie jest łatwo iść wyprostowanym jak struna, jednocześnie po kryjomu kartkując  powieść sensacyjną w odcinkach, które Lily czytuje pasjami.  Takie powieści były bardzo popularne w dziewiętnastowiecznej Anglii i nosiły nazwę Penny Dreadful. Kosztowały dokładnie pensa i nie miały dobrej reputacji, za to co tydzień każdy kolejny odcinek przykuwał uwagę wiernych czytelników. Szkoda, że nie ma o tym słowa w polskiej wersji książki (ba, zniknęło nawet samo określenie Penny Dreadful), tym bardziej, że na swojej stronie internetowej autor udostępnia czytelnikom gotowy schemat do stworzenia własnej sensacyjnej historyjki. Możecie pobrać go tutaj).



Jak się pewnie domyślacie po dobrze lektury, w naturze Lily nie leży bycie cichą i posłuszną, w najmniejszym stopniu nie jest też zainteresowana nabyciem praktycznych umiejętności niezbędnych wiktoriańskim damom. Oczekuje od niej tego właścicielka akademii, a także opiekunka Madame Verdigris, która po śmierci matki Lily zajmuje się domem. Ukochany ojciec oczekuje tego natomiast w znacznie mniejszym stopniu – on kocha Lily dokładnie taką, jaka jest: odważną, wojowniczą, pomysłową, logicznie myślącą, otwarcie wyrażającą swoje zdanie, marzącą o byciu podniebną piratką. Ale John Hartman jest trochę jak kapitan Crewe z „Małej księżniczki” Burnett – uwielbia swoją córeczkę i chce dla niej jak najlepiej, tyle że nie za bardzo wie, jak to osiągnąć.


Kiedy zdarzenia kolejny raz w rodzinie Hartmanów przybierają fatalny obrót, to Lily będzie tą osobą, która zachowa trzeźwość umysłu i podejmie zdecydowane działania, nie wahając się stawić czoła zagrożeniu. Wieść o tajemniczym zaginięciu ojca pchnie ją nie tylko do wszczęcia iście detektywistycznej akcji poszukiwawczej, lecz także do odkrycia mrocznej tajemnicy urządzenia skonstruowanego kiedyś przez Hartmana, a będącego obiektem tak obsesyjnego pożądania, że ludzie są skłonni dopuszczać się najokrutniejszych czynów, by go zdobyć.


U boku Lily staje rząd oryginalnych, by nie powiedzieć osobliwych postaci: Malkin, inteligentny mechaniczny lis, stworzony specjalnie dla Lily przez jej ojca; Robert, trzynastoletni syn wybitnego zegarmistrza oraz Anna, aeronautka, dziennikarka i powieściopisarka, od lat śledząca sprawę rodziny Hartmanów.
Tłem dla dramatycznych perypetii czworga bohaterów jest dziewiętnastowieczny Londyn, ale nie taki, jaki znamy z lekcji historii.  To jest Londyn z wyobraźni Petera Bunzla, jego ”Victorian alternative universe” pełen dziwacznych urządzeń i konstrukcji mechanicznych, będących niewątpliwie owocem rewolucji naukowo-technicznej, ale nie tej, o której czytamy w podręcznikach. 


Pokryte sadzą niebo nad Londynem wypełniają kolejki statków powietrznych, a po ulicach przemieszczają się szybko i niestrudzenie służące ludziom mechanikony i mechanimale. Są one urządzeniami mechanicznymi o naciągu manualnym, co oznacza, że trzeba je regularnie nakręcać. I stąd właśnie polski tytuł książki – „nakręceni” w sensie dosłownym, nie w potocznym znaczeniu „bycia nakręconym”, czyli podekscytowanym.  Tytuł oryginału brzmi „Cogheart”, co można przetłumaczyć jako „mechaniczne serce” – w książce „mechaserce”. To tytuł zdecydowanie bardziej dosłowny, w przeciwieństwie do polskiego, który wprowadza dwuznaczność znaczeniową. Możliwe, że był to zabieg celowy, mający przyciągnąć młodego czytelnika luźnym pozytywnym skojarzeniem.

Ale wracając do fantastycznego świata stworzonego przez autora – jest w tej kreacji Bunzla pociągający urok minionych ludzkich wyobrażeń o tym, jak może wyglądać „świat za 100 lat” i w jakim kierunku będzie podążać cywilizacja. Dawno temu, gdy byłam w pierwszej klasie, mieliśmy na plastyce przedstawić „Świat w roku 2000”, i pamiętam, że narysowałam dzieci latające do szkoły dzięki tornistrom z silniczkiem na plecach, a w domu – pomagające w codziennych pracach roboty. Wizja Bunzla jest mi więc sentymentalnie bliska.

Książka brytyjskiego autora udanie łączy wątki detektywistyczne, sensacyjne, fantastyczne, przygodowe, nie zapominając o wiarygodnej psychologicznie kreacji bohaterów.  W Lily Hartman, fajterce, która mimo przeciwności losu ciągle wierzy w swoją szczęśliwą gwiazdę,  niejeden młody człowiek znajdzie bratnią duszę, podobnie jak w nieco niepewnym siebie, ale uparcie walczącym z własnymi słabościami Robercie.



Powieść jest dobrze skonstruowana, zgrabnie napisana, dialogi brzmią żywo i realistycznie. Na ostatnich stronach znajduje się  „Słowniczek dziwnych słów”, czyli terminów takich jak perpetum mobile, zeppelin, hybryda, Kraken itp. na uwage zasługują ilustracje Bekki Stadtlander, jednej z moich ulubionych artystek – czarno-białe w bloku książki i fantastyczna kolorowa okładka.
Pod koniec książki wartka akcja nabiera takiego tempa, że czytelnik ani się obejrzy, a już jest na ostatniej stronie. I okazuje się, że to jeszcze nie koniec! Przygoda będzie trwać, a lubiani bohaterowie powrócą niebawem w drugiej części pt. „Księżycowy medalion”.

Peter Bunzl, Nakręceni, il. Becca Stadtlander, tłum. Tomasz Illg, wyd. Akapit Press, Wrocław 2017.

Wiek: 11+

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza